Spółki Miejskie

Lament babci dla wnuczka z okazji Dnia Dziecka

Dodaj komentarz

Anna i Wilki

Ilustracja: Antoniewicz Mirek i René Pascal

1. Święto przychodzi do dzieci w każdym markecie
Babcia szuka prezentu

Ach mój wnusiu
Maleńkusiu
Jak ci babcia ma pokazać świat
Obcy, wredny i okrutny
Ciesz się, że nie masz tylu lat

2. Dziewczyna w inwalidzkim wózku

Człapię
Krok, krok, ból, tu, krok, tam, schodek, swędzi, sztylet, krok, nóż, bezwład,
Skóra się ociera
Kaczka
Kołyszę się
Ból wystrzela z bólu jak palma z palmy
Ile jeszcze
Zostało?

Brzydka, paskudna, krowa, stara małpa, upierdliwa
Po co jest?
Nic nie rozumie, nie wygląda,
Na co się przyda?

Patrzę:
Powinnam się cieszyć widokiem
(blok, blok, asfalt, szkoła, płot, kiosk, blok, balkon, tu oszklili, tam reklamę powiesili, blok, blok, krok, obrzydlistwo, reklamówka na drzewie, krok)
ile jeszcze?
Wyszukuję przed sobą piękno
Tylko ono ci daje prawo do życia
Czas, czas, czas,
Ucieka

Dziewczyna
Oczy jak błyskawice
Też ból
Patrzę na siebie jej oczami
Stara, gruba, niezgrabna, człapiąca
Po co jest?
Nic nie rozumie, nie wygląda,
Na co się przyda?

Kaczka
Krok, krok, ból, krok
Czy to ważne o czym myśli?
A ona leci wysoko
Ulatuje w nieistniejące powietrze
Jej pierś jest tylko biustem, a nie murowanym, obronnym szańcem
Pełnym błota
I myśli topiących się w bagnie
Rozwiane włosy
Zamarznięte oczy
Skrzywiona twarz niedbała o zmarszczki
Które należy niszczyć

Zazdrość
Ona ma inwalidzki wózek
Lekki, drogi, zwrotny
Kroki ją nie bolą
Nie boli wzrok balkonów
Może żyć
Jeszcze wiele lat
Jest młoda
Ma ładną twarz
Nie musi jeszcze rozumieć
Całokształtu
Tylko kilka problemów na raz musi rozwiązać
Jak wjechać wyjechać oswoić obce spojrzenia

Ma prawo
Świat ustawiać w swoim porządku
Nie musi się zwijać.
Nie wolno mi patrzeć na nią
Tak powiedzieli w telewizji
Nasz wzrok ich boli
Albo obraża
Widzą w nim litość
A nie zazdrość.

A mnie
Boli wzrok wszystkich ludzi
Nie tylko jej
Boli nawet gdy na nich nie patrzę
Nawet gdy jestem sama w domu
I pytam
Po co?
Jest taki sens w urządzeniu świata
Że stojąc naprzeciwko
Nie chcemy na siebie patrzeć?

3. Najokrutniejszy miesiąc kwiecień

kojarzy pożądanie z pamięcią
przywołuje wiersze
lepszych ode mnie
każe szukać sensu
Ten co jest
jeżeli jest
o ile jest
ten co jest
Dlaczego dał mi przeżyć
czego się ode mnie domaga?
I dlaczego mi tego nie powie?

datków, datków, obecności wszędzie,
w talerzu zupy, w banku i na poczcie na cmentarzu
wspominania władców dusz przede wszystkim
na żałobnej mszy za moich bliskich?
Żeby wymienić na pierwszym miejscu
Nie ich imiona.

Dzieciak podbiega z puszką, oszustwo aż boli.
Bliscy wyznaczają prezenty
To i to, tamto czy tamto
(ach, czy starczy na czynsz? Albo na fundusz remontowy, który możesz odliczyć od podatku?)
Więc może i on
Liczy na to, co oddam mu z niechęcią pełną złych uczuć
I obowiązku?

Ach mój wnusiu,
Maleńkusiu
Jakże ci pokazać świat
Gdzie cukierki, frytki, misie
Mamią wszystkich tyle lat?

Trzymaj się moje dziecko
Od tej babci z daleka
Wcale nie musisz wiedzieć
Jaka jest dola człowieka
Nie to powinno cię czekać

Kiedyś pojawi się
Twój ból
Poszukasz filozofów
Bliższych swoich czasów

Twoja babcia to śmieć
Coraz więcej tych śmieci
Wysysają wszystko z państwa
Postawy roszczeniowe
Z czasów komuchów
Chcą leków, szpitali, kurczaka na obiad
Zagradzają nam drogi
Moglibyśmy. . a musimy…

Nie myśl o niej
O tej babci do niczego nie potrzebnej
Babciny żywot to ból, ból, ból, ból
Po co ci to wiedzieć?

