Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Babcia Ezoteryczna. Wieści spod celi 2 (c.d. biuletynów)

Katarzyna Urbanowicz

Psychiczny narkotyk dla osadzonych (wypis z biuletynu nr. 3). W Korei Południowej otwarto więzienie dla… zmęczonych!!! Wygląda jak więzienie. Wyposażenie: drzwi zamykane od zewnątrz, przycisk paniki (u naszych polskich osadzonych też tak jest, do wzywania oddziałowego, a w przypadku pilnej potrzeby, żeby zadziałał, wzmocnione waleniem pięścią w drzwi), okno, umywalka, sedes, stolik, a ponadto zestaw do ceremonialnego picia herbaty, mata do jogi i inne wschodnie ezoteryczne wymysły. Według współzałożycielki „więzienie jest postrzegane jako ucieczka do wolności. Zamknięcie w izolatce nie jest prawdziwym więzieniem, prawdziwym więzieniem jest świat na zewnątrz.”

Tu dygresja: Ta konstatacja jest niesłychanie bliska mojemu osobniczemu doświadczeniu z PRL, okraszonemu modną wówczas filozofią egzystencjonalną, której przedstawicielami byli J.P. Sartre i inne „francuskie pieski”, ich żony, córki i kochanki (czasem 2 lub 3 w jednym). Ich filozoficzne dylematy prowadziły zawsze do objawionej prawdy, iż wolność jest do czegoś, a nie od czegoś, co zweryfikowałam u schyłku mojego życia uznając, że wszelkie podrygi zmierzające do… przynoszą jedynie poczucie klęski, podczas, gdy wygrywają ci, którzy zawsze uwalniali się od zobowiązań, nie zaś ci, którzy chcieli naprawiać świat, nawet uprawiając tylko swoje małe ogródki (to już inny prąd filozoficzny).

Co zostało mi z tamtych lat? Zamiłowanie do czarnych bluzek z dekoltem i sentyment do szerokich spódnic na halce, tudzież tzw. trumniaków, to jest malowanych na czarno pastą do butów białych tenisówek z wyciętą, sznurowaną częścią. Och, jakże lekko się biegło z tym zasobem modnej wówczas filozofii i włosami spiętymi w tzw. „koński ogon”, gdy ważyło się czterdzieści parę kilogramów, a nie przynajmniej dwa razy tyle, (a nie da się obecnie zrobić zdjęcia w lustrze bez podpórki kręgosłupa w postaci chodzika lub inwalidzkiego wózka). Ale oczywiście południowi Koreańczycy tego nie wiedzą, no bo niby skąd?

Złośliwy mój korespondent twierdzi, iż hotel ten wymyślił prokurator, który pracował 100 godzin tygodniowo i leczył w nim pracoholizm. Ja dodałabym, że prokuratorka, która po powrocie z pracy gotowała dzieciom obiady i sprzątała mieszkanie do błysku, aż ryzykując zgon zasypiała w wannie, miałaby jeszcze lepsze pomysły. Chociaż czytałam gdzieś, że w Polsce istnieje odrębna wersja „więzienia dla zmęczonych” w postaci klasztornej celi, wynajmowanej za spore pieniądze w czasie wakacji. Ale u nas wszystko musi być posypane wiarą, jak tanią przyprawą w rodzaju pieprzu ziołowego.

W klasztornej celi i w koreańskim „więzieniu dla zmęczonych” obowiązuje zakaz posiadania komputerów, laptopów, telefonów, tabletów i wszystkiego, do czego potrzeba ładowarki i choć podejrzewam, że w prawdziwym też, w Polsce obowiązkowo dostępny jest program oficjalnej telewizji z jej propagandą i serialami. Osadzeni nieźle znają się na prawie i wyczaili, że niejaka Marysia Domańska z serialu „Pierwsza miłość” za spowodowanie wypadku dostała 12 lat z art. 197 par.1 kodeksu karnego, który przewiduje karę do 3 lat. Sugerowaną przyczyną takiego wyroku był stresujący rozwód sędziego.

