Spółki Miejskie

Cierpienie w Łambinowicach

Dodaj komentarz

Grzegorz Majewski

Wnętrze jednego z baraków jenieckich w obozie w Łambinowicach.

Stanąłem na tej ziemi ze zwykłej ciekawości. Kiedy jednak wyszedłem z terenu wystaw i udałem się na pobliskie cmentarze, jak zwykle dopadła mnie masa różnych myśli. Jest coś gorszego od instynktów zwierzęcych w naturze człowieka. Potrafimy się zabijać bez potrzeby i dla czystej przyjemności. Zwierzęta zabijają tylko w walce o pożywienie, a my potrafimy się męczyć, torturować. Bo jesteśmy inni, mamy inny kolor skóry, mówimy innym językiem, mieszkamy w innym miejscu czy też wyznajemy inną religię. Naprawdę zasługujemy na miano „Sapiens”? Czy ta biologiczna klasyfikacja nie została zrobiona nieco na wyrost?

Muzeum jeńców wojennych

Po samym przyjeździe, udałem się do głównego obiektu. Muzeum w Łambinowicach mieści się w budynku dawnej komendantury. Jest to budowla mała, na potrzeby wystawy zostało zajęte całe piętro. Technicznie bez zarzutu, chociaż dostęp na piętro jest utrudniony dla osób niepełnosprawnych, pomimo posiadania odpowiednich urządzeń do transportu takich ludzi. Własny parking i sporo miejsca obok budynku stanowi niewątpliwy plus, zwłaszcza, że zapytany pracownik bez wahania proponuje wjazd samochodem na teren muzeum. Z czymś takim nie zetknąłem się nigdy (No, może poza Niemcami, gdzie pozwolono mi wjechać samochodem do zamku będącego szkołą policyjną. Trzeba przyznać, było to miłe). Na parterze muzeum zostałem przywitany przez młodą dziewczynę, przewodniczkę, byłem jedynym oprowadzanym przez nią turystą. Prywatna przewodniczka! To pozwalało, żeby zwyczajową garść informacji zamienić w swobodny dialog, dzięki któremu nie było pytań bez odpowiedzi. Pani przewodniczka wykazywała ogromną cierpliwość i była cały czas uprzejma. Chylę czoła.

Uderzyła mnie spora ilość przekazów multimedialnych, wszystkie w trzech językach : polski, angielski, niemiecki. Przewodniczka powiedziała, że niektóre rzeczy mają tłumaczone także na rosyjski. Wystawa dotyczy jeńców z II Wojny Światowej, będących członkami koalicji antyhitlerowskiej. Nie ma śladu na temat losu jeńców niemieckich na zachodzie i wschodzie. A pewnie byłoby warto, losy to były zupełnie różne. Oczywiście wystawa jest poświęcona w 90 % jeńcom polskim w niemieckich i sowieckich obozach. Są szablonowe informacje statystyczne, ale także można posłuchać opowieści byłych jeńców, co jest najciekawsze.

Wśród różnych eksponatów są oryginalne dokumenty i listy, szczególnie te drugie pokazują człowieczą część życia jenieckiego. Imponująco prezentuje się wystawa na temat Katynia, gdzie są nie tylko zdjęcia i eksponaty, ale można także posłuchać i obejrzeć wypowiedzi świadków zbrodni. Prawdę mówiąc, Katyń jest chyba w tym miejscu nieco nadreprezentowany, ale to może tylko moje odczucie? W każdym razie jest to miejsce, gdzie możemy się sporo dowiedzieć o losie polskich oficerów w ZSRS. Wyszedłem z głównego budynku w zadumie i z nieszczególnym uśmiechem. Już widziałem masę cierpienia, a to dopiero początek konfrontacji „Homo” rzekomo „Sapiens” z rzeczywistością.

Gehenna Ślązaków

Jako pierwszy zwiedziłem miejsce po cmentarzu Niemców zamordowanych w 1945 roku przez siły pseudopolskie, przez bandytów ubranych w mundury kroju polskiego, z orłem bez korony i mówiących po polsku. Z trudem przychodzi się pogodzić z myślami, że te bestie karmione komunistyczną ideologią rzeczywiście były Polakami. Jako dziecko faszerowany byłem propagandą, gdzie żołnierze polscy z armii Berlinga biorąc jeńca traktują go poprawnie, choć często z pogardą. Każą mu pracować przy odbudowie zniszczonej Polski, a w zamian dostaje jedzenie i dobre traktowanie. Zwiedzenie jednej wystawy będącej zaprzeczeniem tego obrazu daje wiele do myślenia o nas i naszej „szlachetnej” naturze.

