Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Proste historie. Tbiliskie refleksje

Jarosław Kapsa

 

Fot. Małgorzata Tarasiewicz

W 30 rocznicę odzyskania przez Polskę wolności, w centrum Tbilisi, na placu Wolności, kolumna św. Jerzego przybrana została biało-czerwonym napisem „Solidarność”.

Metro – Fot. Oskar Kasperek

„Solidarność” pojawiła się także w metrze, mile odbierana przez mieszkańców stolicy Gruzji. Przypomniała mit wielkiej, pokojowej rewolucji ludów, gdy po wyborach czerwcowych w Polsce rozpoczął się proces rozpadu Imperium Sowieckiego, gdy obalony został „mur berliński”, a kolejne kraje zniewolone przez ZSRR odzyskiwały suwerenność, a ich obywatele podstawowe wolności.

W metrze Tbilisi – Fot. Małgorzata Tarasiewicz

Ten pozytywny mit budował wartość Polski, jako kraju, gdzie narodziła się wolność ludów. Wielkie więc słowa uznania należą się ambasadorowi Mariuszowi Maszkiewiczowi, że swoją inicjatywą ożywił pamięć zbiorową; zrobił to, co w podzielonej na polityczne plemienia Polsce się nie udało; pokazał siłę Solidarności bezbronnych, bez przemocy odmieniającej realia sowieckiego świata. Dodatkowo dodam, w imieniu naszej zbiorowości: jesteśmy wdzięczni nie tylko za serdeczną gościnność, ale także za wzruszający gest, gdy symbolem konferencji obok „Solidarności” stał się WiP-owski gołąbek.

Fot. Polish Embassy Tbilisi

Konferencja zorganizowana przez Ambasadę i Instytut Polski w Tbilisi przy współpracy z MSZ Gruzji świadomie miała ponadnarodowy wymiar. Związek Sowiecki był „więzieniem narodów”, internacjonalizm komunistyczny wyrażał się istnieniem swoistego związku zawodowego różnojęzycznych despotów pilnujących w swoich krajach narzuconego „ładu i porządku”. Pamiętamy z lat szkolnych, jak ten czerwony nowotwór na mapie świata zwiększał swój zasięg. Przekraczał jałtańskie granice, sięgał Nikaragui i Angoli; wydawał się nie do przezwyciężenia. „Realiści” rozważali o konwergencji, zasadach pogodzenia „wolnego świata” z podstępnym nowotworem, zachęcając tym samym poddanych Sowietom do pogodzenia d..y z batem. Był to jednak daremny wysiłek intelektualny; nawet u najbiedniejszego niewolnika znaleźć można ukryte marzenie o wolności, w każdym człowieku tkwi poczucie godności. Związkowi zawodowemu despotów przeciwstawiła się międzynarodówka niewolników śniących o wolności.

Audytorium – Fot. Oskar Kasperek

Nie jest istotnym, gdzie najpierw doszło do buntu; nie ma różnic narodowych, gdy chodzi o wartości wynikające z natury człowieka. Każdy człowiek rodzi się równym, każdy ma prawo wybrać własną drogę w poszukiwaniu szczęścia. Spotkanie po 30 latach od „rewolucji ludów” nie było więc planowane jako wykład, co Polska światu dała, ale jako dyskurs ludzi świadomych siły solidarności jako oręża bezsilnych.

Symboliczne było otwarcie spotkania pod znakiem polskiego transparentu z Sierpnia 1980, a zamknięcie wspólnym złożeniem kwiatów na grobie gruzińskiego opozycjonisty Meraba Kostawy. Ten wspaniały człowiek, założyciel gruzińskiego Komitetu Helsińskiego, po odsiedzeniu dziesięciu lat w łagrach, zginął jesienią 1989 roku. Obok ambasadora kwiaty na grobie Kostawy składał Piotr Hlebowicz z „Solidarności Walczącej”, wspominając, że byli ze Zmarłym umówieni na osobiste spotkanie, bo ruch antykomunistyczny budował przyjaźń opartą na wzajemnym szacunku.

Grób gruzińskiego opozycjonisty Meraba Kostawy – Fot. Ina Kuley

Ten wzajemny szacunek budował atmosferę konferencji. Formalne wystąpienia wiceministra Spraw Zagranicznych Gruzji pana Lewana Darsalia nie wzbudziło wśród uczestników tak żywego odbioru, jak relacja prof. Lewana Berdzenishili uzupełniona wypowiedziami innych gruzińskich dysydentów. Szacunek budują nie tylko słowa o wspólnych wartościach, ale wysoka i wymierna cena płacona za to, by dziś Gruzja była krajem ludzi wolnych. Z podobną uwagą i szacunkiem odbierano wypowiedzi opozycjonisty z Rosji Aleksandra Podrabinka, z Białorusi Aleksandra Milinkiewicza, z b. NRD Marcusa Meckela i innych weteranów ruchu antykomunistycznego. O polskich doświadczeniach budowania „Solidarności” opowiadał założyciel WZZ Krzysztof Wyszkowski.