Internetowa wieść niesie, że skoro jedna z piosenkarek twierdziła, iż ponoć ktoś napisał Biblię pod wpływem ziół, możliwa jest delikatna sugestia polityczna, iż wyrok także spowodowało użycie zioła przez sędziego, a tym samym uzasadnienie konieczności reformy sądownictwa, celem wyeliminowania ryb, które psują się od głowy i zasiadają w TK i SN. Wydaje mi się to jednak zbyt daleko posuniętą teorią spiskową, choć przymus ogladania takich seriali, moim zdaniem, nie ma walorów wychowawczych.

Jednakowoż za pośrednictwem jeszcze marniejszej telewizji można wysłać osadzonym gryps. Kosztuje to raptem 1,40 zł, a więc jest tanie bardzo, a polega na wysłanie sms z hasłem LIKE lub LOVE w określonych godzinach doby. Ponoć, jak twierdzi mój korespondent, można w ten sposób się rozwieść, to znaczy poinformować osadzonego że się go porzuca i nie trzeba czekać, aż tekst wyświetli się trzykrotnie, jak żądają tego wyznawcy Koranu.

Świat rzeczy możliwych i niemożliwych w areszcie nie przystaje do przyzwyczajeń zwykłego człowieka. Mój korespondent napisał podanie o pozwolenie na dostarczenie mu butów i wyrzucenie dziurawych. Nowe przywiozła mu rodzina, pozwolenie na zniszczenie zostało udzielone i wyglądało podobno, jak obiegówka na granicy, upstrzona pieczątkami z najważniejszą z nich: Dyrektora Aresztu. Jednak na wyrzucenie starych potrzebna jest jeszcze zgoda Prokuratury Okręgowej, więc trzeba by rozpocząć procedurę od nowa, co się nie opłaci, bowiem przy wyjściu lub przeniesieniu można wyrzucić je bez żadnej biurokracji.

Moje przerażenie budzi fakt, że jak dzieci w krajach ogarniętych wojną, preferują zabawę w strzelanie, tak osadzeni próbują we własnym zakresie stosować jakieś kary za niedotrzymanie wymyślonych przez nich samych, często bezsensownych reguł. Ponieważ zakres swobodnego postępowania jest w takich wypadkach wąski, kodyfikacja (i kary) dotyczą najczęściej jedzenia i wydalania. Podobno proponowane są do zatwierdzenia w demokratycznym głosowaniu następujące kary: picie wody z solą lub proszkiem do prania, używanie papieru toaletowego posypanego pieprzem lub ostrą papryką. Mój korespondent twierdzi, że poczuł się jak na kolonii letniej w Broku, gdzie przebywał w II klasie szkoły podstawowej w wieku 9 lat – tyle, że savoir vivre stawiał nieco inne słownikowe wymagania przy wypowiadaniu nakazanych zaklęć. Mnie zaś cierpnie skóra na myśl, jak bardzo ludzie uczestniczący w życiu społecznym, bezkrytycznie uzależniają się od reguł panujących w tym życiu i widzę już przymus maszerowania w jakichś marszach wolności, czy niepodległości, czy czegoś tam, raz w tygodniu lub miesiącu, obowiązkowo z petardami i fajerwerkami.

Ciekawe, że za PRL uznawałam pochody 1-majowe tylko za średnio dolegliwe i to raczej z tego wzgledu, że maszerowało się wśród osób z własnego zakładu pracy (inaczej uczestnictwo nie było odnotowane), a tym samym pochód nie pozwalał na zawrcie nowych, być może ciekawych znajomości. Obecnie reguły są nieco inne, choć jakże bezpiecznie podrywać chłopaków z artykułami wybuchowymi?

Na zakończenie w biuletynie opisana została sprawa pewnego Wietnamczyka, aresztowanego za uprawę krzaków w doniczkach. Wietnamczyk ów wyraził zgodę przez telefon (zwykły, nie wideo) na ugodę w jego sprawie, a jako nie znający polskiego machnął przyzwalająco ręką, co przetłumaczył powołany tłumacz, nie znający wietnamskiego, ale znający gest machnięcia ręką. Otrzymał wymiar kary 3 lat więzienia i ucieszył się bardzo, bo w jego kraju otrzymałby za to samo karę śmierci. W ten sposób nasz minister Ziobro zyskał nowego dozgonnego wielbiciela i zdaniem owego Wietnamczyka, powinien objąć swoją funkcję w jego kraju, gdzie zyskałby opinię nadzwyczajnej łagodności funkcjonariusza.

