Spółki Miejskie

Opowiadania. Przekręt na wnuczka

Dodaj komentarz

Stanisław Ryczek

Scena z filmu „Gang Olsena”, 1968

Głos kobiety w słuchawce był oficjalny i bardzo surowy:

– Dzwonię do pana, żeby poinformować, że pański wnuk spowodował poważny wypadek. Musimy wspólnie zastanowić się, jak zaradzić, żeby nie skończyło się dla niego więzieniem. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że są ofiary: kobieta jest nieprzytomna, a dziecko ma złamaną nogę. Jednak pewne okoliczności przemawiają, że możliwe jest odkręcenie sprawy. – Głos staje się o pół tonu cichszy i bardziej konfidencjonalny. – Pan rozumie trzeba poszkodowanej kobiecie wręczyć jakąś sumę tytułem odszkodowania oraz na przyszłe leczenie. Protokół nie jest jeszcze sporządzony, więc można go delikatnie zmienić na korzyść pańskiego wnuka. Nam policji naprawdę nie zależy, żeby za chwilę nieostrożności zamykać człowieka na długie lata w więzieniu.

– Więc ile by to miało kosztować, bo wie pani bogaczem to ja nie jestem. – Ludwik Korniszon ma poważny ton głosu, ale na ustach błąka mu się ironiczny uśmiech. Jego jedyny wnuk Gustaw siedzi w drugim pokoju i ogląda mecz piłki nożnej.

– W tej chwili to trudno ocenić, musimy docucić ranną i to ona powinna podać jaka kwota by ją satysfakcjonowała. O właśnie odzyskuje przytomność proszę nie odchodzić od telefonu, za chwileczkę zadzwonię powtórnie.

Ludwik wchodzi do pokoju, gdzie gra telewizor.

– Wiesz Guciu, że dzwoniła pani policjantka, Barbara jakaś tam i powiedziała, że właśnie spowodowałeś wypadek, są osoby ranne i trzeba będzie wręczyć odszkodowanie tym osobom, to może unikniesz więzienia. – Przy ostatnich słowach nie udaje mu się zachować powagi i wybucha śmiechem.

– Dziadku nie ma co się śmiać, tylko trzeba powiadomić policję, przecież to jakiś przekręt. – Gustaw jest oburzony.

– Wiesz co, na policję zawsze jest czas. Mam lepszy pomysł – pobawimy się z nimi w kotka i myszkę. Będę udawał, że przynętę łyknąłem zobaczymy co zrobią.

– Ja bym nie czekał tylko już dzwonił. – Chłopak jest zdenerwowany, nawet mecz przestał go interesować. Znów zadzwonił telefon. Tan sam głos odezwał się w słuchawce.

– Halo, czy pan Ludwik? Proszę pana, sytuacja jest trudna, za chwilę przyjedzie do pana funkcjonariusz, wie pan, to nie jest sprawa na telefon. Spokojnie porozmawiacie w cztery oczy i proszę się przygotować, bo odszkodowanie trzeba poszkodowanej dać już dzisiaj.

– Proszę pani, nie wpuszczę do domu żadnego funkcjonariusza. Z panią zacząłem rozmawiać i z panią rozmowę zakończę. Jeżeli mamy się dogadać niech pani przyjedzie osobiście. – Spojrzał na Gustawa przysłuchującego się rozmowie. – Baba zaraz tutaj będzie, musimy się przygotować. Przynieś ze składziku taśmę naprawczą – taką srebrną, aha i jeszcze sznurek. Taki czarny, mocny szpagat, leży na półce po lewej stronie…

– Dziadku, ale co chcesz zrobić?

– Zaraz zobaczysz, nic się nie bój, wszystko będzie dobrze – mam plan.

*

W szajce oszustów były trzy osoby, w tym jedna kobieta. I to ona właśnie, Judyta Niedbała, musiała nakłonić Ludwika Korniszona do zapłaty odszkodowania za nieistniejący wypadek. Zazwyczaj robił to któryś z jej kolegów, ale w tej sytuacji zmuszona była wziąć na siebie negocjacje z kolejnym jeleniem. Właściwie to dzisiaj powinien być już fajrant, bo udało się do południa oskubać naiwną babcię na wózku inwalidzkim. Trafili ją na dziesięć tysiaków. Klasyczny numer na opiekunów z opieki społecznej. Ale Bartek znalazł w książce telefonicznej takie śmieszne nazwisko, a sądząc po imieniu gość musiał być starym grzybem. Więc z głupia frant zadzwoniła, a frajer łyknął haczyk od razu.