Rigels Halili – Fot. Oskar Kasperek

Viktor Szałkiewicz i Aleksander Milinkiewicz – Fot. Oskar Kasperek

Nie porównywano, gdzie było łatwiej, gdzie trudniej, kto miał większe, kto mniejsze szanse. Wspólne doświadczenia i wspólne marzenia: to zbliża ludzi, pozwala im rozumieć się, mimo problemów lingwistycznych. Opozycjoniści z krajów b. ZSRR z równym zainteresowaniem i szacunkiem poznawali doświadczenie „Pomarańczowej Alternatywy” (prezentowane przez Wiesława Cupałę i Oskara Kasperka) oraz wsłuchali się w dyskusję WiP-owców (J. Dubiel, R. Kruk, M. Krukowski, D. Zalewski, W. Bafeltowski, J. Kapsa).

Przedstawiciele Pomarańczowej Alternatywy na Konferencji w Tbilisi (Wiesław Cupała i Oskar Kasperek) – Fot Małgorzata Wierzchowska

Reprezentacja ruchu Wolność i Pokój na konferencji w Tbilisi – Fot. Małgorzata Wierzchowska

To wzajemne zbliżenie cementowało znakomite wino i równie znakomita muzyka białoruskiego barda Wiktora Szalkiewicza. Ambasador Maszkiewicz zadeklarował, że materiały konferencyjne zostaną wydane w postaci książki; oszczędzę więc Czytelnikom szczegółowej relacji. Wyrażę za to własne refleksje.

Wystawa towarzysząca konferencji- Fot. Małgorzata Tarasiewicz

Polska budziła uznanie wśród uczestników konferencji nie tylko przez wspomniany historyczny prymat. Równie istotnym przykładem, godnym upowszechnienia, była kwestia traktowania „weteranów” opozycji przez obecne władze państwa. W Gruzji człowiek, który zapłacił latami spędzonymi w więzieniu za marzenia o wspólnej wolności nie może dziś liczyć na pomoc ze strony wolnego państwa. Upokarzającym jest, że nawet jego życie zostało „sprywatyzowane”; za dostęp do informacji o sobie z akt byłej bezpieki, trzeba płacić wysoką (w stosunku do niskich pensji i emerytur) cenę, opłaty pobiera fundacja założona przez „katów” (byłych funkcjonariuszy KGB). Przyznać tu trzeba, że i w Polsce mieliśmy podobne zaniedbania. IPN powstał dopiero po dekadzie istnienia suwerennej Rzeczpospolitej, wysokie oznaczenia dla szerszego kręgu opozycjonistów posypały się dopiero za prezydentury Lecha Kaczyńskiego, materialne zabezpieczenie przed biedą wprowadzono dopiero przed kilkoma laty. Jest to jednak rzecz istotna, nie tylko ze względu na dobro zapomnianych zasłużonych.

Dobre państwo zbudowane powinno być na fundamencie wartości. Doceniając obywatelską ofiarność jednostek władza państwa wpływa na kształt świadomości ogółu. W krajach postsowieckich porewolucyjne zmiany przynosiły także traumatyczne doświadczenia. W największym stopniu odczuwalne to było w Rosji, gdzie okres demokracji „jelcynowskiej” pamiętany jest jako czas „wielkiej smuty”.

Także w Polsce odzyskana wolność łączyła się z masowym bezrobociem, biedą powodowaną upadkiem socjalistycznego modelu gospodarczego. Często padały gorzkie uwagi: co nam ta demokracja dała… Możemy oburzać się na brak logiki, ale za winnych tej biedy uważano nie sprawców rzeczywistych, nie tych, którzy na żywych stworzeniach, aż po pełne bankructwo, ćwiczyli eksperyment socjalistyczny; ale tych, którzy przyczynili się do uwolnienia ludzi z kajdan. Nie wypomina się PZPR-owi doprowadzenia Polski do katastrofy, ale wini się „Solidarność” (bez względu na jej rzeczywisty wpływ na władzę) za wszelkie grzechy 30-lecia. W efekcie zamiast szacunku dawni opozycjoniści spotkali się ze społecznym odium.

Protest przeciw zniewoleniu, tak w Polsce, w Rosji, w Gruzji i innych krajach, nie zaczynał się od ruchu masowego. Początkiem był bunt jednostki wobec konkretnej niesprawiedliwości skutkującej skrzywdzeniem konkretnych ludzi. Ta podstawowa forma solidarności wymagała odwagi przeciwstawienia się nie tylko władzy, ale i większości, biernego społeczeństwa.

