Spółki Miejskie


1 komentarz

Formy Zamętu. Sen na jawie

Maciej Chwistek

To jeszcze lato czy już jesień? Żółty liść spadł mi na głowę w czasie snu.

Teraz na jawie, siedząc w mokrej trawie, zachodzę w głowę…

Nic nie wymyśliłem. Wracam do domu pociągając nogami. Z liściem przyklejonym do czoła oglądam się. Cholera nikt nie woła. Ani zza pleców, ani z przed doma. Trza będzie w piecu samemu rozpalić. Zetrzeć z czoła liść i zrobić… Eeee tam, lepiej spać iść.

Gdy słonko zza drzew szeptało nieśmiało – dzień dobry, ja zastanawiałem się czy przemyć zaspane oczy? Sen nie przyniósł ukojenia. W nocy prześladowała mnie uporczywa myśl – drewno na zimę, kasa, narzędzia… Chyba lepiej wstać. Po co się zadręczać? Jest pięknie, jest ciepło, jest miłość, będzie muzyka i kawa.

Jest też coś, co zawsze chroni mnie przed smutkiem – latem, jesienią, wiosną czy zimą.

Bańki. Niczym marzenia krążą nad głową, wypełnione snami. Iluzja na jawie. Czasem złudna. Ale smutno gdy jej brak. Krążą, są lżejsze od jawy i wyżej fruwają. Ja dyryguję tymi mydlanymi stworkami i fotografuję.

Dziś niedobra pogoda na bańki. Zawiewa wiaterek, a one z tego korzystają uciekając do lasu. Dobrze im tam pośród gałęzi. Gnieżdżą się tam tysiącami, bo tyle ich wydmuchałem.

Ot i taka moja bajeczka o marzeniach pośród lasu. O barwach życia i codziennych troskach. Bo czasem w Zamęcie taki zamęt, aż bańka mnie boli. Jedni puszczają je nosem, inni noszą w portfelu. Reszta dostaje z bańki.

Reklamy


Dodaj komentarz

Wesołe miasteczko. Mów wszystkim, że ja żyję

Włodek Małkowski

„Nie mów nikomu, że umarłeś,
bo cię rozdepczą w ziemi czarnej”,
taki od dziecka głos słyszę w głowie,
lecz nic nie mówię…

Nawet kiedy mordują sobie od tak,
by tylko fajnym być, mieć sławę, pieniądze.

Widzisz jaka łajza ze mnie,
tylko te wiersze mi huczą we łbie
i głupi śmiech, gdy krzyżem tłuką mnie po plecach,
abym poszedł sobie won.

I nawet pokochałem ten bolesny garb,
kłaniam się i zdrowia wszystkim życzę,
a kiedy już mam dość, to się upijam jak brzdąc
i dziwnie wtedy jakoś tak, jakbym wcale nie był trupem.

Ale już idą po mnie równym, marszowym krokiem
i będą mnie pouczać, jak należy żyć, by żywym być.

Ja wtedy robię drakę, zamykam się z Chopinem i gadam sobie z cieniem.
On upomina mnie, bym milczał, bo mnie rozdepczą w ziemi czarnej.
Tak, lubię z cieniem przy Chopinie o tym,
gdy oni tam pod stołem w kości grają o łzy moje i aż tarzają się rechocząc.

Nie, nie, nie powiem im o tym, że jestem martwy,
bo mnie przysypią murem zapomnienia, bym nie nawiedzał ich sumienia,
a to sumienie jest tak ważne, kiedy już jesteś tylko duchem.
Cokolwiek by się stało, mów wszystkim, że ja żyję!

Marian Siwek - Garbaty los czlowieka poczciwego

Marian Siwek – Garbaty los czlowieka poczciwego


Dodaj komentarz

Pneumoencefalografia. Zapomniane ofiary komunistycznej psychiatrii

Jarosław Dubiel

tuberoussclerosis-bournevillebrissaud

Jednym z najbardziej okrutnych i bezsensownych eksperymentów, na które natrafiłem w komunistycznej Polsce, były badania przeprowadzone w Krychnowicach pod Radomiem w latach 1971-1974. Nosiły one tytuł „Organiczne zmiany w mózgu w grupie młodzieży z zaburzeniami zachowania” i były dziełem psychologów Jerzego Szafranka, Krystyny Szafranek, Anny Krąpiec i Ewy Gromek. Eksperyment został opisany w miesięczniku wydawanym przez Polskie Towarzystwo Higieny Psychicznej „Zagadnienia wychowawcze a zdrowie psychiczne” nr 6 z 1978 roku.

