Spółki Miejskie

Perły przed wieprze. Zawał

Dodaj komentarz

Marek Szarek

Nikifor Krynicki – W szpitalu, źródło: Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu

Do biłgorajskiego szpitala przywieźli mnie o północy. Szpital – trochu większy od kurnika, w nim trzy łóżka na krzyż i krzyż ci na drogę nieszczęsny zawałowcu, który tam trafiłeś. Następnego dnia, karetka zabrała mnie do Zamościa. Zamojska lecznica im. Jana Pawła to okazały, wielopiętrowy blok w stylu wczesnego Ursynowa. Tamtejsi kardiochirurdzy, od razu położyli mnie na stole, wszczepili plastikowe rurki w serce, podłączyli do pikającego aparatu, a po wszystkim odesłali do sali chorych nr 6.

Z wysokich okien zamojskiej kardiologii spoglądałem na pola kwitnącego rzepaku ciągnące się żółtymi pasami w dal, przeplatane zielonymi zagonami zbóż, urozmaicone ciemnymi wyspami lasów. W tle majaczyły wzgórza Roztocza zamykające pejzaż siną kreską horyzontu. Na sali chorych leżało nas sześciu mężczyzn w sile wieku. Telewizor zamontowany na metalowym wysięgniku wisiał nad nami i ryczał od rana do nocy, niczym usta wściekłego, elektronicznego bożka. Odbiornik nadawał bez przerwy, jak głośnik – szczekaczka w kołchozowej świetlicy.

Tu, nikt nie ogląda polsatów i tefałenów, wszyscy oglądają rządową jedynkę!

A w jedynce wielkie poruszenie! Ela Podleśna okleiła płockie ulice plakatem z Matką Boską w tęczowej aureoli. W „Wiadomościach” oburzony Prezes grzmi, że kto podnosi rękę na Kościół, ten podnosi rękę na Polskę, prawicowi politycy sekundują, opozycjoniści oponują, Matka Boska milczy, a lud zamojski słucha, patrzy i swoje wie.

– Ta ałerola mi nie wadzi, ale czemu una kleiła po wychodkach i śmietnikach? – Pyta zgorszony pacjent z sali numer 6 – w cywilu małorolny gospodarz spod Frampola.
– Co to się teraz na świecie wyprawia?
– U nas na wsi łąki koszą, bo za skoszone Unia płaci, ale we wsi ni ma ani jednej krowy, siano gnije na polach, a po mleko muszę chodzić do sklepu – dziwi się rolnik.

Codziennie z rana naszą salę chorych odwiedza ksiądz z posługą duszpasterską. Spogląda na mnie pytająco, ale kręcę głową – że nie. Pacjenci na sąsiednich łóżkach łykają komunijne opłatki jak ruskie pierogi.

W ciągu dnia, przez grający telewizor, trudno się skupić nad lekturą. Dopiero po 22-giej wyciągam ze szpitalnego schowka wózek inwalidzki, ustawiam go na korytarzu, sadowię się i czytam do nocy. Brat z Ewą nawieźli mi książek i gazet. Dostałem: zbiór felietonów Twardocha, kambodżańskie reportaże Tochmana, Dzienniki Sobolewskiego. Także plik czasopism, od Newsweeka po Sieci!

Przedwczoraj odebrałem ememesa z rysunkiem i życzeniami zdrowa od Jacusia z 2B.

Dzisiaj jestem już w domu. Z obawą myślę, czy i kiedy wrócę do pracy w szkole. Póki co, nie pozwalają mi się ruszać. Więc siedzę, czytam i zerkam przez otwarty balkon w stronę Psiej Górki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.