Spółki Miejskie

Perły przed wieprze. Dowód na istnienie drugiego

Dodaj komentarz

Marek Szarek

Dowód na istnienie drugiego – reż. Maciej Wojtyszko, fot. Andrzej Wencel

Do teatru chodzimy z Cesią raz na ruski rok z hakiem, więc kiedy Ania oddała nam swoją wejściówkę do Narodowego – dokupiliśmy drugi bilet za zbójecką cenę 85 zł. i przekroczyliśmy progi sceny na Wierzbowej.

Wprawdzie, prapremiera spektaklu Macieja Wojtyszki odbyła się dwa lata temu, ale dla prostego sprzedawcy sztucznej biżuterii z Wólki, to jest i tak wielka gratka i okazja do obcowania z prawdziwymi perłami polskiej dramaturgii.

Przed spektaklem zdążyłem jeszcze przeczytać kilka recenzji w internecie i nabrać obaw, że sztuka opowiadająca o spotkaniach Gombrowicza z Mrożkiem oraz ich trudnych relacjach, może okazać się niestrawnym, ciężkim gniotem, pełnym perwersyjnych, psychologicznych gierek i prowokacji, tak charakterystycznych dla stylu – Grando Witoldo, który Gombrowicz uprawiał w życiu i twórczości.

Ale płonne okazały się być moje obawy. Sztuka Wojtyszki jest doskonale skomponowana, lekka, dowcipna, chwilami wręcz ocierająca się o farsę, zrozumiała nawet dla licealistów oraz interesująca dla znawców i wielbicieli talentów obydwu polskich pisarzy.

Przedstawienie jest skrojone akurat na miarę takiego jak ja, kulturalnego laika, który miewa w trakcie spektaklu chwile dyskomfortu wynikające z luk w oczytaniu, bo przecież nie przebrnąłem przez żadną z powojennych powieści Gombrowicza i, ani „Kosmos”, ani „Pornografia” nie rzuciły mnie na kolana.

Ale, gdybym musiał wybierać, to spośród wszystkich książek świata – wybrałbym jego „Dzienniki”!.

Jeżeli chodzi o znajomość twórczości Mrożka, to mam jeszcze większe braki i mógłbym je pokazywać, jak wybite zęby, które prezentował wszystkim „za” i niezainteresowanym – bohater „Monizy Clavier” – jęcząc i narzekając – Wybili panie, wybili!

Ale ja nie narzekałem, delektowałem się dialogami Wojtyszki podawanymi przez znakomitych aktorów, co najwyżej cicho jęcząc nad fatalną emisją głosu Jana Englerta, który w scenie z szachami tak mamrotał, że przez chwilę miałem ochotę wstać, wrócić do kasy i urwać te 5 złotych z ceny biletu.

Wtedy już na pewno Cesia nie wybrałby się ze mną nigdy więcej, do żadnego teatru i byłbym skazany na Wólkę na wieczność. Siedziałbym tam do końca życia, otoczony fałszywą biżuterią, przygrywał na fujarce i śpiewał piosenkę do słów Mrożka:

Siedzę w tym sklepie
Już wiek albo lepiej
Nikt nie przychodzi
Pies ani złodziej.

Ale, to jest tylko takie tam gdybanie, więc jeżeli macie Państwo 85 zł. i zaufanie do porad sprzedawcy sztucznych pereł, to polecam sztukę Macieja Wojtyszki w warszawskim Teatrze Narodowym.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.