– Rudek to na ile robimy rogacza? – pytanie zadała najstarszemu z nich, łysemu kafarowi, Rudolfowi Pypciowi.

– Co za pytanie – jak zawsze – na ile się da. Masz tak prowadzić bajerę, żeby wysądować czym dziad dysponuje. – Odparł łysol żując gumę.

– Jak tak szybko poszło ze wstępem, to można przewidywać, że kasiorę ma. Ja bym zaczął negocjacje od trzydziestu, przecież takie leczenie musi kosztować. A jakby się okazało, że żłób tyle nie ma, to można zjechać, tyle że powolutku, nic na hura. W razie jakby szło opornie puść sygnała, a ja zadzwonię jako wnuczek i się rozpłaczę, to starego zmiękczy. – Bartek Ćwok miał zawsze dobre rady, ale jak przychodziło co do czego, to ona musiała wszystkim sterować.

– Dobra, popraw mundur i zasuwaj, to niedaleko, my poczekamy w aucie. – Rudolf rozparł się wygodnie za kierownicą i włączył radio. Dziewczyna w nienagannie dopasowanym mundurze policji drogowej wyszła z auta i ruszyła piechotą. Według nawigacji mieszkanie Korniszona było tylko trzy przecznice dalej.

*

Nie myliła się drzwi otworzył stary przygarbiony grzyb o lasce. Przechodząc do pokoju otaksowała pobieżnie mieszkanie. Jak to zwykle u starych dziadów stare graty – ale kasiorę po szafach kiszą – pomyślała. Jedynie telewizor nowy w drugim pokoju chyba pięćdziesięciocalowy. Zanim usiadła zasypała dziadka potokiem słów, wiedziała, że to jest nieodzowny punkt programu – większość i tak będzie musiała powtarzać, nieraz trzeba to robić po trzy razy, bo stare tłumoki nie kumają wszystkiego. Policyjną czapkę z białym denkiem położyła na stole i jeszcze raz omówiła przebieg wypadku oraz stan rannych, nie pomijając sprawy odszkodowania. Stary zadał głupkowate pytanie:

– Czy jest pani pewna, że sprawcą wypadku jest na pewno mój wnuk Adrian Korniszon?

– Oczywiście, sprawdziliśmy jego dokumenty wbijając dane do komputera policyjnego, wszystko się zgadza.

– Widzi pani, ale ja nie mam wnuka Adriana tylko Gustawa.

– Chwileczkę, bo przez chwilkę byłam rozproszona. Dla pewności zajrzę do notatnika. – A to stary pierdziel, tak ją podszedł z tym imieniem. – Przez chwilę kartkuje notes, udaje, że szuka.

– O właśnie znalazłam, oczywiście, że Gustaw. Tak mnie pan zaskoczył z tym Adrianem, że mi się pomyliło.

– Jednak Gustaw jest cały czas w domu, nigdzie nie wychodził od rana. Gustek pozwól na chwileczkę, pokaż się pani, żeby nie miała wątpliwości, że jesteś. W drzwiach pojawił się wymoczkowaty chłopak. – „O cholera wtopa – pomyślała – trzeba spadać zanim wezwą psy”, – a głośno:

– W takim razie ktoś się podszył pod tożsamość pana Gustawa, zaraz przekażę wiadomość o przestępstwie podszycia się pod nazwisko pana Gustawa Korniszona. A nie zginęły panu ostatnio dokumenty? – Musi zagadać frajerów, żeby mieć czas na odwrót. Wyjmuje telefon, żeby nadać SOS do swoich, ale zanim cokolwiek zrobi młody Korniszon odbiera go jej z ręki.

– Proszę się wylegitymować, bo uważamy, że jest pani oszustką. – Stary Korniszon okazuje się nie być taką safandułą za jakiego go brała. Twardo staje jej na drodze do drzwi.

– To jest napaść na funkcjonariuszkę, proszę mnie wypuścić z mieszkania, bo wezwę posiłki – usiłuje nastraszyć nacierających na nią mężczyzn. Już widzi, że może być źle.

„Może zastosować wariant siłowy?” – zastanawia się – „Młody to chuchro, jakby go przewrócić, to stary jej nie dogoni.”

Jednak gdy chciała rzucić się w stronę młodego, stary zahaczył jej nogę zakrzywionym końcem laski i runęła jak długa, na to tylko czekali. Wykręcone do tyłu ręce okręcili taśmą klejącą, a po posadzeniu na krześle, to samo zrobili z nogami. Koniec – była uziemiona – wystarczy poczekać na policję.