Autor wystawy Oskar Kasperek – Fot. Małgorzata Wierzchowska

Doświadczenia opozycji przez to stają się cenne także dla współczesnych suwerennych państwa. Demokratyczna większość może podeptać prawa jednostki, państwo w imię szczytnych celów może zapomnieć o swoim służebnym wobec obywateli celu. Marzenia o drodze na skróty do gospodarczego dobrobytu mogą przenieść się na wyzysk pracy robotników i rabunkową eksploatację zasobów środowiskowych. We własnym, suwerennym i demokratycznym państwie, może zdarzyć się niesprawiedliwość skutkująca ludzką krzywdą. I wtedy niezbędne są wartości przeniesione z czasów rozkwitu opozycji antykomunistycznej. Okazując szacunek weteranom opozycji władza kształtuje szacunek dla tych wartości, bez których nie ma dobrego państwa.

Historia nic nikomu nie daje za zasługi. Zyskać niepodległość, wykorzystując sprzyjające okoliczności może każdy naród, nie zawsze płacąc za to wysoka cenę. Sprawdzian dojrzałości społecznej przychodzi później: czy w warunkach braku zewnętrznej zależności dany naród potrafi budować dobre państwo. Rozpadło się Imperium Sowieckie, narody odzyskiwały suwerenność. W Polsce i kilku innych państwach doszło do tego drogą negocjowanego kompromisu, w innych państwach skutkiem bezpośredniego nacisku społecznego. Trwają spory, który sposób był lepszy, godniejszy narodowej tradycji. Wypada jednak zadać także inne pytanie. W ilu z tych państw suwerennych udało się wybudować w miarę dobre instytucje państwowe? Ile z nich możemy uznać za demokratyczne państwa prawa, a w ilu mieliśmy „rosyjski model rozwoju demokracji”: od bezhołowia i anarchii po despotyzm rządzącej kliki. To też są doświadczenia, o których warto rozmawiać, którymi warto się dzielić.

Kończąc muszę powtórzyć słowa wdzięczności i uznania wobec Ambasadora Rzeczypospolitej w Gruzji Mariusza Maszkiewicza oraz jego ofiarnych pomocnic i pomocników z ambasady. W ambasadzie zwyczajowo zawieszone są portrety kolejnych przedstawicieli Polski. W Tbilisi ten zbiór otwierał portret PPS-owca, towarzysza Piłsudskiego z wyprawy do Tokio, masona Tytusa Filipowicza. 16 listopada 1918 roku Filipowicz, pełniąc obowiązki szefa resortu spraw zagranicznych, przygotował podpisaną przez Piłsudskiego depeszę oznajmującą Niepodległość Polski. W początkach 1921 roku, nim jeszcze podpisano pokój w Rydze, wyruszył na czele misji nadzwyczajnej do Baku i Tbilisi, by tam wspierać wolne społeczeństwa, widząc w idei „za wolność Waszą i Naszą” przesłanie polskiej polityki zagranicznej. Otóż, Mariusz swoją inicjatywą udowadnia, że jest godnym następcą wielkiego poprzednika. Oby dalej, z równą determinacją kontynuował swoją misję.

Polska ekipa już po konferencji – Fot. Małgorzata Tarasiewicz

Reklamy


Dodaj komentarz

Pod rozwagę. Splot okoliczności

Piotr Ikonowicz

Vincent van Gogh – Pokój van Gogha w Arles

Od bardzo dawna nie tylko ludziom pomagam, ale także ich „kolekcjonuję”. Fascynują mnie ich opowieści, dzieje, charaktery, powiedzonka.

Tomek spędził 10 lat na ulicy w oparach alkoholu. Poza piciem zajmował się sztuką. Tworzył grafiki.

Pewnego razu, gdy sprzedawał na sopockim Monciaku swe dzieła, jakiś facet zapytał go, o cenę jednej z prac. Odparł, jak zwykle pytaniem, a ile pan da? Człowiek stwierdził, że nie ma tyle przy sobie i poszedł z nim do bankomatu, wypłacił dwa tysiące i za to kupił grafikę Tomka. Kupiec znał się na sztuce i był uczciwy. Wiedział ile jest warta praca bezdomnego i tyle mu zapłacił. Wtedy Tomek, jak sam twierdzi: „Wymył się w hotelu, wyspał w łóżku, a śniadanie zjadł jak maharadża”.

Ale to nie koniec cudów w życiu bezdomnego artysty.

Przez przypadek Tomek trafił do więzienia. I choć to nie on był poszukiwany listem gończym, przesiedział za kratami kilka miesięcy. Kiedy wyszedł dostał odszkodowanie i to dzięki temu odszkodowaniu przestał mieszkać na ulicy. Zamieszkał w luksusowym apartamentowcu, gdzie wynajął pokój.

