Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Formy Zamętu

Maciej Chwistek

Na początku był chaos… Hezjod

Reklamy


Dodaj komentarz

Degustacje. Wierzę w piękno

Anna Roś

Nasze postrzeganie piękna jest w dużej mierze uwarunkowane czasem i miejscem, w którym żyjemy. Wzory piękna są swoiste dla kręgów kulturowych oraz okresu w jakim powstały. Starożytni skarżyli się, że czas piękna przeminął, gdy zaczęły pojawiać się obrazy i mozaiki. Wydawały się im zagrożeniem dla ówczesnej, opartej na symetrii, estetyki. Immanuel Kant twierdził, że w malarstwie nośnikiem piękna jest forma. Kolor natomiast jest tylko bodźcem subiektywnym. Teza ta była także uwarunkowana historycznie, ponieważ filozof żył w epoce klasycystycznej. Temat aktualności piękna pojawiał się zazwyczaj na przełomie epok, kiedy nowe treści i prawdy przeciwstawiały się tradycyjnej formie. Artyści musieli przezwyciężyć wówczas napięcia pomiędzy podsycanymi przez pewną tradycję oczekiwaniami, a swoimi nowymi pomysłami. Nie było to łatwym zadaniem. Potrzebowali wiele szczęścia, by przekonać do swych nowatorskich dzieł publiczność.

Zdjęcie Jerzy Lajstowicz

Zdjęcie Jerzy Lajstowicz

Czy piękno może się z dezaktualizować i przeminąć tylko dlatego, że nie mieści się w ramach prawideł danej epoki? Prawda, którą niesie piękno nie polega na prawidłowości. Nie odczuje piękna ten, kto nie nosi go w sobie. Współcześnie panuje pogląd, że piękno nie jest czymś stałym. Artyści sami definiują piękno, nie nawiązując już do kanonów. Piękno widziane przez artystę postrzegane jest jako subiektywne i zależne od gustu czy upodobań. Trudno wyjaśnić dlaczego się ono nam podoba. Przemawia do nas z wielką intensywnością, choć jest nieoswojona i nie potrafimy jej zrozumieć. Jest głęboko ukrytą tajemnicą, która nie jest i nie będzie nam dana. Niepokoi nas i drażni. Zmienia nas. Obcując z pięknem nie pozostajemy tacy sami. Doznajemy specyficznego sposobu przebywania, które się nie dłuży. Jeśli naprawdę doświadczyliśmy piękna w sztuce, inaczej doświadczamy też rzeczywistości. Nie odczuwamy życia tak samo, jak wcześniej, ponieważ uzyskaliśmy inne widzenie świata, bardziej metafizyczne. Piękno jest wartością samą w sobie i wynagrodzeniem dla tego, kto go doświadcza lub tworzy. Tłumaczy to zaangażowanie w swoje dzieła twórców, zwłaszcza tych niedocenianych. To właśnie piękno nadaje sens ich twórczości, a nie uznanie publiczności. Podziwiam ludzi mających odwagę żyć dla piękna. Oni nie szukają wzoru, który sprawia, że sztuka staje się sztuczna, ciężka i przytłacza. Oni obcują z pięknem samym. Piękno nie jest człowiekowi dane, nie można go zamknąć w kanonie. Można się do niego tylko zbliżać, nigdy do końca go nie osiągając. Zbliżamy się do niego wbrew zwyczajom i stereotypom kulturowym, wbrew naszym ludzkim ograniczeniom. Drogą piękna podąża wielu wspaniałych ludzi, indywidualnie i grupowo. Obcowanie z pięknem staje się dla nich codzienną praktyką. Dla mnie to też jest jedyna religia, którą wyznaję. Wierzę w piękno, bo jak powiedział Fiodor Dostojewski, zbawia ono świat.