Eksponaty poświęcone tym wydarzeniom znajdziemy w osobnym budynku, będącym w dawnych czasach strażnicą. Wszedłem tam z przewodniczką i … po kilkunastu minutach uciekłem. Wstyd czy niemoc? Zdjęcia ludzi krzyczały do mnie o niesprawiedliwości, artykuły ze starych gazet kpiły z moich uczuć, a z szyderstwem patrzył na mnie były polski komendant obozu.

Przełamując się poszedłem jednak na nieodległy (około 300 m.) cmentarz. Znalazłem tam puste pole, z krzyżem przy wejściu i kamieniami z napisami miejscowości, z jakich deportowano ludność do obozu. Była to ludność głównie niemiecka, ale także trafili tam niewygodni Polacy, mieszkańcy Śląska. Warunki były skrajnie złe, codziennością było bicie i głodzenie. Z chorób i głodu zginęło około 1500 osób, na ogólną liczbę uwięzionych 6-7 tys. Także kobiet i starców. Doszło nawet do masowego mordu, w którym zostało zgładzonych 45 osób. Odpowiedzialny za to komendant obozu Czesław Gęborski żył do 2006 roku i zmarł przed końcem rozprawy. 16 lat nie wystarczyło w wolnej Polsce by skazać bandziora komunistycznego. Wyjątek? Nic takiego. Wystarczy sobie przypomnieć inne procesy, we wszystkich przeciągano je ponad miarę, na co zawsze zgadzały się sądy. I albo następowało przedawnienie, albo uniewinnienie lub oskarżony zmarł podczas procesu. My naprawdę mamy problem z pokomunistycznym wymiarem (nie)sprawiedliwości.

Cmentarze jenieckie i pozostałości po stalagu

Wróciłem do muzeum. Teraz czas na najstarszy cmentarz, z XIX wiecznymi grobami francuskich jeńców, wziętych do niewoli podczas wojny prusko-francuskiej z 1870-71. Pojechałem w jego stronę, niedaleko. Około 2 km od muzeum. Najpierw jednak stanąłem na terenie stalagu, gdzie mieszkali polscy żołnierze. Byli tu rotmistrz Pilecki i chwilowo św. Maksymilian Kolbe. Nie zostało zbyt wiele. Jest droga będąca główną arterią ich „miasteczka”, a także można gdzieniegdzie zobaczyć ruiny po budynkach, albo fundamenty jakiegoś baraku. Jest także zarys basenu przeciwpożarowego. Wszystko to pośród lasu, jaki upomina się o swoją własność i wygrywa z ludzkim wzrokiem.

Po spacerze wśród resztek stalagu podjechałem kilkaset metrów do głównego cmentarza. Stanąłem naprzeciwko, w lesie. Wyszedłem z samochodu. Oczom moim ukazał się widok smutny i niesamowity. Ja stałem w lesie, a naprzeciw za ogrodzeniem też las, ale krzyży. Prawie 7 tysięcy krzyży. Wszystkie równe, w rzędach. Z wyraźnym zębem czasu. Przy odrobinie wysiłku można odczytać z nich nazwiska ofiar obozu jenieckiego. Pierwsza część na jaką trafiłem była rumuńska, ofiary I Wojny Światowej – w przewodnikach o tym ani słowa. Rumunia późno, bowiem dopiero w 1916 roku przystąpiła do wojny po stronie aliantów zachodnich. Mieli armię źle wyposażoną i źle dowodzoną. Walczyli w osamotnieniu, ponieważ pobliskie kraje były w sojuszu państw centralnych. Do Łambinowic trafiły ich tysiące. I wielu pozostało na zawsze.

Idąc wśród Rumunów doszedłem do Anglików, którzy zmarli w czasie II Wojny Światowej. Został po nich tylko pomnik, Wielka Brytania dlatego pewnie jest wielka, że zabrała szczątki swoich żołnierzy do ojczyzny. Nieliczni zostali przeniesieni do Krakowa, na centralny cmentarz.

