Spółki Miejskie

Perły przed wieprze. Dziady

1 komentarz

Marek Szarek

Dziady – reż. E. Nekrosius

Poszedł dziad na Dziady – Szarek do teatru. Spektakl zaczyna się, jak należy – ciemno wszędzie, głucho wszędzie, na scenie same dziury, z dziur wychodzą upiory. Guślarz czaruje, duchy wywołuje. Każdego nakarmi, napoi, wysłucha, a który uparty i do mogiły wrócić nie chce, temu w imię Ojca, Syna, Ducha – pokaże Pański krzyż! A kysz, a kysz! Upiory uciekają ze sceny przez wielką dziurę w ścianie. Dziura ma kształty Mickiewicza z wileńskiego pomnika Pronaszki. Co mniej cierpliwi widzowie także uciekają z przedstawienia, bo sztuka trwa 4 godziny i ciągnie się jak flaki w jatce.

Dziady w reżyserii Eimontasa Nekrosiusa w Warszawskim Teatrze Narodowym miały premierę w marcu ubiegłego roku. Jest to widowisko efektowne, lecz nierówne. Litewski reżyser początek ma dobry, ale im dalej w dramat, tym większy dramat. Sceny więzienne, patriotyczne, martyrologiczne są mdłe i statyczne. Łez z oczu nie wyciskają, szlochu z piersi nie wyrywają, do broni nie wzywają! A Wielka Improwizacja, to jest Wielka Katastrofa! Grzegorz Małecki, który gra Gustawa-Konrada, nie staje na wysokości zadania. Aktor w ogóle nie staje – on kuca. Wielka Improwizacja wygłaszana z przykucu, to pomysł na tyle oryginalny, że na pewno zapisze się w historii polskiego teatru. Chciałoby się zawołać – Grzesiu, ty nie kucaj, tylko wrzucaj. Ale Grzesiu nie słucha, a znudzony widz też nie. Cesia, która widziała onegdaj Konrada w wykonaniu Jerzego Treli w Krakowskim Teatrze Starym była tak Małeckim zdegustowana, że musiałem krzepić ją winem, które przemyciłem na widownię w plastikowej buteleczce po wodzie mineralnej.

Buteleczka przydała się także przy – „Widzeniu Księdza Piotra”. Słusznie, bo współczesny widz nie jest zdolny słuchać na trzeźwo, tych wszystkich mesjanistycznych kocopałów, wygłaszanych przez proroka zrodzonego z matki obcej, imię jego – dawne bohatery, który plecie trzy po trzy i czterdzieści po cztery. Reżyser był podobnego zdania, bo „Widzenie” podane było w konwencji ironicznej. Bardzo dobrze wypadła scena z panią Rollison i Senatorem. To zasługa zarówno pomysłowości reżysera, jak i gry pary aktorskiej: Kingi Ilgner i Arkadiusza Janiczka. Klasą samą dla siebie jest aranżacja muzyczna sztuki zaproponowana przez Pawła Szymańskiego.

Tak czy siak, na kolonach, czy w kucki, po pańsku z biletem w pierwszym rzędzie, czy po dziadowsku z wejściówką w ręku, na trzeźwo, czy na rauszu – Dziady w Narodowym zobaczyć trzeba! A więc drodzy Przyjaciele:

– Wstępujcie w sztuki przybytek!
– Gromada niech was się zbierze!
– Weźcie jadło i napitek!
– I jałmużnę i pacierze!

P.S. Napitek możecie przemycić w buteleczce po wodzie mineralnej. Dobrze Wam radzi i pozdrawia – wasz dziad fejsbukowy – Szarek.

Reklamy

One thought on “Perły przed wieprze. Dziady

  1. No to będzie trzeba iść, w końcu zaraz marzec będzie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s