Spółki Miejskie

Wesołe miasteczko. Miłego dnia

Dodaj komentarz

Włodek Małkowski

Kadr z filmu Ptaszysko, 2013, Reż. Paulina Wyrt

Poranek zapowiadał się cudownie. Obudziłem się dość wypoczęty, leniwie wodząc oczyma po ścianach i suficie. Leżąc na prawym boku starałem się rozciągnąć prawą stronę ciała tak, by biodro i noga, aż do wyciągniętej stopy, wydobyła się z sennego marazmu na światło dnia, gotowa na wszystkie przygody. Podobnie uczyniłem przewracając się na lewą stronę, potem na wznak. Dopiero leżąc na brzuchu zdałem sobie sprawę, że moje plecy są zbyt zbite w sobie, skurczone, może na skutek sennych koszmarów, po których nie pozostał ślad w mojej świadomości.

No, ale cóż, skoro nie stać mnie na masażystkę zdolną sprawnymi dłońmi rozwałkować plecy w szeroki życiodajny ocean, otwarty na to, by szumieć przyjemnie wszystkim tym, których mijam, to tylko przeciągnąłem się, na ile w łóżku to możliwe, z zamysłem udania się do kuchni, by wstawić wodę na kawę i spokojne pójść do łazienki, gdy tu nagle zza okna odezwała się skrzecząca wrona, a może gawron, ale tak uporczywie i nieustannie jakby mnie chciała o czymś powiadomić. Wystarczająco długo to trwało bym nabrał przekonania, że nie zamknie dzioba. A ja nie mam ochoty na wędrówkę do okna i wdawanie się z nią w awantury, kiedy poranek jest tak cudowny. Myślałem sobie: „a zamknij ty dziób, bo i tak nie będę z tobą gadał! Wszystkiego dowiem się z internetu już po śniadaniu.” Ale to ptaszysko było coraz głośniejsze. W końcu nie wytrzymałem i podszedłem dziarsko do okna zaopatrując się po drodze w popielniczkę, aby zrozumiała, że nie mam ochoty na jej wybryki.

Kiedy otworzyłem okno zmilkła, aż tu po chwili ciszy, nagle, setki wróbli eksplodowały mi śmiechem prosto w twarz. Omal nie straciłem równowagi. Na szczęście zdołałem uchwycić się skrzydła otwartego okna i uderzyłem plecami o szafkę. Pot spływał mi z czoła. Kiedy już odzyskałem spokojny rytm serca i oddechu, to zbliżyłem się ponownie do okna. Nabrałem powietrza i ile tylko we mnie sił rzuciłem popielniczką w gęstwinę drzewa.

Zakotłowało się i setka złośliwych ptaszysk wzniosła się nad dachy domów tworząc na niebie napis… MIŁEGO DNIA!!!

No cóż, uśmiechnąłem się do urwisów i pomachałem im dłonią.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s