Spółki Miejskie


1 komentarz

Formy Zamętu. Klonowanie

Maciej Chwistek

Z zamyślenia wyrwał mnie przeraźliwy gwizd czajnika. Sypnąłem łyżeczkę kawy i zalałem wrzątkiem. Aromat powoli ogarniał całą kuchnię. Nad głową usłyszałem stukanie i kroki. Dostawiłem drugi kubek i nasypałem dwie łyżeczki kawy. Tadeusz właśnie taką lubił. Mocną i dobrego gatunku. A ta była taka, bo to on ją przywiózł z dalekiego kraju. Dziwny gość z niego. Kiedyś studiował medycynę, a na ostatnim roku przeniósł się na matematykę. Później zajął się komputerami i gdy poczuł, że w kraju dla niego za ciasno wyjechał w świat. Co kilka lat odwiedzał mnie chcąc się wyciszyć i jak powiadał nasiąknąć swojskim klimatem. Drzwi się otworzyły, wszedł.

– Cześć. To moja kawa?

Spytał i nie czekając na odpowiedź sięgnął po kubek.

– Posłuchaj – powiedział – ale wpierw usiądź!

Nie ważne, że już siedziałem. Widocznie chciał podkreślić ważność informacji.

– Nie uwierzysz. Ktoś mi podesłał wiadomość, że w najnowszym numerze pisma Lancet ma się ukazać informacja o udanym sklonowaniu człowieka. Zgadnij kogo?

Rozpalonym wzrokiem wpatrywał się w moją twarz, chcąc zapewne dojrzeć jakie wrażenie na mnie zrobi wiadomość.

– Wiesz, sam nie mogłem uwierzyć, ale sprawdziłem w innym źródle. No i co, zgadujesz?
– ???
– Sklonowali Jezusa!

Zamilkł. Parsknąłem śmiechem.

– Głupi dowcip. Dobrze wiesz, że to niemożliwe. Nie tylko ze względów medycznych, ale i ideologicznych.
– Powtarzam, że to sprawdzone informacje. Kilka lat temu grupie naukowców udało się wyodrębnić DNA z krwi pochodzącej ze starego gwoździa przechowywanego w pewnym klasztorze. Według legendy to jeden z gwoździ, którym przybito Jezusa do krzyża. Oczywiście należało sprawdzić czy tak właśnie jest. Cała akcja była nielegalna, więc musiała odbywać się w tajemnicy. Pod pretekstem sprawdzenia z jakich lat pochodzi poproszono Watykan o udostępnienie skrawka Całunu Turyńskiego. Metodą węgla C14 sprawdzono datę, ale nie to jest ważne. Udało im się wyizolować fragmenty DNA. Choć nie było pewności czy na całunie było DNA Jezusa to jednak zgadzało się z tym, co uzyskali z gwoździa. Nie będę ci mówił o technicznych działaniach, ważne, że stworzyli zarodek i wszczepili go pewnej kobiecie. Dowiedziałem się o tym kilka lat temu, ale to, że chcą teraz to upublicznić zszokowało mnie. Wiedza o eksperymencie wyciekła i tu zaczęły się problemy. Wiem o nich z racji mego zajęcia.  Po licznych kłótniach Watykan wymógł, że dziecko będzie chowane według doktryny katolickiej w jednym z klasztorów na terenie Meksyku. Obowiązywała ścisła tajemnica, ale ktoś komuś coś i o dziecku dowiedzieli się hierarchowie kościoła prawosławnego. Rozpętało się piekło. Szło prawie na noże. W końcu specjalna komisja ustanowiła drugą specjalną komisję do spraw związanych z wychowaniem Jezusa. W tej chwili mały człowieczek, który teoretycznie jest zmutowanym Jezusem, wkracza w wiek szkolny. Watykan domaga się, aby go przewieść do Włoch. Naukowcy są sceptycznie nastawieni do eksperymentu. Kościół, a właściwie oba, i katolicki i prawosławny, już zdążyły się przyzwyczaić, że to Jezus i straszliwie się wściekają na naukowców. Podobno dziecko jest bardzo mądre i religijne, o głębokiej duchowości. Jeżeli wydrukują to w Lancecie wybuchnie straszliwy konflikt. Spróbują szantażu lub włączą rządy do sprawy. Wiesz Maciej, mi płacą za to, abym wiedział to, czego nawet prezydenci nie wiedzą, bo oni dowiadują się o pewnych sprawach od takich jak ja. Nie wyobrażam sobie reakcji świata. Na przykład jak postąpią Muzułmanie? Zapewne oszaleją z wściekłości. Niby Mahomet i Jezus są uznawani, ale jeden jest w niebie a drugi na ziemi. Gówniarz będzie mógł przemawiać i to niekoniecznie swoimi słowami. Każda religia będzie chciała mieć Jezusa u siebie, jak nie całego, to chociaż kawałek. Skoro udało się sklonować jednego, to dlaczego nie więcej? A może jeszcze wpadną na pomysł, by  sklonować św. Piotra lub jakiegoś innego idola? Zacznie się produkcja i przebijanie kto ma lepszego, sprawiedliwszego, a czyj jest zły i pieprzy głupoty. No trochę przesadzam, ale znając ludzką mentalność i interesowność wszystko jest możliwe. Świat oszaleje. Pozostaje tylko czekać – czy naprawdę opiszą wszystko w Lancecie. Oby nie, bo będę musiał przerwać te kilka dni urlopu. Co zrobimy z tak pięknie rozpoczętym dniem? Hmm. Ja mam apetyt na kielicha. Mam w samochodzie schowaną jedną buteleczkę, a dla ciebie dobre piwo. Co ty na to?

