Spółki Miejskie

Proste historie. Polak postępowy

Dodaj komentarz

Jarosław Kapsa

Wspominał Bolesław Prus w swoich „Kronikach tygodniowych”: „Pewnego dnia, przed paru laty, spotkałem na ulicy osobę z niezwykłą powierzchownością. Był to młody mężczyzna z twarzą starego człowieka. Miał źle ostrzyżoną brodę, okulary na bakier, buty z czasów Fryderyka Wielkiego, kapelusz z czasów rewolucji francuskiej i palto krótsze od surduta. Postawą przypominał frotera szukającego roboty, a fizjonomią pesymistę, który gdy raz zafrasował się tym, że przyszedł na świat – już do dziś dnia nie odzyskał humoru. Oryginał ten nie przywitawszy się rzekł: – Niech pan napisze, że trzeba u nas założyć pismo higieniczne. Bo u nas i nie żyją podług higieny, i nie znają higieny, i wcale się o nią nie troszczą. Mówiąc to, nie patrzył na mnie; potem kiwnął głową i poszedł dalej machając każdą ręką i każdą nogą w inny sposób. W kilka miesięcy później ukazało się czasopismo higieniczne – „Zdrowie”. (…) Tak się przedstawia a vol d’oiseau (z lotu ptaka) dr Polak, młody lekarz, który bez powozu, bez stosunków, a nawet bez pięknych manier i podbijającej serca powierzchowności, stał się centralnym punktem dla stu osób majętnych, eleganckich, głośnych i zasłużonych, a w dodatku i twórcą instytucji, która w tak osłabionym społeczeństwie jak nasze ma pierwszorzędną doniosłość. Jakaż jest przyczyna tego niezwykłego powodzenia? Przyczyna bardzo prosta, której nikt rozumieć nie chce. Oto skromny lekarz – miał ideę. Ideę nie „wielką”, ale „praktyczną”, zgodną z potrzebami czasu. Prócz idei miał jeszcze jedną, niewartą wspomnienia zaletę: żelazny charakter. Dopóty chodził, dopóty namawiał, dopóty prosił, dopóty nudził, aż – zrobił swoje.¹”

Opis po „prusowemu” z lekka złośliwy, dodać więc trzeba, że i nasz wybitny literat był złożony z wielości fobii na kształt detektywa Munka, co nie przeszkodziło mu pisać nieporównywalnie lepiej od Twardocha i Remigiusza Mroza, nawet razem złożonych. Zwłaszcza „Kroniki Tygodniowe”, przynajmniej dla mnie, są lekturą o nadal soczystych barwach, nie poddającą się czasowi, tworzącą niezrównany przewodnik po czasach odeszłych. Bez tych „Kronik” trudno pojąć fenomen zjawiska nazywanego pozytywizmem; tak później, jak to z ideami bywa, spotwarzonego pomnikowaniem lub przekształconego w wymówki oportunizmu. Polak, Józef Polak, osobnik o wyglądzie i zachowaniu autystycznym, był wykwitem epoki pozytywizmu, a więc szaleńczym romantykiem wierzącym w racjonalizm.

Wiara czyni cuda. W tym samym czasie, gdy Prus opisywał spotkanego higienistę, świat Europy oszalał na punkcie bakteriologii. Do Berlina, do miasta Wielkiego Roberta Kocha, przybyło kilkadziesiąt tysięcy gruźlików, wierzących, że po odkryciu przyczyn ich choroby, udostępnione zostanie skuteczne lekarstwo ratujące świat przed morderczymi mikrobami. Niezwykłą było siłą wiary w racjonalizm, przekonanie, że umysł ludzki zdolny jest uchronić świat od wszelkich nieszczęść: wojny, zarazy, głodu.

