Spółki Miejskie

SAS z projektu sos-diariusz. Preludium, czyli czerwona zapalniczka

Dodaj komentarz

Sas

Rys. Roland Topor

Ostatni raz, jak byłem sobą, miałem czerwoną zapalniczkę. Wcięło ją. I kij! Miałem ją jeden dzień. Jeden dzień, czerwona zapalniczka. (…)

W każdym razie – zresztą jakie to ma znaczenie? On żyje, ja żyję. Nie! Ja umieram żyjąc. Umieram i nie jest mi wszystko jedno. A czerwona zapalniczka? Gdzie ja ją zgubiłem, komu zostawiłem albo kto mi ją zajumał? (…)

Zniknęła w galerii, w jakiejś galerii. Wszystkie galerie są takie same. Tak, tak, takie same, tylko ludzie są różni. Każdy od początku i do końca. Jak płatki śniegu jesteśmy. Jak płatki śniegu w locie. (…)

Tego dnia, co ta czerwona zapalniczka, szedłem ulicą i padał deszcz. Zmokłem, nie miałem jak zapalić papierosa. Po tej durnej ustawie palę tylko akcyzowane papierosy. Patrzę, a tu wieczorek jakiegoś poety. Knajpa, zadaszenie. Nie, to nie była knajpa, to była galeria – dziewczynki w wąskich majtkach, wypiętych biustonoszach, galeria. Nikt nie chciał zaproszenia, nikt o nic nie pytał. Promocja. Padało. Wszedłem.

Koleś był ubrany w czerwoną koszulę, siedział na barowym stołku. Panienki, było ciepło, a nawet gorąco, puszczały oczka do kolesi i naprężały mięśnie nóg.

Co tu ukrywać, byłem wcięty, wcięty i nieuważny, jak sobie przypomnę czerwoną zapalniczkę. Usiadłem, wyciągnąłem fajki, zapaliłem. Przez mgłę dymu i zamyślenia doszły do mnie słowa. Właściwie doszły po szarpnięciu, którym obudził mnie gospodarz tego wieczoru, mówiąc jednocześnie:

– Jak kopalnia skarbów obciążonych bojaźnią – i zacząłem mu się przyglądać ze strachem wywołanym uświadomieniem sobie naszej zażyłości – jak płomień z tej czerwonej zapalniczki pośrodku nocy, jest dla mnie poezja. Za chwilę Lola powie a Gosia zatańczy. I znikł.

Istotnie, w krąg światła weszły dwie skąpo ubrane dziewczyny. Może byłem zbyt wcięty, ale nie były to deklamatorki z zawodu, a nawet z przekonania. Były, nie były, pal licho. Zapamiętałem prawy sutek w kolorze niebieskim i porównanie czasu do wody.

Oszołomiony i wcięty, wcięty, podkreślam, bo wóda robi ze mnie bohatera, podszedłem do tego smutnego poety, by odebrać zapalniczkę, o której mówił. Okazało się, że jest moim bratem bliźniakiem, no, sobowtórem, alter ego, jak kropla do kropli podobnym albo ja jestem jego cieniem. Powiedział, że zapalniczkę ma swoją i w dodatku zieloną.

– W końcu jakie znaczenie ma kolor, gdy o ogień chodzi?

Wróciłem do stolika po papierosy i chyba wyszedłem. Tego nie pamiętam. Była noc.

I staliśmy się jednym. Gdy przychodzimy do galerii, w których kupuje się życie wierzchnie, jeden z nas idzie w lewo a drugi w prawo. Na chwilę łączymy się przy kasie i zaraz po tym znowu – w lewo, w prawo.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.