Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Herzliya. Pamiętam siebie z warszawskiego getta

Halina Birenbaum

Warszawskie getto w latach 1940-43 Imperial War Museum

pamiętam siebie z owych lat
jako małą dziewczynkę
chodzącą po zgiełkliwych ulicach getta
mimo grozy
spoglądającą na ludzi
na te wielkie domy
na niebo i słońce zwykłe
Unosiłam ku nim twarz, ogrzewałam się
w tym dziwnym cieple
nocą gwiazdy liczyłam
i wróżyłam:
czy nadejdzie dla mnie jutro, czy
następnej nocy będę jeszcze żyła?
Pamiętam ludzi, którzy
przemykali przez zatłoczone ulice
ich ubrania, twarze – spojrzenia
Niezliczoną ilość razy przepychałam się
między nimi, przyglądałam
Pragnęłam wyrosnąć czym prędzej – aby im dorównać
Wydawali mi się wówczas potężni, wieczni
mimo tej trwogi
byli tak pełni życia, nieustannego ruchu
niepojętej pomysłowości
A potem widziałam te same ulice opuszczone
prowadzono mnie tymi martwymi ulicami
wśród gruzów spalonych domów
tych tłumów potężnych – już nie było między żyjącymi
tylko to niebo zwyczajne
gwiazdy dalekie
i słońce

1 marca 1983


Dodaj komentarz

Herzliya. „Znów” Książka o Zagładzie…

Halina Birenbaum

Halina Birenbaum – To po południu wybrzeże morza, Hercliya

Kiedykolwiek ukazuje się jakaś nowa książka na temat Zagłady pierwsze słowa recenzji w mediach niemal zawsze się rozpoczynają od słów: „znów” nowa książka o Shoa, znów znane nam opowiadanie tych okropności…

Trudno powiedzieć, żeby prasa hebrajska udzielała zbyt dużo miejsca temu wielkiemu tematowi. Najwyżej na Yom Hashoa zgadzają się co nieco opublikować i to też przeważnie jakieś sensacje o nienormalnych, niemoralnych ludziach lub wyjątkowych wydarzeniach nawet jak na owe, tak bardzo nienormalne, wyjątkowe czasy… Jakby się uparli, żeby pozwolić zapomnieć, albo ukazać tragiczne ofiary tej strasznej epoki, jako jakąś masę martwą i nieludzką.

A przecież Zagłada, to nie tylko te stosy martwych, zagłodzonych, wysuszonych do kości ciał! W tych ciałach, zanim ucichł ostatni oddech tyle zachodziło przeobrażeń, walk, pragnień, nadziei, myśli i niezliczonych doświadczeń!

Zdawać się mogło, nie bez uzasadnienia, że właśnie we własnym państwie żydowskim, niespotykane nigdy przed tym w dziejach ludzkich zdarzenia, znajdą posłuch i zrozumienie…

Nie mówię już o tym, że przecież każde państwo stara się wszelkimi sposobami wpoić i utrwalić na zawsze przeszłość daleką i bliską swego narodu, poznać i zbadać jego postępowanie w rozmaitych epokach i warunkach.

Dlaczego więc zawsze to: „znów” znane nam opowiadanie…

Czy rzeczywiście – znane? Istnienie niezliczonych rodzin żydowskich zostało wymazane do szczętu, jakby ich nie było nigdy na świecie – czy wiemy przez jakie koleje przeszli aż do tej chwili ostatecznej, co czuli, o czym myśleli, jak reagowali, jak „radzili” sobie z tym wszystkim, zanim wydali ostatnie tchnienie?

To byli żywi ludzie, nie stosy skóry i kości, które oglądamy lub boimy się oglądać na fotografiach, czy w telewizji! Zwykli, normalni ludzie – w czasach piekielnych.

A właściwie jaka nowa książka, ukazująca się u nas lub gdziekolwiek, napisana jest na temat nam nieznany? Czego jeszcze nie wiemy – o miłości, o sprawach życia i śmierci, seksie, szpiegostwie, mordach? Jakiego pocałunku nie opisano jeszcze i nie sfotografowano, we wszelkich okolicznościach i pozycjach? A jednak wciąż pisze się dalej na te tematy, pokazuje w kinach, telewizji. I nikt nie zaczyna recenzji o tym: „znów nowa książka o miłości, ślubie, rozwodzie, zdradzie czy zabójstwie”…

Piszą natomiast: „wzruszające do głębi opowiadanie – pierwszej czy ostatniej miłości”; albo: przenikająca do głębi tragedia, przerażające, zapierające dech w piersi opowiadanie mordu; świetna satyra itp. – a przecież nie po raz pierwszy w historii rodu ludzkiego odkryte i opisane…