Racjonalizm pozytywistyczny bazował na dogmacie liczb. Jan Błoch pisał zatem przepełnione cyframi dzieło udowodniające, że wojna jest procederem absolutnie dla wszystkich nieopłacalnym. Szereg praktyków i teoretyków opracowywało i upowszechniało nowe technologie produkcji żywności, pozwalające na odwrócenie maltuzjańskiego fatalizmu; rachunek matematyczny wskazywał, że w XX wieku głód zostanie wyeliminowany z wszystkich krajów świata. W medycynie rewolucja bakteriologiczna pozwalała skutecznie zwalczać nieszczęście masowych, ludobójczych epidemii: tyfusu, cholery, dżumy. Rodzący się w latach 80-tych XIX wieku kult postępu, miał swoje racjonalistyczne fundamenty.

„Każdy człowiek myślący, nawet laik, w sprawach zdrowia zdaje sobie jasno sprawę, że zdrowy człowiek jest dla państwa tym najcenniejszym materiałem organicznym, bez którego nie mogłoby istnieć ani społeczeństwo, ani państwo. Każdy musi przyznać, że na co zda się społeczeństwu lub państwu najpewniejsza nawet w świecie waluta, bogactwo, wysoko rozwinięty przemysł i handel, wysoko stojąca nauka i sztuka, gdy nie stanie materiału ludzkiego, lub gdy ten materiał ludzki będzie małowartościowy? Takie społeczeństwo lub państwo nie mogłoby przecież istnieć bez ludzi, musiałoby przestać istnieć, musiałoby upaść. Człowiek stanowi najistotniejszą część i treść państwa, bez niego nie można nawet sobie wyobrazić społeczeństwa i państwa. Bez niego nie istniałoby ani jedno, ani drugie. Człowiek stanowi źródło bogactwa narodowego. Zdrowy człowiek pracując tworzy dobra i pomnaża majątek narodowy. Wszędzie tam, gdzie próbowano obliczać wartość twórczą człowieka, to ta wartość twórcza wszędzie wynosiła bez porównania więcej, niż to wszystko razem, co dotąd wliczaliśmy do bogactwa narodowego, jak: ziemia, nieruchomości, kapitały, bydło, wytwory przemysłowe. (…) Głównym i najistotniejszym elementem polskiej idei państwowej jest dbałość społeczeństwa i rządu o ten najcenniejszy materiał organiczny, jakim jest człowiek, dbałość o jego życie i zdrowie czyli dbałość o jego ilość i jakość. przyszłość narodu.²” – pisane już w innej epoce słowa Tomasza Janiszewskiego, doktora Judyma z książki Żeromskiego, to dziedzictwo myśli ukorzenianej przez Józefa Polaka, dziedzictwo pozytywizmu.

W relacji z wiedeńskiego kongresu higienistów w 1887 roku Polak uwypuklał słowa patrona zjazdu arcyksięcia Rudolfa: „Życie każdej jednostki przedstawia pewną wartość. Utrzymać ją i zachować nietkniętą w obrębie możliwości fizycznej jest nie tylko obowiązkiem ludzkości, ale i zadaniem opartem na zrozumieniu najwidoczniejszej korzyści własnej. Jednostka jakiemukolwiek by środkami rozporządzać mogła dla podtrzymania własnego zdrowia, pozostanie zawsze bezsilną wobec najróżnorodniejszych szkodliwości nas otaczających. Niezbędną jest wspólność działania, a do spełnienia wielkiego zadania tego przysługuje wspomagana przez demografią hygiena, która opierając się na danych z nauk poczerpniętych, nakreśla drogi dla państwa i gminy do osiągnięcia celów praktycznych w całym wielkim obszarze sztuki pielęgnowania zdrowia społecznego³”

