Spółki Miejskie

Babcia Ezoteryczna. Eustachy Rylski

Dodaj komentarz

Katarzyna Urbanowicz

Eustachy Rylski

Zawsze sądziłam, iż polskim pisarzem, zasługującym na Nobla (nawet bardziej niż Tokarczuk) jest Eustachy Rylski, do czasu, dopóki ktoś nie powiedział mi: „A kto w ogóle o nim słyszał?”

Faktycznie, ja też usłyszałam lata temu przez przypadek i przez przypadek przeczytałam jego pierwszą książkę „Stankiewicz. Powrót” – składankę z dwóch króciutkich powieści, która wrzuciła mnie, starzejącą się kobietę, matkę, borykającą się w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku z kolejkami po kartkowe mięso, którego zawsze było dla rodziny za mało, z wymaganiami zaocznych studiów i nieco już zleżałym intelektem, z własnym ciałem, odmawiającym posłuszeństwa w najbardziej newralgicznych momentach i innymi problemami dnia codziennego.

Któż pomyślałby, że mogą porwać mnie wewnętrzne rozterki syna carskiego oficera z tożsamością, zdradą rodzinnych ideałów i życiowym powołaniem? Ojczyznę to ja miałam wówczas gdzieś, walczyłam o przetrwanie i tyle.

Miałkość ludzi, którzy wówczas mnie otaczali i za najważniejsze zadanie życiowe uważali wyjście na szersze wody z własnym nieudacznictwem w komplecie, odstręczała mnie od idealizmu. Nie przeczuwałam wówczas, że rewolucje robią nie wspaniałe i szlachetne jednostki (które tylko trafiają się tu i ówdzie), ale dekownicy, węszący okazje, przekręciarze i ci, którym paliła się ziemia pod nogami lub których głupio ciągnęło na krawędzie zguby.

Cała ta burza Solidarności w zetknięciu z powszechnym marazmem i czymś, co nazywano ładnie „emigracją wewnętrzną” nałożyła się na osobiste, niemiłe doświadczenia kobiety czterdziestoletniej, która traci siły i napęd do życia stając się przezroczystą nie tylko dla przechodniów, ale i dla bliskich. Z wyjątkiem tych, którzy wskazali mi gałąź na pobliskiej topoli, gdzie zawisnę, bowiem odkryłam ich złodziejstwo, a w przeciwieństwie do nich nie dysponowałam siłą solidarnych towarzyszy. Powieści mini ER dawały mi oddech, perspektywę dziejów, w których mogłam zanurzyć się porzucając doraźność, bieżączkę i problemy bytowe.

W ciągu ostatnich lat przeczytałam jeszcze jedną powieść ER „Warunek” i dziwiłam się, że tak bardzo jest cicho o polskim pisarzu, w moim przekonaniu najlepszym z żyjących. Uznałam więc, iż jest pisarzem zbyt skomplikowanym, żeby zwykły zjadacz chleba mógł go poznać, smakować i zrozumieć. Gdybym miała przyznawać nagrodę Nobla, wahałabym się między Olgą Tokarczuk a nim.

Za Olgą Tokarczuk przemawiałaby rozległość poruszanej tematyki, odmienność poszczególnych dzieł, bliskie mi kobiece spojrzenie na historię, za Eustachym Rylskim wysiłek, jaki należy włożyć w lekturę, żeby zrozumieć to, co celowo jest niedopowiedziane i co jest odmienne od mojego toku myślenia, a więc ma dla mnie walory kształcące.

Właśnie skończyłam lekturę ostatniej powieści Eustachego Rylskiego „Blask”, która we wnikliwej recenzji Gazety Wyborczej uznana została za nieudaną.

Moje zainteresowanie nią było tym większe, że fascynują mnie i namiętnie staram się poznać przedsięwzięcia nieudane, odnaleźć w nich ten moment, gdy szala przechyliła się na ich drugą, ciemną i przegraną stronę.