Celem eksploracji było ustalenie wpływu organicznego uszkodzenia mózgu na nieprawidłowe kształtowanie się osobowości manifestujące się różnymi formami zaburzeń zachowania. Przedmiotem badań była około setka dzieci w wieku od dwunastu do siedemnastu lat, skierowanych do szpitala na obserwację, albowiem stwierdzono u nich nasilające sie zaburzenia zachowania. Średnia wieku dzieci wynosiła 14,2 lat. Wśród nich było siedemdziesiąt sześć chłopców i dwadzieścia sześć dziewcząt. U osiemdziesięciu dwóch osób ujawniono zdecydowanie niekorzystny wpływ na środowisko.

Zaburzenia zachowania manifestowały się najczęściej: systematycznym zaniedbywaniem obowiązków szkolnych, nieuznawaniem autorytetów, powtarzającymi się ucieczkami z domu, konfliktami ze środowiskiem dorosłych i rówieśnikami, agresją, skłonnościami do picia alkoholu i palenia papierosów. Część miała konflikty z prawem z powodu włóczęgostwa, włamań, chuligaństwa i czynów niszczycielskich.

Każdy z analizowanych pacjentów był poddany podstawowym badaniom laboratoryjnym, gdzie oceniano jego stan psychiczny na podstawie badań w gabinecie i obserwacji na oddziale. Wykonano pneumoencefalografię frakcjonowaną i minimum jedno badanie encefalograficzne.

Pneumoencefalografia frakcjonowana polega na wypełnieniu powietrzem przestrzeni płynowych czaszki. Frakcjonowana odma czaszkowa uwidocznia układ komorowy mózgu, zbiorniki podstawy i przestrzeń podpajęczynówkową nad półkulami mózgu. W pierwszym etapie wykonuje się nakłucie lędźwiowe upuszczając kolejno 8—10 ml płynu mózgowo-rdzeniowego i wpuszczając strzykawką nieco większą ilość powietrza. Czynność tę wykonuje się dwu—trzykrotnie, za każdym razem przeprowadzając w różnych płaszczyznach badanie radiologiczne czaszki oceniające stopień wypełnienia przestrzeni płynowych mózgu.

Metodę tę stosowano szeroko w połowie XX wieku, zarzucono niemal całkowicie dopiero w latach osiemdziesiątych. Przeprowadzenie badania było niezmiernie bolesne dla pacjenta i obarczone poważnym ryzykiem powikłań. Warto dodać, że to inwazyjne badanie często powodowało uszkodzenia mózgu, Zdarzały się też wypadki śmiertelne.

W opisywanych badaniach problem bólu i cierpienia pominięto zupełnie. Wyniki badań były natomiast (z punktu widzenia systemu) bardzo interesujące. U pięćdziesięciu czterech osób rozpoznano organiczne zmiany w mózgu. U dwudziestu trzech osób podejrzewało się organiczne uszkodzenia mózgu. Tylko u dwudziestu trzech osób nie stwierdzono podstaw do wysunięcia podejrzeń o uszkodzenia mózgu. „Badacze” udowodnili to, w co od początku głęboko wierzyli, a mianowicie, że „zaburzenia zachowania” czyli palenie papierosów, nieszanowanie autorytetów, wagary itd. u swego podłoża mają w większości wypadków organiczne uszkodzenia mózgu.

Przejęty tą historią (30 lat temu) pobiegłem do Janka Kelusa. Pomógł mi znaleźć amerykańskie materiały o zagrożeniach wynikających ze stosowania pneumoencefalografii. Mając wszystko to w ręku zaapelowałem do środowisk opozycyjnych o pomoc i interwencję. Nie chciano mi uwierzyć. Ale miałem w ręku egzemplarz „Zagadnień wychowawczych …” z opisanymi badaniami. Nikt się z tym nie krył. Postanowiono sprawdzić na miejscu. Sprawdzono. Badania się odbyły. Miesięcznik nie kłamał. Nie podjęto jednak żadnego protestu, żadnej petycji ani interwencji. Okazało się bowiem, że lekarze z Krychnowic nie ulegli naciskom władzy i nie zgodzili się, by działaczom robotniczym z Radomia po zamieszkach w 1976 roku przypisać zaburzenia psychiczne. Cierpieniem dzieci z napompowanymi mózgami nikt się nie przejął. Ich los do dzisiaj nie jest znany i również teraz nie budzi zainteresowania IPN-u.