Spółki Miejskie

Proste historie. Rusofil

Dodaj komentarz

Jarosław Kapsa

Aleksander Lednicki (1906 r.)

Bodajże wiosną 1978 roku milicja przeprowadziła łapankę w Katowicach zatrzymując tłumek birbantów, wagarowiczów, bumelantów, niebieskich ptaków i tym podobną „swołocz”. Spędzono to towarzystwo do kina, zamknięto drzwi i przez kilka godzin torturowano puszczaniem filmu „Syberiada” w reżyserii A. Konczałowskiego. Pomysł ten był reakcją śląskiego wielkorządcy, pana Grudnia (zwanego towarzyszem Decembrem) na prośbę ambasadora ZSRR Borisa Aristowa, by ukazano mu zainteresowanie Ślązaków radziecką kulturą.

Kultura w zamknięciu była swojska i radziecka, jedni pili, drudzy palili, jeden wymiotował, drugi się odlewał, jak to w towarzystwie bywa. Zresztą gdybyśmy w podobny sposób torturowali kulturą mieszkańców Moskwy lub Kijowa zmuszając do oglądania bez przerwy „Potopu” lub „Popiołów”, odbiór sali byłby podobny. Zdarzył się zatem w Katowicach jeden z wielu tysięcy przypadków, gdy chcąc upowszechnić rusofilizm (ruso-syfilizm jak mawiał mój kolega) umocniono rusofobię. Polecam to doświadczenie panu Putinowi, który świadomie lub nie pogłębia, w podobnym do Aristowa i Decembra stylu, globalną rusofobię.

Szkoda, bo w Polsce ewentualny rusofilizm trzeba pielęgnować delikatnie jak kwiaty zimą. O ile nie budzi reakcji deklarowanie się jako anglofil, frankofil, modny też był filosemityzm; okazanie siebie jako rusofila lub germanofila grozić może uszczerbkiem zdrowotnym. A przecież bywały takie chwile jak w 1917 roku, gdy polityka rusofilizmu przynosiła korzystne dla Polski owoce.

„Polska rozstała się z Rosją carską, której wojska, cofając się, paliły wsie polskie, Polska spotkała się ponownie z Rosją bolszewicką, której hordy szły znowu na polską ziemię niszcząc i paląc. Uchodźctwo nasze z kraju szło do Rosji carskiej, wracało do kraju już po przewrocie listopadowym, który swemi okropnościami zatarł wspomnienia o pierwszej wolnościowej i bezkrwawej rewolucji. Została pamięć o okrutnej zimie caratu i o krwawem lepkiem jesiennem błocie bolszewizmu, zapomniano o wiośnie, która, jak „piękna mara senna”, przeszła, przez życie rosyjskie. Manifest, proklamujący niepodległą Polskę był jednym z tych kwiatów, które z bajeczną szybkością zakwitły na glebie rosyjskiej, zoranej przez pierwszą rewolucję wiosenną, a które, ścięte listopadowym przewrotem i jednej zimy nie przetrwały, lecz wszakże, choć krótko, istniały.¹”

Ten owoc, ten kwiat, miał pewną wartość, określoną w zapisach Traktatu Wersalskiego². To odniesienie do deklaracji rządu Rosji wymazywane było i jest z pamięci zbiorowej. Rzecz jednakże nie była błahą w 1919 roku, gdy dyskusyjną jeszcze sprawą było, czy Polska znaleźć się miała w gronie państw zwycięskich, czy przegranych w I wojnie światowej. Najbardziej znany czyn Polaków – Legiony Piłsudskiego – jednoznacznie lokował nasz kraj w gronie sprzymierzeńców Niemiec i Austrii. Dla tryumfującej koalicji bezdyskusyjny był wkład Rosji; zwłaszcza we Francji pamiętano, że przynajmniej dwukrotnie, w 1914 i w 1916 roku, bohaterstwo Rosjan uratowało Paryż. Zatem stanowisko Rosji, choć fizycznie nie istniejącej w 1919 roku, miało istotny wpływ na sprawę polską w Wersalu. Słusznie dziś się wskazuje, że odzyskanie Niepodległości przez Polskę było wynikiem nieskoordynowanych, lecz uzupełniających się różnorodnych działań: aktywistów, pasywistów, zwolenników orientacji na państwa centralne i na walczącą z nimi koalicję aliantów. Śmiało więc możemy uwzględnić w tym też trud rusofilów.

