Spółki Miejskie

Proste historie. Militaryzacja pamięci narodowej

Dodaj komentarz

Jarosław Kapsa

Jan Matejko – Stańczyk

Kiedy opadły dymy rac i kurz zadym, gdy ucichły głosy oficjalnych przemówień i wiecowych okrzyków, czas by na spokojnie przemyśleć ideę obchodów 11 listopada. Zwłaszcza, że za rok, z okazji 100 rocznicy odzyskania Niepodległości, spotęgują się dzisiejsze problemy.

Nie sądzę bowiem, by godność państwa czy narodu, budować mógł obraz świni (Piotr Rybak) z biało-czerwoną opaską, dowcipnie nazywający żonę Prezydenta RP Żydówą. Wątpliwy urok ma także przywłaszczanie obchodów wydarzeń historycznych dla budowania zasadności prawa jednej kliki politycznej do monopolu na rządzenie państwem. Wszak to już było, tak w 1938 roku – gdy 20-lecie określało monopol sanacji; jak i w 1968 roku, gdy V Zjazd PZPR w 50-lecie ustami Gomułki łączył niepodległość z ideami Marksa-Lenina-Breżniewa.

Zdefiniowanie przyszłorocznych uroczystości znajdziemy w ustawie Sejmu z dnia 7 kwietnia o narodowych obchodach setnej rocznicy odzyskania Niepodległości. Preambuła ustawy głosi: „Parlament Rzeczypospolitej Polskiej, mając na względzie wagę wydarzeń roku 1918, gdy po 123 latach rozbiorów wysiłek wielu pokoleń Polek i Polaków zaowocował odzyskaniem niepodległości a Państwo Polskie ponownie pojawiło się na mapie Europy, dostrzegając potrzebę uhonorowania setnej rocznicy tych wydarzeń, uznając za Ojców Niepodległości w szczególności Józefa Piłsudskiego, Ignacego Daszyńskiego, Romana Dmowskiego, Wojciecha Korfantego, Ignacego Jana Paderewskiego i Wincentego Witosa, oraz doceniając wkład, jaki w odzyskanie niepodległości wniosła generalicja Wojska Polskiego i duchowieństwo różnych wyznań, w tym szczególnie Kościoła Katolickiego, uchwala niniejszą ustawę”. Tego typu tekst warto analizować słowo po słowie, ze świadomością, że wpisujemy się w spory polityczno-historyczne toczące się od 1918 roku.

1. Spór o datę

11 listopada 1918 rok, w lasku pod Compiegne, w wagonie kolejowym, podpisany został rozejm kończący tragedię I wojny światowej. Koniec krwawej rzezi obchodzony był jako święto przez państwa zwycięskiej koalicji, w tym w Wielkiej Brytanii ma to do dziś charakter Dnia Pamięci o poległych. W Polsce dzień 11 listopada jako Święto Niepodległości ustanowiono dekretem Prezydenta RP Ignacego Mościckiego z 24 kwietnia 1937 roku oraz ponownie uchwałą Sejmu PRL 15 lutego 1989 roku. Znacznie dłuższa i żywsza była w naszym kraju tradycja obchodów jako święta narodowego rocznicy Konstytucji 3 maja; w tym wypadku nawet Kościół Katolicki dostosował święto religijne do daty świeckiej rocznicy.

Data 11 listopada budziła przed wojną różne spory. Odzyskiwanie niepodległości przez Polskę nie było jednorazowym wydarzeniem, ale procesem z różnymi zdarzeniami kulminacyjnymi. Pierwszym był akt cesarzy, niemieckiego i austro-węgierskiego, dnia 5 listopada 1916 roku ustanawiający niepodległe (choć pod patronatem cesarstw) Królestwo Polskie. Wiece w kilkudziesięciu miastach, uroczyste obrady rad miast i gmin, świadczyły, że akt ten odebrany był przez społeczeństwo jako restytucja państwa polskiego. Z tego wydarzenia wynikało następne: 7 października 1918 roku nominowany przez Radę Regencyjną rząd Jana Kucharzewskiego ogłosił formalną niepodległość Królestwa przejmując władztwo nad administracją, polityką zagraniczną i wojskiem. Z upoważnienia tego rządu rozpoczął się werbunek do polskiego wojska, które mogło już w początkach listopada wyruszyć na odsiecz Lwowa. Prowadzenie polityki zagranicznej rząd Kucharzewskiego powierzył utworzonemu na emigracji 15 sierpnia 1917 roku Komitetowi Narodowemu Polskiemu. Było to istotne; KNP od 10 listopada 1917 roku był uznany przez koalicję aliancką za formalnego reprezentanta Polski. Utworzone pod patronatem Niemców Królestwo znalazło się, dzięki decyzjom rządu Kucharzewskiego, w obozie zwycięskiej koalicji Francji-Wielkiej Brytanii-USA i innych krajów.