Dodaj komentarz

Perły z Amsterdamu. Czerwone latarnie

Karolina Rosocka

Mężczyzna w kwiecie wieku stoi oparty o drzwi, rozmawia z młodziutką prostytutką w oknie… Trzy wejścia dalej holenderskie mamy odbierają dzieci z przedszkola. Zegar w starym kościele wybija 17.00…

Siadam nad kanałem w dzielnicy seksu… na moście trębacz wygrywa leniwe melodie. Trąbka ma w sobie coś niezwykle zmysłowego i melancholijnego. Jest piekielnie gorąco. Ciuchy lepią się do ciała. Na szczęście co jakiś czas wiatr od morza przynosi ulgę. Łódki suną kanałami. Dookoła turyści fotografują się na mostach, przed kościołem, przy sex shopach, nad kanałem. Co chwila wysuwają się długie obiektywy aparatów… Kobiety pozują do zdjęć – poprawiają włosy, wydymają usta, prostują plecy, piersi do przodu, wypinają pośladki. Trąbka wciąż przygrywa w tle… gwar uliczny, dzwonki rowerów. Pijany turysta zawzięcie dyskutuje z gołębiami…

Wczesnym popołudniem mijam kilka prostytutek, które właśnie zaczynają pracę. Wielkim kluczem, jak do tajemniczych drzwi, otwierają swoje okienka miłości. To niczym nie wyróżniające się kobiety, zupełnie zwyczajne. Ale już po chwili stoją w oknie, całkowicie odmienione – w lateksie ciasno opinającym ciało lub jaskrawej, kiczowatej bieliźnie z mocnym, wyrazistym makijażem. Kobiety wampy są gotowe do dawania miłości. Spaceruję wąskimi uliczkami, przyglądam się tym kobietom… Czasem mam wrażenie, że są jak zwierzęta, wystawione na sprzedaż, w klatkach. Prężą się przed szybą lub leniwie zalegają na wysokich stołkach. Agresywne, otępiałe, senne… czasem któraś się uśmiechnie. Od wyboru do koloru – chude, grube, niskie, wysokie, stare i młode, blondynki, brunetki, skośnookie, czarnoskóre… Wszystkie są jednak do siebie podobne – trochę nijakie, trochę nierealne, jakby nie z krwi i kości. Automaty do taniej i szybkiej rozkoszy. Lubię patrzeć na piękne kobiety, a niektóre prostytutki są naprawdę piękne, ale nie o wygląd tu idzie, szukam siły wewnętrznej, energii życiowej, twórczej energii, która wprawia w ruch.

Ilustracja: Karolina Rosocka

Ilustracja: Karolina Rosocka

Któregoś wieczoru siedzimy ze znajomym na ławce w dzielnicy seksu, a w mojej wyobraźni… prostytutka siedzi na wysokim stołku… ma na sobie luźną, płócienną koszulę… może widać jej kawałek piersi, może koszula zawinęła się niesfornie powyżej ud… je soczyste owoce, wgryza sie w nie, a soki spływają jej po brodzie, dekolcie, pomiędzy piesiami. Zaprasza przechodniów do wspólnej uczty…

…znajomy wbija mi łokieć pod żebra… – jesteś?

Zobaczyć coś takiego w jednym z okien…

Ale dzielnica seksu to nie tylko prostytutki. To miejsce przyciąga różnych indywidualistów. Wyznają własne zasady i podług nich próbują przetrwać… Dwie młode cyganki siedzą zawsze na tym samym moście. Mają jeden akordeon i grają nieprzerwanie tą samą melodię. Ale są tak sympatyczne, ze nie da się przejść obok nich obojętnie. Witają się z przechodniami, pytają o samopoczucie… Gdy nie grają, wyśpiewują cygańskie piosenki z uśmiechem na ustach…

Włoski magik iluzjonista krąży po wąskich uliczkach. Zagląda do barów, czaruje turystów na ulicy. Drobne przedmioty pojawiają się i znikają w jego dłoniach. Jestem pod ciągłym wrażeniem jego umiejętności. Zawsze gdy się spotykamy pokazuje mi jakąś sztuczkę. Jest elegancki, dystyngowany i jak na magika przystało, czarujący. – ludzie nie lubią już magii… próbuję z tego wyżyć, ale nie jest łatwo… Zawsze, gdy chcę mu dać monetę, mówi z uśmiechem – nie martw się, ja mam miliony… Ale smutek nie znika mu z oczu… Zazwyczaj turyści odprawiają go nieprzyjemnym gestem dłoni, ale ci którzy dadzą się oczarować, na pewno nie pożałują.