Punkt widzenia zależny jest i był od miejsca siedzenia. Stąd także różnorodność postrzegania Rosji; inna była w Galicji, inna w Królestwie Polskim, inna wśród Polaków zamieszkałych na tzw Ziemiach Zabranych (dawne Wielkie Księstwo Litewskie). Automatycznie wskazuje się Dmowskiego jako okaz rusofilii, zapominając, że temu politykowi można przypisać kopiowanie wzorców nacjonalizmu niemieckiego, fascynację kulturą angielską, a nawet – przejściowo – japońską, w żadnym jednak wypadku nie okazywał sentymentu do kultury rosyjskiej. Dla niego orientacja na Rosję była wynikiem kalkulacji politycznej.

„Osobiście wiele pracy włożyłem w poznanie i zrozumienie Rosji, uważając to za jeden z pierwszych obowiązków ludzi, chcących kierować polityką polską. Nauczyłem się na stosunek nasz do Rosji patrzeć w perspektywie dziejowej, ze spokojem, w którym myśli politycznej nie zamącają namiętności, wytworzone przez przeszłość i podsycane stale do ostatnich czasów przez politykę rosyjską względem Polski, o ile ją można było nazwać polityką. Umiałem z szacunkiem patrzeć na to, co było w Rosji dobre i wielkie, i szukać przyczyn tego, co było złe, małe, co było zgubne nie tylko dla nas, ale i dla niej samej. Zdaniem mojem, było rzeczą niegodną naszego narodu oburzać się jedynie na krzywdy, protestować przeciw nim i albo czekać na zmianę postępowania Rosji, albo też ślepo dążyć do jej zguby, chociażbyśmy sami mieli razem z nią zginąć. Obowiązkiem naszym było mieć swoją względem Rosji politykę, politykę rozumną, zwalczającą w niej to, co dla nas było szkodliwe, ale umiejącą szczerze i uczciwie poprzeć to, co było z korzyścią dla naszej sprawy. Z tego stanowiska patrząc, doszedłem do przekonania, że dla Polski zguba Rosji wcale nie jest potrzebna, że przeciwnie, dla nas konieczne jest istnienie Rosji zdrowej, silnej, rozwijającej się pomyślnie na zasadach, wspólnych wszystkim narodom europejskim. Byłem przekonany, że z taką Rosją będziemy mogli żyć w normalnych stosunkach sąsiedzkich, a nawet widziałem wiele powodów, które nakażą i nam, i jej stosunek przyjazny.³”

Nie sentyment, lecz taka kalkulacja polityczna lidera endecji zderzyła się z romantycznym insurekcjonizmem Piłsudskiego, widzącego w walce z każdą formą Rosji jedyną drogę do niepodległości. Rusofilizm jednak to nie kalkulacja, nie strategia polityczna, lecz rodzaj uczucia. I znów muszę tu przywołać morał o punkcie siedzenia. Zabory trwały zbyt długo by nie wytworzyć zmian w świadomości. Dla wielu Polaków Rosja była drugą Ojczyzną, tak jak dla mieszkańców Galicji ojczyzną była zarówno „wymodlana” Polska jak i istniejące Austro-Węgry. Nawet w Poznańskim, gdzie celowo „sekowano” i „niemczono” Polaków nie brakło chętnych do kariery w strukturach państwa pruskiego. Nie da się tego traktować w kategoriach kolaboracji, bo w ówczesnej świadomości fakt, że wielkopolski Bartek walczył pod Sedanem, a Traugutt na Kaukazie, był czymś oczywistym.

Rosja przełomu XIX/XX wieku była innym krajem niż Rosja Mikołaja I. Trwała przyspieszona transformacja gospodarcza; dynamicznie budował się kapitalizm; dla ludzi zdolnych i przedsiębiorczych tworzyły się szanse na awans materialny i społeczny. Na tych samych uniwersytetach, w tych samych środowiskach, kształtowała się klasa inteligencji rosyjskiej i polskiej. Pozytywizm nakazywał wykorzystywać możliwości tworzone, nawet przez wroga, dla rozwoju edukacji, dla przezwyciężenia nieszczęść chorób i głodu. Rusofilizm rodził się nie z miłości do Cara czy jego żandarmów, lecz z poczucia wspólnego interesu, ze wspólnych marzeń o lepszym państwie rosyjskim, umożliwiającym tak Polakom, jak i Rosjanom lepsze życie. To wspólne marzenie przekładało się na aktywność potomków polskich ziemian robiących karierę zawodową w Petersburgu i Moskwie, w miastach od Harbina (wybudowanego przez Polaków) po Kijów. W zaborczej armii rosyjskiej 20% kadry oficerskiej stanowili Polacy (przy 10% udziale w ludności Rosji); polski patriotyzm Dowbora-Muśnickiego wyrażał się także dumą z awansu na stopień generalski, uzyskanego własną pracą i uzdolnieniami. Polakami, a zarazem lojalnymi wobec państwa Rosjanami, byli potentaci przemysłowi, tacy jak np. rodzina Koziełł-Poklewskich, właściciele hut na Uralu, królowie „syberyjskiej wódki” i i syberyjskiego transportu rzecznego. Jednocześnie Żydem, Polakiem i Rosjaninem był przedsiębiorca z Królestwa, dla Polaków Jan Gotlieb, dla Rosjan Iwan Selimowicz Bloch, którego dzieło o przyszłej wojnie stało się „Biblią pacyfistów”, wpływającą bezpośrednio na pokojowe inicjatywy Mikołaja II w czasie konferencji w Hadze. W środowisko rosyjskie wtopił się, a jednocześnie służył Polsce, Władysław Żukowski, pochodzący z Wołynia, dyrektor Briańskich Zakładów Przemysłowych oraz Petersburskiego Towarzystwa Ubezpieczeniowego, a zarazem polski poseł z guberni piotrkowskiej do III Dumy. Swój autorytet i pozycję wiceprezesa Rady Przedstawicieli Przemysłu i Handlu w Petersburgu wykorzystał Żukowski, by rosyjski wielki biznes przekonywać do konieczności zgody na polityczną autonomię Królestwa Polskiego.

