Spółki Miejskie

Wesołe miasteczko. Kosmos, Anunnaki i Bytomska Filharmonia

Dodaj komentarz

Włodek Małkowski

Rys. Bernard Buffet

Miałem umrzeć, ale okazało się, że o trzynastej jestem umówiony, a skoro tak, to trzeba coś jeszcze napisać, z tej prostej przyczyny, o której wspominał Witkacy, że artysta to ktoś kto winien oddać kosmosowi to, co otrzymał, choćby i nawet kicz, ale jednak. Więc piszę w ciemności myląc się na klawiaturze, gdyż w niemocy nie byłem w stanie udać się po żarówkę, a ludzie tu zbyt tolerancyjni i pełni miłości, aby ci pomogli. No chyba żebyś był kotem albo psem, ale na budę psu żarówka? Zupełnie wszystko im się głowach poprzestawiało.

A chrzanić to i niech ich wilki zjedzą. Nie ma co ich żałować. Nawet wyrzuciłem z dwie osoby z fb, gdyż uznałem, że żadnego z nich pożytku dla kosmosu i ogólnie dla wszechrzeczy oraz najjaśniejszej Rzeczpospolitej nie ma. Może i bym ich za to nie wyrzucił, lecz będąc blisko śmierci nie chciałem, aby tacy potem jako pierwsi pojawili się na moim pogrzebie zmuszając mnie do poderwania się z trumny i pogonienia dziadów przez cmentarz, aż buty pogubią, no bo mógłbym nie wytrzymać i doszłoby do skandalu. Po co mi to? Może ktoś z żałobników miałby słabe serce, w efekcie czego by mi go jeszcze do trumny wcisnąć zdołali.

Liczyłem na to, że może Anunnaki wpadną to mnie i jakąś żarówką poratują, ale może przez to, że ciemno, pomyśleli sobie, że zmęczony jestem. Fajne te Anunnaki i potańczą, i pośpiewają, a ja im zawsze coś opowiadam. Słuchają uważnie, za łby się łapią nie mogąc się nadziwić temu, co im o nas opowiadam.

Jeden to oglądał mój piecyk z zaciekawieniem, obstukiwał go, a potem bryłką węgla się zainteresował, lizał ją a nawet do ucha przystawiał i drugiemu dał posłuchać. Ja tam nic nie słyszę w węglu, ale włożyłem sobie bryłkę na noc pod poduszkę w oczekiwaniu na sny, może kiedyś coś się z węgla przyśni.

Jak odlatywali zostawili mi beczkę paliwa do tego pieca, ale bez instrukcji jak dozować, a ja nie chcę do trzeciej wojny światowej doprowadzić.

Anunnaki lubią naszą wodę, więc zawsze wiaderko wody na stole stawiam, jak tylko przylecą. Tak lubią tę wodę, że muszę je uzupełniać, ale nie widziałem, by sikali, tak jak my po piwie. Jak tak już z pół wiadra wypiją to weseli, jak mój dziadek w moim dzieciństwie przy sobocie pod wiatrakiem po robocie. Raz sobie pozwoliłem poczęstować ich setunią wódki, nigdy już tego nie zrobię, ze trzy dni skubańcy mi nad chałupą się wzbijali i wzbić nie mogli.

O szósta już, a ja jak zwykle nic mądrego jeszcze nie napisałem. Papierosy się kończą, lecz nikt nie poratuje, gdyż wszyscy ekologicznie tu się zachowują, tyle że po jednego kilka razy na dzień wpadają, od takich jak ci się skończą nie dostaniesz. I jeszcze, gdy zapytasz, to cię zmierzą takim spojrzeniem jakbyś był barbarzyńcą. Ale potem, jak już masz, to fajni są i na jednego znów wpadają.

Palę sobie ostatniego i słucham pięknej muzyki, którą mi zostawiły Anunnaki, podobno to hit w dalekiej galaktyce. I piszę…

Bytomska Filharmonia

już czas założyć skarpetki i udać się spać
aby wieczorem być pod księżycem rześkim
gotowym na wszelkie kosmiczne opowieści
cóż ten nieborak co tylko w cudzym blasku
kiedyś i tak tylko spłonie
tak jak wszystko co niewłasnym świeci światłem
takie już od prapoczątków są harmonii zasady
jesteś kochany więc będziesz popiołem
kiedy sam z siebie kochać nie dajesz rady
a kochający na wieczność nad firmamentem
płonącym miłości śladem
nieskończenie wibrującym tonem
wiem to dobrze, bo naczytałem się pięknych wierszy
kiedy byłem bardzo niegrzecznym chłopcem
oraz dzięki relacji na facebooku pani Marii
z koncertów w Bytomskiej Filharmonii
wiedzą o tym wszyscy przyzwoici mistrzowie batuty
i dlatego na noc zakładam skarpetki jak do Filharmonii
aby z kosmosu mnie strażnik meteor nie wygonił
cóż z powiek moich te sny popiołem
majaczą jeszcze chwilę na twarzy przy muzyce
i z ust moich sennej kropli popiół szeptem
o tym jak szczęśliwy jestem
a mistrz kochany już daje znak batutą do muzyki
i nie ma litości dla gasnących dźwięków
kiedy porusza dźwięczące świetliste tony aż do harmonii z chaosu
i każdy na widowni swoim własny blaskiem rozjaśniony
nad górniczym miastem
aż mistrz na chwile nakazuje ciszę
aż do ostatniego rzędu
i spojrzawszy mi w oczy
tylko dyskretnie się uśmiechnął
by nagle wskrzesić z tej ciszy już zgasły z popiołów dźwięk wibrujący
cóż dostrzegł, że kto jak kto, ale ten gość z ostatniego rzędu
to zna się na klasycznej muzyce choć przybył tu z bębenkiem
aż dyskretnie rozpłakał się ze szczęścia niedoceniany dotąd skrzypek
którego pozbyli się z Warszawskiej Jesieni
gdyż zbyt rytmicznie stukał w bębenek pośród pląsających cieni
to i łza jego z policzka opadła popiołem
a więc nim zasnę na jego cześć postukam sobie w bębenek
i niech więcej już nie płacze tyko w skrzypce bębni
a skoro aż tak dobrze znam się na klasycznej muzyce
czego nie omieszkał dostrzec mistrz z Bytomskiej Filharmonii
i być może pani Maria z pięknego Bytomia
to jednak założę jeszcze muszkę do pidżamy

Jak słucham tak pięknej muzyki, to nie jestem w stanie nic mądrzejszego napisać, bo to aż nie wypada.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.