Spółki Miejskie

Herzliya. Ania – Szoszana Kliger – cud ocalenia 3 listopada na Majdanku…

Dodaj komentarz

Halina Birenbaum

Przedruk z mojej książki „Wołanie o pamięć” Wydawnictwo Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, Halina Birenbaum

Ania-Szoszana stoi przy mnie, mała, czarnulka

W ciągu dwóch tygodni jeździliśmy po Polsce. Po czterdziestu latach odbywaliśmy swą daleką wyprawę w przeszłość. Zaczęło się od pełnego napięcia spotkania grupy w biurze turystycznym, gdzie wysłuchaliśmy w skupieniu wszelkich szczegółów dotyczących tej podróży. Potem nastąpiła nieprzespana noc i wielka trema na lotnisku. „Reise Fiber”…

Walizki, torby, zamyślenie na twarzach, poruszenie. W grupie przeważnie ludzie starsi, małżeństwa lub samotni. Nie znałam tu nikogo. Głowa była przepełniona myślami – tyle wspomnień, pytań! Wszystko było niewiadome lub może wiadome zbyt dobrze…

Mała, szczupła kobieta o gładkich, ciemnych włosach w skromnym odzieniu bez jakichkolwiek ozdób, przyciągnęła moją uwagę jeszcze w biurze w Tel Avivie. Miała duże oczy i zaciśnięte wargi. Wciąż paliła papierosy. W Warszawie poznałam bliżej niektórych członków naszej grupy. Jednak moje zainteresowanie nie skupiło się na nich. Wchłaniałam w siebie Polskę, tą dawną w dzisiejszej, co wypełniło mnie całkowicie. Ulice Warszawy, widoki dawno niewidziane, wyryte na zawsze w pamięci – obozy. Nie tylko ja tak… Dwa tygodnie w Polsce minęły jak chwila i jednocześnie wiek doznań.

Ostatniego dnia przed powrotem do domu byliśmy w teatrze żydowskim, a potem siedzieliśmy wszyscy razem w barze Hotelu Europejskiego. Nie wystarczyło mi polskich pieniędzy na zapłacenie przewodnikowi za bilet do teatru. Kobieta z odwiecznym papierosem w ustach, niewiele myślała o „sprawach finansowych” w tej podróży, i nie pośpieszyła się, jak inni wyzbyć się polskiej waluty… Wyłożyła na mój bilet. Zapewniłam z wdzięcznością, że zwrócę jej, gdy przyjedziemy do domu. Nie chciała słyszeć o tym. Poślę jej swą książkę, pomyślałam, i poprosiłam o adres w Izraelu.

W drodze powrotnej wypadło nam długo czekać na samolot w Zurychu. Siedziałam na lotnisku w gronie kilku kobiet, wymieniano wrażenia z tej podróży. Przeczytałam fragment moich zapisków. Szoszana, która stała nieopodal, odwróciła się nagle, jakby usłyszała dobrze znany sobie dźwięk. Coś zabłysło w jej oczach. Jakby powiedziała – tak, to jest dokładnie to!… Zdziwiona, że jeszcze ktoś czuje to samo.

Po powrocie do domu przesłałam jej książkę, w której opisałam swe losy w latach Szoa. Szoszana, jak się okazało przeżyła poprzez nią swą własną przeszłość, o której dawno nie mówiła. Odkąd przybyła do kibucu, gdzie stworzyła sobie dom i rodzinę, przestała być Anią Grzędą – stała się Szoszaną Kliger… Nie wspomniała prawie dziejów tej pierwszej, z ul. Freta w Warszawie. Zwierzała się jedynie swemu mężowi, który wyemigrował do Palestyny przed wojną i nie przeżywał okropności okupacji niemieckiej.

On jeden potrafił ją słuchać uważnie – i nie zadawać denerwujących pytań niezrozumienia. Poznała go po wojnie w Europie. W roku 1948 pojechała z nim do Izraela, do jego kibucu, Ramat Hakowesz.

Kiedy Niemcy złapali ją na ul. Niskiej w pobliżu Umschlagplatzu, miała 16 lat. Było to podczas pierwszej „akcji” wysiedleńczej w getcie warszawskim, pod koniec lipca 1942 roku. Zbierali najpierw do wagonów leżących na trotuarach żebraków, chorych, dzieci bezdomne, wygnańców z okolic Warszawy.

Ania schyliła się po tajną gazetkę, która wypadła jej z kieszeni. Przechodzący akurat blisko żandarm niemiecki zauważył… Zaprowadził ją na gestapo, na Aleję Szucha. Pobitą i zmaltretowaną wepchnięto ją potem na Pawiak na „przejściówkę”, a po pewnym czasie na kwarantannę, stamtąd zaś do celi Żydówek nr 15 i nr 8. Równało się to wyrokowi śmierci.

Żydów łapano w tym czasie i wywożono na zagładę do Treblinki – nie za działalność konspiracyjną, za nic. Za to, że urodzili się Żydami. Rodziców i brata Ani wywieźli tam również. Ona nie wie nawet kiedy dokładnie i w jakich okolicznościach. Mieszkali w getcie na ul. Zamenfofa.