I poszedł…

(Wybaczcie mi, że nie opiszę wszystkiego, co wyjawił mi Tadeusz, nim wysączył ostatnią kroplę wódki.)

Reklamy


1 komentarz

Degustacje. Polska kitomania kontra best seler

Anna Roś

1,2,3,4 dyskutują bohatery
marsze, gwizdy i bojkoty
to lekarstwo na kłopoty
wymądrzają się na forach
prześcigają w dyshonorach
wygrywają wojen wiele
atakując błahe cele
tryumfują i szczytują
słowem się onanizują
specyficzna to rozpusta
lecz w efekcie dosyć pusta
książka z tego nie powstanie
elokwentne sranie w banie
pitu, pitu, dużo kitu
dywagacji czczych bez liku
zamiast zrobić coś dobrego
lżą bliźniego myślącego
knują, plują i lustrują
farmazony wygadują
po co swary, kłótnie głupie
wszak i tak jesteśmy w dupie

a to feler – westchnął seler

Giuseppe Arcimboldo - Zima

Giuseppe Arcimboldo – Zima


1 komentarz

Wolność to komfort. Ja pacyfista. Ja pożyteczny idiota

Wiesław Cupała

Kiedyś pacyfistą nie byłem. Miałem wielki szacunek do walki bez przemocy, ale jako członek Solidarności Walczącej gotów byłem walczyć z komuną nawet zbrojnie. W ostateczności i na szczęście, sprowadziło się to do rzucania brukowcami w ZOMO w trakcie bronionych demonstracji na ul. Pereca we Wrocławiu.

Pożytecznym idiotą byłem całe dorosłe życie. Jak można inaczej określić działacza związków zawodowych, którego działania przyczyniają się do bezrobocia, zaniku świadczeń socjalnych, rozmontowania kodeksu pracy, „śmieciowych” umów? Można nazwać takiego gostka pożytecznym idiotą lub cynicznym graczem. Na cynicznego gracza jestem zbyt wielkim cieniasem – jedyne czego dorobiłem się na tej swojej prozwiązkowej działalności to potężna nerwica i smutek. Czyli byłem pożytecznym idiotą na usługach drapieżnego kapitalizmu. Z perspektywy lat ogarnia mnie pusty śmiech na myśl, że kiedyś moimi politycznymi idolami byli Ronald Reagan i Margaret Thatcher.

Teraz jestem pożytecznym idiotą w drugą stronę. Jako ortodoksyjny pacyfista jestem pożytecznym idiotą Putina. Sam oszukuję się, że mój pacyfizm jest racjonalny. Wmówiłem sobie, że życie ma większą wartość niż idee polityczne. Wmówiłem sobie, że każdy człowiek jest jedyny i niepowtarzalny i nikt nie ma prawa składać jego życia na ołtarzu historii. Co więcej, wbrew uświęconym autorytetom, nie wierzę w „wojnę sprawiedliwą”. Przecież to woda na młyn putinowskich propagandzistów! Nie usprawiedliwia moich poglądów nawet to, że jako bezrobotny kaleka mam już teraz minimalne możliwości przetrwania, a w razie wojny będą one zerowe.

To wszystko wina nieodpowiednich lektur i głupich przemyśleń. Po co ja czytałem „Przygody dobrego wojaka Szwejka”, „Rzeźnię numer pięć”, „Paragraf 22”? Po co myślałem nad esejami Bertranda Russela i zachwycałem dorobkiem Pugwash? To wszystko spowodowało tylko pożyteczne zidiocenie. Nie potrafię się z niego wyrwać. Do tego jeszcze te pacyfistyczne filmy, piosenki Boba Dylana, wiersze Tuwima. To umiejętnie, przez Kreml, sączona trucizna, której zadaniem jest wytworzenie pożytecznych idiotów. Takich jak ja.

Nie ma dla mnie żadnego usprawiedliwienia. W swoim pożytecznym pacyfistycznym idiotyzmie odbieram film, który umieściłem w komentarzu, jako zapis zbrodni, a nie jako słuszną walkę z hybrydowymi zielonymi ludzikami. Chyba pożyteczny pacyfistyczny idiotyzm spowodował, że jestem naiwnym pięknoduchem. Przecież „gdzie drwa rąbią tam wióry lecą”, a „wraże siły muszą znaleźć odpowiedni odpór”.

Tak naprawdę jest jeszcze gorzej. Jestem antyamerykański. Podpisałem się pod petycją by Prezydentowi Barakowi Obamie odebrać Pokojową Nagrodę Nobla i nie dociera do mnie to, że tortury i masowa inwigilacja są usprawiedliwione stanem wyższej konieczności obrony cywilizacji, demokracji i praw człowieka.

Można mnie również oskarżać o brak patriotyzmu… Ale o tym innym razem, teraz bulgocący we mnie pożyteczny pacyfistyczny idiotyzm zmienia się w proputinowskie trollowanie i nakazuje umieścić na koniec wywodów galerię zdjęć pochodzących z facebooka i związanych z akcją Wojna Wojnie. Na pewno będę przez to przeklęty, ale pożyteczny pacyfistyczny idiotyzm powoduje czasem tak debilne zachowania.