Niedaleko pola brytyjskiego leżą Rosjanie i inni obywatele rosyjskiego imperium. Ukraińcy, Białorusini, Polacy, Łotysze, Litwini, Żydzi i wielu innych. I znowu tysiące krzyży. Znowu imperium dla swojego kaprysu poświęciło ludzi różnych narodowości. Car karze – walczymy i umieramy. Dobry car. Pozwolił nawet poddać się do niewoli kiedy walka będzie niemożliwa. Czemu to napisałem? Kilkadziesiąt lat później inny „car” nie pozwoli. Żołnierz ma zginąć -”za Stalina, za Ojczyznę”. Jeśli się poddał jest zdrajcą. Ci drudzy też tam są, nieco dalej. Przez las to tylko kilometr, dobrą drogą aż trzy, trzeba jechać dookoła. Ich odwiedzę później.

Rosyjscy żołnierze, którzy przeżyli obóz pierwszej wojny, postawili swoim kolegom pomnik, na którym umieścili napisy w kilku językach – językach narodowości jeńców z armii rosyjskiej. Jest też język polski… Tu pojawiła się refleksja. Jeżdżąc po Polsce natrafiłem pod Łodzią na cmentarz żołnierzy pruskich i rosyjskich poległych w 1914 roku. Wysiadając z samochodu miałem na ustach nieco złośliwego uśmiechu… „Wzięli się za łby”- pomyślałem. Wszedłem między groby i złośliwy uśmieszek szybko zniknął. Zawstydziłem się. Stanąłem pośród ludzi, którzy w ostatniej chwili niczego dobrego nie zobaczyli. Czuli z pewnością ból i strach. A co gorsza, tam – i pośród Rosjan, i pośród Niemców byli POLACY. Leżeli we „wrogich” sobie częściach cmentarza. Tak, jak Polacy i Rosjanie w Łambinowicach.

Obok Rosjan znalazłem groby Serbów. Pośrodku ich kwatery stoi pomnik, chyba najładniejszy, ale to rzecz gustu. Serbowie, wieczny przeciwnik niemczyzny i Turcji. Jako pierwsi zostali zaatakowani w tej wojnie. Walczyli dzielnie, ale przewaga niemiecko-austriacka była zbyt duża. Ulegli. Stąd i tysiące ich jeńców w tym obozie. Jak najdalej od ojczystego kraju, ponad tysiąc kilometrów.

Gdzieś w Bośni, jakiś przygłup strzelił do jakiegoś buca prawie koronowanego i nieszczęście dla świata. Serbowie dzielnie walczyli. W początkowej fazie, kiedy Austro-Węgry atakowały ich samotnie, wygrywali. Odparli najeźdźców. Niestety później Austriaków zechcieli wsparzeć Niemcy i Bułgarzy. Serbowie znieśli nawet bestialskie bombardowanie Belgradu, gdzie było wiele ofiar cywilnych. Mały, dzielny naród nie dał już rady. W czasie tej wojny zginęło 27% Serbów. 60% męskiej populacji. W większości ludzi w wieku młodym i średnim.

Warunki panujące w obozach jenieckich przyczyniły się do tej hekatomby. I pomyśleć. Wszystko przez kilku zapaleńców oraz chęć panowania nad światem koronowanych bandziorów.

Przechodząc na kolejne kwatery widać groby Włochów. Ludzie ci z ciepłego klimatu przeniesieni do dużo zimniejszego umierali z wyczerpania i chorób dużo łatwiej niż inni. Nie mieli szczęścia marzyciele od dobrego wina, słońca i muzyki.

Na samym skraju, początku cmentarza znalazłem miejsce, gdzie spoczęli ci, dla których pierwotnie ten obóz założono. Francuzi z lat 1870-71. Kilkadziesiąt nagrobków, dobrze utrzymanych, napisy odnowione. Można wyczytać, że jeńcy umierali głównie od stycznia do kwietnia. Warunki i zima wykończyły młodych i silnych mężczyzn. Niewola nie zawsze oznacza „lepiej”. Mają też swój pomnik, postawili go rodacy. Jak i inne ta tym terenie, wszystkie postawione rękami rodaków-jeńców.