Podczas długich miesięcy blokad i łapanek, aż do 17 stycznia 1943 roku trzymali ją na Pawiaku. Zgrzyt przekręcanego w zamku klucza był w ciągu tych strasznych dni stałym zwiastunem śmierci. Drzwi otwierały się czasami, aby wprowadzić nowe więźniarki – albo, żeby wyprowadzić więzionych na rozstrzelanie. Wciąż musiało się być przygotowanym na tą chwilę ostateczną. Serce zamierało w piersi za każdym razem, gdy słyszało się ten zgrzyt w zamku. Śmierć zaglądała w oczy nieubłagalnie. Jednak ominęła ją.

W styczniu wyprowadzono Anię w grupie Polaków z Pawiaka i wywieziono na Majdanek. Zajechali tam nocą. Nazajutrz przeprowadzono w baraku rejestrację. Po kilku dniach zawołano ją na Schreibstube. Znajdowała się tu aufzejerka i tłumacz, Stefan, który zapytał ją czy jest Żydówką. Odpowiedziała twierdząco. Oświadczył, że będzie musiała zostać przewieziona do jednego z obozów żydowskich w okolicy Lublina. Jednak czas mijał, a Ania została na bloku „pawiackim”. Otrzymała także numer z czerwonym winklem, jak polskie więźniarki. Stefan czasem przechodził obok niej, gdy prowadzono jej komando do pracy, spotykali się wzrokiem – ale on milczał. Jakby byli w porozumieniu – posiadali wspólną tajemnicę…

3 listopad 1943 to krwawy dzień (środa) – dzień egzekucji na Majdanku. Niemcy sprowadzili tysiące Żydów z Lublina i okolicy, powyciągali wszystkich więźniów żydowskich z Majdanka i rozstrzelali. Około 18 000 Żydów – mężczyzn, kobiety i dzieci. Ustawili głośniki, włączyli skoczną, hałaśliwą muzykę, aby zagłuszyć strzały i jęki zabijanych. Wciąż wrzeszczeli, aby żydowscy więźniowie i więźniarki wystąpili na plac. Rowy specjalnie wykopane do tego celu, wypełniały się trupami. Raz po raz wdzierało się do uszu: „Alle Juden herauss!!!”

Ania zerwała się. Nie mogła dłużej wytrzymać napięcia. Niech się skończy raz na zawsze! Ruszyła ku drzwiom baraku. Panowała ogólna szpera – nie wolno było opuszczać baraków – jedynie Żydzi i Żydówki. Na rozstrzelanie!

Stefa, polska przyjaciółka z obozu, podstawiła Ani nogę i wciągnęła z powrotem na pryczę. „Cholera, nie wołali twojego nazwiska! Dokąd?!”…

Uratowała ją. Nieliczne Żydówki, niektóre uchodzące za Aryjki, uniknęły cudem egzekucji. Ale niedługo dano im spokój. Zaczęto szukać ich, łowić, wzywać na śledztwa, skąd już nie wracały. Przyszła kolej na Anię.

Na apelu powiadomiono ją, aby nazajutrz nie wychodziła do pracy. Miała zgłosić się na śledztwo do Politische Abteilung. Równało się to wyrokowi śmierci. Dunia, polska przyjaciółka z pryczy, modliła się bez przerwy na głos: „Jezu, nie zabieraj mi Ani! Nie zabieraj mi Ani!”

W nocy przyszła inna przyjaciółka, Żydówka uchodząca w obozie za Polkę. „Co zrobisz jutro? – spytała”. Ania nie myślała robić czegokolwiek. „To jest koniec” – powiedziała. Miała już dość tego wszystkiego. Przyjaciółka zaczęła zaklinać, aby podała, że pochodzi z Zelwy, jest Polką przypadkowo złapaną za szmugiel w getcie warszawskim. Musi tak powiedzieć! Miasteczko Zelwa znajdowało się już w rękach sowieckich i Niemcy nie mogli sprawdzić, czy mówi prawdę.

Ania zmagała się ze sobą, chciała już skończyć z tym wszystkim, ale przyrzekła, że ją posłucha. Jednak w ostatniej chwili zauważyła tłumacza Stefana i natychmiast postanowiła wycofać się z tego zamiaru. Nie może przy nim powiedzieć, że jest Polką, on wie, że jest Żydówką. Zbliżyła się do drzwi pokoju śledczego. Siedziało tu ich kilku. W tej samej chwili Stefan wyszedł do telefonu w innym pokoju! Ania podała zmyśloną wersję o swym polskim pochodzeniu z Zelwy. Bito ją. Jednak stał się cud. Zapisali ją jako czystą Aryjkę… Wróciła z Politische jako „Rein Arisch Gepruft!”

Stefa, Dunia, Marta, Ewa i inne Polki z bloku „pawiackiego” pomogły jej psychicznie i fizycznie przeżyć Majdanek. To jej siostry, towarzyszki losu na Pawiaku i na Majdanku. Dalsze obozy, Ravensbrück i inne już przeżyła jako Polka.

Po czterdziestu latach powitały znów swą Anię-Szoszanę z Izraela i przycisnęły do serca. Czas nie położył swego piętna na ich przyjaźni, nie przyćmił żadnego szczegółu ze wspólnych przeżyć. Ania prosiła, żeby nie przyjeżdżały na lotnisko. W hotelu już czekały na nią kwiaty i listy z prośbą, aby natychmiast dała znać o swym przybyciu do Warszawy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.