Rusofilizm polski adresowany był do kręgów rosyjskiej, liberalnej inteligencji. Dla niej anachronicznym i antyrozwojowym wydawał się model samodzierżawia. Przedsiębiorcy chcieli wolności gospodarczej jak w Stanach Zjednoczonych, inteligencja marzyła także o wolności politycznej jak w Stanach Zjednoczonych… Nie jest tak, że jakiś determinizm historyczny odbierać musi ludziom marzenia o wolności; nie ma narodu skazanego i przyzwyczajonego do życia pod knutem despoty… Jest obraźliwą formą rusofobii przyjmowanie, że Rosjanie skazani są na carskie samodzierżawie, że nie dorośli, nie dojrzali do demokracji. W końcu taki sam brak dojrzałości można by zarzucić Niemcom w czasach bismarckowskich, czy Francuzom w dobie dyktatury Napoleona III. Rosja w początkach XX wieku mogła być na dobrej drodze, by stać się euro-azjatyckimi Stanami Zjednoczonymi. Taką też dla niej wizję miał Aleksander Lednicki, kolejny rusofil pragnący pogodzić dobro dwóch swoich Ojczyzn: wymarzonej Polski i istniejącej realnie Rosji.

„Urodzony w Mińsku Litewskim, w środowisku niezamożnej szlachty polskiej, Aleksander Lednicki wcześnie przyswoił sobie kulturę rosyjską. Ale myśmy wiedzieli, że był on zawsze gorącym patriotą polskim i na tym szczęśliwym skojarzeniu dwóch kultur oparta była przyjaźń ze ścisłym kołem moskwiczan, reprezentujących elitę rosyjskiej inteligencji. Do tego koła należeli książęta Paweł i Piotr Dołgorukowowie, książęta Eugeniusz i Sergiusz Trubieccy, wybitni działacze polityczni Pietrunkiewicz, Rodiczew i prof. Kokoszkin, ks. Dymitr Szachowski, Wł. Nabokow i inni. Wszyscy oni w tym czasie, gdy Lednicki rozpoczął swą ożywioną działalność na polu współpracy polsko-rosyjskiej, czyli na początku XX stulecia, byli już związani między sobą łącznością polityczną, po pierwsze jako działacze ziemstw i przyszli organizatorzy tzw. zjazdów ziemskich w roku 1904-5, po wtóre jako członkowie Związku Wyzwolenia, tego pierwszego rosyjskiego na poły tajnego związku politycznego. Jego prawe skrzydło utworzyło w październiku 1905 roku pierwszą jawną partię polityczną Wolności Ludu czyli konstytucyjno – demokratyczną (K. D.).⁴”- pisał o nim Paweł Milukow, założyciel i przewodniczący partii konstytucyjno-demokratycznej, w 1917 roku minister spraw zagranicznych Rosji.

Żonaty z Rosjanką, choć pochodzącą od starolitewskiego rodu, Marią Odlanicką-Poczobutt Kriwonosow, Lednicki zyskał sławę jednego z najlepszych adwokatów moskiewskich. Jego salon był otwarty zarówno na rosyjskich, jak i polskich opozycjonistów (ponoć udzielił pomocy uciekającemu z Syberii Dzierżyńskiemu); spełniał w Moskwie podobną rolę wobec opozycji różnych narodowości, jak w latach 70-tych XX Jan Olszewski w Warszawie wobec polskiej opozycji. Angażował się w przeróżne, polskie inicjatywy, w tym pomoc dla Polaków mieszkających na Śląsku Cieszyńskim; ale w nie mniejszym stopniu utożsamiał się z tym nurtem opozycji rosyjskiej, która dążąc do demokracji odrzucała nacjonalizm.