Kolejnymi wydarzeniami było utworzenie 28 października 1918 roku Komisji Likwidacyjnej w Galicji, po abdykacji cesarza Austro-Węgier i rozpadzie tego państwa. 7 listopada w Lublinie grupa polityków z PPS i PSL „Wyzwolenie” oraz konspiratorów z POW utworzyło tzw. rząd lubelski. 10 listopada z więzienia wrócił do Warszawy Józef Piłsudski, 14 listopada Rada Regencyjna powierzyła mu władzę dyktatorską; 17 listopada Naczelnik Państwa powierzył misję tworzenia rządu Jędrzejowi Moraczewskiego. 16 listopada Piłsudski wysłał do rządów innych państw depeszę o treści: „Jako Wódz Naczelny Armii Polskiej pragnę notyfikować rządom i narodom wojującym i neutralnym istnienie Państwa Polskiego Niepodległego, obejmującego wszystkie ziemie zjednoczonej Polski. Sytuacja polityczna w Polsce i jarzmo okupacji nie pozwoliły dotychczas narodowi polskiemu wypowiedzieć się swobodnie o swym losie. Dzięki zmianom, które nastąpiły w skutek świetnych zwycięstw armij sprzymierzonych – wznowienie niepodległości i suwerenności Polski staje się odtąd faktem dokonanym. Państwo Polskie powstaje z woli całego narodu i opiera się na podstawach demokratycznych. Rząd Polski zastąpi panowanie przemocy, która przez sto czterdzieści lat ciążyła nad losami Polski – przez ustrój zbudowany na porządku i sprawiedliwości. Opierając się na Armii Polskiej pod moją komendą, mam nadzieję, że odtąd żadna armia obca nie wkroczy do Polski, nim nie wyrazimy w tej sprawie formalnej woli naszej. Jestem przekonany, że potężne demokracje Zachodu udzielą swej pomocy i braterskiego poparcia Polskiej Rzeczypospolitej Odrodzonej i Niepodległej”. Gwoli formalności stwierdzić wypada: zadeklarowana Niepodległość została natychmiast uznana przez rząd niemiecki. Alianci do 15 stycznia 1918 roku uznawali za przedstawicielstwo Polski KNP, jako pierwszy zyskał ich formalne uznanie rząd Ignacego Paderewskiego.

Pozostawić otwartym można pytanie, które z tych wydarzeń było odzyskaniem Niepodległości. Akt 5 listopada 1916 roku czy depesza z 16 listopada 1918 roku? Najtrudniej uzasadnić ważność daty 11 listopada jako przełomowego wydarzenia w Polsce. Dopiero po latach dorobiono legendę, że tego dnia Polacy, pod wodzą przybyłego do Warszawy Piłsudskiego, rozbroili i wypędzili ze swego kraju Niemców.

2. Spór o Ojców Założycieli

Gdyby zmarli zmuszeni byli do czytania ustaw sejmowych, zbuldoczyliby się zestawieniem nazwisk: Józefa Piłsudskiego, Ignacego Daszyńskiego, Romana Dmowskiego, Wojciecha Korfantego, Ignacego Jana Paderewskiego i Wincentego Witosa, jako Ojców Niepodległości.

Wyobraźmy sobie odbiór dzisiejszej opinii publicznej, gdyby w jednym rzędzie jako Ojców III i IV Rzeczpospolitej ustawić wszystkich Prezydentów (od Jaruzelskiego po Dudę) i wszystkich Premierów (od Mazowieckiego po Szydło). A przecież współcześnie spór polityczny jest ucywilizowany; nikt do nikogo nie strzela, nikt nie wsadza przeciwnika politycznego do więzień, nie nasyła na niego silnorękich bojówkarzy; a tak było w II RP. Przebija z tego zestawienia melodia kołysanki dla dzieci, że niby my Polacy czasem się kłócimy, ale jak trzeba jednoczymy się pod wspólnym sztandarem.