*

– Coś długo nie wraca? – Bartek jak zwykle niecierpliwi się – Może zadzwonić? Co myślisz Rudek?

– Siedź, daj jej trochę czasu! Za pięć minut możesz zadzwonić. Chyba, że ona pierwsza się odezwie. Rudolf jest spokojny o wspólniczkę, przekręty robią już od roku i nigdy nie nawaliła. W tej chwili zapikał sygnał w telefonie.

– To od niej – stwierdził Bartek – dzwonię! – telefon odezwał się dopiero przy drugiej próbie połączenia, ale głos był męski.

– Halo, czy to policja? Proszę przyjechać, bo coś się stało policjantce, która jest u mnie w domu. Chyba zemdlała i nie wiem co robić.

– Jak to zemdlała? Proszę nie podejmować żadnych kroków zaraz będziemy.

– Ty słyszałeś, coś się stało Judycie, facet mówi, że zemdlała. Podjeżdżaj pod chałupę dziada, zanim wezwie pogotowie albo gliny.

*

Rudolf podejmuje decyzję, żeby rozdzielić się, bo jak jest przypał, to lepiej, żeby ktoś był w odwodzie.

– Ty idź, zbadaj sprawę. Przedstaw się, że jesteś śledczym w cywilu, jak Judytka jest sprawna, niech schodzi, ty dokończ sprawę, a jak z nią źle, zadzwoń, to podskoczę. Ja czekam w beemce na odpalonym silniku. W razie czego weź gnata.

– Po kiego mi spluwa? W razie czego mam paralizator. Dobra, to ja lecę.

*

Bartek Ćwok zadzwonił do drzwi mieszkania numer 9 na drugim piętrze. Nasłuchuje. Słyszy jakiś ruch za drzwiami, trochę mu przeszkadza hałas na schodach, jakaś baba w szlafroku schodzi z góry wyrzucić śmieci. Zamek w drzwiach się porusza i w tej chwili baba w szlafroku nasadza mu wiadro na głowę i wpycha do otwartego już mieszkania. Chce zdjąć z głowy wiadro, ale silnie pchnięty zaczepia się o jakiś sznurek i upada, waląc głową o podłogę. Ktoś wykręca mu ręce i solidnie oplata taśmą klejącą. Zanim całkiem się ocknie ma zaklejone również usta, a nogi przykręcone do nóg krzesła, na którym siedzi. Jest odwrócony tyłem do drzwi. Łeb boli i huczy jak pęknięty dzwon. W telewizji leci jakiś mecz, nie pozostaje mu nic innego, jak śledzić jego przebieg. Babą z wiadrem był oczywiście młody Korniszon, stary zamocował sznurek w drzwiach na wysokości kolan i czekał w pogotowiu z bejsbolem.

*

– To jak się panienka właściwie nazywa? – Ludwik jak rasowy śledczy zasiadł naprzeciw związanej kobiety i przegląda rzeczy wyjęte z jej kieszeni. Oprócz chińskiego paralizatora, zabawkowych kajdanek i napoczętej paczki chusteczek higienicznych, jest tam koperta z pieniędzmi. Stary liczy stuzłotowe banknoty. – Niezła sumka, trzy tysiące trzysta. No to jak z tym nazwiskiem, doczekam się odpowiedzi?

– Nie będę odpowiadać na żadne pytania dopóki mnie nie rozwiążecie.

– No dobrze, przecież nie możemy pani zmusić. Poczekamy zatem na przyjazd policji. Młody zaparz pani tej gruzińskiej herbaty i przynieś tutaj – krzyczy do Gustawa i znowu ciszej do niej – ile pani słodzi?

– Wcale nie słodzę i nie chcę waszej herbaty.

– Daj bez cukru. Pani nie słodzi. – Gdy młody przyniósł herbatę, Ludwik wziął od niego szklankę z wrzącym napitkiem i niby przypadkiem wylał kobiecie na uda. Judyta krzyknęła rozdzierająco i z bólu zaczęła płakać.

– Och przepraszam, potknąłem się. Młody zaraz przyniesie drugą szklankę herbaty – fałszywie tłumaczył się Ludwik, a właściwie kpił z niej . – Więc jak pani się nazywa, bo w tym hałasie nie dosłyszałem.

– Nic nie powiem – z łkaniem powiedziała zaciskając zęby.