W kwietniu 1905 roku organizując niezależny zjazd polsko-rosyjski w Moskwie (stronie rosyjskiej przewodniczył prof. Uniwersytetu Moskiewskiego D.U. Anuczyn, stronie polskiej prof. Uniwersytetu Jagielońskiego Marian Zdziechowski), argumentując za przyjęciem uchwały wspierającej polski postulat autonomii mówił: „Trafnie powiedział Rodziczew, wskazując, że narody rosyjski i polski są związane tylko jednością przykucia. Lecz przykucie to niepewny środek przytrzymania. Nie ma takiego łańcucha, którego by nie było można stargać. Jeden jest tylko nierozerwalny, najsilniejszy pierwiastek łączności, a tym jest interes wzajemny. Jeśli stworzycie takie warunki, które zadowoliłyby naturalne dążenia kulturalnego narodu, wtedy będziecie mogli spać spokojnie. (…) W obecnym czasie istnieje uprzedzenie z obydwóch stron, wskutek złej i niedostatecznej znajomości między nami. Naród rosyjski w większości wypadków zna naród polski z wiadomości podawanych przez rosyjską prasę zachowawczą, która sobie za cel postawiła przekręcanie faktów i to, żeby być służką pożądliwości niemieckich, szczuć naród słowiański w imię… miłości słowiaństwa; zna go wreszcie z tych „żywych” źródeł, od przedstawicieli tej licznej biurokracyi, która zalała polskie gubernie i która, z wyjątkiem kilku światłych jednostek, będąc nastrojoną wrogo względem ludności kraju, nie znajdowała przyjaznego dla siebie usposobienia w społeczeństwie polskiem⁵”.

W 1905 roku marzenie o niepodległości uważane było jeszcze za nierealną mrzonkę; autonomia dla Królestwa wydawała się dla ogółu sił politycznych w Polsce realnym maksimum. O roli Lednickiego świadczy pozycja jego jako posła w I Dumie, przypomniana przez Milukowa: „Wybrani z pewnych okręgów, a nie od poszczególnych narodów, posłowie ci rozmieścili się według swych frakcyj, ale niezależnie od swej partyjnej przynależności utworzyli wkrótce odrębny klub, który przyjął nazwę „Związku autonomistów“. Znaczenie Lednickiego wyraziło się tutaj w tym, że został on wybrany na prezesa tego Związku. Do Związku tego przystąpiło blisko 120 posłów (gdy wszystkich członków pierwszej Dumy było na początku 448, a pod koniec 478, w tej liczbie 51 Polaków, 74 Ukraińców i Białorusinów, 265 Wielkorusów i 58 innych narodowości). Lednicki chciał nazwać ten klub „Związkiem federalistów”, ale z powodu braku zgody na to między uczestnikami (grupy kozackie zadowalały się nawet „samorządem ziemskim”), trzeba było się ograniczyć do terminu „autonomii”. Program związku, przyjęty 11 maja, opierał się na pojęciu jednostki „terytorialnie narodowej… ale dla prowincyj (obłastiej) dopuszczał szeroki samorząd prowincjonalny⁶”.

Dążenie do autonomii nie oznaczała wyrzeczenia się marzeń o niepodległości Polski. To, co wydawało się mrzonką w 1905 roku, dziewięć lat później stawało się programem realnym. Znów tu odwołać się można do słów rosyjskiego demokraty. „Jako pierwszy płomyk wśród ciemności dla zwolenników polsko-rosyjskiego porozumienia zabłysł 1/14 sierpnia 1914 roku manifest wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza, naczelnego wodza. Pierwsze wiersze tej odezwy, napisanej przez sympatyka słowianofilów ks. Grzegorza Trubieckiego, młodszego brata Sergiusza i Eugeniusza, przy współudziale Piotra Struwego, jaskrawo podkreśliły pierwszą część stającego przed Polakami zadania. „Wybiła godzina, kiedy przekazane wam w dziedzictwie przez ojców i dziadów waszych marzenie może się ziścić. Półtora wieku temu żywe ciało Polski zostało rozdarte na strzępy. Ale nie zgasła jej dusza… Niechaj będą starte granice, rozcinające na części naród polski”. ⁷”