Z jeszcze większym zdziwieniem odczytać można z preambuły ustawy sejmowej słowa o wkładzie: „jaki w odzyskanie niepodległości wniosła generalicja Wojska Polskiego i duchowieństwo różnych wyznań, w tym szczególnie Kościoła Katolickiego”. Określenie „duchowieństwo różnych wyznań” ma być świadectwem naszej tolerancji, a ukłonem wobec historii podkreślenie roli Kościoła Katolickiego. Trudno jednak wymagać, by unicki metropolita Szeptycki w czasie wojny polsko-ukraińskiej, miał być polskim patriotą. Podobnie bzdurą jest generalizowanie Kościoła Katolickiego; a co z setkami księży katolickich na Śląsku czy w Wielkopolsce, którzy zgodnie z własnym wyborem narodowościowym pracowali na rzecz niemieckości tych ziem; a co z księżmi katolickimi, litewskimi patriotami. Dlaczego związki wyznaniowe miały by być szczególnie wyróżnione za wkład w Niepodległość? Czy mniejszy był wkład innych korporacji: związków zawodowych, ruchu spółdzielczego innych form samoorganizacji społecznej, w tym antyklerykalnej masonerii? Paradoksem historycznym jest, że z sześciu Ojców wymienionych w preambule, aż pięciu (Piłsudski, Dmowski, Daszyński, Paderewski, Witos) było w 1918 roku skonfliktowanych z hierarchami Kościoła Katolickiego. I wzajemnie, gdyby dobrze policzyć to większość hierarchów Kościoła Katolickiego przed 1918 rokiem z wyraźną niechęcią odnosiła się do idei niepodległościowych.

Jeszcze trudniej przyjąć tezę o szczególnych zasługach generałów. Nawet sympatyk militaryzmu zadać może pytanie, a czemu nie pułkowników, kapitanów, wachmistrzów czy szeregowych? Wyliczyć można dziesiątki żołnierzy-bohaterów o różnych stopniach wojskowych, przypomnieć też można nazwiska generałów, których „zasługi” lepiej przemilczeć. Armia, każda armia, nie tylko polska, jest taka jest społeczeństwo. Byli w niej bohaterowie, byli też degeneraci; czasem jedno nakładało się na drugie i bohater z frontu stawał się bandytą wobec cywilów. Nie da się zatrzeć faktów, że pod okiem „tolerancyjnych” generałów, żołnierz polski walcząc o Niepodległość czasem kradł, zabijał, gwałcił chłopki, podpalał Żydom brody.

3. Polityczny sens sporu

Spory o daty, osoby, wydarzenia są fragmentami najistotniejszej różnicy zdań: komu Polska zawdzięcza Niepodległość? Nikt tego nie przyzna, ale w cieniu tego sporu jest zwulgaryzowana teoria Ludwika Gumplowicza. Otóż w tej teorii państwa powstały w wyniku podboju i były narzędziem utrzymania władzy przez zwycięzców nad podbitymi. Kto więc podbił Polskę w 1918 roku, kto dzięki temu zwycięstwu miał moralne prawo sprawowania władzy nad podbitymi?

Wybór daty Święta Niepodległości – 11 listopada, był częścią polityki historycznej czyniącej z Józefa Piłsudskiego Ojca Niepodległości. To pod jego wodzą, czynem zbrojnym Polacy „wydarli” Niepodległość. Czy rzeczywiście? Spróbujmy sprawdzić tą teorię poprzez domniemanie, co by było, gdyby… Gdyby w sierpniu 1914 roku mieszkańcy Królestwa odpowiedzieli na apele strzelców z I Kadrowej podejmując antyrosyjskie powstanie… Wówczas Niemcy nie musieliby przerzucać wojsk z frontu zachodniego, padłby Paryż, wojna zakończyłaby się jesienią 1914 roku zwycięstwem państw centralnych. A gdyby polscy legioniści nie walczyli mężnie w listopadzie i grudniu 1914 roku pod Krzywopłotami i Limanową, być może ofensywa rosyjskiego „walca drogowego” zdobyłaby Kraków i Śląsk … wojna mogłaby się skończyć zwycięstwem aliantów.

W obu wypadkach świat byłby szczęśliwszy, bo nie zginęłoby kilka milionów ludzi, nie wyhodowano by na nędzy wojennej demona komunizmu, nazizmu czy faszyzmu. Polski by jednak nie było, tylko mniej lub bardzie autonomiczne polskie prowincje Niemiec lub Rosji. Przy tej całej gdybologii trudno, a nawet bardzo trudno, udowodnić, że bohaterstwo Piłsudskiego, oddana przez legionistów krew i życie w latach 1914-16, służyły sprawie Niepodległości. Można to dowodzić jedynie mitotwórczo. Polacy z Galicji czy Królestwa i tak byliby wcieleni do armii państw zaborczych, i tak by ginęli w nieswojej wojnie; a dzięki legionom „świat się dowiedział”, że Polak pod polskim dowództwem jest wspaniałym żołnierzem. Jeśli jednak przyjmiemy taką tezę, dlaczego nie gloryfikujemy walczącego po rosyjskiej stronie „legionu puławskiego”. Wszak z niego wywodzi się piękna legenda czynu żołnierskiego Ułanów Krechowieckich.