Nie rozumiem, dlaczego w wypadku nowej książki o Zagładzie (wydawnictwa odmawiają drukowania ich, twierdzą, że są niepopłatne i autor sam winien finansować koszta publikacji) pojawia się zwykle znieważający dodatek: „znów”. Dlaczego, pisząc o czasach, w których działo się w ciągu jednego dnia więcej, niż kiedy indziej w ciągu całego pokolenia, kiedy minuta była rokiem, godzina nieprzebytą wiecznością, a w sekundzie rozsypywały się w proch wpajane na przestrzeni pokoleń pojęcia i wartości; a w tych, wieki trwających godzinach i minutach tworzyły się i narastały nowe pojęcia, prawdy, odkrycia i doświadczenia – dlaczego, pisząc na temat tak niezwykłych, nieznanych i nie dających się ogarnąć ani sercem, ani mózgiem wydarzeniach, należy się usprawiedliwiać i tłumaczyć, że napisało się „znów” na ten temat książkę?!

Jestem przekonana, że każdy, kto tymi słowami rozpoczyna swą recenzję o takiej książce nie ma pojęcia o tych zdarzeniach albo bardzo słabo zdaje sobie sprawę z jej ogromu i wszechstronności.

A może właściwie wszyscy nie zdajemy sobie dostatecznie sprawy, że okres Zagłady przyniósł z sobą pewien przełom w dziejach ludzkich? I nawet my, którzy zetknęliśmy się z nim namacalnie, ujrzeliśmy na własne oczy tą inną rzeczywistość, nie potrafimy jej zgłębić oraz dobitnie wyrazić, mimo że pozostajemy pod jej nieprzemijającym wpływem? Na razie odsuwamy od siebie nawet świadomość tego, staramy się wymazać z pamięci, odrzucić jej rolę, umniejszyć znaczenie i działanie na dalszy rozwój naszego życia. Ale to tylko krótkowzroczność, albo może też strach?

Być może, świat nie dorósł jeszcze do zrozumienia w pełni tego przełomu z „wtedy” i wszelkiego rodzaju zmian z tym związanych we wszelkich dziedzinach życia. My tam wówczas przyswajaliśmy to sobie w okamgnieniu, byliśmy zmuszeni uznać momentalnie i przystosować się do obejmujących panowanie piekielnych norm.

Epoka „pieców” ukazała nagle wszystko w zupełnie innym świetle. Nie mówię tu tylko o ogromnych przestępstwach i śmierci, lecz o pojęciach ludzkich, normach, proporcjach – działy się też wówczas rzeczy wielkie pośród tych podłych, przewrotnych, strasznych. Nie darmo mówi się, że słowa nasze są zbyt biedne, aby to wszystko wyrazić.

Wierzę jednak, że przyjdzie czas, gdy ludzie to zrozumieją. Będą badać coraz intensywniej te dzieje, analizować je dokładnie, wszechstronnie i uczyć się z tego, co dziś wydaje się zbędnym, przytłaczającym nadmiarem. Dlatego, że w tamtych dziejach znajdą odpowiedź na wiele problemów i zagadek aktualnej rzeczywistości. Wiele zdarzeń i nieznanych zjawisk miało początek w tamtej epoce, w której zamordowano wraz z ludźmi dawne pojęcia i wartości – i powstały różne inne.

Kiedyś okażą się bezcennym skarbem, pisane dziś przez żyjących jeszcze świadków te nielubiane, „nieopłacalne” książki! Powie się o nich z podziwem i szacunkiem: nowa książka o Holocauście, jeszcze jedno źródło prawdziwej, bezpośredniej wiedzy, a nie „znów” książka, ale ta jednak jest w czymś inna!…

Nowiny Kurier 18.09.85


Dodaj komentarz

Herzliya. Byłam tylko okruchem

Halina Birenbaum

Leon Lewkowicz – Portret dziewczynki

byłam tylko okruchem
pyłkiem kurzu
niewarta spojrzenia podczas selekcji
w prawo czy – w lewo
byłam niczym w ich oczach
nawet jako mięso ludzkie
do spalania

nie duża nie ładna
ani dobra ani zła
ani dziecko ani dziewczyna ani kobieta
prześlizgnęłam się przez szeregi
nie budząc żadnej uwagi
nie zasługiwałam na nic
nie na gniew na zemstę na karę
taka mała jedna w bezbarwnym tłumie
byłam tylko okruchem
nie startym w ogólnej czystce
zagłady – tak ocalałam

może byłam taśmą do adaptacji
dziś opowiadam jak z otwartej książki
z mocą niezwykłą
władcy Auschwitz nie docenili potęgi okruchu
siły dziewczynki żydowskiej zaszczutej
jej pamięci –

25 lutego 1983