Pod wpływem Polaka był Prus pisząc w „Kronikach…” wielką pochwałę Higieny, utożsamiając higienę z tym wszystkim, co w pozytywizmie określano jako postęp. „Pomimo ciemnoty, która jak noc wisi nad światem, pomimo przesądów, które jak rój nietoperzy krążą nad ludzkością, tyle już jednak zdobyliśmy higienicznych doświadczeń, że – choć krótko, jednak żyjemy. Lecz gdyby ustał nawet ten drobny wpływ Higieny, jaki dziś istnieje, zapanowałaby straszliwa śmiertelność w Europie i zmiotłaby chyba więcej niż połowę dzisiejszej ludzkości. Średniowieczne pomory, które zabijały całe miasta i prowincje, niczym innym nie były w gruncie rzeczy, tylko brakiem opieki ze strony Higieny nad ludzkością. (…) Można powiedzieć bez przesady, że świat jest zapełniony chorobami i śmiercią. Suchoty, tyfusy, dyfteryty, ospy, zimnice, cholera i mnóstwo innych zakaźnych chorób unoszą się w powietrzu, pływają w wodzie, kryją się w ziemi, w odzieży, w pokarmach. (…) Owe bowiem główne klęski rodu ludzkiego mają jeszcze drugorzędnych sprzymierzeńców w postaci – zbyt silnego ciepła lub zimna, zbyt ostrych dźwięków, zbyt jaskrawych blasków, zbyt wielkich ciężarów. W następnym zaś szeregu odwiecznych wrogów ludzkości spotykamy: nadmierną pracę, brak wypoczynku, gwałtowne wybuchy uczuć, niedostatek, rozpustę, nasze własne smutki i cudze okrucieństwo. (…) Natura chwilami robi takie wrażenie, jakby nienawidziła ludzkiej duszy, a dążyła do samowładztwa nad stadami dzikich zwierząt. Tu jednak występuje Higiena. Zanim człowiek przyjdzie na świat, już Higiena bierze w opiekę przyszłą matkę. (…) Rodzi się dziecko i otóż Higiena przygotowuje mu kąpiele, odrzuca powijaki, zaleca ciszę, reguluje dopływ światła, karmienia go, wsłuchuje się w każdy krzyk niemowlęcia. Nadchodzą czasy szkolne i otóż Higiena buduje dziecku obszerną i widną salę do nauki, dostarcza mu w miarę ciepła, a jak najwięcej powietrza, sprawia wygodną odzież, dobre ławki, zaleca gimnastykę. (…) Gdy człowiek zaczyna pracować na siebie, Higiena idzie za nim do biura czy do warsztatu, domaga się światła i powietrza, wypoczynku i pożywnej żywności. (…) Dla chorych, kalek, starców – Higiena wznosi budynki, które zdrowych zabezpieczają od zarazy, a chorym czy niedołężnym dostarczają wygód. (…) Czy można wyobrazić sobie lepszego i rozumniejszego przyjaciela nad Higienę?⁴”

Zastąpmy słowo Higiena sformułowaniem: polityka społeczna nowoczesnego państwa. Działanie na rzecz własnego państwa nie było możliwe w końcu XIX wieku; towarzystwo higieniczne i pismo Polaka „Zdrowie” stało się legalną namiastką dyskusji jaką powinna być dla swych obywateli nowoczesna Polska. Ta wizja nowoczesności spotykała się czasem z ripostą „wielkich słów”. W latach, gdy carski „komisarz Warszawy” Starynkiewicz planował skanalizowanie stolicy Królestwa Kongresowego, głos zacofańca zabrzmiał frazą Reytana: „…wśród nawozu i siana, wśród bydląt i prostaczków Odwieczna Mądrość nawiedziła ludzkość, zrujnowana przez teorie i doktryny czystego rozumu, przez urządzenia i budowy kapitalizmu, przez kuglarstwa i zbytki żydowskie, i w ubogiej szopce betlejemskiej znakami nadprzyrodzonymi rozkazała monarchom i mędrcom powitać przyszłego Zbawiciela świata. Dowodzić szkodliwości nawozów organicznych, niszczyć je za pomocą kanalizacji, to pokusić się na obalenie kultury rolniczej i postępu ludzkości. (…) Był to postęp naturalno-chrześcijański, w ścisłym związku kultury z przyrodą, wsi z miastem, rolnika z rękodzielnikiem konsumenta z producentem. Żydzi i szarlataneria pragną ograbić fundusze obywateli miejskich, rozwinąć handel artykułami spożywczymi ze stron odległych, kosztem zagłady rolnictwa ojczystego, oplatać długami miasta, zjednać sobie rozgłos wśród lekarzy ludności miejskiej, wstrzelić gwałt w prasie kapitalistycznej na temat szkodliwości nieczystości kloacznych i pilnej potrzeby pozbycia się ich za wszelka cenę oferując się z kredytem długo i krótkoterminowym. Gdy ich działania trafiły na opór konserwatywnego społeczeństwa, chwyciły się środków rewolucyjnych. Naradom nad projektem kanalizacji przedstawionym przez inżynierów semickich i germańskich towarzyszyły manifestacje podburzonego motłochu. Fałsz żydowsko-szarlateneryjny i ciemna hołota miejska zatryumfowały nad wiedzą przyrodników i praktyka rolników polskich, nad rozsądkiem obywatelsko- chrzescijańskim.⁵”