Co do Ministerstwa Sprawiedliwości, to podobno były plany (chwilowo zarzucone) zwolnienia adwokatów z tajemnicy adwokackiej, aby można było ich przesłuchać na okoliczność tego, co dowiedzieliby się od swoich klientów. Redakcja Biuletynu uznała, iż powinna podpowiedzieć adwokatom, aby przyjęli dodatkowo święcenia kapłańskie (tajemnicy spowiedzi nikt nie zamierza znosić), co pomogłoby zażegnać kryzys wiary w Polsce i podniosło dochody przedstawicieli palestry. Można by dodać nakaz udania się do spowiedzi przed demonstracją i byłoby sugerowane (modne jak szampony czy ostrza do golenia) 3 albo nawet 4, czy 5, w jednym.

Przeraziłam się tego, co napisałam. Rozmaite moje żartobliwe pomysły w zamyśle satyryczne, po roku lub dwóch zyskiwały rangę ustaw. Kończę więc, żeby nie posunąć się zbyt daleko w antyproroctwach.

Reklamy


Dodaj komentarz

Pod rozwagę. Polska dla wypłacalnych?

Piotr Ikonowicz

Nędznicy Victora Hugo – Ilustracja do książki Antoni Uniechowski

Pani Teresa Janusiewicz z Puław, lat 88 ma utracić mieszkanie z powodu długu w wysokości 9.500 zł. Jej pasierb, który wygrał sprawę o zachowek w kwocie 20 000 zł, prowadzi bezlitosną egzekucję. Najpierw komornik zabrał z konta oszczędności przeznaczone na pogrzeb i grób w kwocie 10 000 zł. Potem regularnie ściągał z jej emerytury 250 zł (1/4), ale i to wydało mu się za mało więc wczoraj miało dojść do oszacowania mieszkania, które pani Teresa zajmuje wraz z 51 letnim, niepełnosprawnym synem. Jest to wstęp do licytacji mieszkania za dług w wysokości 9.500 zł.

Trwa zrzutka na dług pani Teresy. Mamy 30 dni, żeby zgromadzić całą sumę. Udało się też przekonać komornika, aby nie dokonywał opisu i oszacowania, bo pomnożyłoby to koszty, które kobieta ponosi, co przy jej skromnych dochodach nie ma sensu. Pomysł, żeby zlicytować mieszkanie za tak stosunkowo niewielką kwotę długu jest nieracjonalny, ale niestety zgodny z prawem. Podejmowano już próby by zmienić przepisy, które pozwalają zlicytować jedyne mieszkanie z powodu symbolicznych kwot zadłużenia. Niestety wysiłki te spełzły na niczym.

Ten sam komornik, który nie ma problemu z licytowaniem dachu nad głową starej kobiety, zwykle okazuje się bezradny, kiedy trzeba wyegzekwować zaległe wynagrodzenie czy dług alimentacyjny.

Tak się jakoś składa, że system windykowania i egzekwowania należności działa skutecznie tylko wobec słabszych, samotnych matek, niewypłacalnych lokatorów, nieopłaconych pracowników, którzy nie mają z czego płacić rachunków. Broniliśmy nieraz przed eksmisją samotne matki, których dług czynszowy był kilkakrotnie niższy niż zaległości alimentacyjne ojca dzieci. Broniliśmy przed wyrzuceniem z mieszkania ludzi, którym nie zapłacono za pracę. Ale nikt nie pytał, dlaczego nie macie na czynsz? Ostatnio nawet sądy, urzędnicy i życzliwi radzą dłużnikom, żeby wyjechali zagranicę zarobić na długi. A to by znaczyło, że dla części z nas już miejsca w Polsce nie ma.

W Gdańsku podczas procedury upadłości konsumenckiej sąd zapytał dłużnika, dlaczego nie pojechał do pracy do Niemiec, żeby zarobić na spłatę zadłużenia. W stulecie Niepodległości warto zadać pytanie czy Polska jest dla wszystkich czy tylko dla wypłacalnych?

