Spółki Miejskie

Herzliya. Proces bliźniąt oświęcimskich w Jerozolimie

Dodaj komentarz

Halina Birenbaum

Rys. Chaimek Sztarkman

Siedziałam jak przykuta do miejsca w sali audytorium Jad Wa Szem i słuchałam w ciągu długich godzin ze zdumieniem i grozą relacji byłych ofiar oświęcimskiego doktora Mengele. W sali było cicho, jakby nikt spośród tych gęsto zapełniających salę ludzi, nie oddychał. Tylko aparaty fotograficzne i video kręciły się na wszystkie strony i bzykały. Liczni żurnaliści oraz przedstawiciele stacji telewizyjnych z różnych stron świata słuchali w najwyższym skupieniu, a niejednokrotnie ze łzami w oczach tych makabrycznych relacji świadków, których Mengele wybrał z transportu dla swych doświadczeń „naukowych”. Tortury moralne i fizyczne, na jakie je skazywał wtedy były dla tych dzieci-bliźniąt jedyną szansą nie pójścia natychmiast do gazu, odwleczeniem, przeważnie chwilowym, nieubłaganego wyroku śmierci. Opowiadali o tych okropnościach na zainscenizowanym w Jerozolimie sądzie dla obudzenia sumienia świata względem tego zbrodniarza, jakby zdarzyły się wczoraj, a nie przed 40-tu laty.

Nie sposób było słuchać tego, uwierzyć! Sam szatan nie potrafiłby wymyślić czegoś straszniejszego. A był to przecież już ostatni etap długotrwałych prześladowań oraz nadludzkich wysiłków i bezkresnych zmagań o przetrwanie. Do Oświęcimia przybywali już ludzie wycieńczeni, znękani długotrwałymi cierpieniami z gett, z bunkrów, z cuchnących kryjówek. Miałam to przed swymi oczyma, gdy przysłuchiwałam się wstrząsającym opowieściom byłych ofiar Mengele, przed którym ja również niejednokrotnie uciekałam w Birkenau. Szalonego łomotania serca na dźwięk okrzyku: „Mengele zbliża się!” – nie zapomnę, jak oni, nigdy.

Mimo woli zaczęłam jakoś myśleć z rosnącym przerażeniem o tym, jak podziałają te zbrodnie na dalsze potomstwo tych morderców – oraz na dzieci tych, których zabijali? Czy zdajemy sobie sprawę jaki będzie obraz świata po Oświęcimiu i Treblince? Wielu sądzi, że to tylko sprawa Żydów, a raczej wyłącznie Żydów europejskich. Nie wszyscy pojmują ogrom owej grozy i męki.

U nas w kraju ciągle jeszcze szuka się bohaterów bojowników, gardząc bohaterskim cierpieniem ofiar w walce o życie, o przetrwanie. Dlatego właśnie ci, co przeżyli to wszystko woleli nie opowiadać, milczeli w ciągu długich lat. Nikt ich nie zachęcał do przekazania swych doświadczeń, upamiętnienia. Przeciwnie, twierdzono, że nie warto słuchać o upokorzeniach i klęskach – to tylko hańbi… Ileż to razy musiałam się tłumaczyć, dlaczego nie przestaję opowiadać i pisać na ten temat?! Może i z tego właśnie powodu, miedzy innymi, udało się zbrodniarzowi Mengelemu wyżyć dobrze swoje lata po wojnie i prowadzić dalej swe doskonałe interesy, na urągowisko ofiar i pojęciu ludzkiej sprawiedliwości w ogóle?

Dopiero teraz, widocznie pod wpływem przerażającej świadomości, że wraz ze zniknięciem z tego świata naocznych świadków, zginie również pamięć tych okropnych krzywd i cierpień, zaczęły „Bliźnięta Mengelego” mówić i starać się na wszelki sposób przekazać swoje dzieje, aby pamięć o nich przetrwała i aby ukarano ludobójców. Trochę za późno jednak! Mengele dożył sobie sędziwego wieku i w warunkach dobrobytu, jakiego nie zaznała, żadna z jego ofiar. Ludzkość, która już potrafi wysłać rakiety i człowieka na księżyc – nie była w stanie ująć i osądzić tego potwora!…

I jeszcze jedna rzecz nie daje mi spokoju. Ci, co uczą dziejów Holocaustu, a często i sami świadkowie nie odnoszą się na ogół do tego, co przewalało się wtedy w duszach ludzkich, lecz przeważnie tylko do popełnianych okrucieństw, przynosząc niezliczone przykłady także nieludzkiego postępowania prześladowanych mordowanych. Mogłoby z tego wynikać, że tak zachowywali się wszyscy wtedy, że takim jest człowiek – podły, zły.

Opowiadała jedna ze świadków na tym zainscenizowanym „Procesie Blizniat”, że brat pracujący w Sonder-komando w Birkenau spostrzegł na rampie swą siostrę przybyłą w transporcie z 6-cio letnim synkiem. Wziął od niej chłopca, mówiąc, że jutro go przyprowadzi do niej do obozu – i własnoręcznie odprowadził do krematorium, aby ją uratować…

Inna kobieta, której Mengele zezwolił urodzić dziecko w Birkenau, (przybyła w ciąży), a potem zabandażował jej piersi gipsem, aby nie mogla niemowlęcia karmić – zakończyła tę, zapierającą dech w piersiach, relację wobec żurnalistów z całego świata, słowami: „ja sama zabiłam swoje dziecko!”. Dziecko męczyło się bez pokarmu 7 dni – Mengele, chciał sprawdzić dla „wiedzy lekarskiej”, jak długo może wytrzymać niemowlę bez pokarmu? W końcu ulitowała się pewna lekarka obozowego szpitala (rewiru) i podała jej, skradzione w szpitalu morfium, którego wstrzykniecie uwolniło dziecko z męki długotrwałej agonii.

Absolutna większość matek żydowskich poszła na śmierć ze swymi dziećmi, nie chcąc się z nimi rozstać za żadną cenę! Łapacze Żydów nie raz mówili jeden do drugiego: „złap dziecko, a matka już sama za nim przyjdzie!”… W ten sposób postępowało tysiące, tysiące członków rodzin, nie próbując nawet ratować się, gdyż pragnęli dzielić do końca losy swych bliskich, którzy jako starsi, chorzy lub z jakichkolwiek powodów nie mieli nawet tych tymczasowych szans, jak część młodych i zdrowych, na nie odesłanie na stracenie.

W uwidocznianiu tej tragicznej, wielkiej prawdy leży najgłębszy sens nauczania o owych koszmarach i wybitne poznanie, czym właściwie jest życie i co w nim ma prawdziwą wartość.

27.2.85

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.