– To się jeszcze okaże. Młody daj drugą szklankę herbaty, tylko pamiętaj, że pani nie słodzi. Muszę pani powiedzieć, że starość mnie dopadła i ciągle coś rozlewam. Mam nadzieję, że teraz uda mi się utrzymać szklankę, szkoda by było takich ładnych piersi oparzyć. Bo to takie paskudne bąble wyskakują, a potem pękają, no i wiadomo, blizny zostają na delikatnej skórze. – Młody tylko solidnie zagotuj, pani nie lubi zimnej.

– Dobrze powiem, nie torturujcie mnie, nazywam się Judyta Niedbała i mieszkam w Oławie. Działam w grupie z Bartkiem Ćwokiem i Rudolfem Pypciem. Chcieliśmy oszukać pana w sprawie nieistniejącego wypadku. Co chcecie jeszcze wiedzieć? – Judyta ledwo powstrzymuje łkanie.

– Oczywiście wszystko. Jak i kiedy powstała wasza szajka, ilu ludzi obrobiliście do tej pory, jakim autem przyjechaliście i gdzie ono w tej chwili stoi, jaką bronią dysponujecie i jakie stosujecie znaki ostrzegawcze lub jakim kodem się posługujecie. Tylko to musi być prawda, bo jakby co, to herbata czeka. Aha, proszę zacząć jeszcze raz, od początku, bo musimy to udokumentować. Gustaw ustaw kamerę, włącz na nagrywanie.

Po pięciu minutach mieli odpowiedzi na wszystkie pytania. Pod koniec przeszli do nagrania zeznań Bartka i zadając te same pytania ustalili pewne niedokładności w odpowiedziach. Przy okazji Ludwik wypróbował paralizator na karku i genitaliach Bartka. Po krótkim namyśle Ludwik postanowił dłużej nie ryzykować, szczególnie gdy się dowiedział, że ostatni z szajki, Rudolf Pypeć, posiada pistolet starą TT-kę. Kazał wyjść młodemu na balkon z kamerą, odszukać BMW oszustów i nakręcić na dużym zbliżeniu twarz kierowcy auta w trakcie rozmowy telefonicznej, którą on z nim przeprowadzi. Chodzi o utrwalenie reakcji Rudolfa.

Kiedy młody zlokalizował już auto oszustów i dokonał odpowiedniego zbliżenia, Ludwik połączył się z Rudolfem przy pomocy telefonu Bartka:

– Halo, tu policja, Rudolfie Pypeć zatrzymaliśmy pańskich wspólników i proponujemy dobrowolne poddanie się, proszę wyrzucić pistolet przez okno auta i wyjść z rękami do góry. Dajemy panu jedną minutę do namysłu, potem przystępujemy do akcji. – W Rudolfa jakby piorun strzelił, nie minęło nawet pięciu sekund, gdy beemka z piskiem opon zniknęła z ulicy.

– Dobrze, tego bandytę mamy z głowy. Teraz chodź do komputera, bo trzeba zrobić montaż dwóch filmów. – Po około dwóch godzinach filmiki były gotowe. Gustek dobrze poruszał się w tym programie komputerowym, więc Ludwik zadowolony był z efektu. Na koniec pokazano filmy więźniom, żeby mogli docenić kunszt Gustawa i podziwiać swoją grę aktorską. Oczywiście pominięto sceny, gdzie zmuszano ich do składania zeznań. Nie było też widać, że są związani. Ludwik kazał kręcić zbliżenia samych twarzy. Oglądający miał wrażenie, że przestępcy przyznają się z wolnej i nieprzymuszonej woli. I o to chodziło. Drugi film był króciutki. Zarejestrowana była tylko panika na twarzy Rudolfa w trakcie komunikatu Ludwika dotyczącego oddania się w ręce policji. Po prezentacji Ludwik postanowił zakończyć zabawę.

