Spółki Miejskie

Pod rozwagę. „Z dna” Piotra Jastrzębskiego

Dodaj komentarz

Piotr Ikonowicz

Wasilij Władimirowicz Szulżenko – Aspirujący, 2014 rok

Żeby tę książkę napisać trzeba było wytrzeźwieć. Żeby wytrzeźwieć trzeba znaleźć ważny powód. Myślę, że powodem było napisanie tej książki. Piotr chciał nadać jakiś sens tym wszystkim latom spędzonym na dnie. Można zawsze powiedzieć, że pijąc, wystając pod marketami, grzebiąc w śmietnikach zbierał materiał do dzieła, która miało stać się dziełem jego życia, opisem życia na dnie. Jego wola życia i nadania swemu życiu jakiegoś sensu zwyciężyła. Okazał się więc bardzo żywotny.

Autor twierdzi, że z dna widać lepiej świat poukładany, ludzi szamoczących się w okowach kruchej normalności, bo ci na dnie najlepiej wiedzą jak łatwo jest stać się niewidzialnym. A przecież dla każdego kto kiedykolwiek choćby „pił szkodliwie” jest jasne, że picie to mordęga i przeraźliwa nuda, monotonia między trzeźwieniem a ponownym zdobywaniem trunków i uśmierzaniem „telepawki” czy choćby kaca. To bardzo ciekawe jakim sposobem z czegoś tak nudnego jak ciągłe picie, uśmierzanie braku alkoholu narkotykami, można zrobić opowieść, która przykuwa uwagę czytelnika. Ale Piotr się myli sądząc, że opisuje coś ciekawego, on pisze o sobie, dzieli się swoją wybujałą wrażliwością, której nie zdołało stępić czy też unicestwić 25 lata w szponach nałogu. I pod tym względem autor „Z dna” jest swoistym fenomenem.

Świat opisany przez Piotra to świat jego wyobraźni, która ubarwia szare życie nałogowych alkoholików wizjami literackimi rodem z Hłaski czy Himilsbacha. W końcu było trochę wybitnych ludzi, którzy jak Witkacy zasilali swe wizje uciekając od szarości dnia codziennego, zatruwając swoje organizmy różnymi szkodliwymi substancjami. Piotr samozwańczo zdecydował, że jest jedną z nich. I to była słuszna decyzja. Po pierwsze dlatego, że zaowocowała powrotem z dna. Po drugie i co może jeszcze ważniejsze, bo dała nam tę lekturę, która choć chwilami męcząca i chropawa, to jednak zawiera coś, co każe nie przerywać lektury aż do ostatniej strony, kiedy bohater opowieści o sobie żegna się z nałogami. Ma więc opowieść Jastrzębskiego również walor dydaktyczny, choć trudno ją zaliczyć do kanonu wskazań terapeutycznych, bo większość ludzi z dna nie potrafi pisać tak, jak Piotrek.

Ale to, że ktoś jednak zdołał przelecieć nad kukułczym gniazdem ma walor pokrzepienia, a ludzie na dnie czytają częściej niż się obojętnym przechodniom wydaje. I choć kozackie opowieści o bohaterskich wyczynach w byłej Jugosławii i komandoskich wyczynach ulicznych bandy degeneratów, to raczej wytwór pijackiej fantazji niż prawda, to przecież komu chciałoby się czytać szarą opowieść, w której jest prawda i tylko prawda?

Sama konstrukcja książki jest zaskakująco zgrabna jak na literacki debiut. Chwyt z wiatrem wspomnień z normalnego szczęśliwego życia, który przerywa brutalna opowieść o pełnym cierpienia poniżeniu ludzi, którzy kradną i żebrzą, by utrzymać stan nietrzeźwości pozwala łatwiej przejść przez ten smutny, choć pełen życia obraz równoległej rzeczywistości.

Książka ma też ambicje krytycznej analizy współczesnego społeczeństwa epoki transformacji ustrojowej i tak się składa, że większość tego okresu autor przeżył w stanie upojenia. Jednak były w tym okresie przerwy, kiedy wydobywszy się z kleszczy uzależnienia uprawiał zawód dziennikarza, rzeźbiarza czy cieśli. O ile np. w przypadku Jana Himilsbacha, jego fach kamieniarza był raczej legendą, o tyle w przypadku autora „Z dna”, jest zupełnie inaczej. A wiem to, bo widziałem znakomite dzieła jego rąk, wyciosane, wystrugane w drewnie. On umiał zbudować dom, ale jego dom spłonął, metaforycznie i dosłownie.

Podstawowy dylemat książki, czy najpierw jest alkohol, a potem związane z nim cierpienie czy też alkoholizm wynika z cierpienia pozostaje nierozstrzygnięty. Ludzie piją z racji uwarunkowań genetycznych, nadmiernej wrażliwości i osobistych nieszczęść niezależnie od ustroju. Ale nigdy nie zapomnę opowieści Jacka, beznadziejnego, bezdomnego alkoholika, którego kumpel konał bez pomocy medycznej wijąc się z bólu przy ognisku na przedmieściach stolicy.

Bo ludziom z dna społeczeństwo w dobie transformacji ręki nie podaje. A podać ją należy nawet wtedy, gdy nie ma rokowań na wyzdrowienie i porzucenie nałogu. Bo nikt, nawet najbardziej zatwardziały pijak nie powinien zdychać na ulicy. Choroba alkoholowa nie jest po prostu grzechem, za który trzeba kogoś ukarać nie wpuszczeniem do przytułku w czasie siarczystego mrozu i sam nieraz otwierałem takim ludziom klatkę schodową, żeby nie zamarzli.

Jednak krytyka stosunków społecznych nie jest ani najważniejszą i ani największą zaletą tej opowieści. Książka Piotra Jastrzębskiego opowiada o samotności, o rozterkach człowieka, który szuka w życiu jakiegoś sensu, nadziei. Jest więc tu element ubarwiania rzeczywistości zdawałoby się beznadziejnej, kiedy to historia zwykłych pijaczków zamienia się za sprawą wyobraźni autora w barwną, pełną przygód opowieść o muszkieterach walczących nie tylko o dzienną dawkę denaturatu, ale i jakoś tam rozumianą własną godność dostosowaną do kodeksu ulicy. Ta dziecięca wręcz skłonność do romantyzmu wprowadza nas w świat, którego na pewno nie ma, w który nie sposób uwierzyć, a w którym chcemy przebywać przewracając szybko strony książki.

Powstaje w końcu pytanie czy Piotr Jastrzębski jako pisarz narodził się dzięki wódce, czy też wódka sprawiła, że stworzył coś o wiele bardziej pośledniego, niż gdyby nie wpadł w szpony gorzałki?

Wiele jest przecież znakomitych książek, które powstają w ten sposób, że autor jak słynny Walraf wciela się w postać kogoś z dyskryminowanych grup społecznych i pisze żywy reportaż o poniewierce i poniżeniu. Tu jednak różnica jest zasadnicza. Zbieranie materiału przypłacił narrator wielką częścią swego zdrowia i życia. I to jest właśnie siła tej prozy. Nieobiektywnej, pełnej pasji i niezgody na to, że z dna nie można powrócić w glorii chwały, niczym nowo narodzony bohater.

Całe to bagno bierzemy w nawias, obejmujemy cudzysłowem i mówimy – oto Człowiek, istota niezniszczalna, która powróciła z piekieł, by ze swadą wam o nim opowiedzieć. Miłej lektury.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.