Mamy z legionami Piłsudskiego jeszcze jeden problem: co się stało, jak „świat się dowiedział” o tej wojennej odwadze. Francuzi pamiętali (lub powinni byli pamiętać), że przynajmniej dwukrotnie ofiarna, kosztująca tysiące ofiar ofensywa rosyjska w 1914 i 1916 roku (ofensywa Brusiłowa), uratowała ich państwo. Tak w roku 1914, jak i w 1916. (Kostiuchówka) Piłsudski bohatersko walczył więc pośrednio z… Francuzami i Anglikami. Nie dziwi, że po klęsce 1939 roku okupanci niemieccy ochraniali pomniki Piłsudskiego, a Francuzi z rezerwą traktowali przybyłych do nich piłsudczyków.

Nie wiemy też, czy „świat wiedział o bohaterstwie” Litwinów, Czechów, Estończyków – a oni także wynieśli z gruzów powojennych prawo do niepodległości. W odróżnieniu od nich bohaterstwo żołnierzy nowozelandzkich pod Galipoli, nie dało krajowi Maorysów nic, prócz chwilowej sławy.

Nie mam tu zamiaru krytykować Piłsudskiego i walczyć z jego legendą. Podobnie weryfikować można politykę prowadzoną przez innych Ojców Założycieli. Trzeba sobie jednak uświadomić, że Niepodległość nie była rzeczą „wydartą” zaborcom czynem zbrojnym toczonym pod jednym opatrznościowym Wodzem. Szczęściem było, że brakowało takowego jednego Wodza, że jego błędy nie skutkowały całościowo. Odzyskiwanie niepodległości potrzebowało tysięcy Matek i Ojców założycieli, różnorodnych lokalnych, regionalnych i ogólnonarodowych inicjatyw. Był to proces, trudny proces społeczny, wymagający różnorodnej aktywności na różnych polach. Ważniejszym niż czyn zbrojny na nie naszej wojnie był trud budowania od podstaw szkolnictwa, sądownictwa, administracji, policji, wszystkich instytucji będących fundamentem państwa. Licytacja na zasługi jest grą bez jednolitych reguł. Kto więcej zrobił dla Polaków w latach I światowej wojny: Piłsudski czy Rudolf Weigl (wynalazca szczepionki na tyfus); czy ocalenie tysięcy ludzi przed śmiercią można porównać z poświęcaniem tysiąca ofiar wysłanych na bój za Ojczyznę?

O jednym można mówić z przekonaniem: twierdzenie, że ktoś „podbił Polskę”, „wydarł ją” zaborcom, a przez to ma prawo rządzić „podbitymi” czy „wyzwolonymi”, było i jest uzurpacją.

Ludzie potrzebują i tworzą swoje państwo, po to, by ich chroniło i broniło przed zagrożeniami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Państwo istniejące po to, by zwycięscy mogli dominować nad podbitymi nie jest nikomu do niczego potrzebne. Przeszłość pokazywała, że dyktatura z flagą biało-czerwoną bywała czasem gorsza od obcego zaboru. Nie sama niepodległość jest więc wartością najwyższą, lecz tylko taka niepodległość która dobrze służy wszystkim obywatelom państwa.

4. Obywatelu, stań na baczność

Treść preambuły ustawy o obchodach 100 rocznicy wyznacza sposób uroczystości, będący formą politycznej indoktrynacji. Nie jest ona novum, jest kontynuacją przyjętego rytuału. Skrótowo zaprezentować ją można jako: pomnik, kościół, wojsko. Jest to tak już obyte, że trudno wyobrazić sobie inne obchody. Jest msza święta, po mszy przemarsz i złożenie kwiatów pod pomnikiem, temu wszystkiemu towarzyszy kompania honorowa czy inna oprawa wojskowa. Oczywistość się przyjmuje, ale nie zauważa, nie myśli się, co ten rytuał oznacza.

