Spółki Miejskie

Wesołe miasteczko. O czym pisać… I jak

Dodaj komentarz

Włodek Małkowski

Bernard Buffet – Nature morte with anomies

Udałem się po zakup żarówki, aby lepiej klawiaturę widzieć. Przy kasie okazało się, że wybrałem najdroższą żarówkę na osiedlu. No cóż, na półce było takie zamieszanie, że nie wiedziałem co wybieram. Znam się na świeczkach, ale nie na żarówkach.

Potem wpadł do mnie taki jeden uzdolniony plastycznie na jednego papierosa, gdyż tak ogólnie to jest niepalącym. Spędziliśmy ze trzy godziny na wszelakich dyskusjach przy piwie. W końcu poszedł sobie zabierając pięć papierosów, gdyż jest niepalącym. Dwa razy jeszcze potem powrócił twierdząc, że do domu nie może wejść, bo zostawił u mnie palto i plecak z kluczami. Za trzecim razem dobitnie wytłumaczyłem mu, że nie dostanie ode mnie żadnego palta, gdyż wpadł do mnie w kalesonach, a nie w palcie i to tylko po jednego papierosa. Zastanowił się przez chwilę i pobiegł do samochodu zabierając jeszcze trzy papierosy…

No wreszcie spokój. Mam żarówkę i mogę też napisać sobie książkę. Tak, do pisania wierszy wystarczał mi żar papierosa, ale książka to nie w kij dmuchał. Trzeba się w klawiaturę nastukać. Tym bardziej, że pisać trzeba tak, aby żadnego arcydzieła ani kiczu nie popełnić.

Pisać należy trafnie, tak, jak mnie uczył pewien zwariowany major, aby świadomie bez skrywanej asekuracji trafić z 50 metrów granatem przeciwnika prosto między oczy, na wypadek, gdyby granat nie wybuchł. Przez dwa lata rzucałem wszystkim co mi się pod nogami przyplątało. Tym sposobem po dwóch latach zostałem uznany za najlepszego żołnierza. Major był dumny, a ja szczęśliwy, że to już koniec tych głupot.

I tak mi już pozostało, że idąc ulicą, jak tylko widzę coś pod nogami to podnoszę i rzucam przed siebie. Potem muszę uciekać. A mam swoje lata i tak szybki nie jestem, jak kiedyś.

Raz, jak byłem w wojsku, za niewstawienie się na ważne ćwiczenia moja dziewczyna zapłaciła za mnie trzykrotność miesięcznej pensji. Nie miałem sumienia pozbawiać jej tej przyjemności, gdyż była pacyfistką z dobrej rodziny. (Wiem, że chwaliła się tym na uniwersytecie, dzięki czemu zdobyła szacunek i otrzymywała wyższe oceny, skutkiem tego zrobiła karierę naukową.) W końcu po kilkuminutowej rozmowie z pewnym oficerem, któremu szczerze wyznałem, że musiałem jechać na koncert Miles’a Davis’a uznano mnie za stukniętego i dano mi już spokój.

To o czym w końcu ja mam pisać tę książkę?

O sztuce? Dobre sobie. Po lewej stronie opowiastki mojego ulubionego Muratowa. Po prawej Herbert o swoich estetycznych doznaniach w Holandii. Nie, nie będę się wygłupiał. Za mną tylu przeczytanych rosyjskich i francuskich poetów.

O filozofii? Platoński koszmar cieni.

O sporcie? O nie, za dużo naraz srok za ogon. I jak sobie przypomnę to zmieszanie, gdy drużyna domagała się, by nie dopuszczać mnie do gry, gdyż jeśli nie będę siedział na ławce rezerwowych, to oni nie zdołają sobie poradzić. Może to przez to, że podczas przerwy w szatni deklamowałem im wiersze? Pamiętam jak w trudnych chwilach podczas przerwy meczu z Ruskimi zarecytowałem im Redutę Ordona. Och, jak po przerwie ruszyli z kopyta. Po pięciu minutach sędzia przerwał mecz. I zawsze ten ich strach, że trener na złość im wpuści mnie na boisko. Jak tylko awansowaliśmy do pierwszej ligi zrezygnowałem. No i spadli.

No nie wiem o czym pisać tą książkę. Muszę się z tym przespać, skoro już mam tą żarówkę. I niech ten świr już do mnie nie dzwoni, bo ja nie mam żadnego palta.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.