Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Zapiski dinozaura. Druh Drużynowy

Włodzimierz Zylbertal

Pan Samochodzik i templariusze

Byłem kiedyś harcerzem. I to z tych lepszych, bo drużyna była żeglarska. Wspominam dobrze, bo praca przy naszych jachtach, dyscyplina i odwoływanie się do tradycji najpiękniejszych czasów żeglugi, czyli świata szybkich kliprów herbacianych i wełnianych – to jednak była dla młodego człowieka świetna szkoła uspołecznienia.

Naszego przywódcę, druha drużynowego, kochaliśmy jakąś ślepą, bezkrytyczną miłością, do której zdolny jest chyba tylko młody człowiek. I trwała ta idylla jakieś trzy lata, do czasu, gdy pod koniec lat 70-tych ubiegłego stulecia w naszym kraju zaczął robić się kryzys, w związku z nim wzmożenie polityczne ówczesnej Partii Rządzącej – a nasz ukochany Druh Drużynowy zasilił szeregi Partii i nawet zaczął się tam udzielać, więc i awansować. Wtedy zmieniła się i drużyna. Druh Drużynowy, zamiast opowiadać anegdoty z pokładów wielkich żaglowców, zaczął wygłaszać kazania w rodzaju „po zbiórce nie wolno rzucać naszego munduru byle jak, to bo to tak, jakby się swoje idee rzucało byle jak”. Po którymś takim kazaniu nie wytrzymałem i zapytałem Druha Drużynowego, czy to oznacza, że idee należy składać w kostkę? Druh Drużynowy popatrzył na mnie dziwnie i od tej pory ja, który miałem do niego dość swobodny dostęp, przywilej ten utraciłem.

Potem było jeszcze dziwniej, Druh Drużynowy stwierdzał coraz częściej, że w organizacji dobrowolne jest tylko wstąpienie i wystąpienie. Po kilku takich stwierdzeniach ja i mój ówczesny Najlepszy Kumpel, kol. H, poinformowaliśmy Druha Drużynowego, że niniejszym występujemy, póki jeszcze wystąpienie jest dobrowolne, co też szybko uczyniliśmy.

Krótko potem zrobił się Sierpień ’80 i Druh Drużynowy ze swoim partyjnym zapałem przeżywał niejakie kłopoty. Ale tego już nie śledziłem, bo zaczynała się kolejna moja wielka pasja, czyli ezoteryka, która wiernie towarzyszy mi do dziś.

A po co ja o tym piszę akurat przypadkiem 22 lipca, gdy nasz kraj w ogniu niemal? – A, tak bez związku, jeśli pominąć, że Druh Drużynowy Mojego Kraju właśnie wygłasza coś o swobodzie Obywatela w Państwie, i nie są to bynajmniej zapowiedzi zwiększenia swobód i uprawnień Obywatela.

Gdzie wystąpić, jeśli jeszcze wystąpienie jest dobrowolne?

Reklamy


Dodaj komentarz

Piaskowy Chrystus. Mała trylogia śląska. Część 16. Aśka

Wojtek Jaroń
(fragmenty)

W reakcji na stan wojenny zakochała się we mnie Aśka. Pracowała ze mną na wydziale automatycznego pakowania serków topionych. Ona miała 31 lat, ja 20 jakieś.

Przy byle okazji ocierała swoim kolanem o moje kolano, zaś przerwie papierosowej puszczała duże dymki. Wszystko w moją stronę. Poszło po całym zakładzie, że mnie kocha.

Nie mogłem się wybronić. Miała buskularne ciało, duże usta, lekko krwiste, dość wypukłe oczy i kręcone czarne włosy. Jej sterczący biust i sutki widoczne spod białego służbowego fartucha wyniosły mnie do roli sabotażysty.

Jacopo Tintoretto – Grzech pierworodny

Miłość w ramach sabotażu.

Kochaliśmy się w magazynku z kręgami surowego sera i składziku pełnym worków z topnikami do warzenia serów. Wymykaliśmy się do naszej kryjówki serowej tuż przed zakończeniem wieczornej zmiany. Tam był nasz tajemny azyl, zanim wygnają nas, niby Adama i Ewę, z gierkowskiej fabryki serów, zanim ludzie zginą tysiącami.