Od tego czasu robi zdjęcia, filmy, grafiki. Przestał pić i zaczął żyć. Potrafi po kilkanaście godzin czatować na dobry kadr do kolejnego zdjęcia. Od kiedy go poznałem ilekroć widzę ludzi bezdomnych, zastanawiam się, ile mogliby dokonać przy odpowiednim splocie okoliczności.


Dodaj komentarz

Perły przed wieprze. Z pamiętnika Marka Szarka

Marek Szarek

Na ilustracji kadr z filmu – Upiór w Operze z 1925 r.

2 czerwca, niedziela
Lato chlupnęło na Ursynów, jak gorąca zupa z kotła. Żar z nieba bucha, upał w pyski dmucha. Betonowe blokowiska zmieniają się w paleniska-popieliska. Psia Górka stoi bezludna, nieprzystępna i tajemnicza, jak Wisząca Skała w filmie Weir’a, omijam ją lękliwie – to nie jest miejsce na spacery dla zawałowca – za daleko, za stromo, za wysoko.

3 czerwca, poniedziałek
Byłem w mojej szkole na Azaliowej, rozmawiałem z Panią Dyrektor o powrocie do pracy.
– Brakuje nam pana, proszę zdrowieć i wracać do zawodu – zachęcała dyrektorka.
– Wrócę po wakacjach.

W podstawówce nie spotkałem nikogo ze znajomych, klasa 2b wyjechała na zieloną szkołę, zamiast nauczyciela pomocniczego z Jacusiem pojechała mama. Wciąż czekam na skierowanie do sanatorium – nie jestem bez szans, na liście oczekujących mam numer 1077. Kolejka przesuwa się co dzień o dwa oczka, czasem nagle przyśpiesza, wtedy skaczę do przodu! Nie wiem, czy oczekujący przede mną zrezygnowali, zapomnieli, czy umarli? W tym tempie za kilka lat się zakwalifikuje – po trupach do zdrowia.

5 czerwca, środa
Od wtorku, moja ulubiona Gazeta ukazuje się w nowej szacie graficznej. Przeglądam kolejne numery i zgaduje, że zmieniono nie tylko grafikę i makietę, ale także autorów i poziom pisma. Wyborcza coraz bardziej przypomina brukowiec. Przytoczę kilka nagłówków z ostatnich wydań, cyt: „Chciałbym się z tobą onanizować”. ”Nowy przekręt mieszkaniowy”. „Skazani, pijani, naćpani”, także śródtytuły – „Michał, złap mnie za jaja”, „80-letnia kobieta zjawiła się na widzeniu o kulach, a haszysz ukryła pod biustonoszem” i tym podobne. Teraz, Gazeta będzie się odróżniała od Superekspresu tylko ceną.

6 czerwca, czwartek
Siedzę sam w mieszkaniu na Ursynowie. Żona wyjechała nad morze. Córka wraca do domu późno – po pracy w Teatrze zostaje w Pałacu i zamyka się w loży Stalina, gdzie do północy pisze pracę magisterską.

Dzisiaj, Ania wróciła z Teatru, jakaś nieswoja, wystraszona. Opowiada, że kiedy wychynęła z loży, zobaczyła ulatujące nad sceną kłęby mgły przybierające ludzkie kształty, te niewyraźne, eteryczne pałuby wisiały nieruchomo nad deskami sceny, zastygłe w dramatycznych pozach, w gestach pełnych wyrzutu, zwrócone w stronę widowni, gdzie rozparta w fotelu siedziała wąsata postać w mundurze. Zjawisko zniknęło za kulisami, wessane przez ciemność. Niby w te opowieści nie wierzę, chichoczę, żartuję, przekonuję córkę, że musiała przysnąć, ale w tych przekomarzaniach, „półsłówkach, półrozmówkach naszych, cień górala kaukaskiego straszy”. Córka od rana przegląda internet, szuka archiwalnych fotografii: Świderskiego, Mellera, Mikołajskiej – analizuje, porównuje, duma. Zdjęć wąsacza nie szuka – zna.

7 czerwca, piątek
Skończyłem czytać „Trzeci Dziennik” Pilcha. W twórczości pisarza z Wisły zachodzi znamienna ewolucja. Pilch pisze coraz gorszą fikcje, coraz lepszą literaturę faktu. Ostatnie powieści – zakalcowate, a diarystyka – palce lizać.

8 czerwca, sobota
Ania twierdzi, że zjawy, które oglądała z loży Stalina, to nie był sen. Personel techniczny pracujący w Teatrze na nocnej zmianie potwierdza jej obserwacje. Pracownicy zażądali, żeby administracja „coś z tym zrobiła!” Dyrektor szuka medium!

Może ktoś z Państwa jest chętny?