Rolnik F.R. bronił Boskiego Porządku przed Żydami, a Prus po prostu życia ludzi przed bakteriami: „Ty, ludu warszawski, dowiedz się, że kanalizacja – to nie żadne chychy! Kanalizacja – to zmniejszenie błota na ulicach, brudów na podwórzach, to oczyszczenie powietrza i zmniejszenie śmiertelności! Warszawa jest miastem bardzo niezdrowym. Z tysiąca mieszkańców umiera rocznie: w Londynie i Glasgowie 22, w Paryżu, Moskwie i Madrycie 31, w Neapolu, Berlinie i Pradze 33, a u nas aż 40, to jest prawie dwa razy więcej niż w Londynie⁶.”

I nie wahał się w tej sprawie iść w kolaborację: „Ażeby jednak projekt kanalizacji dojrzał i wszedł w dzisiejszą fazę, trzeba było wielu przygotowań. Naprzód – epidemii w Wietlance (o, błogosławiona epidemia!). Potem – sprowadzenia Lindleya. Dalej – pilnowania, aby komitet kanalizacyjny nie drzemał, ale pracował. Nareszcie – ostatecznego zatwierdzenia projektów. Kto to wszystko zrobił? Dżumę – Pan Bóg, resztę – szanowny nasz prezydent p. Starynkiewicz (…) Nazwisko p. Starynkiewicza niewątpliwie będzie figurowało na tablicy zaznaczającej datę rozpoczęcia tych znakomitych robót. Znajdzie się ono jeszcze na innej, trwalszej tablicy: w pamięci społeczeństwa, które uczy się wszystkiego, a niczego nie zapomina.⁷”

Starynkiewicz był reprezentantem okupanta, żywo odczuwalne były jeszcze blizny po powstaniu styczniowym: nie porosły mchem mogiły straconych buntowników, nie wrócili jeszcze z Sybiru zesłańcy. Był więc rachunek emocji, nakazujący pomścić śmierć ojców i braci, walczyć z wrogiem wszelkimi środkami „z Bogiem lub mimo Boga”. I był rachunek racjonalny. By Polska mogła się odrodzić potrzebni byli Polacy: żywi, zdrowi, wyedukowani, zdolni do twórczej pracy. Czy chroniąc ludność Kraju Prywislańskiego przed powtarzalnymi epidemiami cholery i tyfusu, współpracując w tej sprawie z reżimem zaborcy, jesteśmy patriotami czy kolaborantami?