Nie słuchaj babci wierszyków
Lepiej bawić się z dziadkiem
Dziadek ma matiza w kolorze matizowym i umie robić przewrotki
Pankracy, Bonifacy, Serwacy
Każdy jest inny, a słowa znaczą co znaczą
Inaczej wstyd
Chyba że ci się znudzi.
I wtedy nie powiesz dziadkowi dzień dobry
Albo każesz mu pójść sobie gdzieś
Bo nie lubisz, żeby był.

Babcia nie umie przytulić pogłaskać
Tylko dałaby się zabić, zatłuc, poniżyć,
Osłoniłaby swoim grubym ciałem wątłego wnuka
Umysłem odgoniła pociski
Po co taka babcia, która umie chronić przed śmieszną bombą
Starego typu, na starych czarno-białych filmach
Babcia, która umiałaby z zimną krwią zabić twojego wroga
Ale nie umie usmażyć frytek takich jak w Mac Donaldzie
I nie lubi reklam
I boi się cukierków (bo psują zęby)
I chce, żeby dzieci mówiły proszę i dziękuję
(proszę i dziękuję wcale im nie smakuje)
preferuje grzeczność
zamiast miłości
(lub tego, co za miłość się uważa)

Jedna wojna
Druga wojna
Trzecia wojna już czeka w kolejce
A może trwa
Wokół drzewa kilka ciał
To Wołyń, dziadka wspomnienie dziecinnych lat
Jedna bomba
Druga bomba
Misiu, misiu, czyżbyś przy tym spał?

Babcia urodzona w listopadzie
Kiedy umierała Warszawa
Wśród ludzi zgromadzonych w obcej piwnicy
Kiedy każdy w strachu stawał się zwierzęciem
Strzelec pośród listopadowych bomb
Noc, noc, ból, ból, strach, strach,
cienka nitka strachu łączy pokolenia
Nie dozwala zaznać radości frytek
Umiera głodne chore dziecko
Płynie z niego krwisty kał

Ale oni walczyli o ojczyznę
Bez Niemców, komunistów i takich innych rzeczy,
Które im się nie podobały.
Kwestionować ich bohaterstwo
to po prostu świństwo!

4. Prababcia z sierocym adresem

Ach mój wnusiu
Maleńkusiu
Twoja prababcia
Tuliła do siebie opuszczone dzieci
Sama sierotka z ulicy Sierocej
Opuszczona obca i dręczona
Tyle miała zdolności, a tak brakowało jej wykształcenia
(może by pomogło)
i pokochała chłopaka, co wrócił z leczenia w Szwajcarii
z innego świata
gruźlica w Szwajcarii to całkiem coś innego
niż gruźlica z warszawskiej sutereny

Nauczyła nas tylko walczyć
Gryźć drapać i bronić się jak można
Spuszczać oczy ulegać
Liczyć się z opinią otoczenia
Ukrywać w piwnicy swoje marzenia
Płachtą przykrywać pryzmę węgla, bo pyli
Słuchać co mówią
Podporządkować się silniejszym
Ale nie wierzyć nikomu
I nienawidzić ich
Czekać swojego czasu
Buzia w ciup, łokcie poniżej blatu, prysznic z lodowatej wody,
Zwymiotowana treść żołądka wepchnięta z powrotem w gardło
To jest lekarstwo na kobiece problemy
Nie ma miłości
Nie ma radości
Nie ma bezpieczeństwa
Nie ma pewności
Nie ma zaufania
Nie ma niczego co obroniłoby ciebie w razie konieczności.
Tylko Liga Kobiet może pomóc,
społeczny adwokat ująć problemy w urzędowe pismo.

Są twoje obowiązki:
Zachować życie
Pokonać śmierć
Nie dać się do końca
Ocalić twoje dziewczynki,
Dać żyć wnukom i prawnukom
A kiedy już umierasz
Na szpitalnej sali
Patrzą na ciebie szpiedzy tej drugiej małpy
Żeby odebrać ci twoje mieszkanie
Które przyznał kwaterunek uciekinierce z Powstania
A teraz każe się nim podzielić
Z więźniarką z Ravensbruck
Tą małpą, która siedziała tam zaledwie trzy dni
A swoje prawa sprzedała adwokatowi
do spółki z Wydziałem Lokalowym dzielnicy.
Za kilkanaście lat dostaną wyroki
Kiedy jej już nie będzie

A lato tego roku jest gorące
Szeleszczą suche trawy
Twoje córki wariują z upału
Może się zmówią przeciwko tobie
Może powiedzą, że mają to wszystko w dupie
Zapewne, nie dla nich to wszystko
Chcą żyć i kochać
Co ich obchodzi mama, która pragnie wnuka i prawnuka
Książątka, dziedzica, panicza, wedle starych wzorów

Każdy chłopak jest Twoim wrogiem
Omami oszołomi i zniszczy
Chodzi mu tylko o jedno
Panować rządzić i zniszczyć

Czekaj swojego czasu
Tam, gdzieś, kiedyś, może
Ale nie wierz temu zbytnio
Wszystko jest po to aby ciebie oszukać
Nie daj się
Spuszczaj oczy ale broń się
Nie ulegaj
Babciu, prababciu, córko, wnuczko
Ratuj się jak możesz
Nie wierz nikomu
Nawet Bogu
On nie jest po twojej stronie
Ponieważ jesteś kobietą
Więc trzeba mu się podporządkować.

