Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Babcia Ezoteryczna. Hydraulik i stara, brzydka Gertruda

Katarzyna Urbanowicz

Kiedy samotnemu człowiekowi pęknie grzejnik i cieknąca woda tworzy kałuże pochłaniające z każdą chwilą zasoby czystych ręczników, w oczekiwaniu na przybycie pana hydraulika pozostaje jedynie czytanie (ze zrozumieniem) wywiadu Johna Hydea Prestona z Gertrudą Stein w sierpniu 1935 roku.

Poniekąd wszystko było tak jak dziś, jedynie cztery lata dzieliło rozmówców od czasów, gdy nie tylko pan hydraulik, ale i wszelkie inne dywagacje przestały mieć sens. Musiało upłynąć 84 lata, aby zblakły problemy nurtujące ludzi (z tymi, których przedstawicielem jest osobnik usuwający wszelkiego rodzaju prywatne awarie) i żebyśmy poczuli potrzebę oderwania się od codzienności skrzeczącej i powrócenia do rozważań o tym, co wydobywa się z jądra człowieka. Jak mówi Ewa Seydlitz, znawczyni symboli tebańskich – czym rzyga człowiek, gdy nie jest już w stanie utrzymać swej świadomości wewnątrz siebie. Dla Tebańczyków pojęcie rzygania miało inne znaczenie niż dla nas (to uwaga w kierunku tych, którzy skrzywią się na moje porównania z niesmakiem).

Ale posłuchajmy, co mówi o twórczości Gertruda Stein (w antologii „Wywiady prasowe wszech czasów” wyboru i opracowania Christophera Silvestera, wyd. „Iskry” 2005.):

„Myśl o pisaniu w kategoriach odkrywczych, co oznacza, że akt tworzenia musi się dokonywać między piórem a papierem, nie wcześniej w myślach ani potem przy przeróbkach. Tak, w myślach, a nie podczas starannego namysłu. Wynik pojawi się na papierze, jeśli w ogóle coś ma się pojawić i jeśli ty na to pozwolisz, bo jeżeli masz w sobie cokolwiek, doznasz nagłego twórczego poznania. Nie będziesz wiedział, jak się to stało, a nawet czym było, ale to będzie twórczość, która spłynie z pióra, wyłoni się z ciebie, a nie z architektonicznego rysunku rzeczy, której dokonujesz. Technika nie tyle jest kwestią formy czy stylu, ile sposobem, dzięki któremu powstaje forma lub styl, i metodą na ich powtarzanie. Kiedy zamrozisz fontannę, zawsze będziesz miał lodową strugę, strzelającą najpierw w powietrze, a potem opuszczającą się łukiem – co do tego nie ma wątpliwości – ale więcej już z niej się nie poleje. Jestem w stanie powiedzieć, jak ważne jest dysponowanie twórczym poznaniem. Nie możesz przeniknąć do lędźwi i uformować dziecka; ono tam jest, samo się rozwija i wydobywa na zewnątrz jako całość”

Portret Gertrudy Stein pędzla Picassa

Nieco dziwne jest dyskutowanie ze słowami dawno nieżyjących osób, które padły blisko wiek temu, jednak czytając je odkrywam, jak bardzo odeszliśmy od rozumienia literatury (i innych sztuk także) jako twórczości, a zaczęliśmy pojmować ją podobnie do zawodu hydraulika, rzemiosła potrzebnego w codzienności, twórczość odstawiając do przegródki psychologicznej. Błąka się tam gdzieś w kategorii podświadomosci i jest zupełnie zbędna współczesnemu pisarzowi, chcącemu żyć z pisania. Współczesna literatura coraz rzadziej jest twórczością, a coraz częściej sprowadza się wyłącznie do tego, co ongiś pisarze uznawali za kolejny etap, czyli obróbkę tekstu, dostosowanie go do wymogów ortografii, stylu i jasności przekazu, uzupełniona oczywiście o trendy aktualnej mody. Znajomość tych ostatnich zawdzięczam subskrybcji wskazówek dla pisarzy hojnie rozsyłanych przez pewne wydawnictwo. Ostatnio informuje ono, że mile widziane na odwrocie książki jest publikowanie profesjonalnej galerii zdjęć. Brzydka, stara Gertruda, z całym swoim intelektem i osobowością nie miałaby szans.

Na zdjęciu Gertruda Stein

Smutne to, ale prawdziwe. Jednak w świetle wpisów czytelników książek na jednej z grup zainteresowań na facebooku trudno się dziwić pisarzom, że nie kierują się wewnętrzną pasją, a ekonomicznymi prawidłami popytu i podaży. Kiedy wiedzą, czego domagają się czytelnicy, na przykład:
– Chętnie przeczytam książkę, w której są co najmniej 3 osoby zamordowane. Co możecie polecić?
– Szukam książek, w których starszy facet zakochuje się w młodszej dziewczynie.
– Mi chodzi o zagadki z religią w tle w stylu w jakim pisze Dan Brown.
– Może ktoś mi poleci jakąś straszną książkę o nawiedzeniach, duchach, tak, by się mega wystraszyć.
– Poszukiwana książka z soczystą akcją i romansem w tle. Pytanie: Jak wygląda soczysta akcja? Odpowiedź: Zabijanie czy coś. Ktoś przytomny polecił „Wielką księgę soków”.

