Spółki Miejskie

Wesołe miasteczko. Trzy gracje

Dodaj komentarz

Włodek Małkowski

Już prawie czwarta nad ranem, a ja nie mam co robić. Gdyby nie to, że niebo zachmurzone, to bym poczekał, aż gwiazdy zgasną. Czekanie to nienajgorsze zajęcie. Ale skoro zachmurzone, to nawet nie wiem, czy one jeszcze świecą? Mądrzy ludzie twierdzą, że ciemne rejony są dowodem na to, że wszechświat jest skończony. Nie za bardzo przekonują mnie te ich mądrości. Może dlatego, że zdarzało mi się z czarnego smutku powoli, powolutku kiełkować do radości jasnej, w poczuciu jej nieskończoności. Ale bywało i tak, że z tej jasności trafiałem w pustkę gorszą od ciemności.

Nic mnie nie obchodzi, że niby ogranicza moją percepcję masońska czarno-biała szachownica. Przecież tradycyjna klawiatura fortepianu też jest czarno-biała, a jednak kaskady barwnych dźwięków z niej spod twórczej dłoni wzlatują pod niebo zachmurzone o czwartej nad ranem.

Lubię te stany, gdy leżąc sobie z papierosem w ustach słucham muzyki, nie zastanawiając się nad zniewoleniem klasyczną triadą.

Będąc dzieckiem często przyglądałem się fotografiom, na których trzy starożytne gracje… a ta po środku tyłem odwrócona. A może to mi się coś w głowie poodwracało? Pamiętam, że zastanawiałem się, która z nich mogła by być moją żoną. A skoro się zastanawiałem, to czy ta pośrodku mogła być odwrócona do mnie plecami? To możliwe i dlatego się nie zdecydowałem, nie będąc w stanie spojrzeć jej w twarz.

A więc wreszcie mam odpowiedź dla pani psychiatry poruszającej ten temat. Jestem uczciwy, więc szukałem podświadomie sposobu, by spojrzawszy w jej twarz dać jej szansę zostania moją żoną. Nie obwiniam jej, że się nie odwróciła… No, przecież jest z kamienia i ma kamienne serce. Trzeba dużo wysiłku, by do niego trafić. A te jej dwie koleżanki są być może zbyt zapatrzone w siebie, by jej choć szepnąć, że już jestem.

Nawet podoba mi się moja kolejna zwariowana teoria na temat sztuki starożytnej we współczesnym świecie, gdzie tak często ta najpiękniejsza zawsze siedziała w pubie odwrócona do mnie plecami. Oj tam, wielkie mi też co. Skoro nawet lustra nie rozwiązują problemu, bowiem nawet widząc jej twarz masz i tak świadomość, że robisz to poprzez widzenie jej pleców.

Na pewno Pitagoras miał na to jakieś równanie, co go nie uchroniło przed żałosnym końcem w ciemności na drodze. A to przez to, że z jego obliczeń wynikało, iż przed zbirami nie może ukryć się w fasoli, gdyż fasola to jego siostry i bracia, i nie należy jej spokoju zakłócać. Często jak jem fasolę to myślę o Pitagorasie…

Jak dobrze, że już powoli zbliżam się do świtu, gdy zjem śniadanie i udam się na drzemkę. Ostatnio mi się śniło płonące krzesło, które co prawda udało mi się ugasić, lecz już z siedziska patrzyło w niebo wypalonym okiem. I w ziemie patrzyło tym samym okiem. Raz bardziej w ziemię, raz w niebo. A ja poprzez jego spojrzenie tylko w dół.

Mam na strychu takie dziurawe krzesło, pod które podłoże lustro i na tle nieba w jego oku zobaczę swoją twarz. A może gracje się odwrócą i w końcu ta między nimi spojrzy na mnie, choć to jest tylko teoria, której nie potwierdzono w wielkim zderzaczu hadronów, więc i tak nikt mi nie uwierzy. Czy oni tam szukają Orfeusza i Eurydyki? Tyle szmalu wydać, by w końcu Orfeusz się nie musiał odwracać patrząc w plecy Hermesa jak w lustro.

Będąc chłopcem zebrałem bandę dzieciaków i w murze na naszym podwórku wykuliśmy dziurę niczym oko. Czym kto miał: a to widelcem, szpadelkiem, łyżką, cokolwiek można było w tajemnicy z domu wywlec. I ujrzeliśmy piękną łąkę, a w dali tajemniczą górę, za którą kryła się czarna lokomotywa ciągnąca szare smutne wagoniki. I nic, że dozorca naskarżył przez co dostałem lanie. W każdą niedzielę byliśmy dumni, gdy nasze mamy w kwiecistych sukniach z tatusiami w białych koszulach o podwiniętych rękawach przez to oko w murze na zieloną łąkę hyc. One z ciastem, oni z kartami i flaszeczką wina, a na samym końcu nawet dozorca, ta świnia. Siostry plotły pierwsze wianki, a my ganialiśmy motyle… Czasem się zatrzymywałem patrząc jak w oddali za tajemniczą górą kryła się czarna lokomotywa ciągnąc szare wagoniki. Wtedy smutniały oczy mojej matki i przytulała mnie, tak jakby o czymś wiedziała… A ja po raz pierwszy uczyłem się o nic nie pytać. A przecież nie mieliśmy więcej niż po pięć lat. To tym bardziej wolałem o nic nie pytać widząc na jej twarzy milczącą zgrozę. Może ktoś z mężczyzn zapalił papierosa zbywając nas milczeniem. Tak jakby coś wiedział. Skoro ja już milczałem jak mężczyzna, to tylko zapalał papierosa i wykładał z tali kart na koc pikowego Asa.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.