Spółki Miejskie

Lubię małe miasteczka. Mam dość

Dodaj komentarz

Katarzyna Śrutwa

Medea by Victor Mottez

Już dość mam rozdziawionej pani Wrzask z porcelanowym sercem, ze sztandarami białych obrusów, których splamienie to plama na honorze i świętokradztwo, z oddziałem krochmalonych pościeli, z ołtarzem zmęczonej codzienności, z wytapetowaną duszą rozdrażnionej, tkliwej, blednej…

Sama dobra nie jestem, rozwieszam na sznurkach głupotę, chodzę w obłąkanej sierści potu, wytrzeszczam się na zakrętach życia. Moja dumna wnętrzność krzyczy, dopada ją agresja istnienia, trzaska wazonami uczuć i jak gdyby nic wychodzi do drugiego pokoju osobowości, gdzie całkiem inna ja siedzi na tronie spokoju wolno się kołysząc. Dużo jest we mnie dziecka, bo nie pozwoliłam mu odejść i może to źle.

Nie mam matki. Może jest nią Medea. Nie wiem gdzie jej szukać? Czy u mnie? Wiem, że ją kocham. Zawsze tak było, gdy chodząc z kąta w kąt, tłukąc pięściami w ściany i drzwi, targając włosy strachu, wyjąc, klęcząc, skomląc, pytałam – czy ty mnie kochasz?

Mamo, ty mnie nie kochasz. Kłamiesz. Dlaczego nie możesz mi powiedzieć? A ona odchodziła już wtedy, a może wcześniej jej nie było, do krainy uczuć płciowych, nieutulona, niedokochana, z potarganymi włosami własnego dzieciństwa (czasami wymyka się ze schematu, jest obcą kobietą, co tu robisz?), w którym żelazna matka zaskarbiła sobie chłopca, a nie ją. Ją traktowała gorzej, a ona wrażliwiec dziewczynka wiekuistego głaskania ciągle szuka, głaszcząc się sama, nie innych.

Nie jestem dobra, chodzę w ortalionowym płaszczu grzechu z szatanem za rękę. Anioł stróż mnie jednak pilnuje. Ukrytą kamerą sumienia kręci o mnie film ostateczny. Bóg mnie nie opuścił, ale wyszedł do kiosku po papierosy i dotąd nie wraca. Moja dumna wnętrzność, a może połechtana próżność nie operuje pojęciami: chciana, niechciana, zbędna. Jestem przypadkiem albo własną imaginacją i gdy podnieść rękę przed oczami rozwieje się, odejdzie i będzie ulga, że runął ten koszmar, obwarowany zamek Ja Królowej.

Chciałabym się spotkać przypadkiem na ulicy, nie poznałabym się, że to niby ja taka jestem zmieniona. Chwyciłabym się za rękę i pognała przez most życia na łeb na szyję albo z mostu…

A tak, chodzę z obelgą, co w ustach się nie mieści.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.