– Słuchajcie oszuści, wiemy już, gdzie mieszkacie, jakim autem jeździcie, mamy materiał filmowy, na którym sami przyznajecie się do przestępstw, czyli wszystko, co potrzeba policji, żeby was zapuszkować na długie lata. Ale my z wnuczkiem jesteśmy wyrozumiali. Wiadomo, jesteście młodzi, potrzebujecie pieniędzy, a o dobrze płatną pracę nie jest lekko, dlatego postanowiłem was uwolnić. Jednak, jak zapewne zdążyliście się zorientować, nic w życiu nie jest za darmo. Od tej chwili będziecie musieli dzielić się zyskiem z nami. Nie będziemy was szczególnie eksploatować, ale dziesięć tysiączków miesięcznie będziecie wpłacali. Ja konta nie mam, bo listonosz mi przynosi emeryturę, to nie potrzebuję, więc będziecie przelewali na konto mojego wnuczka. Będziemy to nazywać przekręt dla wnuczka, bo z waszych przekrętów my z wnuczkiem będziemy sobie dobrze żyli. Za tą niewielką kwotę kupicie sobie teraz wolność i spokój w przyszłości. Czy przyjmujecie moją propozycję?

Judyta i Bartek, których na czas emisji filmu posadzono razem w pokoju telewizyjnym, spojrzeli na siebie pytająco, po czym bez słów kiwnęli głowami.

– Bardzo dobrze, że się rozumiemy, jeszcze tylko drobna formalność. Otóż podpiszecie mi oświadczenie, taki rodzaj weksla, że pożyczacie od nas pewną kwotę pieniędzy i zobowiązujecie się zwracać ją w comiesięcznych ratach po pięć tysięcy złotych każde z was. Kwoty na razie nie wpisujemy, bo nie wiemy dokąd będzie trwała nasza umowa. – Młody szybko napisał i wydrukował oświadczenia, a oszuści nie ociągając się podpisali. – To jest zabezpieczenie, gdyby wam przyszło do głowy oskarżyć nas o szantaż.

– Aha i żebyście nie chcieli się wymigać albo nie daj Boże szukać zemsty. Otóż całość materiałów zostanie zdeponowana w kilku miejscach z odpowiednią adnotacją, że gdybyśmy z wnuczkiem doznali jakiegoś wypadku automatycznie zostaną wysłane do policji. To samo stanie się gdybyście spóźnili się z wpłatą do dziesiątego każdego miesiąca. Jesteśmy niecierpliwymi ludźmi i nie zamierzamy tolerować niepunktualności. Czy zrozumieliście wszystko, czy może macie jakieś pytania? – Judyta pierwsza otrząsnęła się z oszołomienia i spytała:

– A jeżeli już nie będziemy chcieli prowadzić naszego procederu tylko uczciwie żyć?

– Jestem jak najbardziej za tym, żebyście byli uczciwi, ale to was nie zwalnia z naszej umowy. Dlatego radzę szukać dobrze płatnej pracy. Pieniądze, które od was dziś uzyskaliśmy traktujemy jako częściową wpłatę za ten miesiąc dwa razy po trzy tysiące trzysta czyli sześć sześćset, dopłacicie jeszcze trzy czterysta i będziemy na razie kwita.

Gdy Judyta z Bartkiem byli już na ulicy piekły ich nie tylko poparzone paralizatorem i wrzątkiem części ciała, ale z piekącego wstydu nie chcieli spojrzeć sobie w oczy. Przecież ten stary grzyb z młodym wymoczkiem załatwili ich na cacy. Jeszcze żeby zabrał im pieniądze i oddał glinom, no trudno. Posiedzieliby pewnie do sprawy, góra trzy miesiące, udowodniliby im może dwa, może cztery przekręty, starzy ludzie mają słabą pamięć, a z dobrym adwokatem dostaliby wyrok w zawieszeniu. A stary Korniszon torturując ich wydobył takie zeznania, że po trzy latka odsiadki mają gwarantowane, a może i więcej. W policyjnym śledztwie na pewno, by się do nich nie przyznali. W dodatku tak obmyślił szantaż, że w zasadzie postawił ich w sytuacji bez wyjścia. To znaczy wyjścia są, ale jedno gorsze od drugiego. Przypuśćmy taką hipotezę: jakby dziada ubić, kompromitujące materiały dostaną gliny i jeszcze dołożą im morderstwo, bo motyw mają i to nielichy. Następny scenariusz: zwiewają za granicę. Gliny wystawiają europejski list gończy i prędzej czy później ich capną. Poza tym, bez dobrej znajomości języka, przekrętu nie da się przeprowadzić, a żadnych języków przecież nie znają. Pozostaje tylko płakać i płacić albo iść dobrowolnie do kryminału. W końcu Bartek ocknął się z zamyślenia:

– Wiesz, jakby wszystkie stare dziady były takie cwane i przebiegłe jak te Korniszony, to byśmy chyba zrezygnowali z przekrętów na wnuczka i suchy chleb żarli.

Czerwiec 2018

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.