Byłem niezgrabny. Przeczuwałem nalot. Chciała ode mnie tu i teraz wielkiego sabotażu, chrztu i ofiary za naród. Ręką błądziłem w dół jak Kopernik szkiełkiem po majestacie nieba. Asia prowadziła mnie.

W oszalałym mózgu znikąd i nie wiem dlaczego zabrzmiały takty międzynarodówki, a potem druga zwrotka pieśni powstańczej, tej od bytomskich strzelców. To była, jakby ostatnia scena widzenia kochanków.

Byłem jak człowiek z obrazu Edwarda Muncha, krzyk na moście. Krzyk na serach. Dobra inwestycja Gierka. Jeszcze klasyki europejskiego malarstwa nie znałem, ale znałem jej przeciwności.

Jak nie pracowaliśmy na popołudniowe zmiany wpadałem na chatę do mojej serowej kochanki w czasie godziny policyjnej. Wymogi konspiracji narzucały rzadkie widywania się.

Nienasycenie. Pierwszy raz w życiu uderzyło we mnie w ten sposób to słowo.

Mieszkała na niskim parterze. To było na placu Bieruta, z matką, tuż koło przystanku zwanym Hotelowiec. Wchodziłem cichaczem przez okno. Łamałem nakazy sacrum konspiracji. Obuty w górskie pionierki zdzierałem jej sztywne od czekania majtki. Kładła głowę nisko, jakby kapłanowi i katu, płasko i bezwolnie. Byłem ponad, jakby nadczłowiek, jak przepowiedział kiedyś niejaki Friedrich Nietzsche. Ona była moja. Była moim narodem.

Polska, Polska, Polska!

Za oknem, ponad parapetem, widziałem mojego Fausta. Siedział na przystanku hotelowca. Czekał samotnie na opóźnioną nocną czwórkę. Ten autobus numer cztery zawoził go do domu, do Stalingrodu, do eksperymentu jego świata, do kolejnego chujowego górniczego osiedla. Taka przepustka od Losu. Trochę współczułem Faustowi ahistorycznie zadanej samotności.

Asia wyła cichym głosem tłumionym rytmem nocnych czwórek, jedenastek i czterdziestek piątek. Autobusy nocne też ruszały z nagła, stawały, tańczyły ze zbyt wysokim krawężnikiem. Rozwoziły z nocnych zmian klasę robotniczą dla doktora Los.

Godzina policyjna pomagała, otulała. Żołnierze byli ludzcy, uśmiechali się do ludzi, do prześladowanych. Bali się samej myśli, że będą musieli do nich strzelać.


Dodaj komentarz

Degustacje. „Polacy”

Autor zbiorowy:

Bartosz Sawicki, Wojtek Bernacki, Zywia Karasińska Fluks, Darek Zalewski, Artur Tatinek Szyszkowski, Adam T. Ruciński, Marek Marky, Władysław Broniewski

Zaobserwowała i spisała: Anna Roś

Balthasar Anton Dunker. Aerostate De Postal, c. 1784

POLSKI EMIGRANT – Hello, hello, Polacy! W związku z blokadą informacyjną wprowadzoną przez faszystowski/pisowski rząd proszę powiedzcie, czy to prawda, że na czele demokratycznego buntu stanął Leszek Balcerowicz?

Podobno dzieci pracowników PGR-ów,  górnicy (tak przeczytałem na tajnym forum „Barbórka”) oraz (jak przeczytałem na tajnym forum „Pochylnia”) sprawnie przekwalifikowani na operatorów wózków widłowych byli stoczniowcy na wieść o tym, że Profesor od ukochanego przez nich wolnego rynku i uwłaszczenia nomenklatury wspiął się na barykady usypane przez sędziów Sądu Najwyższego z zapasów kawioru, wdzięczni za to, że wszyscy oni i ich rodzice szczęśliwie dożyli swych dni na „kuroniówce” i „alpadze”, razem i z Razem, choć z różnych stron Rzeczypospolitej, ruszyli na Warszawę w marszu gwiaździstym dać odpór reżimowi narodowo-socjalistycznemu eufemistycznie nazwanemu „dobrą zmianą”.