Uczestniczące w wojnie wielkie mocarstwa grały na polskich uczuciach. Tym bardziej istotnym było, by do idei polskiej niepodległości przekonać opiniotwórcze elity, by za ich pośrednictwem przekonać „zaborczy naród”. Pisał o tym Leon Kozłowski, współpracownik Lednickiego. „Tak Rosjanom dużo trzeba było mówić o Polsce, i przez te trzy lata wojny tyle powiedziano, że Rosjanie dowiedzieli się w ciągu tego czasu więcej o Polsce, niż w przeciągu stu lat przymusowego współżycia polsko-rosyjskiego. Rosjanie zaczęli zaznajamiać się z Polską w chwili, kiedy już trzeba było z nią się rozstać: tak jednakże i w życiu jednostek się zdarza. A znajomość ta w ostatniej chwili to zrobiła, że z Polską Rosja rozstała się nie z tak przykrem uczuciem, jakie wywołała w niej utrata innych kresów. Rosjanin prędzej i łatwiej pogodził się z myślą o niepodległości Polski, niż z myślą o niepodległości Litwy, Estonji a nawet Finlandji. Ta więc szeroka propaganda, o której mówiliśmy dotąd, ułatwiała drogę dla tej więcej ścisłej propagandy politycznej, do której przechodzimy. (…) Tu, w salonach Lednickiego Moskwa spotykała się z Warszawą. Tu na zebraniach towarzyskich lub dyskusyjnych w gronie więcej ścisłem i poufnem lub też w szerszeni kole przed audytorjum rosyjskim występowali w charakterze prelegentów, mówców lub prosto uczestników zebrania wybitni polscy uczeni, literaci, działacze społeczni. (…) A z Rosjan? Rosję na tych zebraniach reprezentowała ta właśnie według określenia Milukowa „skromna opozycja”, która po przewrocie stanęła u steru władzy, a która wówczas już posiadała w życiu społecznem wielkie wpływy i znaczenie.⁸”

Swoistym fenomenem stało się powołanie w 1915 roku z udziałem Rosjan Towarzystwa Przyjaźni Niepodległości Polski. Sympatie propolskie pozwoliły także Lednickiemu zorganizować na masową skalę pomoc dla przebywających w Rosji Polaków, zmuszonych do wyjazdu z Królestwa. Komitet pomocowy tylko w okresie od 1 sierpnia 1915 do 1 sierpnia 1916 roku uzyskał na ten cel 4,3 mln rubli, w tym ok. 2 mln przeznaczył komitet dobroczynny W.Ks. Tatiany, 1,9 mln Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, resztę stanowiła dotacje miast i osób prywatnych. Komitet w tym okresie objął opiekę 146 tys osób, finansował 59 szkół podstawowych dla 5 699 dzieci, 9 szkół średnich dla 1367 uczniów, 72 schroniska dla 4 tys osób, 33 kursy dla dorosłych dla 741 uczestników.

