Spółki Miejskie

Perły przed wieprze. Interesy idą coraz lepiej

Dodaj komentarz

Marek Szarek

Pablo Picasso – Matka i syn, Paryż, 1905 rok

W dobrych latach 60-tych nasza matka, jako jedna z pierwszych kobiet w stolicy zrobiła prawo jazdy i jeździła po Warszawie własnym autem. Otarła się o wielki świat, znała kilka słów po francusku i kupowała alkohole w Peweksie.

Kiedy przyszła bieda, mama zaczęła dorabiać do skromnej pensji wyjazdami na handel do krajów RWPG. Było to zajęcie nielegalne i niegodne ludzi lepszego sortu, do których pragnęła się zaliczać. Na szmuglerskich wyprawach mama nie spoufalała się z tłumem pospolitych handlarzy i chodziła własnymi drogami.

Kiedy w Mińsku Białoruskim polscy wycieczkowicze po upłynnieniu towaru zamieniali pozyskane z handlu ruble na złotą biżuterię, mama udała się do stołecznej galerii sztuki i za całe zarobione pieniądze kupiła obrazy miejscowych artystów. Radzieccy celnicy zaliczyli płótna do współczesnego dziedzictwa narodowego Białorusi i zatrzymali w depozycie. Te obrazy, które udało się przewieźć nie znalazły w Polsce nabywców. Po wielu staraniach matka sprzedała ramy, a reszta dziedzictwa narodowego Białorusi wylądowała na śmietniku.

Kiedy upadł mur berliński i nastała moda na wyjazdy do Berlina Zachodniego mama wyruszyła do Niemiec. Za cenne, enerefowskie marki nakupiła artykułów spożywczych wypełniając bagażnik swojej skody: czekoladami orzechowymi z okienkiem, gumą do żucia Donald, żelkami haribo, granulowaną herbatą i marcepanami z kartofla. Pozostałą część ładunku stanowiły pamiątkowe kamienie z berlińskiego muru, które okazyjnie sprzedał mamie miejscowy cwaniak. Część artykułów spożywczych udało się spieniężyć na targu w Ursusie, resztę zjadły dzieci i rodzina. Na pamiątkowy gruz nie spojrzał nawet pies z kulawą nogą. Po czekoladzie i marcepanach zostały srebrne papierki, berlińskie kamienie posłużyły, jako materiał pod fundament ogrodowej szklarenki, a zainwestowane w interes marki przepadły.

Z wyprawy do Symferopola mama przywiozła kolorowy telewizor produkcji radzieckiej, który eksplodował w mieszkaniu.

Z wycieczki do Splitu zamiast nart zjazdowych marki Elan – deski do lotów narciarskich.

Z jugosłowiańskim spirytusem aptecznym utknęła w pasie granicznym na ziemi niczyjej, a futra z szynszyli, które kupiła w Salonikach były z jenotów.

Odziedziczyłem po mamie talent do interesów i otworzyłem hurtownie sztucznej biżuterii…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.