Spółki Miejskie

Sos-diariusz. Kwestia przebaczenia… I pojechali

Dodaj komentarz

Sas

*** (Kwestia przebaczenia…)

Kwestia przebaczenia intryguje co poniektórych wyznawców lepszego człowieka od wieków, że tak powiem. I trzeba przyznać, że przebaczenie jako temat graniczny nie było zbyt często oświetlane przez obiektywny reflektor systematologii, a co dopiero należycie prześwietlane wspólnymi wiązkami doświadczeń pokrzywdzonych. Słowem, czar sztuki przebaczenia został niejako automatycznie wpisany w los ideologii moralnych, o których słychać, o których mówią i trąbią głośno ci, którzy przypadkiem czy też zrządzeniem losu, zamieszkali na najwyższych kondygnacjach dzwonnicy – tych prawie sąsiadujących z niemym sercem dzwonu.

Zrozumiałym jest też samo przez się to, że omawiany problem wycisza się wprost proporcjonalnie do odległości niższych, coraz niższych kondygnacji wieży, a na samym dole, przed drzwiami do oświetlanej kosmicznym światłem dzwonnicy, właściwie zamienia się w niezrozumiałe brzęczenie.

Ostatecznie kwestia przebaczenia, przeznaczona do uprawiania, zawracania sobie nią głowy przez nielicznych, traci na swoim ciężarze gatunkowym, wpisywana w mity lub przypowieści o niezwykłych.

Przed drzwiami wszyscy kręcą się wahadłowo albo spiralnie, mając uszy zatkane czym innym – jękami, szlochem, śmiechem. Prawdopodobnie posnęliby lub zapadliby w hipnotyczny trans jednostajności, gdyby nie przytrafiały się trudne do przewidzenia w tak łatwym i jasnym życiu interwały w postaci spadających słów: forgive yourself and forgive your brother and sister!

Ach! jaki rejwach wybucha w takich momentach. Ci, którzy kręcą się tam i tu, zatrzymują się nagle z otwartymi ustami, podnoszą swoje brudne głowy i patrzą w nieznane im niebo. W pierwszych chwilach biegną przed siebie, w kierunku trudnym do przewidzenia. Cóż za harmider nastaje burząc matematyczny ład, ha, jakie niecierpliwe, samorozwijające kolejki tworzą się przed wąskimi drzwiami.

Na szczęście dla zaniepokojonych takimi wydarzeniami mieszkańców wieży, po krótkotrwałym rozgardiaszu odbywającym się w tym uporczywym jednostajnym brzęczeniu, z drżących kolejek zaczyna dochodzić wrzask. Po chwili kolejki rozwiewają się w prawo i w lewo. Wraca melodyjny spokój – cisza brzęczenia.

Sowiecki plakat propagandowy z 1939 r.

I pojechali

Wrześniowe lato zadrgało im w gęstych pasach mgły.
– I pojechali! Machnął z przyzwyczajenia, tym razem nikogo nie było.
Chociaż nie. Jedna stała za słupem i płakała. Ledwo stała.
Wagony, ostatnie spojrzenia i powrót do domu. Skończyło się.
Nie wyszli z mieszkań bez szmeru, w każdym pozostawili niespodzianki.
A niech wam dupy pourywa! Pomyślał, patrząc w oko kuszetki.
I pojechali bracia Słowianie i niech tak zostanie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.