Napiszę wyraźnie – mnie przeszkadza odnoszenie się do aktualnej sytuacji kraju, chwilami skażone pewną niewiedzą, którą miał autor w początkach „dobrej zmiany”, niezręcznym kamuflażem i oczywiście uproszczenia, niemożliwe do uniknięcia przy takim spojrzeniu. A także unikanie zbyt czytelnych analogii, zasłanianie się nieszczerym, że to nie tu i nie teraz. W przywołanej recenzji ostateczna diagnoza brzmi:

„Kłopot z nową powieścią Rylskiego polega na tym, że przybrała kształt placka z rodzynkami. Wyobrażam sobie, że te ostatnie będą zawzięcie wydłubywane i konsumowane. Jak na przykład dialog o głowie państwa. Otóż jedna z postaci zauważa, że nie można powołać nowego prezydenta, bo przecież to stanowisko jest już obsadzone. W odpowiedzi słyszy: „Niech pan nie żartuje. Chodzi o kogoś, kto z powierzonej funkcji coś by rozumiał”

Dla mnie kłopotem jest coś innego. W recenzji upraszcza się sprawę odejścia dyktatora, stwierdzając, że umarł, ale śmierć jego nie została ogłoszona. W istocie w „Blasku” on nie umarł, tylko jego obecność rozrzedziła się – cokolwiek rozumieć pod tym pojęciem. Tej wieloznaczności brakuje pisarzowi, gdy przytacza rozmaite wydarzenia – mające źródło w wydarzeniach rzeczywistych lub nie, a zwłaszcza w diagnozach stawianych przez polityków. Moim zdaniem autor zaplątał się w ich sieć, zapominając, że czasami należy iść w opozycji do eksponowanych, zbyt wygodnych poglądów i wytłumaczeń.

O pisarzu można poczytać tu: Eustachy Rylski

Są jednakże dzieła nieudane, których nieudanie zawiera wiele ważnych spostrzeżeń. Dlatego też przystąpiłam do lektury pewnej bardzo nieudanej mojej pierwszej powieści, która ostała się w bibułkowej kopii maszynopisu… Kto jeszcze pamięta te niebieskie kalki ołówkowe i czarne maszynowe, wyliczane w biurach co do sztuki w stanie wojennym? Ilu kandydatów na pisarzy musiało je podkradać lub przymilać się do sekretarek? Ile niedocenianych utworów przepadło z powodu zblaknięcia po latach?

Zmęczona nieudacznikami wracam do innych lektur. Ostatnio w ramach poznawania noblistów zaczęłam czytać dzieła noblisty z 2017 roku – Kazuo Ishiguro, a właściwie czwartą jego książkę: „Niepocieszony”.

Jestem rozczarowana i niepocieszona. Poetyka sennego koszmaru nie jest niczym nowym w literaturze, nie po raz pierwszy bohater nie wie gdzie jest, nie wie po co przyjechał i czego od niego oczekuje otoczenie, w dodatku nieznane osoby okazują się jego bliskimi: partnerką, dzieckiem, ojcem partnerki itp. Powieść jest niesłychanie nudna, przegadana, jak wszystkie spotkane przez bohatera osoby dyskutujące, a właściwie przeżuwające jakieś strzępy głupawych spostrzeżeń. Mnie nasuwa skojarzenia z pamiętnikiem zakochanej nastolatki obserwującej każde poruszenie, wygląd i słowo chłopaka. Po kilku stronach taki tekst już niczego nowego nie wnosi do naszej wiedzy o świecie, w którym ma miejsce akcja i do wniosków wysnuwanych przez autora. Przeczytałam 305 stron i załamałam się – przede mną jeszcze 253, nie wiem czy podołam. Zawsze preferowałam oszczędność słowa i drażni mnie nadmierna gadatliwość.

Pocieszam się, że nieudana powieść Rylskiego więcej wnosi do mojej wiedzy o świecie, niż nieudana powieść uznanego noblisty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.