Ach mój wnusiu
Maleńkusiu
Twoja mama też pisuje wiersze
Jak mam jej powiedzieć
Że spojrzenie na świat szersze
tylko daje większy ból
Niech no lepiej wycina Tobie zabawki
I okleja kolorowym rolki papieru toaletowego
Dodając rączki, nóżki, Pokemony
I różne takie

Jeszcze jedna której myśli
Znajdą wyraz gdy będzie już za późno
piękne strofy wypłakane do poduszki

Teściowa – synowa
Układ oczywisty
Przez calutki świat
Możemy do siebie pisywać tylko milczące listy
Bezosobowe
Ukryte
Tajemne
Tak urządzili nasz świat spece od reklamy, psychologii, socjologii i wizerunku
jest w porzo.

Stacja
Piaszczysty nasyp
Most wzlatuje trzema przęsłami
Blachy u stóp ulatują dziurami
To było tu
Niektórzy zwą ich bandytami, niektórzy teraz mówią jak o bohaterach
Piszą biografie, kręcą filmy
Co oni tam wiedzą
Dorwali chłopaka wojennego inwalidę na odpoczynku
Los mu miał dać chwilę oddechu
(Perony porośnięte grzybami
czerwonogłowcami)
Skosili strzałami
A może tam był i borowik
Kiedy on umierał?

Mamusia
Pięćdziesięcioparoletnia, jak ja
Łyżką zgarniała piasek i żwir
Do pudełka od butów
Jego krew
Nie powinna zostać na przeklętej ziemi
Gdzie przęsła wzlatują w niebo
Matka nie widzi już sensu niczego
Mamusia
W bólu koleżanka

Drewniana konstrukcja podtrzymuje platformę
Piękna kobieta się na niej opala
To przez nią moja mamusia płacze
Migawka szczęście mojego taty utrwala jej ból

Mamusia, mamusia, mamusia
Nieszczęście niesie posiadanie dzieci
Mamusia, mamusia, mamusia,
Nie tak to inaczej
Dopadną mamusię
I zniszczą
Bo uwierzyła

Ach mój wnusiu
Maleńkusiu
Na co ci ta babcia stara
Sowie oczy, w środku piekło
Nic tylko wina i kara

A jednak na suchym upalnym wzgórzu
Szorstka trawa chłonęła słońce
Jeden, jedyny raz w życiu
Skąd miałaś wiedzieć, że to właśnie wtedy otwierało się okno w twoim świcie jaśniejące
I że właśnie wtedy utraciłaś swoją szansę
Czując to

Wiec mój wnusiu
Maleńkusiu
O imieniu statystycznie najczęstszym
Babcia jest zbędnym balastem

(chyba)

żeby gdyby
bomby huki i krwawe strzępy
dogoniły ciebie.

W markecie głoszą megafony
Że tego właśnie roku niebezpieczeństwo na ciebie czeka
W metrze na ulicy w markecie
Uważaj,
Czy ktoś nie podłożył paczki
Dziwacznej
To twoje horrorki z tivi
To twoje przyszłe gry

Wypluj, wypluj, natychmiast wypluj to słowo
Umyj usta
Wodą z mydłem
Niech
Schowa się to, o czym nie wiesz

Och mój wnusiu
Maleńkusiu
Babcia nie kupi ci pistoletu
Ani innej broni
Babcia nienawidzi tego, co ci podają do wierzenia
Babcia ma tego dość
Głupia babcia, gruba krowa
W świecie pięknych, szczupłych ludzi

Fox kids
Proszę mi nie przeszkadzać
(nauczyli go mówić proszę, dziękuję)
wielkie figury trzymając w rękach broń
gonią małą myszkę
ale to jest na niby
mała myszka nie ginie
nie połknie jej kot ani nie zginie w suchym jesiennym basenie,
wiec trzeba się śmiać
trzeba, trzeba, trzeba

Moja mama robiła wydmuszki
(wypijała przy okazji surowe jajko)
z nich choinkowe zabawki
dzbanki, koszyczki, łańcuchy
dopuszczała nas do tych zajęć
raz do roku

kleiłyśmy niezdarnymi palcami
kolorowe łańcuchy
zawsze brakowało czerwonego glansowanego papieru
(najbardziej upragnionego jest zawsze najmniej),
a złoty i srebrny używała tylko mama
mówiła:
następnego roku
dam ci srebrny
pozwolę wykleić srebrny koszyczek
a za dwa lata
złoty

Chciałam rosnąć
Być dorosła
Pleść złote i srebrne koszyczki

Aniołek
Miał stożek na głowie
(jak trudno jest skleić stożek bez śladu kleju)

Skrzydło wycięte z kartonu
Piórko do piórka trzeba nakleić
Mama kropi złotą farbą
Kiedy już będę dorosła?
Kiedy?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.