Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Perły przed wieprze. Maskarada

Marek Szarek

Przez cały ubiegły tydzień żyłem w strachu! Bałem się, że pijani młodzieńcy, którzy fetowali urodziny Hitlera w lasku pod Wodzisławiem Śląskim ruszą w Polskę i zaatakują Ursynów! Na wszelki wypadek uzupełniłem zapas piwa w lodówce, przestałem kupować Gazetę Wyborczą i przykryłem swoje autko pokrowcem maskującym, żeby żółty lakier seacika nie kłuł w oczy neofaszystów, kiedy przyjadą podpalić mój dom! Uspokoiłem się dopiero, gdy życzliwy sąsiad poinformował mnie, że feta neofaszystów miała miejsce 9 miesięcy temu. Odetchnąłem z ulgą i zainwestowałem w samochód, fundując mu nową wycieraczkę do tylnej szyby. Wycieraczka zbiera śnieg i błoto, jak złoto. Przede mną i za mną jasność!

Chciałem już zamknąć tydzień na klucz, jak przeczytaną księgę. A tu nowa sensacja! Sejm uchwalił Ustawę o obronie dobrego imienia Narodu Polskiego! Ustawa ma dotyczyć przypadków przypisywania Narodowi odpowiedzialności lub współodpowiedzialności za zbrodnie nazistowskie! Teraz prezes IPN-u Szarek może szaremu Szarkowi, który obraża Naród wlepić karę do 3 lat więzienia! Trzy lata, jak dla brata! Bojazń mnie schwyciła i drżenie, jak duńskiego filozofa przed nocą poślubną, bo przypomniałem sobie, że kiedyś opisywałem byłem przygody dziadka ze Ślesina, który w czasie okupacji szabrował mienie pożydowskie. Mój przodek bardzo nie chciał szabrować, ale uległ presji żony łakomej na żydowskie złoto. Dziadek zwlekał i opierał się tak długo, że kiedy w końcu ruszył na szaber był jednym z ostatnich. Cały jego łup, to były przywiezione na sankach: zawszona pierzyna i gąsior soku z jagód, które wyniósł z domu ubogiego handlarza cebulą. Zaradni mieszkańcy miasteczka już dawno wyczyścili domy pozostałe po wywiezionych do Chełmna nad Nerem Żydach.

Teraz się zastanawiam, czy aby nie przypisałem przodkom współodpowiedzianości za zbrodnie nazistowskie? Ale chyba dziadek i babka, to nie cały Naród Polski i prezes Szarek mnie nie zamknie?

Oddaliłem złe myśli i uspokojony jąłem czynić przygotowania do tradycyjnego balu przebierańców, który rokrocznie organizują nasi znajomi. Tegoroczny bal odbędzie się pod hasłem – „ogień i woda” W wiejskiej remizie na Wólce pożyczę od znajomych strażaków srebrny kask i sikawkę! Cesia ma się przebrać za syrenę! Prosiła, żebym po drodze kupił świeżych śledzi! Zatem do zobaczenia, drodzy Przyjaciele! Zdjęcia i relacja z maskarady w najbliższy poniedziałek!

Reklamy


Dodaj komentarz

Formy Zamętu. Dzień

Maciej Chwistek

Wstawał piękny dzień, a ja wraz z nim. Co prawda ja o kilka godzin później, ale o dziewiątej to znów nie taki wstyd. Spojrzałem przez okno. Śniegu o połowę mniej niż wczoraj, a to dopiero poranek. Wypuściłem psy na podwórze, sprzątnąłem kupę któregoś. Przyznaję, moja wina. Wypuszczając psy nie powstrzymałem codziennego ataku kotów na drzwi. Nastała pora karmienia tych potworów. Biegają od miski do miski porównując, która pełniejsza. Czasem w tym zamieszaniu wciągają karmę z jednej. Psy to co innego. Pełna kultura, ale i rygor. Siedzą i czekają, wpatrując się we mnie. Ach te ich piękne oczy w napięciu wyczekujące na pozwolenie. Dwa słowa, Songi, ok. i rzuca się na żarcie. Kiedyś potrafił smakować, delektować się tą samą ilością przez kilka godzin. Punia uświadomiła mu, że albo od razu, albo wcale. Nakarmione, a ja idę na spacer. Sam, bez psów, bez aparatu.

