Spółki Miejskie

Babcia Ezoteryczna. Wariacje słowiczych treli

Dodaj komentarz

Katarzyna Urbanowicz

W maju lub czerwcu w naszej okolicy śpiewa kilka słowików, i każdy robi to inaczej, czasami wydaje się wręcz, że idą z sobą w zawody. Nie jestem pewna czy potrafiłabym je odróżnić od innych maleńkich ptaszków, których pełno wiosną na działce, głos słowików jednak bardzo się wyróżnia.

Melodie każdego pana słowika zmieniają się w zależności od pory dnia i od sytuacji życiowej – podobno pan słowik śpiewa nie tylko podczas zalotów, ale także, gdy samica wysiaduje jajka – aby umilić jej nudne życie. W każdym razie ja odróżniałam „swojego” słowika, śpiewającego w narożniku ogrodu od dwóch słowików sąsiadów. „Mój” słowik był stosunkowo cichutki, lubił zaczynać śpiewy bardzo rano i raczej milczał w południe, ale jeden ze słowików sąsiadów odznaczał się bardzo donośnym i ostrym głosem i jakby dążąc do zlikwidowania konkurencji, najchętniej śpiewał właśnie w południe, gdy inne słowiki i reszta ptaków zachowuje się ciszej. Ten słowik mieszkał po drugiej stronie działki sąsiadów, ale często przylatywał na naszą działkę, jakby chciał się popisywać przed ludźmi, co sprawiało, że był najlepiej słyszany ze wszystkich.

Słowiki nie poprzestają na jednej melodii; wydaje się, że im bliżej lata, coraz bardziej różnicują swoje trele. Potrafią też (chyba) podkradać sobie swoje frazy.

Pewnego dnia robiłam coś na grządce pod płotem, a telefon komórkowy położyłam na pieńku przy basenie (moja działka jest na granicy zasięgu i nie we wszystkich miejscach i porach dnia telefon odbiera sygnał, w każdym jednak razie najlepiej na tym właśnie miejscu i tu ustawiłam pieniek, na którym go kładę. Tego dnia telefon dzwonił kilkakrotnie, ciągle ktoś miał do przekazania wiadomości dla moich sąsiadów, u których odbiór był jeszcze gorszy. Za którymś razem pobiegłam przez cały ogród (depcząc w pośpiechu truskawki, przez które było najbliżej), ale na miejscu okazało się, że się pomyliłam, nikt nie dzwonił. Kiedy sytuacja powtórzyła się trzy razy, sprawdziłam pamięć rozmów w telefonie i okazało się, że oczywiście, były to fałszywe alarmy. Gotowa byłam już posądzać się o omamy słuchowe (czasem mi się zdarzają na granicy snu i jawy, przeważnie gdy się budzę), kiedy zorientowałam się, że to słowik sąsiadów naśladuje głos mojego telefonu.

Oczywiście słyszałam o papugach, ale nigdy nie natknęłam się na wiadomości o innych ptakach, naśladujących głosy. W każdym zaś razie nie o słowikach. W ciągu całego dnia, aż do wieczora, słowik powtarzał uparcie sygnał z mojego telefonu, a od dnia następnego zaczął go twórczo rozbudowywać i przekształcać. Wplatał jego fragmenty w swoje trele, tak że można było tę muzykę nazwać „wariacjami słowiczych treli na temat telefonu komórkowego”, co samym brzmieniem określenia budzi pewną odrazę połączoną z żalem, że oto jeszcze jedna nieskażona część przyrody przemija na naszych oczach (i uszach).

Niestety, wytwory kultury człowieka przedostają się także do świata zwierząt i nie są to wytwory najwyższego rzędu, a głupawe melodyjki sygnałowe ludzkich urządzeń. Nie szkodzi, że twórczo przekształcone przez ptaka spełniają jego życiowe powinności w wystarczającym stopniu, zawsze jednak pozostaną sygnałem telefonu, a nie sonatą słowiczego Bacha.

Tu jeszcze dodam historyjkę o ciężarnej kocicy, która w panicznej ucieczce przed goniącym ją psem, po sekundach ostatecznego namysłu nad wyborem wroga, wybrała łańcuchową piłę i drżąc na całym ciele przysiadła na stosie przycinanych pieńków, ponieważ prawdopodobnie zdała sobie sprawę, że piła łańcuchowa jest zwierzęciem podporządkowanym człowiekowi (w przeciwieństwie do goniącego ją jakiegoś obcego psa) i uznała, że obecność człowieka daje jej większe szanse. Lub opowieść z poprzedniego odcinka o psie, nazwanym „Głupi”.

Na życiu tych wszystkich zwierząt odcisnął piętno człowiek, a właściwie jego kultura (materialna lub nie) wypaczając ich naturalny rozwój. Wprawdzie psy i koty od bardzo dawna współżyły z człowiekiem i dostosowywały się do niego, jednak obecnie prawie niezauważalnie, mimochodem i bez zainteresowania, psujemy świat otaczający nas, przenosząc problemy, z którymi sami nie dajemy sobie rady na barki innych, jeszcze mniej do tego przystosowanych. W końcu to my zwiększyliśmy liczbę wrogów tej wspomnianej kocicy o parę elektronarzędzi. Jeżeli prawdą jest historia o kawkach czekających na rozjechanie samochodami orzechów, to także uczymy je nieprzewidywalnego używania przypadkowych narzędzi. Głównie do niszczenia zresztą.

Kiedyś spędzałam na działce po kilkanaście dni, miałam czas na poranne wsłuchiwanie się w głosy ptaków. Miałam atlas, ale, niestety, nie miałam dostępu do internetu i nie przyszło mi do głowy sprawdzać gatunków ptaków po ich śpiewie. Teraz czasem to robię, mam dyktafon, nagrywam głos i w domu sprawdzam próbując dociec, jakiego ptaka słuchałam. Niestety, jak wspomniałam, działką już nie zarządzam i nie zawsze mam możliwość tam pojechać, gdybym nawet chciała. A w sezonie słowików zwłaszcza. Poza tym stale zmienia się rodzaj ptaków na działce. W ubiegłym roku paskudnie skrzeczały sroki, podobnie jak w Warszawie, pod moim blokiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.