Spółki Miejskie

Perły przed wieprze. Noc go wygnała, noc go przygnała

Dodaj komentarz

Marek Szarek

Józef Chełmoński – Dropie

O 5 rano na na Ursynowie jest mroczno, mokro i markotno. Wpadam w listopadową noc, jak w czarną dziurę. Wychodzę przed dom starannie omijając kałuże, ale czuję, jak przez dziury w butach przesiąka woda. Szukam auta po omacku, sadowię się w saeaciku i jeszcze raz sprawdzam czy zabrałem wszystkie niezbędne do pracy rzeczy: okulary, telefon, wędzoną makrelę na śniadanie i lektury: „Lale” Jacka Dehnela – prezent od zaprzyjaźnionej internautki, „Dwanaście srok za ogon” – uroczą gawędę o ptakach i malarstwie autorstwa młodego ornitologa Tomasza Łubieńskiego. W plecaku powinny być gazety: październikowe egzemplarze Paris-Matcha, które prenumeruje ojciec, a ja podbieram mu przeczytane numery oraz: Tygodnik Powszechny ze smutnym ks. Bonieckim, któremu znowu zakneblowano usta i dodatek kulturalny do Rzeczypospolitej Plus-Minus. Dzisiejsze: Gazetę Wyborczą i Polską kupię po drodze, tankując paliwo na stacji benzynowej.

Interes otwieram o 6-tej. Małą łopatką dosypuję świeże perły do szuflad, miotełką-prachowką odkurzam cyrkonie w koliach, nastawiam zegarki, nakręcam chińskie budziki. Pierwsi klienci pojawią się za godzinę, więc mogę wypić herbatę i zjeść wędzoną makrelę. Skrapiam rybę sokiem z cytryny i konsumuje pośpiesznie. Przeglądam aktualną prasę. W Wyborczej – wciąż ta sama, bezwzględna, antyrządowa propaganda. W Gazecie Polskiej na odwrót. W Paris–Matchu relacja z wystawy pop-artu w paryskim muzeum Maillol. Otwieram internet i szukam w guglach obrazów amerykańskich artystów, o których czytam po raz pierwszy: Wesley, Drexler, Arcangelo. Najbardziej podobają mi się zmysłowe, perwersyjne akty kobiece Toma Wesselmanna.

Ale oto pojawia się pierwsza klientka. Sympatyczna blondynka z Kaliningradu. Kupuje nefrytowe bransolety i – ”miszke – igruszke dla doczki”.

– „U nas żyzń niepłocha” – odpowiada indagowana przeze mnie Rosjanka. – „Muż rabotajet matrosom na njeftannych haevy-kesonach, a ja zanimaju targowlom”. Porozumiewamy się z klientką, jakimś dziwnym rusko-angielskim volapikiem!

Żegnam Rosjankę i wracam do internetu. Sprawdzam, co na fejsie. Tam – wciąż to samo! Marysia kłóci się z Pawłem, Elżbieta nadstawia karku, Teresa podróżuje, Tomasz konsumuje. W ciągu dnia mój biznes odwiedzi jeszcze kilku klientów z Pribałtyki i jakiś zabłąkany uchodźca czeczeński, który szuka kauczukowych masek karnawałowych. Najlepiej sprzedają się maski z facjatą Trumpa!

Do szesnastej skończę czytać opowieść Dehnela i złapię jedną srokę za ogon w książce Łubieńskiego. Pod koniec pracy kupię kilka świeżych chaczapuri od starej Gruzinki i ostrożnie omijając kałuże, pójdę na parking. Wsiądę do auta, sprawdzę czy mam w plecaku okulary i telefon. Kiedy dotrę na Ursynów, będzie ciemno.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.