Stary narkoman, z wielkim bukietem sztucznych kwiatów na głowie i plastikowym bananem w ręce, który traktuje jak telefon, obdarowuje mnie na w pół zwiędniętymi kwiatami. Zarabia na narkotyki. Jest chudy. Ciuchy wiszą mu na kościach. W uśmiechu pokazuje mi kilka krzywych zębów. Czasem daje ludziom kwiaty, czasem namawia do wspólnego zdjęcia. Czasem coś mu wpadnie do kieszeni. Ktoś od niechcenia rzuci 20 centów. Dawno go już nie widziałam…

Godziny popołudniowe. Mijam jedno z okien. Mężczyzna z papierosem w ustach opuszcza okienko, prostytutka otwiera mu drzwi, nawet na siebie nie spojrzą. Wychodzi. Prostytutka poprawia włosy. Znowu jest chętna i gotowa do miłości. Mężczyzna szybko gubi się w tłumie. Papieros szybko spala się w jego ustach.

Siedzę nad kanałem w dzielnicy seksu… tym razem mija mnie łódka z małą orkiestrą dętą – dwie trąbki i puzon – grają melodie swingowe. Po raz kolejny jestem oczarowana. Rozglądam sie dookoła. Mężczyźni zalegają w barach, na tarasach. Popijają zimne, lane piwo. Oglądają turystki. Wodzą za nimi oczami. Samotne kobiety i samotni mężczyźni przy stolikach… zaczynają ze sobą niezobowiązujące konwersacje… Po dwóch, trzech godzinach opuszczają bar. Pod rękę, w objęciach…

I znów spaceruję wąskimi uliczkami, kilka razy zdarza mi się minąć to samo okno, a w nim – prostytutka. Jest prawdziwa, jak żadna dotąd. Soczysta, zmysłowa, smaczna. Mijam jej okno kilkakrotnie. Za każdym razem uśmiecha się do mnie. Któregoś razu słyszę dźwięki argentyńskiego tanga… mam gęsia skórkę. To jej okno. Prostytutka właśnie zaciąga czerwoną zasłonę… klient jest w środku. Patrzy na mnie, znowu ten uśmiech, ale tym razem z jej twarzy wyczytuje komunikat – czas na miłość… I znika za zasłoną. Wydaje się być stworzona do obdarowywania i przyjmowania rozkoszy. Ma to zapisane w ciele, na twarzy. To jest ten rodzaj energii, który robi na mnie wrażenie. Jest we właściwym miejscu i czasie.

Wieczór. Kolejny klient opuszcza okienko. Żegna się z prostytutką, wymieniają się uśmiechami. Za rogiem czeka na niego kobieta. Wita go pocałunkiem. Obejmują się. Kobieta pyta z uśmiechem – zadowolony jesteś? Mężczyzna nie przestaje się uśmiechać… Czy ja to naprawdę widziałam? Obracam się kilka razy.

Wczesna noc. Jest naprawdę tłoczno, ludzie ocierają się o siebie, mężczyźni wlepiają pożądliwe spojrzenia w kobiety. Jest duszno, seks paruje z chodników, unosi się w powietrzu, miesza z oparami marihuany. Przeciskam się przez najwęższą uliczkę pomiędzy dwoma kamienicami, odór moczu uderza w nozdrza. Pod oknami czekające grupy mężczyzn. Nie czekają w kolejce. Czekają na Jednego z grupy, którego najprawdopodobniej wepchali do okna, albo przez cały dzień go podjudzali. W końcu wylądował w okienku z prostytutką. W dużych, męskich grupach często jest Taki, który najwięcej wypije, najwięcej zapali, zaliczy prostytutkę. Mijam grupę Polaków, czekają pod oknem… Rozpoznajemy się. Pytam z uśmiechem – jest w środku?- Tak! I to juz ponad 6 minut! Informuje mnie Polak. Najwyraźniej nie może wyjść z podziwu, ze seks może trwać tak długo…

Wciąż noc, ale zaraz będzie świtać. Jestem po nocnej zmianie w barze. Siadam na murku. Naprzeciw okna z prostytutkami. Otwierają się jedne z drzwi. Moim oczom ukazuje sie para – kobieta i mężczyzna. Kobieta podciąga sukienkę na piersiach, mężczyzna obejmuje ją czule. Prostytutka żegna się z nimi, życząc udanych wakacji. Machają jej na pożegnanie…

Ilustracja: Karolina Rosocka

Ilustracja: Karolina Rosocka

4 miesiące w Amsterdamie. 4 miesiące szwendania się po dzielnicy seksu. To miejsce pełne życia, sprzeczności, buzujących energii, które wprawiają ziemię w nieustanną wibrację!