Muszę tu zaznaczyć: mnie to nie dotyczy, jak nie muszę, to nie uczestniczę w tego typu ceremoniach. Zresztą nie będąc katolikiem, konieczność uczestniczenia w obrządku wyznaniowym jest dla mnie zgodą na koniunkturalną obłudę. Nie czuję z tego tytułu kompleksu braku patriotyzmu. Ale ja mam prawo wyboru i umysł skostniały przez przyjęty katalog wartości. Więc nie chodzi tu o moje prywatne anse i niuanse; ale o rzecz szerszą. Tego typu obchody są częścią edukacji kierowanej do naszych dzieci i wnuków. Wklepuje się w ich głowy, że patriotyzm polega na kochaniu państwa reprezentowanego sojuszem tronu, buławy i ołtarza. Ideałem patrioty jest żołnierz-katolik wypełniający rozkazy władzy. Czy przypadkiem nie jest to model pasujący każdej dyktaturze? Czy ten patriotyzm nie stoi w sprzeczności z wartościami określanymi jako obywatelskie?

Popatrzmy na wyniki badań dotyczących zaufania społecznego. Stale w czołówce podmiotów obdarzonych największym zaufaniem jest wojsko (79%), harcerstwo (73%), kościół katolicki (70%), policja (65%). Znacznie niższe zaufanie mamy do sądów (45%), Sejmu i Senatu (30%), związków zawodowych (29%). Ogólnie jesteśmy społeczeństwem nieufnym, zaufaniem darzymy tylko najbliższą rodzinę, sąsiadom już nie wierzymy. Jest to dość niebezpieczne zjawisko. Osobiście skłaniam się ku teoriom o znaczeniu wzajemnego zaufania (kapitału społecznego) dla rozwoju kraju. Nie może egzystować państwo bez prawa, a prawo jest tylko martwa literą, jeśli nie ma przekonania, że służy wszystkim, każdy je musi respektować, a w przypadkach spornych liczyć można na wyrok bezstronnego sądu. Żyjemy więc w kraju, gdzie do wybranych przez nas instytucji (Sejmu i Senatu) nie mamy zaufania; tym bardziej nie mamy zaufania do stanowionego przez nie prawa, ani do sądów wyrokujących w imieniu tego prawa. Innymi słowy, nie chcemy tego, co stanowi istotną część naszej wolności. Za to ufamy instytucjom hierarchicznym, na które nie mamy wpływu, które wymagają rezygnacji z wolności na rzecz stania na baczność i wypełniania rozkazów.

Przyjmując, że wartością nie jest tylko niepodległe państwo, lecz takie państwo, które dobrze służy swoim obywatelom, nie można z góry zakładać, że żołnierz jest lepszym patriotą (miłośnikiem takiego państwa) od lekarza, kierowcy TIR-a, czy robotnika rolnego. Liczy się wkład w budowanie dobrego państwa. Twierdzenie, że żołnierz jest lepszym patriotą, bo ryzykuje życie dla Ojczyzny jest bałamuctwem. Otóż, nie za to płacimy żołnierzom (policjantom, strażakom) by ginęli bohatersko (umrzeć każdy potrafi); ale by nas skutecznie bronili. Jest to praca, czasem niebezpieczna; ale też niebezpieczna bywa praca kierowcy TIR-a czy robotnika rolnego. Tymczasem hierarchię patriotyzmu wyznaczają u nas nie rzeczywiste zasługi w budowaniu dobrego państwa, lecz sztuczny zabieg będący indoktrynacją na rzecz dyktatury.

Państwo potrzebuje ludzi potrafiących stać na baczność i wykonujących rozkazy – słyszałem służąc w wojsku w czasach PRL. Czy coś tu się zmieniło? Wiem, że służba w wojsku ma swoje zalety, nie trzeba myśleć, wystarczy, że przełożeni myślą za nas. Wolność narzuca na nas nieznośny ciężar odpowiedzialności, niewola – jak nie biją i dają jeść – jest lżejsza. Czy jednak nie wolimy wolności od niewoli?

Państwo potrzebuje ludzi potrafiących stać na baczność… Ale czy ja potrzebuję takiego państwa? Czy widok uroczystości symbolizującej sojusz tronu, buławy i ołtarza nie jest dla mnie pejzażem z obcego państwa? I dlaczego miałby świętować 100 lecie tego, obcego dla mnie państwa?

Śmieszne, że te obce dla mnie państwo z flagami biało-czerwoną jest polskojęzyczną podróbką pruskiego modelu. Panie Ministrze Gliński, czas profilaktycznie objąć cenzurą sztukę Carla Zuckmayera „Kapitan z Köpenick”, ukazującej, że w atmosferze wzmożenia patriotycznego byle żul, przebrawszy się w mundur może sobie porządzić państwem. Bez cenzury narodowe obchody 100 lecia Niepodległości u nas nie wypalą.

Wojciech Kossak – Józef Piłsudski na Kasztance

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.