Jeńcy sowieccy

Ogrom terenu, na jakim przebywali jeńcy nieco mnie przytłoczył. Podczas drugiej wojny światowej przebywało tu stale 50-60 tysięcy osób, to więcej niż niejedno miasto w Polsce. Ale to inna, „lepsza” kategoria jeńców. Jako obywatele państw sygnatariuszy porozumień w sprawie traktowania jeńców wojennych byli traktowani dużo lepiej niż obywatele ZSRS. Samych ofiar wśród żołnierzy sowieckich obliczono na około 40-60 tys!!! Przez obóz przeszło ich około 180 tys. Chowano ich po „niemiecku” w długim rowie na… 8 kilometrów! Po ekshumacji założono miejsce pamięci w jednym miejscu, gdzie szedłem w milczeniu ze strachem, że zbaczając z głównej ścieżki będę deptać po szczątkach ludzkich. Pędzeni jak bydło – gorzej nawet – ponieważ o bydło się dba. Zgromadzono ich na terenie odkrytym, bez jakichkolwiek budynków dających choćby symboliczne schronienie. Żeby zyskać osłonę, gołymi rękoma ryli jamy w ziemi, proste ziemianki w środku zimy dawały nieco szansy silniejszym jednostkom. Najsłabsi zginęli w pieszych transportach, ci co dotarli i wykopali jamy zyskali szansę. Nawet trudno sobie to wyobrazić, a co dopiero przeżyć…

Kilkadziesiąt tysięcy ludzi pozbawionych podstawowych potrzeb – jedzenia, picia, ciepła, dachu nad głową ZIMĄ. Katowani przez niemieckich oprawców z sadyzmem rzucających w tłum bochenek chleba, żeby zobaczyć jak o niego walczą. Nie wiem czy w Łambinowicach, ale kanibalizm nie był w tym czasie i warunkach czymś wyjątkowym. Oszalali z głodu ludzie potrafią zrobić wszystko. Umierali bez godności. W fekaliach, w błocie, zabici przez byłych kolegów w walce o jedzenie.

Teren, gdzie złożono wydobyte zwłoki, to ogromne pole, z dużym pomnikiem pośrodku. Ale na pomniku nie znajdziemy nazwisk ofiar, były bezimienne. Wśród nich znajdują się także Polacy, wcieleni do Armii Czerwonej w latach 1939-41, z ziem wschodniej Polski. Straszny los jeńców sowieckich stał się ich udziałem. Z głodu, chorób, wyczerpania lub od kuli zginął co trzeci. I tu ciekawa refleksja… nieludzka i jakże ludzka. W Stalingradzie Rosjanie wzięli do niewoli 108 tys Niemców. Do domu powróciło… 6 tys. Reszta zmarła na choroby, głód, z wyczerpanie lub została zamordowana przez strażników. Jak widać podobieństwo bliźniacze. Choć jeniec radziecki miał mimo wszystko dużo większe szanse na przeżycie. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby Hitler ich lepiej traktował. Kilka milionów żołnierzy w służbie niemieckiej z pewnością przeważyłoby na ich szalę wojny. Żałować czy się cieszyć?

Patrząc na daty śmierci przeważała zima. Na wszystkich cmentarzach. Jakoś tak się składa, że kiedy były prowadzone wojny z Niemcami, zawsze przychodziły ostre zimy. Tak było i w I i II Wojnie Światowej. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to była próba od Pana Boga otrzeźwienia zapalonych głów. Jakby nie dość było cierpień od kul, szrapneli, min i okropieństw okopowego życia.

Kilku „pomazańców” w przypływie złego humoru pokłóciło się i wymordowało miliony w beznadziejnej, krwawej walce. Sprawili wiele cierpień. Tylko władcę Rosji spotkała kara, choć okrutna. Cesarze Niemiec i Austrii abdykowali prawie dobrowolnie i do końca życia przebywali w dobrych warunkach. Niektórzy uważają drugą wojnę za zwykłą kontynuację pierwszej i chyba nie bez racji. I kolejne lata cierpień. Ludobójstwo, narody lepsze i gorsze, duma, buta, szmalcownicy i sprawiedliwi. Ofiary i szlachetni pomagający. Mordowani Serbowie ratowani przez Chorwatów, Żydzi ratowani przez wszystkich, gdzie zamieszkiwali. Polacy ratowani przez Ukraińców. Ukraińcy ratowani przez Polaków. Ileż zła wyrządzili ludzkości „pomazańcy boży”…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.