Przez długi czas chciałam porozmawiać z jedną z prostytutek, zadać jej te wszystkie pytania, które się we mnie zrodziły. I spotkałam przypadkiem dwie polskie prostytutki, wymieniłyśmy się telefonami. Ja w nadziei na wywiad, one? Kilka razy próbowałam się z nimi skontaktować. Na próżno. Więc zaczęłam się nad tym zastanawiać. Właściwie co mi po jednym wywiadzie? Każda z nich ma swoją indywidualną historię do opowiedzenia. Zupełnie różną… A im dłużej się nad tym zastanawiałam, tym wyraźniej i mocniej czułam te wszystkie historie, które się wydarzyły i wciąż wydarzają, gdzieś w głębi samej siebie. Tysiące historii, zapisanych w moim ciele. W ciele kobiety. Historie prostytucji. Historie wstydliwe, brudne, bolesne, zwyczajne, piękne, romantyczne, skomplikowane, przyjemne i dramatyczne… Prostytutki stały się żywe i bliskie. Pamiętam, gdy przyjechałam do Amsterdamu 8 lat temu – młoda studentka z polskiej prowincji – i spacerowałam tymi samymi uliczkami rozkoszy, czułam mieszankę zawstydzenia, zażenowania i współczucia. Dlaczego? Przecież to nie ja stałam w oknie…

Na miejsce znanej mi dotychczas mieszanki uczuć tym razem, po 8 latach, pojawiło się zrozumienie. Zaczęłam redefiniować, kwestionować – sama siebie, własną seksualność i seksualność w ogóle. Zakwestionowałam, jak nigdy dotąd, kulturę, w której wyrosłam. I rzeczy przestały być takimi, jakimi były dotychczas… I pokochałam to miejsce. Choć przez długi czas wydawało mi się wielkim fast foodem Amsterdamu – szybki seks, szybkie jedzenie, szybkie drinki, szybkie i krótkie znajomości… Im dłużej jednak siedziałam pod czerwonymi latarniami, tym głębiej i głębiej przenikałam to miejsce, a moje wrażenia zmieniały się z dnia na dzień.

Czerwone latarnie kojarzą mi się romantycznie… Gdzieś z tyłu mojej głowy, jest szufladka, w której przechowuje obrazy. Skąd ta szufladka w mojej głowie? Kto ją tam zamontował? To obrazy wolnej miłości, niezobowiązującej, nieskrępowanej, dalekiej od trosk dnia codziennego. Wyzwolone, świadome kobiety, które nie wstydzą się własnej seksualności, własnego ciała, nie wzbraniają się, są doświadczone i za to właśnie biorą pieniądze. I wyzwoleni mężczyźni, którzy uwielbiają kobiety… Prostytucja – profesja jak każda inna. Być może to kobiety o specyficznych predyspozycjach, może to ekshibicjonistki, może hedonistki, może nimfomanki, a może po prostu lubią seks, może są wygodne, a może leniwe… może, może, może… może są zupełnie “normalne”… Nauczyliśmy się tak bardzo wiązać seks z miłością, że niewyobrażalnym jest dla nas brać pieniądze za seks… Odczuwam wyraźnie, że to wielka iluzja naszej kultury. Tymczasem to tylko kwestia przesunięcia granic… Oczywiście to, o czym piszę, to wyłącznie moje odczucia, to moja wędrówka w myślach, do której zainspirowała mnie dzielnica czerwonych latarni…

Przez krótki moment, w historii tego miejsca, w oknach stały męskie prostytutki. Przez krótki moment. Znowu złapałam się na pułapce myślenia. Tak bardzo pochłonęły mnie same prostytutki – kobiety, że nawet przez myśl mi nie przeszło, że w oknie mogłabym zobaczyć mężczyznę! A oni tu byli, stali w tych oknach! Niestety, nie zarabiali wystarczająco, by się utrzymać. Widać kobiety nie mają potrzeb korzystania z takich usług… Nie wierzę… Jestem pewna, że mają! Ale to znowu granice… A ja znów urodziłam sie za późno, żeby zobaczyć mężczyzn w oknach. A niech to!

Pisze o granicach i przypomina mi się cytat. Pochodzi z jednej z kantat Handla, który w wolnym tłumaczeniu brzmi mniej więcej tak: „Rodzimy się z umysłem zdolnym do latania, ale z powodu granic, które sami sobie stawiamy, nie jesteśmy w stanie poszybować wysoko w przestworza. Przez cale życie budujemy sztuczne skrzydła…”

[youtube  https://www.youtube.com/watch?v=JnFMm1-_9ew%5D