Spółki Miejskie

Herzliya. Być odpowiedzialnym za pamięć

1 komentarz

Halina Birenbaum
NOWINY KURIER Tel Aviv
(dawny tekst, ale nadal aktualny)

Podczas pracy przy filmie „Nadzieja umiera ostatnia”

Odwiedziła mnie pewna korespondentka radia i prasy niemieckiej, aby przeprowadzić wywiad w związku z rocznicą powstania w getcie warszawskim. Pod koniec miesiąca przyjedzie też korespondentka radia z Hamburgu, aby nagrać moje relacje o Auschwitz.

Ja zostałam zaproszona na kilkudniowe sympozjum niemiecko-polskie do Ustronia. W kwietniu więc pojadę do Polski. Bo jakże nie – skoro dożyłam? Wtedy, w roku 1943, dusząc się od dymu płonących nad naszym bunkrem domów na Miłej 3, modląc się o bodaj jeszcze jeden dzień życia, czyż mogłam marzyć, że będę jeszcze na świecie po tylu latach?… Będę opowiadać o tych dziejach swoim wnukom, młodzieży żydowskiej w Izraelu? W Niemczech – dzieciom i wnukom sprawców tych tragedii?

Nie wiem, jak zacząć pisać o moich słuchaczach czy rozmówcach niemieckich, o moim do nich stosunku, ich stosunku do nas – do mnie? Nie chcę, nie potrafię nienawidzić. Uczucie nienawiści przeraża mnie, wzbudza instynktowny bunt. Niczego nie zapomniałam w ciągu tych lat. Atmosfery życia o krok od śmierci, tchnienia mordu. Nasiąkłam nimi w kryjówkach getta, w obozach zagłady, w koszmarnej drodze do tych obozów.

Pokazałam korespondentce niemieckiej mój film „Nadzieja umiera ostatnia”. Patrzała na obrazy łapanek, podpalanego przez niemieckich żołnierzy getta, na komorę gazową Majdanka – baraki i druty kolczaste Auschwitz. Jej oficjalność i dystans stopniały od przytłaczającej ją coraz bardziej grozy. Jej twarz i oczy zmieniły się zupełnie. Nagle, tutaj, w moim izraelskim domu natknęła się na moment twarzą w twarz na ową rzeczywistość i ugięła się pod jej naporem. Nie mogła wydobyć z siebie słowa. Wywiad o getcie warszawskim już miała nagrany z tłumaczenia na niemiecki tego filmu. Dość tego aż nadto na program tej rocznicy radia w Berlinie.

Trudno było nam razem, choć nie myślałam przecież ją obwiniać, nie ona to wszystko uczyniła. Chciałam tylko, żeby wiedziała, żeby oni wszyscy zawsze wiedzieli, co tam wtedy się działo, co wyprawiali z ludźmi ich rodacy, krewni. Sądzę, że gdyby uczono o tym w szkołach niemieckich, nie paliliby domów „Auslender” (obcych, z innych krajów), nie krzyczeliby znów na ulicach „heil hitler” i „sieg heil” (nie mogę tych haseł i imienia pisać dużą literą!). Bywają na świecie rozmaite protesty, bunty, demonstracje na tle problemów socjalnych czy innych – ale w Niemczech od razu swastyka, „Juden raus!”, „heil!” Oni muszą być odpowiedzialni za te zbrodnie i cierpienia, za pamięć o nich – ich wnuki i pra, pra wnuki! Jednak moja rozmówczyni sprzeciwiła się. Ona nie może być odpowiedzialna za to, co kiedyś uczynili jej rodacy. Nie była jeszcze na świecie wówczas. Czyż ma dziś nienawidzić swego ojca, swych dobrych, katolickich rodziców? – bełkotała niewyraźnie, jąkliwie, cicho jakby do samej siebie. Ojciec był żołnierzem, walczył za zwycięstwo hitlerowskich Niemiec, jest też współwinny. Ale ciągłe poczucie winy, dodała, wzbudza nienawiść do ofiar, prowadzi do dalszego zła. Przytoczyła słowa znanego pisarza izraelskiego Jorama Kaniuka, że Niemcy nie mogą wybaczyć Żydom Auschwitzu…

Niech się więc nie czują winni, odpowiedziałam (ale oni wszyscy, w taki czy inny sposób, czują się winni), niech tylko wiedzą, pamiętają, uczą się historii tego przestrasznego zła, którego się dopuścili, jego źródeł i skutków! Teoria o nienawiści do ofiar jest dalszym wypaczaniem wartości ludzkich jak wszystko, co działo się w Shoa. Bo dlaczego nienawidzić kogoś, komu się wyrządziło zło, zamiast przynajmniej teraz ocenić to, przyznać się i zadośćuczynić sprawiedliwości, dobru?! Dla Niemców nie jest to takie proste. Zbyt strasznie jest żyć ze świadomością, że ich najbliżsi byli katami, mordercami, nie kochać własnych dziadków, ojców, potępiać ich za ich karygodne czyny.

Ja żyję w ciągu tych wszystkich lat od Wtedy ze swoim bólem, tęsknotą za tymi, których mi odebrano, których zabili – i niezmordowanie przekazuję wszelkimi drogami historię ich życia i śmierci. W tych wspomnieniach najgorszych nawet jestem najbardziej, najprawdziwiej sobą, bo jedynie we wspomnieniach moi najbliżsi pozostali i tu z nimi mogę się połączyć, być z nimi.

Ale, co mam odpowiedzieć dziś młodemu Niemcowi? Że ma nienawidzić swych rodziców, dziadków, ponosić odpowiedzialność za zbrodnie popełnione przed jego urodzeniem?

Trudny jest nasz świat w głuchych echach i wiecznych upiorach Holokaustu. Ja też jestem odpowiedzialna za wiele rzeczy, których osobiście nie czynię, mimo, że myśl o tym wzburza mnie i chciałoby się od nich odrzeknąć.

Wtedy, w tym piekle nauczyłam się właśnie kochać wszystko co ludzkie, bo tam wszystko było bestialskie, mordercze. Stałam się wrażliwa na wszelkie cierpienia i krzywdy, utożsamiam się z nimi. Uważam, że my Żydzi i oni, Niemcy nigdy nie możemy być jak inne narody. Bo nas jako pierwszych w historii ludzkiej duszono w komorach gazowych – a oni, jako pierwsi, którzy takie komory stworzyli i usprawnili w celu mordowania ludzi za ich pochodzenie. I musimy zawsze być bardziej czujni niż ktokolwiek inny wobec czyhającego zła, odpowiedzialni za pamięć o tej zbrodniczej przeszłości.

One thought on “Herzliya. Być odpowiedzialnym za pamięć

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.