Postęp uzasadniały liczby. Dzięki kanalizacji wskaźnik śmiertelności spadł w Warszawie z 48 na 1000, do 20. Postęp higieniczny „działał”, poprawa warunków życia i pracy przenosiła się na statystyki demograficzne: dłuższą średnią długość życia, mniejszą śmiertelność niemowląt. Efekty uzasadniały sens kolaboracji, tak by – jak pisał Polak – mieć możliwość działania pozytywnego (promocji przez dobre przykłady) jak i negatywnego (uwzględniające wymogi zdrowotne przepisy prawa budowlanego, handlowego czy prawa pracy).

Postęp jest jednak drogą w nieznane, nie można założyć, że ludziom będzie się żyło lepiej, tylko dlatego, że nowe, zastąpi stare. Porównywalna była liczba szarlatanów żerujących zarówno na obawach przed nowym, jak zarabiających na obietnicach nowego. Ludzie zazwyczaj kierują się emocjami, tak w życiu prywatnym, jak i zbiorowym. Rachunki matematyczne nudzą, nikogo nie porwie idea budowy właściwie wentylowanych mieszkań czy kanałów odprowadzających nasze nieczystości. Na sztandary trzeba wpisać hasło „Bóg, Honor i Ojczyzna” a nie przykazanie o myciu rąk przed jedzeniem.

W warunkach upokorzenia brakiem własnego państwa wizja pozytywistycznej modernizacji odrzucała swoją nudnością. Gdy odzyskana została suwerenność, gdy pojawiła się możliwość decydowania o własnych sprawach w drodze demokratycznego głosowania, polityczne reprezentacje „pozytywistów” (np. zapomniana Partia Postępowa, wcześniej zwana Zjednoczeniem Demokratyczno-Postępowym) przegrywały z kretesem. A jednak mimo przegranej program „pozytywistów” stał się podstawą działań w większości polskich samorządów, dał się wszczepić w polityki społeczne wszystkich rządów międzywojennego dwudziestolecia, przeniósł się na „postępowe” ustawodawstwo.

Kłopot bowiem w tym, że ta pierwotna wiara w postęp łączyła wykluczające się elementy. Postęp miał łączyć się z demokratyzacją zakładającą równy wpływ na sprawy ogólne możliwie najszerszych kręgów społeczeństwa. Jednocześnie postęp zakładał racjonalność, dążenie do doskonałości oparte miało być na wynikach badań naukowych.

Otóż nie ma takich badań, które potwierdziłyby z całą pewnością, że dane rozwiązanie uszczęśliwi wszystkich. A nawet gdyby takowe były, to ludzie kierując się emocjami mogą wybrać inną, niż proponowana, drogę do szczęścia. Gorzkie więc były wnioski przedstawione przez historyka Handelsmana: „Przyjmowano, że rozwój społeczny jest procesem złożonym, długim i że podlega zmianom nieustannym. Przyjmowano konieczność tych zmian, jako coś zasadniczo związanego z samym procesem ewolucji społecznej. Ale zarazem wyznawano przekonanie, że temi nieuniknionemi zmianami można w pewnym sensie pokierować przez zastosowanie wskazań rozumu ludzkiego, i że pierwszym obowiązkiem jest „wiedzieć, ażeby przewidzieć”, i przewidywać, ażeby móc pokierować powstawaniem nowych form życia ludzkiego, niezbędnych dla szczęścia powszechnego. Ta przyszłość przewidziana, przygotowana i odpowiednio regulowana przez człowieka lub przez ludzi, miała być utożsamiona z postępem, ku któremu ludzkość zbliża się nieustannie albo raczej powinna się posuwać. Postępem zaś w instytucjach politycznych i społecznych byłaby demokracja, która, jak się zdawało udowodnione w ten sposób, występuje jako etap niezbędny w rozwoju ludzkości. (s. 9) Jak poprzednio trudno było ściśle mówić o powszechności ruchu demokratycznego, tak samo nie łatwo jest mówić o demokracji, jako o pewnym rozwoju urządzeń społecznych w kierunku jakiegoś udoskonalenia życia zbiorowego. Gdzie bowiem istnieje miara sprawiedliwa i prawdziwa tego, coby w instytucjach politycznych upoważniało do mówienia o doskonaleniu się? Czyż dobrobyt materjalny większej liczby ludzi, kupiony za cenę ich osobistego poniżenia i nędzy tysiąca innych istot ludzkich, jest rozwojem ku doskonałości? Czy zmiana, która sprowadza stałą niepewność, konieczność walki nieustannej o byt, wieczny ferment i udział czynny w wyborach politycznych, zamiast spokoju, bezpieczeństwa i niewoli politycznej, jest krokiem naprzód czy ruchem wstecz, na drodze, prowadzącej do doskonałości? Albo z jednej strony zupełny brak wiadomości, brak jakichkolwiek cech wykształcenia, obojętność na rzeczy zewnętrzne i głęboka religijność, dająca szczęście człowiekowi, który z niej korzysta, z drugiej zaś dużo wiadomości powierzchownych o wszystkiem, umiejętność czytania, dzienniki i przyjemności wielkiego miasta — gdzie szukać punktów porównania między temi dwoma rodzajami egzystencji? Właściwie za jedyną rzecz, ustaloną przez analizę naszą formowania się demokracji, uważać możemy wieczny ruch, zmienność idej, zjawisk, sytuacyj. Ale w tym łańcuchu zmian, który jest systemem faktów bezspornych, niema żadnych sprawdzianów bezwzględnych, żadnej możności sądzenia o tem, czy zmiany te posuwają nas naprzód, czy też nas cofają. Czyż wolno wobec tego mówić, że demokratyzacja jest ruchem w doskonałość w porządku społecznym i politycznym? (s. 11-12)⁸”