Odezwa W.Ks Mikołaja Mikołajewicza, nie byłą deklaracją w imieniu państwa. Ale w 1914 roku ani Austria ani Niemcy nie zdobyli się na podobny gest. Dopiero w listopadzie 1916 roku, w rozpaczliwym poszukiwaniu rezerw na dalsze prowadzenie wojny, zdecydowali się podnieść stawkę ogłaszając niepodległość Królestwa Polskiego, ale zawężonego do obszaru zaboru rosyjskiego i pod protektoratem mocarstw centralnych. Lednicki ten fakt przywitał odezwą do Rosjan, by „wyrwać sztandar wolności z rąk niemieckich”. Pisał, gdy marcowa rewolucja 1917 roku otworzyła nowe możliwości:
„Niepodległość Polski nie jest w sprzeczności z jakiemikolwiek bądź interesami państw zachodnich Koalicji, raczej im służy, dogadza, podważając potęgę militaryzmu pruskiego i tworząc poważną podstawę dla równowagi europejskiej. Pozostaje Rosja. Słowianofile rosyjscy, nie ich epigonowie, co w morzu rosyjskiem zlanie się wszystkich strumieni słowiańskich widzieć pragną, ale tej miary, co Aksakow, Danilewskij, rozwiązanie sprawy polskiej, jako sprawy słowiańskiej, widzieli jedynie w odbudowaniu niezależnego państwa polskiego. W ich rozumowaniu dużą rolę odgrywały pobudki moralne. Uważając rozbiór Polski za zbrodnię, dla celów niemieckich, sprzecznych z interesami Rosji, nad narodem bratnim dokonaną, pragnęli zmazania jej: restytucji w imię wyższych wskazań etyki i sprawiedliwości. Będąc jednak wielkimi patrjotami rosyjskimi, tem chętniej wysuwali konieczność wskrzeszenia Polski, że nie widzieli istotnej przeszkody ku temu ze strony Rosji. Poeci rosyjscy pół wieku temu witali, jak feniks z popiołów powstającą, Polskę. Mamy i dziś wielu przyjaciół w Rosji, ludzi prawdziwie oddanych wielkiej idei wolności i braterstwa ludów. (…) Rewolucja rosyjska, usuwając caryzm z jego bezwzględnym biurokratyzmem, tych wspólnych wrogów, jak Polaków, tak i ludu rosyjskiego, zniszczyła tamę nienawiści za krzywdy narodowe ze strony Polaków – a zupełnej ignorancji i fałszywego pojęcia, wytworzonego oświetleniami rządu, – ze strony Rosjan; burzące się za tamami fale dwóch narodów, zerwawszy je, spłynęły wolne, a płynąc w jednym kierunku i do jednego celu wolności i równości, doszły do całkowitego zrozumienia, ponieważ interesy Polski i Rosji mają nader mało kwestji spornych, co jest silnem przeciwstawieniem do interesów niemiecko-polskich. Knut caryzmu nie zabił ducha rosyjskiego, lud rosyjski zrzucił z siebie jednym mocnym ruchem dawne ubóstwianie władzy autokratycznej i jednem z pierwszych dzieł rewolucji było spotkanie się wyciągniętych przyjaźnie dłoni polskiej i rosyjskiej. Lud rosyjski, poznawszy Polaków, podczas wojennych przemarszów przez Polskę na Niemców i spotkawszy zamiast oczekiwanej pogardy i nienawiści wszędzie, czy to w pałacach, czy chatach pomoc i przyjaźń, a wśród cierpień od ran bojowych – pełną poświęcenia i zaparcia się dla ulżenia niedoli siostrę miłosierdzia – Polkę, zrozumiał, jak źle i fałszywie sądził Polaków, zrozumiał, że jednako nieszczęśliwe są oba narody. Przy poznaniu się wspólnem widział, że wolna Polska konieczną jest dla wolnej Rosji i że tylko Polska może być złotem ogniwem, łączącem wolność demokratyczną Rosji z Europą⁹”

Efektem tej argumentacji był manifest Rządu Tymczasowego, napisany przez przyjaciela Lednickiego Pawła Milukowa. „Rząd Tymczasowy za pewną gwarancję trwałego pokoju w przyszłej odnowionej Europie uważa stworzenie niepodległego państwa polskiego, utworzonego ze wszystkich ziem, zamieszkałych przez ludność w większości polską. Połączone z Rosją wolnym sojuszem wojennym, państwo polskie będzie mocną tamą przeciw naporowi mocarstw centralnych na Słowiańszczyznę. Wyzwolony i zjednoczony naród polski sam ustanowi swe formy państwowe, wyraziwszy swą wolę za pośrednictwem konstytuanty, zgromadzonej w stolicy Polski i wybranej przez głosowanie powszechne. Rosja wierzy, że narody połączone z Polską przez wieki wspólnego pożycia, otrzymują przy tym trwałe podstawy dla swego istnienia obywatelskiego i narodowego.¹⁰”

Ten manifest przywołany został na Konferencji Wersalskiej jako jeden z fundamentów nowego, niepodległego państwa polskiego. Milukow wyrażał opinię, że była to: „jedyna, czysto moralna podstawa do żywienia nadziei, że te dezyderaty będą usłyszane przez Polaków, wypływała z identyczności politycznego nastroju rosyjskich i polskich partii politycznych, które doszły w dobrej zgodzie do danego rozwiązania sprawy. (…) Tym życzeniem i my moglibyśmy zamknąć kwestię… gdyby historia zatrzymała się na pierwszych miesiącach rosyjskiej rewolucji. Stało się jednak inaczej. Dzieje rosyjsko-polskich stosunków nie poszły tym i drogami, na jakie liczyliśmy i my, i Lednicki.¹¹”

Była krótka wiosna rosyjskiej demokracji, niestety liberalne elity nie znały swojego narodu, ani nie wykazały determinacji w obronie wolności. Miliony Rosjan walczyły i umierały za Cara, za demokratyczną Rosję nie chciano oddać swego życia. Porównać można jesień 1917 roku w Rosji z jesienią 1918 roku w Niemczech. W Niemczech po obaleniu cesarstwa rządzący socjaldemokraci nie zawahali się sięgnąć po przemoc w obronie demokracji, w imię ochrony wolności rozstrzelano Liebknechta i Różę Luksemburg; we krwi utopiono rewolucję bawarską. W Rosji Kiereński, dysponując dowodami zdrady państwa, nie odważył się rozstrzelać Lenina i innych pasażerów „szwajcarskiego pociągu”, nie odważył się nawet bronić siedziby rządu przez zrewoltowanym motłochem.

