Babcia Ezoteryczna. Kontakt

Katarzyna Urbanowicz

Wiele lat temu, gdy zaczynałam swoją przygodę z literaturą SF, w moim pierwszym nagrodzonym tomie opowiadań „Plama na wodzie” właściwie wszystkie opowiadania związane były z problemem kontaktu między ludźmi lub innymi istotami. Dziś widzę to bardzo wyraźnie, jak problem niezrozumienia, nie tylko między cywilizacjami, ale i osobami jednej cywilizacji, był moją obsesją, ubraną w modny wówczas garniturek science fiction (także z uwagi na cenzurę, która na SF nie znała się zupełnie). O wiele łatwiej bowiem było już wówczas (nie tylko wtedy) mówić o problemach komunikacji między osobami, nawet bardzo bliskimi sobie, ubranymi we wzory podyktowane fantazją, niż przyznać się przed samym sobą, iż to my zawiedliśmy w rozmowie z bliskimi – im czujemy większą bliskość z daną osobą, tym trudniej komunikować się nam z nią na poziomie werbalnym.

W tytułowym opowiadaniu „Plama na wodzie” opiekuńczość Krystyna nad główną bohaterką jest na tyle dwuznaczna, obnażająca jej naiwność i jego przemyślaną strategię (niekoniecznie w złych intencjach), że uniemożliwia wzajemną i świadomą akceptację, co kończy się katastrofą. W opowiadaniu „Tryptyk” sklepowa ekspedientka Monika Skwarek mogłaby zmienić świat, gdyby nie kartkowy system dystrybucji żywności, blokujący pełen kontakt między ludźmi. W opowiadaniu „Receptura” opisującym zdziczałe dzieci na obcej planecie, (nota bene opisałam autentyczne wydarzenia z mojej wędrówki z plecakiem po Beskidzie Niskim w roku 1966), między wędrowcami (międzyplanetarnymi podróżnikami i turystami w opustoszałych po wysiedleniu Łemków górach), a „miejscowymi”, nie ma i nie może być żadnego sensownego kontaktu. I tak we wszystkich kolejnych tekstach.

W „Leksykonie polskiej literatury fantastycznonaukowej” Andrzeja Niewiadomskiego i Antoniego Smuszkiewicza (wyd. Poznań 1990) podsumowano mój dorobek w taki sposób: „W utworach Katarzyny Urbanowicz Ziemianie próbują sobie podporządkować innych, nie dostrzegają bądź nie liczą się z różnorodnymi formami obcej kultury, brutalnie ingerują w psychikę swoich partnerów” (str. 208).

Minęły lata odkąd porzuciłam literaturę SF, ale odkrywam to u schyłku życia – niewiele się w sprawie kontaktu między ludźmi zmieniło – a jeśli już to na gorsze. Obserwuję także siebie. W końcu przybyło mi od tamtego czasu blisko 30 lat, uważam się za osobę mniej emocjonalną niż wówczas, a bardziej refleksyjną i rozsądną, a w sprawie kontaktów międzyludzkich nie postąpiłam naprzód ani o krok. Przybyło tekstów (w tym powieść „Sierotka” i inne, niewydane), gdzie kontakt i bliskość poddawane są testowaniu w warunkach rzeczywistych, a nie wymyślonych. Cóż z tego, praktycznie nie daję sobie rady, gdy osobiście wchodzę w kontakt pod presją czasu, oczekiwań, obaw, prób obiektywnego spojrzenia na sytuację – wszystko w krótkim odcinku czasowym.

Z pewną osobą, kimś bardzo mi bliskim, z przyczyn obiektywnych kontakt został zerwany dwa miesiące temu. I oto nagle, słyszę w słuchawce telefonu jego głos. Przytłumiony, przerywany, zacichający. Czuję nastrój rozmówcy: robienia dobrej miny do złej gry. To takie: „skoro nie możemy nic zmienić w naszym losie, wyciągnijmy z wydarzeń to, co możliwie pozytywne – naukę, refleksję, inne niż zazwyczaj wykorzystanie czasu”. Rozmowa trwa zaledwie pięć minut i zostaje niespodziewanie przerwana.

Teraz opiszę wam moją reakcję, której się wstydzę i nad którą boleję, bowiem nie wykorzystałam zupełnie danego mi przez los czasu, tracąc go na bzdety i nie zdążywszy nawet ogarnąć się. Po pierwsze, dzwonek telefonu zadzwonił wówczas, gdy miałam uruchomioną maszynkę do mielenia mięsa. Spowodowany przez nią hałas, prawie zagłuszył sygnał, mimo że telefon miałam w zasięgu ręki. Złapałam zań w ostatniej chwili, ledwie przelotnie spojrzawszy na nieznany numer. Kiedy usłyszałam głos rozmówcy, pierwszą myślą było, że mogłam dzwonka nie usłyszeć i do rozmowy mogło nie dojść. A przecież tyle czasu na nią czekałam! Zamiast mówić o sprawach ważnych, zaczęłam coś bredzić o mięsie na mielone kotlety i obiedzie, który szykuję. W końcu opamiętałam się trochę i przekazałam wiadomości od innych osób, które miałam przekazać, na okoliczność ewentualnego telefonu. Minęło kilka minut i połączenie, które rwało się od początku, a głos rozmówcy zanikał – zostało ostatecznie przerwane. Nie powiedziałam niczego z rzeczy, które chciałabym przekazać rozmówcy. Ani jednego słowa!

Z tego wszystkiego niewiele zapamiętałam, co mówił mi rozmówca, a przecież byłam głodna jego słów. Pamiętałam bzdety, które ja wygadywałam, a przecież one były najmniej ważne. Po wszystkim pomyślałam, że uczepiłam się swoich głupawych słów, żeby złagodzić emocje, spowodowane brakiem czasu na oswojenie się z sytuacją. Próbowałam odtworzyć to, co przekazał mi rozmówca, ale w mojej pamięci powstawała tylko biała plama. Też nie mówił o niczym ważnym, ale ważność polegała na fakcie kontaktu z tą osobą, a nie na literalnym wygłaszanym tekście. Za to w nocy, w przerwie między kolejnymi wybudzeniami, wracały jego słowa zaplątane w dziesiątki znaczeń – widomy znak, jak bardzo mogą szkodzić próby świadomego panowania nad treścią snów.

Wiele moich ważnych rozmów podobnie wyglądało. Sam dźwięk głosu oddalonego rozmówcy, uruchamiał nienaturalne zamieszanie, w jakie popadałam, a w którym rzeczy ważne były spychane na bok, jakby one mogły wszystkiemu w naszym kontakcie zaszkodzić, chociaż to nie jest prawdą. W każdy taki kontakt nie potrafiłam wejść jako swoja, istotna cząstka, a wchodziłam z całością swoich lęków, fobii, z całą historią swoich życiowych niepowodzeń i zdroworozsądkowym rozeznaniem bieżącej sytuacji. Nawet w takiej interakcji miało znaczenie to, że mam nieumyte włosy i spuchnięte nogi, a sytuacja polityczna pobudziła uczucie zdołowania. Mówiłam nienaturalnie piskliwym głosem (możliwe, że rozpoznawalnym tylko dla mnie), nienaturalnie szybko i entuzjastycznie, jak zły aktor w krańcowej tremie.

Żeby kontakt stał się prawdziwy i głęboki, nie potrzebne było żadne odczucie. Potrzebny był czas, wiele spokojnych chwil, wygodne miejsce do siedzenia, brak innych osób i innych spraw na podorędziu. Na szczęście dla mnie, często tego brakowało i dlatego popełniłam w życiu mniej głupstw, niż mogłam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.