Spółki Miejskie

Perły przed wieprze. Psie opowieści

Dodaj komentarz

Marek Szarek

Witold Pruszkowski (1846-1896) – Portret synka artysty z psem

Raz w tygodniu prowadzę lekcję gry w szachy dla pierwszoklasistów.

Dla niektórych dzieci szachy są nudne, dla innych za trudne, wielu uczniów gra z ochotą, kilku z pasją, a kilkoro wcale, ale wszystkie dzieci z zainteresowaniem czekają na ostatnie 10 minut lekcji, kiedy w nagrodę za postępy w szachowej teorii, opowiem im psią historię.

Na pierwszym spotkaniu, żeby zbliżyć się do dzieci, prosiłem aby każdy uczeń przedstawiając się, powiedział kilka słów o swoim zwierzęcym, domowym ulubieńcu! W rewanżu, opowiedziałem o swojej suczce Misi. Mówiłem o wspólnych wyprawach na Psią Górkę, o spotkaniach z innymi właścicielami psów, którzy wciąż pytali o rodowód mojego kundla i o tym, jak dla żartu wymyśliłem dla Misi nową psią rasę – Owczarek Ursynowski.

Teraz, pod koniec każdej lekcji szachów, dzieci domagają się nowej opowieści o moim piesku.

Dlatego w każdy wtorek, przed zajęciami, siadam przy klawiaturze laptopa, aby ułożyć i zapisać kolejny odcinek psiej historii. Nie mogą to być opowieści całkiem nieprawdopodobne albowiem uczniowie z uwagą obserwują otaczającą rzeczywistość. Fabuła musi łączyć fantazję z realizmem w taki sposób, żeby pierwszaki umiały oddzielić prawdę od fikcji.

Opowiadałem dzieciom, jak Misia spotkała na Psiej Górce świnkę Grażynkę, którą pewien pan hodował w swoim mieszkaniu na Ursynowie. Mówiłem, jak moja suczka zaprzyjaźniła się z Grażynką i postanowiła też zostać świnką. Wspominałem, że Misia nie chciała jeść psiej karmy tylko domagała się gotowanych kartofli z marchewką, że zamiast szczekać i gonić koty, próbowała kwiczeć i chrumkać, że latem tarzała się w błocie dla ochłody, a zimą marzła i nie chciała wychodzić na spacer bez kaftana z ciepłej włóczki, chociaż jej skóra pokryta była gęstym futrem, a nie rzadką szczeciną. Opowiadałem, jak boleśnie Misia przeżyła rozstanie ze swoją przyjaciółką, kiedy właściciel Grażynki musiał wyprowadzić się z ursynowskiego bloku, bo świnia utyła tak bardzo, że nie mieściła się w windzie, a nie była w stanie wchodzić na 8 piętro po schodach.

Po historii o śwince przyszedł czas na opowieści o wiewiórce, którą nasz pies uratował od zadziobania przez sroki, a potem na serial opowiadający o przygodach Misi na planie filmowym.

Dzisiaj, strajkuję, nie mam zajęć i nie muszę wymyślać historyjek z życia zwierząt. Ale kiedy wrócę do pracy będę opowiadał dzieciom nowe historie i pracował z takim samym zaangażowaniem, bez względu na to, czy wygramy ten strajk, czy nie. Nie dlatego, że jestem męczennikiem etosu, którym szantażują nauczycieli rządowi propagandyści, ale dlatego, że lubię swoją pracę i lubię patrzeć na rozpalone ciekawością buzie dzieci. Wiem, że dużo nauczycieli czuje tak samo! Wiem także, że wielu belfrów wróci do pracy ze złamanym sercem. Zgadnijcie dlaczego?

A. Hacker 1858-1919r. – Wiejski nauczyciel i jego pies

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.