Spółki Miejskie

Perły przed wieprze. Mefisto

Dodaj komentarz

Marek Szarek

Mefisto – dramat z 1981 roku w reżyserii Istvána Szabó

Psia gwiazda goreje na sierpniowym niebie i miesza ludziom w głowach! Z tego pomieszania zamieniłem psa na Manna. Wprawdzie, nie na noblistę Tomasza, tylko na Klausa, ale pies też nie był rasowy! Takie przygody zdarzają się niemłodym sprzedawcom sztucznych pereł podczas kanikuły.

Wyjeżdżając na weekend zapomniałem zabrać ze sobą, jakąkolwiek książkę. Więc, kiedy po drodze oddawałem młodym przyjaciołom pieska na przechowanie, poprosiłem o coś do czytania. Dostałem – „Mefista” Klausa Manna. Ta leciwa, ale poczciwa powieść popełniona w 1936 roku brzmi dzisiaj niepokojąco aktualnie. Wprawdzie o przyczynach narodzin faszyzmu w przedwojennych Niemczech napisano tysiące tomów analizujących etiologię i fenomenologię nazizmu w kategoriach: artystycznych, psychologicznych, ekonomicznych, socjologicznych, medycznych i jakich kto chce, więc książka Manna nie zaskoczy was niczym, o czym byście wcześniej nie czytali u: Grassa, Horney, Bullocka, Arendt i legionu innych.

Bohaterem powieści Klausa Manna jest Hendrik Hofgen, utalentowany aktor pochodzący ze środowiska zbankrutowanego drobnomieszczaństwa. Impotent i karierowicz trawiony seksualno-towarzyskimi kompleksami. Komediant gotów służyć talentem, każdemu kto zaspokoi jego chore ambicje. Już w pierwszym rozdziale powieści autor maluje zbiorowy portret ludzi stojących na szczytach władzy faszystowskich Niemiec. Każdy z nich naznaczony jest jakąś fizyczną albo psychologiczną ułomnością. To ludzie: chromi, garbaci, otyli, karłowaci, zazdrośnicy, megalomani i wariaci. Władza jest ich chorobą i lekarstwem, środkiem i celem, żądzą i spełnieniem, racją i szaleństwem.

Czy ta wyliczanka wydaje się wam znajoma? Bo mnie tak! I chyba nie tylko mnie. Także artyści działający w warszawskim „Teatrze który się wtrąca” przypomnieli sobie powieść niemieckiego pisarza i już niedługo na scenie „Powszechnego” zobaczymy inscenizację „Mefista” w reżyserii Agnieszki Błońskiej. Dlatego już teraz uśmiecham się do „Świętej Agnieszki od biletów”, czyli miłej pani redaktor z miesięcznika „Teatr”. A młodym przyjaciołom – Edycie i Jackowi dziękuję za opiekę nad pieskiem i trafny dobór „lektury zastępczej”!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.