Dla Lednickiego rewolucja bolszewicka była aktem zniszczenia Rosji. Rosja Lenina nie była dla niego kontynuatorką ani Rosji Carów ani Rosji Demokratów; była barbarzyńskim anty-państwem. Uciekając z Moskwy do Warszawy pozostał wierny swej rusofilii i w imię tej idei był zdecydowanym antybolszewkiem. W Warszawie traktowano go jak dinozaura, epigona „starej epoki”; jak głos antyczny traktowano publicystykę wydawanego przez niego pisma „Tydzień Polski”. Był bowiem jego rusofilski antybolszewizm czymś egzotycznym na gruncie nowego państwa. Tu spierała się real-polityka Dmowskiego z antyrosyjskim romantyzmem piłsudczyków. Dla Dmowskiego i jego epigonów upadek Rosji był korzystny dla Polski, pozwalał budować jej silną, narodową pozycję.

Dla piłsudczyków każda Rosja była „odwiecznym” wrogiem, więc trzeba sekundować tym, którzy skuteczniej ją osłabią. Jako pierwsi brutalnie zaatakowali Lednickiego epigoni Dmowskiego. W serii tekstów w „Myśli Niepodległej” zarzucono mu renegactwo narodowe, kolaborację z wrogiem, utrudnianie realizacji polskiej polityki niepodległościowej. Zarzuty oddalił powołany na prośbę Lednickiego honorowy Sąd Obywatelski, w skład którego wchodzili zasłużeni dla polskości obywatele, w tym Stefan Żeromski, hr. Władysław Tyszkiewicz, prof. Antoni Sujkowski. Werdykt sądu honorowego nie przeszkodził Zygmuntowi Wasilewskiemu w wydaniu paszkwilanckiej broszury, w której wzywał Lednickiego do pokuty za grzechy rusofilstwa.

Równie trudne były spory z piłsudczykami; adwokat też nie szczędził ostrych słów krytyki polityce tego obozu. Pisał, komentując sojusz Piłsudskiego z Petlurą: „Pokój z Polską nie leży w zamiarach Rosji sowieckiej, bo Polska ta przez sam fakt swego istnienia i organizowania się na zachodnio-demokratycznej podstawie staje się śmiertelnym wrogiem pseudosocjalistycznego rządu, utrzymującego się na powierzchni czerwonym terrorem. Zgodne współżycie polsko-bolszewickie jest nie do pomyślenia, a skoro tak, to jest wskazana zdecydowana antysowiecka polityka (…) Jeżeli dla własnego interesu musimy zwalczać bolszewików, budować Ukrainę, to ten sam interes narodowy każe nam uwzględnić żywotne interesy rosyjskie, znaleźć ich rozgraniczenie z naszemi interesami i nie dopuścić, by idea federacyjno-demokratyczna była realizowana nie naszemi rękoma z uwzględnieniem naszych potrzeb, lecz rękoma naszych wrogów, przeciwko nam. (…) Prawosławna Ukraina ciążyć będzie do prawosławnej Rosji nie tylko pokrewieństwem religijnem, ale swym kompleksem gospodarczo-ekonomicznym. Potęgowanie jej odrębności leży niewątpliwie w naszym interesie, by uniemożliwić wytworzenie się w przyszłości zcentralizowanej Rosji. Budowanie jednak na tej odrębności wielkich planów federacyjnych jest duża stratą sił i energji.¹²”