Kiedy siedziałem w areszcie za blokowanie eksmisji poznałem człowieka, którego skazano za „wyłudzenie kredytu”. Prowadził wraz z kolegą firmę hydrauliczną. Kiedy nawalił im samochód, musieli wziąć kredyt by kupić drugi. Ponieważ klienci zalegali z płatnościami, ten, który wziął na siebie pożyczkę zalegał z ratami. W tym czasie kolega zniknął razem z samochodem. W ten sposób człowiek trafił do więzienia. W naszych więzieniach jak w czasach Karola Dickensa masa ludzi siedzi za długi. To są biedacy, którzy nie powinni spędzić w areszcie ani jednego dnia.


Dodaj komentarz

Babcia Ezoteryczna. Wieści spod celi

Katarzyna Urbanowicz

Areszt – Pocztówka

Osadzony w areszcie, z którym koresponduję, wysyła taki biuletyn „Wieści spod celi”, który rozsyłany jest w postaci skanów lub fotografii bliskim i znajomym. Jest to osoba wykształcona, zrównoważona, starająca się dostrzec wszystkie aspekty, negatywne i pozytywne aresztowania. On sam podchodzi do swojej sytuacji filozoficznie – widząc w niej i dobre strony: uregulowanie stanu zdrowia, na które nigdy nie miał czasu, czas na refleksję, przemyślenia, oderwanie się od różnych bieżączych konieczności, fakt, że wiele spraw się rozwiązuje samoistnie bez potrzeby angażowania się w nie. Pozwala mu to traktować wiele spraw z humorem, ale nie sprawia, że osoba czytająca poszczególne numery tego biuletynu, uznaje sytuację aresztowanych w Polsce za normalną, pożądaną i optymalną. O, co to, to nie.

W naszym społeczeństwie funkcjonuje stereotyp PRZESTĘPCY. Jest to szerokokarki, ogolony na łyso, wytatuowany drab, którego pięści albo narzędzia służą do zadawania krzywdy otoczeniu, bez wyboru. Ktoś, kto odwiedza osadzonych w areszcie, przeżywa zdziwienie. Nie ma tam takich osób! No, może gdzieś jeden, w jakimś kącie, ale i tak nie do końca typowy.

Na widzeniach pełno jest wątłych tatusiów licznych, drobnych dzieci, brzuchatych starszych panów i nie zwracających niczyjej uwagi szaraczków. O takich mówiono mi zawsze w domu, że są to „ofiary losu” – za mało znaczą i umieją, żeby nie podpaść. Czytam o nich w w/w. Biuletynie.

Ot, starszy gospodarz ze wsi, oskarżony przez rodzinę, chcącą zawładnąć jego majątkiem, zanim jeszcze dziadek umrze, oskarżająca go przed prokuratorem, że dręczył swego psa, poprzez obcięcie mu uszu i ogona. Materiał dowodowy (zebrany przez zwolenników) ukazuje, że rzeczony pies ma uszy i ogon, tyle, że słabo widoczne, bowiem cwana rodzina goni domorosłych fotografów sprzed posesji. Zabawne, nie? Ale człowiek siedzi już 10 miesięcy, jak by nie było. Młyny sprawiedliwości mielą powoli; żaden minister sprawiedliwości nie zmusi prokuratora, żeby, zanim oskarży biedaka, udał się i dowodnie obejrzał rzeczonego psa. Koledzy z celi żartują z każdej przysłanej człowiekowi fotki, że wprawdzie pies ma uszy i ogon, (możliwe, że doczepione plastrem na potrzeby materiału dowodowego), ale za to nie ma innej ważniejszej części, czyli organów rozrodczych… Adwokat nieszczęśnika oświadczył, iż nie może stawić się w Sądzie 26 października, ponieważ musi zapalić świeczki na grobie, a poza tym w terminie owym jest duży ruch na drogach. Alternatywny termin listopadowy – 13-go, też nie jest pewny z racji określonych narodowych przesądów dotyczących 13-tki, co powoduje, że nieszczęśnik od psa bez uszu i ogona może posiedzieć jeszcze dłużej… Obrońcy nie przyszło na myśl, że chłopina też miałby ochotę postawić jakieś świeczki na czyimś grobie i wypić krztynkę za duszę nieboszczyka…