Pozytywizm Prusa i Polaka, taka swoista unia „prusko-polska”, oparty był na przekonaniu, że każda jednostka dąży do własnego udoskonalenia, kształci się a potem wykorzystuje nabytą wiedzę, by żyć dobrze i możliwie najdłużej. Ten racjonalizm był absolutnie nieracjonalny, zderzał się nie tylko z przyrodzonym ludziom hedonizmem, ale i z romantycznym przeświadczeniem, że obywatelskość wymaga oddawania życia za „Sprawę”.

W efekcie wiedząc, że nasze dobre życie zależne jest od warunków bytu, od dostępu do czystego powietrza i wody, od właściwego odżywiania, od możliwości życia w spokoju, ciszy, w promieniach słońca i cieniu drzew; w wyborach samorządowych bardziej nas podnieca kwestia LGBT niż projekty właściwe zaplanowanej kanalizacji. I dzięki temu rzeczywisty postęp, zasada zastępowania lepszym gorszego, płynie na fali emocji Wisłą wraz ze ściekami.

1. „Kroniki tygodniowe” Kurier Codzienny nr 140 dn. 22 maja 1887 roku s. 3-4
2. Tomasz Janiszewski „Ideologia stanu lekarskiego”. Odbitka z „Lekarza Polskiego” nr 12. Warszawa 1937
3. Ateneum 1887 t. IV s. 517-530 J. Polak „Kongres międzynarodowy higieniczny w Wiedniu”
4. Kroniki Tygodniowe Kurier Codzienny nr 140 dn. 22 maja 1898 roku s. 3-4
5.„Kanalizacja miasta Warszawy jako narzędzie judaizmu i szarlatanerii w celu zniszczenia rolnictwa polskiego oraz wytępienia ludności słowiańskiej nad Wisłą”. Spisał rolnik polski F.R. Wydawnictwo Anczyca Kraków 1900
6. „Kurier Warszawski” nr 38 i 39 dn. 18 i 19 luty 1876 roku
7. „Kurier Warszawski” nr 69 dn. 27 marca 1880
8. Marceli Handelsman „Proces demokratyzacji a postęp” Kraków, 1926 (odbitka z „Przeglądu Współczesnego”)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.