Jeszcze ostrzej atakował Traktat Ryski: „I bezstronny obserwator naszego życia politycznego odnajdzie w niem niemało cech znamiennych tej psychiki: oślepiający pył półprawd pomieszanych z fałszem, fikcje przyjmowane za prawdę, kształtowanie faktów w zależności od celów partyjnych, niechęć spojrzenia prawdzie w oczy i nazywania rzeczy po imieniu. Ten sam duch fikcyj, który unosił się nad Paryżem, – gdzie zebrali się w roku 1919 delegaci z całego świata, by tworzyć nowy porządek po wojnie światowej, panował i w Rydze, gdzie nasi delegaci zjechali się z bolszewikami, by położyć kres wojnie Polski z bolszewikami, ten sam duch panował i w Sejmie, który ratyfikował traktat pokojowy Polski z sowietami (…) Ale do jakiego stopnia trzeba uwierzyć w fikcję, którą się przyjmuje za prawdę, aby myśleć, że nasz układ z sowietami przez to, że nazywa się „Traktatem pokoju między Polską a Rosją i Ukrainą” jest rzeczywiście rozstrzygnięciem sporu naszego z Rosją i Ukrainą, że to one, Rosja i Ukraina przemawiały do nas w Rydze przez usta Joffego. I w to chcemy wierzyć wówczas, gdy zewsząd z zagranicy dochodzą do nas głosy organizacyj i rosyjskich i ukraińskich, protestujących przeciwko pokojowi Ryskiemu, a z głębi Rosji i Ukrainy dochodzą echa powstań ludu usiłującego wciąż zrzucić znienawidzone i zohydzone rządy bolszewickie. Rola, w jakiej występuje nieszczęśliwa Ukraina w naszej wojnie i w naszym pokoju z bolszewikami była potrzebną dla tego fałszowania faktów i wydawania fikcyj za prawdę (…) Pokój jest zawarty między Polską a Rosją i Ukrainą, tak jak gdyby w wojnie tej po jednej stronie stała Polska, a po drugiej Rosja i Ukraina. My zaś z Ukrainą zawieraliśmy sojusz dla wojny z bolszewikami i występowaliśmy w obronie jej niepodległości. I jeżeli pewien odłam prasy naszej usiłował wojnie z bolszewikami nadać charakter wojny z Rosją, co nie znalazło jednakże uznania ani większości w społeczeństwie, ani w rządzie, to o wojnie z Ukrainą nikt z nas nie myślał w roku 1920. Wychodzi zatem, że zawarliśmy pokój nie z tym, z kim prowadziliśmy wojnę.”

Piłsudski zdobył się na słowa przeprosin wobec ukraińskich sojuszników zdradzonych w Rydze. Ale nie Piłsudski, lecz Lednicki zaprotestował publicznie przeciwko upokorzeniu Polski, gdy na sygnał oburzenia sowieckiego, rząd naszego państwa wydalił przywódców rosyjskiej i ukraińskiej emigracji, w tym sojuszników w wojnie 1920 roku: Semena Petlurę i Borysa Sawinkowa.

Rola rusofila w społeczeństwie niepodległej Polski była rolą politycznego autsajdera. Szanowany przez Rosjan, Gruzinów, Ukraińców, Litwinów, Łotyszy, wśród swoich czuł się jak obcy. Postępująca depresja, ból odczuwany nowymi demagogicznymi zarzutami¹³, doprowadziły Lednickiego do ostateczności. 11 sierpnia 1934 roku popełnił samobójstwo.

1 Leon Kozłowski „Rewolucja rosyjska o Niepodległość Polski. Geneza aktu 30 marca”, Warszawa 1921 s. 12
2 W preambule Układu między Polską a Mocarstwami Sprzymierzonymi z 28 czerwca 1919 r czytamy: „Wobec tego że Mocarstwa sprzymierzone i stowarzyszone dzięki powodzeniu swojego oręża przywróciły Narodowi Polskiemu niepodległość, której był niesprawiedliwie pozbawiony; Wobec tego że Rząd rosyjski odezwą z 30 marca 1917 roku zgodził się na przywrócenie niepodległego Państwa Polskiego; Że Państwo Polskie, faktycznie sprawujące teraz zwierzchnictwo nad częściami dawnego Cesarstwa Rosyjskiego, zamieszkałemi w większości przez Polaków, już zostało uznane przez Główne Mocarstwa sprzymierzone i stowarzyszone jako Państwo zwierzchnicze i niepodległe; Wobec tego że na zasadzie Traktatu Pokoju, zawartego z Niemcami przez Mocarstwa sprzymierzone i stowarzyszone, Traktatu podpisanego przez Polski; niektóre terytoria dawnego Cesarstwa Niemieckiego będą wcielone do terytorjum Polski”za https://www.prawo.pl/akty/dz-u-1920-110-728,16880554.html
3 Roman Dmowski „Polityka polska i odbudowa państwa polskiego”, Warszawa 1925 s. 104
4 Paweł Milukow „Aleksander Lednicki jako rzecznik polsko-rosyjskego porozumienia”, Warszawa 1939
5 Aleksander Lednicki „Mowy polityczne” T I „Przed zwołaniem Dumy”, Kraków 1906 s. 22 i 26
6 Milukow P. s. 16
7 op.cit 26
8 L. Kozłowski s 26
9 Aleksander Lednicki „Z lat wojny. Artykuły, listy, przemówienia 1915-1918”, Warszawa 1921 s. 225 i 271
10 Milukow s. 36
11 op.cit 43-44
12 Aleksander Lednicki „Nasza polityka wschodnia”, Warszawa 1922, Refleksje polityczne s. 22
13 Oskarżono go, że jako adwokat reprezentuje stronę francuską w głośnym procesie żyrardowskim

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.