Ot, wewnętrznoaresztowe spory. Trwa intensywna walka ze zbyt ciężkimi paczkami na wypisce (dla niezorientowanych: rodzina przekazuje pewne kwoty na konto, z których część środków jest przechowana do wyjścia z aresztu, a część obdarowany może przeznaczyć na zakup w kantynie, zwłaszcza art. spożywczych). Ponieważ nie można przesyłać paczek spożywczych, jest to jedyna droga dla zapewnienia art. dietecznych np. cukrzykom, nietolerującym glukozy, cholesterolu, laktozy, glutenu i innym uczuleniowcom, tudzież wegeterianom i „francuskim pieskom” – wg terminologii mojej mamy – (bez wegan, jako że kantyna więzienna nie zapewnia świeżyzny). Nie można zakupić suschi, ale też ogórków, pomidorów i takich tam fanaberii, jak: szczypiorki, czy koperki. Wracając jednak do paczek. Ponieważ w areszcie nie ma windy, delegowani do tej pracy muszą nosić paczki na 4 piętro po schodach. Z niezrozumiałych dla mnie powodów w biuletynie napisano, że wprawdzie paczki będą lżejsze, za to w zamian muszą nosić na górę wagę i że bilans wychodzi na zero. Nie byłabym tego tak pewna, jak wskazuje prosta rachunkowość, bilans musi uwzględnić ilość zaopatrywanych, kwoty im przysługujące i aktualne widzimisię właścicieli kantyn. Takoż zapewne warunki przetargu na ich prowadzenie. O tym traktuje kolejne doniesienie.

W wyniku jesiennej ofensywy mającej na celu zdyscyplinowanie niezdyscyplinowanych (z definicji) więźniów ograniczono asortyment towarów w kantynie. Akurat mojemu korespondentowi nie ciążył koperek albo szczypiorek, czy nawet kminek (bez którego ja żyć nie mogę, a który zapewne poprawiłby znacząco jakość powietrza w celach), a wyrzucenie ze zbioru dostępnych towarów kiełbasy wiejskiej, podobno jedynej, składającej się z mięsa, jako że pozostałe składają się tłuszczu. Wśród osadzonych szerzą się teorie spiskowe, a jedna z nich głosi, że owe pokłosie „dobrej zmiany” należy łączyć z osobą minister Zalewskiej, co dowodnie widać, gdy zmienia się słowo „tornister” na słowo „kiełbasa”, a słowo „szkoła” na słowo „więzienie”.

Podobno w areszcie zwiększyła się populacja taksówkarzy. Jest to wynikiem zmiany stausu zamówień na dowóz świeżej pizzy na „białą pizzę”. Nie tłumaczę, o co chodzi, bowiem w moim mieszkaniu jest mi wygodnie, nawet gdy nachodzą mnie monterzy anten zbiorczych, mogąch przy okazji montować podsłuchy. Jak nie wiecie, poszukajcie w internecie.

Mój korespondent donosi mi, że sukcesem aresztu jest spadek jego wagi o 34 kg i że nieprawdą jest, iż zawdzięcza to codziennemu spożywaniu mortadeli.

W numerze 3 „biuletynu” tematem przewodnim stała się sprawa przezroczystej taśmy klejącej. W tym przedszkolu uznano ją za artykuł zakazany, jako że wychowawczynie zaklejały dzieciom gębusie, a więc więźniowie mogą tym bardziej. Ponadto taśma owa służy cenzurze do zaklejania odklejonych listów (chwała jej za przepuszczenie tych numerów biuletynu – kuda jej do cenzury PRL-u!), możliwe, że ktoś podrobiłby ocenzurowanie wieści za pomocą gotowanego jajka odbijając pieczątkę, a potem zaklejając rzekomo odklejony list. Biuletyn donosi, że trwają negocjacje z wychowawczynią w kwestii zmiany tego stanowiska. Mój korespondent twierdzi, że pani Wychowawczyni reprezentuje pogląd, iż ona też jest „kryminalistką” zapominając o tym, że tylko przez 8 godzin i że chętnie z nią by się zamienił i mataczył przez pozostałe 16 godzin, wychowując w prawdzie i słuszności ludzkość przez 8 godzin. Tu dodam od siebie: Czyż wynik ok 30% zwolenników PiS nie odzwierciedla tego podziału doby na 3 sekwencje narodowego światopoglądu? W 1/3 doby Bóg, honor i ojczyzna, w 2/3 moje życie prywatne, wolność Tomku od szczepionki!

c.d.n