Drodzy rodacy – możecie jechać grypserą, przecież się domyślę. Wiem, mi nic nie grozi, ja w kraju wolnym. Dlatego, jeśli się obawiacie, mówić nawet grypserą nie ryzykujcie. Najważniejsze abyście przetrwali biologicznie. Precz z „dobrą zmianą”, niech żyje III RP – kraina wolności, równości i braterstwa, a nawet siostrzeństwa!

POLAK 1 – Tak, ale garstka ich.

POLSKI EMIGRANT – Reszta zabita? Ile ofiar śmiertelnych, ilu rannych?!!! Czy Profesor żyje, to najważniejsze!!!

POLAK 1 – Jeśli ustawa wejdzie, to kto wie może dobiorą mu się do dupy. Ukraińcy już go nie chcą.

POLKA 1 – Podobno zostali doprowadzeni do ostateczności. Są skrajnie zdesperowani. Przegląd Tipsowy (w wersji angielskiej The Tips Review) donosi, że gotowi są na wszystko i nawet będą palić. Na razie cygara Monte Christo (bo ich stać), a potem już jak leci!

POLSKI EMIGRANT – Jutro albo od soboty zaczynam protest pod ambasadą w Oslo. I już teraz cały skład Sądu Najwyższego zapraszam do siebie – Sąd Najwyższy na Uchodźctwie.

POLAK 2 – Żeby w Oslo wiedzieli o co chodzi, to ja zaprotestuję przed ambasadą Norwegii w Warszawie. I zanim Sąd Najwyższy uda się na emigrację będzie miał okazję wygłosić mowę przed banicją… (hm… ale jaką?)

POLAK 3 – Bartek!!! Przyślij łososia przez nigeryjskiego posłańca, tego samego, który przytargał ostatnio radiostację i fejk paszporty węgierskie! Kończy też nam się żurawina! Rozumiesz? ŻURAWINA!!!! Balcerowicz niech się goni, Solidarność nas obroni!!!

POLSKI EMIGRANT – Roger.

POLAK 4 – Wszystko, co wyżej zostało napisane, to najprawdziwsza prawda! Niestety więcej nie mogę teraz napisać, bo czuję się obserwowany a zza okna dochodzą dziwne odgłosy, tak jakby cały budynek został otoczony…

POLSKI EMIGRANT – Adam, jeśli zginiesz, przekażę Radwańskiej, że się w niej kochałeś, o to możesz być spokojny!

POLAK 4 – … i w Łukaszu Kobocie też! Szczególnie w tym sezonie letnim… Nie przegap tego! A teraz z ostatniej chwili! Jakiś tajny obywatel z otoczenia profesora B. wsunął przez szparę pod drzwiami tę oto ulotkę. Nie wiem jak to interpretować, bo piszą tu: „Owszem niezawisłości nie było, ale sądy były nasze”…

POLAK 5 – „Kiedy przyjdą podpalić dom, ten, w którym mieszkasz – Polskę, kiedy rzucą przed siebie grom, kiedy runą żelaznym wojskiem i pod drzwiami staną, i nocą kolbami w drzwi załomocą – ty, ze snu podnosząc skroń, stań u drzwi. Bagnet na broń! Trzeba krwi! Są w ojczyźnie rachunki krzywd, obca dłoń ich też nie przekreśli, ale krwi nie odmówi nikt: wysączymy ją z piersi i z pieśni. Cóż, że nieraz smakował gorzko na tej ziemi więzienny chleb? Za tę dłoń podniesioną nad Polską – kula w łeb! Ogniomistrzu i serc, i słów, poeto, nie w pieśni troska. Dzisiaj wiersz – to strzelecki rów, okrzyk i rozkaz: Bagnet na broń! Bagnet na broń! A gdyby umierać przyszło, przypomnimy, co rzekł Cambronne, i powiemy to samo nad Wisłą.”