Cóż, hydraulicy literatury są na czasie, jak nigdy wcześniej.

*

Komentarz: Marek Zürn – Jedna uwaga na marginesie. Nie deprecjonujmy pojęć. Kogoś kto w swoim pisaniu kierowałby sie wyłącznie prawami podaży i popytu (np. według podanych przykładów) nigdy nie nazwałbym pisarzem, nawet gdyby miał wiele wydanych tytułów. Szukajmy adekwatnego okreslenia, może „wyrobnik pióra” czy „rzemieślnik słowa” – sama zaproponuj. Analogicznie – nie nazwiemy malarzem człowieka sprzedajacego na festynach standardowo malowanych obrazków kilku tematów łatwych do sprzedania (motywy biblijne, akt kobiecy, sarenka wychodzaca z lasu, konie w pędzie, zachód slonca itd). Dla nich kiedyś wymyślono trafne okreslenie „pacykarz”. A ktoś, kto robi tylko filmy pornograficzne, trudno go nazwać filmowcem. Myślę, że w kazdej dziedzinie sztuki są artyści i wyrobnicy.


Dodaj komentarz

Perły przed wieprze. Nowomowa

Marek Szarek

W Warszawie zaczęły się ferie zimowe, dzieci wybiegły na Psią Górkę, nauczyciele zalegli na kanapach, a politycy zaczęli przemawiać nowomową miłości.

Leżę na kanapie, jak chiński minister pomocniczy u boku pięknej księżniczki i przeglądam prasę. Wyborczą czytam wybiórczo, w Sieci jak leci, Tygodnik Powszechny na klęczkach, Newsweeka nie tykam. Czytam, leżę i własnym oczom nie wierzę.

Gazeta Wyborcza zamieściła wywiad z autorką ankiety firmowanej przez Uniwersyteckie Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW. Z badań wynika, że postawy zwolenników opozycji wobec zwolenników PiS są bardziej negatywne, niż postawy pisowców wobec opozycjonistów oraz że zwolennicy opozycji mocniej dehumanizują przeciwników. Dziennikarze Gazety starają się usprawiedliwić złe wyniki swoich pupilów pisząc, że czują się oni głębiej skrzywdzeni i sfrustrowani brakiem wpływu na rzeczywistość? Badania mogą być trafne lub chybione, rzetelne lub nie, ale redakcji Gazety kłaniam się nisko za to, że zdecydowała się wyniki opublikować.

Gdzie indziej przeczytałem, że Prezydent Warszawy obiecuje wprowadzić w stołecznych szkołach zajęcia poświęcone walce z hejtem i mową nienawiści. Nerwowo wiercę się na kanapie i zastanawiam, kto poprowadzi takie lekcje w mojej szkole; katechetka, informatyk, czy nauczyciel pomocniczy? Nie wątpię, że lekcje są potrzebne, bo niedawno sam poczułem się sfrustrowany, kiedy na zajęciach plastycznych Jacuś z 2b powiedział, że bałwanek na rysunku Pana Marka jest brzydki i koślawy. Czy to już był hejt?

Lecz precz troski, precz zmartwienia! Przede mną 2 tygodnie ferii! Moszczę się wygodniej w kanapie, odkładam gazety i sięgam po książkę. Jest to bibliofilska edycja „Księżniczki Turandot” Carla Gozzi w pysznym tłumaczeniu Emila Zegadłowicza. Zaczyna się tak:

„Ja jestem pan Pantalon
Naprawdę, trochę żartem
Znacie mnie przecież – skąd?
Z comedia, z comedia dell arte
Dyrektorem Teatru został – wiadomo- Kaczyński!
A ja jestem minister chiński!”

Dalej jest jeszcze zabawniej! Zatem czytajcie klasyków Przyjaciele!

Miłej lektury Wam życzy – nauczyciel pomocniczy!


Dodaj komentarz

Wesołe miasteczko. Czekam na Ciebie

Włodek Małkowski

Płaskorzeźba na ścianie kamienicy przy ul. Włókienniczej w Łodzi przedstawiająca Kochanków z ulicy Kamiennej, poświęcona Agnieszce Osieckiej – autor rzeźby Wojciech Gryniewicz

czekam
na ciebie
pod katedrą

to tylko kroki
dwa
na czwarte
piętro
do mojego undergrandu

ten jeden
krok
to ty
ten drugi
krok
to ja

tam zobaczysz
niebo
pośród czterech
ścian

ten jeden błękit
to ty
ten drugi błękit
to ja

nieważne
co nad tobą
co pode mną

będziemy patrzeć
jak na ścianie
z tańca
naszych cieni
uwolnienie

ten jeden cień
to ty
ten drugi cień
to ja

i piekło
już do niczego
nam niepotrzebne

czekam
na ciebie
pod katedrą

to tylko kroki
dwa
do mojego undergrandu

ten jeden
to ty
ze mną

ten drugi
to ja
z tobą

czekam
na ciebie