Herzliya. Siłą… złudy od chwili do chwili

Halina Birenbaum

Plakat do zaginionego niemego filmu Fritza Langa „Taniec śmierci” z 1919 roku

W kolumnie prowadzonej do wagonów
Na Umschlag-platz
Mama szczypie mi policzki warkocze upina
W koronę nad czołem
Mam wyglądać na zdolną do pracy zdrową
Siedemnastolatkę żydowską

Bo „jedziemy na Wschód do pracy na roli
Dzieci niemieccy władcy wszechmogący tam nie chcą”
Ciekawość i duma dziecinna przegania
Strach i liczni złapani młodzi silni mężczyźni
Z pracy po aryjskiej stronie w Ursusie
Takich nie zabiją przecież więc i nas nie…

Przed karabinem maszynowym na środku Umschlag-Platzu
Mama patrzy mi głęboko w oczy
„Każdy musi umrzeć kiedyś a my tak razem teraz objęci
Nie bój się to nie będzie straszne”
Nie będzie! – nie boję się w tym ostatnim uścisku ojca brata mamy
W ostatnim przekazie oczyma bezgranicznej miłości

Nie przeraża więcej nic

Cud złotej ślubnej obrączki matki dwa kg ryżu
Garnitur ojca wepchniętego już do wagonu
na „Wschód do pracy”
Zmiękcza serce porządkowego ze służby a pociąg odchodzi
Tym razem bez nas podgwizdując diabelsko ohydnie
Złowrogo zapowiadając powrót po następnych

Jutro pojutrze w ciągu wielu dni tygodni miesięcy
Jeszcze i jeszcze i jeszcze
Judenrein Warschau musi być!
Trwa niby istnienie w pustych domach „dzikich”
Niczyich nie żydowskich nie aryjskich
W iluzji darowania życia resztkom rodzin ogołoconym
Osieroconym – uświadomionym czym jest szatańska nazwa
TREBLINKA

Śladem setek tysięcy innych swoich i obcych
Babci Sure dziadzi Szlojme Cioci Feli Cioci Heli z dziećmi
Mama Chilek bratowa Hela córka cioci Feli Halina i ja
Z Umschlag-Platzu w śmiertelnej ciasnocie przepełnionego wagonu
Rytmicznym tępym stukotem o szyny
Przez normalne krajobrazy

Wioski lasy, łąki pod niebem błękitnym pociąg
pędzi zwalnia przyśpiesza przyśpiesza pędzi – dusimy się
– Mama dokąd?! Pić! Wody!!! Jest butelka oliwy w jej koszyczku
Kostki cukru – na ustach obietnica złudna „do pracy na roli”
Niezmiennie do ostatniej chwili –
Cudowne jest kłamstwo zamiast straszliwego pojęcia nazwy

TREBLINKA !!!

Dalej już nie ma znaczenia dokąd na tej podłodze w ciasnocie
Wagonu pod stosem
Martwych i konających tratujących się o miejsce ludzi
Z okienka wagonu lufa karabinu esesmana przy mojej szyi
Pociąg staje, nie, nie Treblinka, śmierć o innej złudnej nazwie
Nieznanej nam dotąd chwila odprężenia nadziei –

MAJDANEK…

Mama tłumaczy: łaźnia teraz zmiana odzieży jedzenie woda
W barakach między kolczastymi naelektryzowanymi drutami
Zameldować 17 lat zapomnieć prawdziwy wiek niedozwolony
„Kto może i chce pracować nie robią mu nic złego
A my możemy i chcemy”
Mama uspakaja wiernie złudą rozprasza wszelki lęk…

Wielogodzinne czekanie na placu w tłumie tysięcy kobiet
Esesmani wybierają powoli uważnie cierpliwie
Wiatr sypie mi piach w oczy nie mogę się już doczekać
Jest wreszcie!
Łaźnia setki nagich kobiet przeróżnych szukam oczami w napięciu
Nie wchodzi mama szła z Helą za mną boję się pytać musi wejść

—-NIE! NIE ma JEJ ! Z-a-b-r-a-l-i!—-
DO GAZU –
NIE MA! NIE MA MAMY!!! NIE! NIE! NIE MA!!! Mamo?!
Nie ma! NIC –
Kapo rzucają biciem i wrzaskiem po niemiecku odzież nieludzką
Mnie przypada długa do ziemi czarna… balowa suknia

Z koronkami…! Z koronkami.

Herzliya, 18.10.16

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.