Od jakiegoś czasu mam wątpliwości czy dalej bawić się w fotografowanie. Aparat jest jaki jest, tematy ciągle te same, no i ta cholerna ambicja, co potrafi zepsuć wszystko. Zniszczy każdą zabawę. Był czas, że strugałem, ale gdy zrozumiałem, że pewnych ograniczeń niezależnych ode mnie nie pokonam, zabawa przestała być zabawą i szlag ją trafił. Coś mówiło: Strugaj, to nic, że kasy z tego nie ma, ale to drugie coś mówiło: pierdolnij, bo to bardziej logiczne. No i postąpiłem logicznie. Prawie się udało. To prawie, to tak od lat.

Kiedy się wydaje, że szczęście tuż, to okazuje się, że to tylko się wydawało. Spacer był miły tylko to ciągłe kadrowanie, choć aparatu nie miałem. Tak, jak z tym suwaniem dłutkiem po twarzy rozmówców, gdy był czas strugania. A to piekielne rymowanie, które się rymowało dzień i noc, i spać nie dawało. A zabawki, gdy dziecinniałem i chyba wszyscy mieli mnie dość. I tak z wszystkim, i życie przeleciało na niczym. Przyznaję, dość miło, mimo wszystko.

Czas na posiłek. Dziś apetyt mam na owsiankę, taką na mleku. Rozpaliłem w piecu. Dymi się, ale mam nadzieję, że w końcu pójdzie w komin. Mimo wszystko spojrzałem na termometr za oknem. Godzina południowa, temperatura plus osiem stopni. No to już wiedziałem. Nic z palenia nie będzie. Zanim wygasiłem ogień dym zakrył wszystko. Pootwierałem okna, drzwi. Prawie jak wiosną, tylko ten odorek i szczypanie w oczy. Pokusiło mnie, by od razu przeczyścić rury. Ta pozioma zaklejona. Oczyściłem. Zaczęło się sprzątanie kuchni, mycie podłogi. No i kawa. Druga kawa. Trzecia kawa? Chciało by się jak u Muńka. Trzeci strąg, czwarty strąg, piąty strąg. Ech, kocham Cię jak Irlandię. Nieee. Nieee, druga kawa i na tym koniec.


Dodaj komentarz

Perły przed wieprze. Wolność twórcza

Marek Szarek

Majakowski i Bułhakow

„Misza nie pozwolił włączyć światła, świece paliły się całą noc. Pisarz chodził po mieszkaniu, zacierał ręce i powtarzał – Pachnie trupem!” Notatkę tej treści sporządziła żona Michaiła Bułhakowa – Jelena w dniu, kiedy autor został powiadomiony, że jego sztuka pod tytułem „Batumi” poświęcona młodości Stalina nie dostała zgody na wystawienie. Po latach niełaski i zmagań z cenzurą Michaił Afanasjewicz Bułhakow zapragnął chwili wytchnienia. Zrezygnował z pisarskiej niezależności i popełnił dytyramb pochwalny na cześć tyrana. Niestety sztuka spotkała się z nieprzychylną oceną dyktatora i nie wpłynęła na poprawę notowań mistrza. Pół roku po odrzuceniu dramatu przez cenzurę, zgnębiony i zniechęcony Bułhakow zapadł na zdrowiu i umarł.

Przytoczyłem te historię a propos dyskusji, jaka niedawno toczyła się na Fb. Jedna z moich przyjaciółek – dyskutantek wyraziła opinię, że twórcy dla dobra sztuki nie powinni angażować się przesadnie w bieżącą politykę, ani manifestować swoich przekonań na ulicy, bo głównym zadaniem artystów, nie jest palenie opon pod gmachem Sejmu, tylko tworzenie dobrych powieści i symfonii. Dyskutantka podała przykłady z czasów PRL-u w których powstało wiele wybitnych dzieł sztuki, mimo, że ich twórcy nie walczyli na barykadach przeciwko władzy. Dlatego, twierdziła przyjaciółka, należy oddać cesarzowi co cesarskie, a nawet iść na kompromis z reżimem i robić swoje, bo wielka sztuka i tak przemówi do ludzkości językiem prawdy.

Nie jestem pewien, czy moja mądra znajoma ma rację, ale przy okazji tej dyskusji zaniepokoił mnie fakt, że rozważania na temat cenzury i wolności twórczej znowu stają się aktualne.