Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Zapiski dinozaura. Piosenka o końcu świata

Włodzimierz Zylbertal

Kiedy przed laty po raz pierwszy czytałem „Traktat Teologiczny” Miłosza (2000), utwór ten wydał mi się zdecydowanie słabszy, mniej treściwy i mniej uwodzicielski literacko od pozostałych dwu traktatów Miłosza „Moralnego” (1947) i „Poetyckiego” (1956). Ale ostatnio powróciłem do tej lektury i coraz bardziej dochodzę do wniosku, że nie mylił się mistrz stary, a tylko głębiej się w słowach i pojęciach przed profanami ukrył.

Miłosz uwielbiał „robić poezję” z elementów teologii, filozofii, historiozofii, okultyzmu nawet. Tu też tak ją robi. Ale we wcześniejszych dziełach olśniewał, wręcz oślepiał czytelnika wirtuozowską techniką poetycką. Tu jest stonowany, tu technika potulnie służy treści przekazu. Dla kogoś takiego jak ja, przyzwyczajonego do poetyckiej efektowności, ba! rozmiłowanej w niej – zaskoczenie. Ale Miłosz w chwili pisania „Traktatu Teologicznego” wyraźnie już nic nie musiał, więc uwodzić czytelnika nie musiał tym bardziej. Tekst, choć – jak na Miłosza – stylistycznie ascetyczny, jednak jest pełen treści najistotniejszych, bo egzystencjalnych. I to treści podanych bardzo bezpiecznie, językiem dla wtajemniczonych nieczytelnym a dla „wiedzących” czytelnym.

Tak, czy owak, warto czytać ten traktat. W dobie coraz bardziej rozkręcającego się szaleństwa, nie tylko egzystencjalnego, warto tym bardziej. Bo lekceważona dziś poezja, jak mało co umie ocalać przed szaleństwem to, co najważniejsze, co po okresie szaleństwa, kiedy opadnie dym i ukaże się przerażający rozmiar zniszczeń – pozwoli zakasać rękawy i cierpliwie wziąć się do odbudowy.

W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.

W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.

A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.

Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.

(Miłosz, Piosenka o końcu świata, 1945)

Albrecht Dürer - Czterej jeźdźcy Apokalipsy

Albrecht Dürer – Czterej jeźdźcy Apokalipsy

Reklamy


Dodaj komentarz

Chroń dobro narodowe!

Leszek Rosołek

Może powinienem od pierwszej litery swoistego alfabetu sztuki iluzorycznej zacząć. Może powinna być to Litera – Tura. Silny akcent, Byczy. I chociaż tak to lingwistycznie wygląda, to siła w niej jest spora i ponad przeszkody. Będąc dziecięciem, nastolatkiem uwierzyłem w jej sprawcze działanie, ale nie aż tak, coby robić z niej konkretny uczynek, a już codzienny czy teatralny wcale.

Jednak floresy bytu sprawiły, że pierwszy spektakl, gdzie zagrałem to „Raport o ślepcach” Marka Gołębiowskiego w/g E. Sabato z powieści „O bohaterach i grobach”. Zassało i pojechało. Wszystko co wiązało się wówczas ze sztuką, było problemem, za wysoki, chudy, nieplastyczny. Marek był małego wzrostu, o pantomimie wiedział wszystko i nie tylko o niej. Żadnych szans nie miałem, chociaż bardzo lubił młodych zdolnych, przy barze szczególnie. Szacunek, który miał u ludzi był nie tylko moim udziałem, ale też tych, którzy w teatrach powszechnych bez gadania wyrażali mu uznanie.

Pantomima oparta na emocji widza stała się w tamtych latach metaforą literatury słowa, była podejrzana, choć nie zrozumiana przez cenzurę.

Henryk Tomaszewski "Paw i dziewczyna"

Henryk Tomaszewski „Paw i dziewczyna”

Wielkości Tej internacjonalnej formy doświadczałem w wielu teatrach świata, też u Tomaszewskiego. Uznanie Mistrza z Polski, jak i Wielkiego Marcela Marceau stało się dla państw, w których tworzyli, szczególną ikoną rozpoznawalności wśród innych narodów. Obaj artyści już od wielu lat nie żyją…

W 2006 roku, w dzień 50-lecia Teatru Pantomimy zostały przekazane przez IPN informacje o Henryku Tomaszewskim jako Tajnym Współpracowniku. Zostały przekazane dyrekcji. Dla wiadomości osób zainteresowanych dotyczyły raportów z pobytów za granicą i zachowań zespołu. Okazało się… że aktorzy chodzili do burdeli, mieli podejrzane kontakty z Polakami i Ukraińcami, Francuzami itd. No i mówili, że Ameryka zapewne nas wyzwoli. Temat z lat sześćdziesiątych.

Teraz znowu Mocne zarzuty i SMRÓD w dzień obchodów UWAGA 2006 PIS.

Marcel Marceau performing at Ohio University 02-16-1968

Marcel Marceau performing at Ohio University 02-16-1968

Jest też opcja francuska, w której Jacques Chirac Prezydent Francji nie dopuszcza do skandalu finansowego (podatkowego) związanego z działalnością fiskalną Marcela Marceau. Utajnia postępowanie skarbowe i nakazuje zastosować szczególne środki dla uratowania honoru artysty, lecz indeksując należycie jego pobory.

Zasada najwyższej z prawd. CHROŃ dobro narodowe!


Dodaj komentarz

Wesołe miasteczko. Traktat o sztuce

Włodek Małkowski

Patos musi być tak wyrazisty
by cynizm stał się wybawcą
a nie sprawcą
a wtedy proces gnilny
zachodzący w epoce
chylącej się do kociokwiku
stanie się tylko
abstrakcyjnym nawozem
użyźniającym rzeczywistość.

The Krasnals: Object 1 Lacan's lamella. 2008

The Krasnals: Object 1 Lacan’s lamella. 2008