Spółki Miejskie


1 komentarz

Formy Zamętu. Strefa przejściowa

Maciej Chwistek
oraz Tutaj Studio

Szedłem aleją, a droga przesuwała się wraz ze mną. Strasznie mnie to wkurzało, tym bardziej, że szedłem i szedłem, a nie mając zergarka, miałem złudzenie, że to już trwa rok. Na końcu tej drogi miało być ponoć niebo, ale dziwne było to, że drzewa znikały, gdy się zbliżałem. W końcu dotarłem gdzieś. Może i było to niebo, ale chyba za bardzo się pośpieszyłem. Mówili, że spotkam tu siedem dziewic, a ja rozglądam się i nie widzę ani jednej.

Po co mi to? Źle mi było w lesie?

W końcu wędrując po bezkresie niebiańskich nudów napotkałem kobietę. Laska zupełnie do rzeczy. Nawet chciałem ją poderwać, ale jakoś tak dziwnie mi się kojarzyła, trochę ze świętymi obrazkami, ale i z fotkami ze świerszczyków. Zagadałem, by objaśniła mi gdzie jestem. Przypatrując mi się i uśmiechając, powiedziała, że w strefie przejściowej, czyli nigdzie. Ani w niebie, ani piekle i choć do czyśćca blisko, tam również nie. O kurza twarz, czyli trafiłem w inny rejon. Muszę tego łajzę, św. Piotra, poszukać. Tak mnie okłamał.

Spytałem ją, jak się tu znalazła? Powiedziała, że dawno temu mocno zgrzeszyła. Urodziła synka jako panna. Nie chciała być odrzucona przez swoje środowisko, więc nakłamała, że Bóg to sprawił. Za to, że skłamała, miliony chciały ją skazać na czyściec, ale miała chody wśród wysoko ustawionych i skończyło się na tym, że ją tu zesłali.

– W tej strefie jest ciekawiej. Można różnych takich dziwnych spotkać.

Widziałem, że startuje do mnie, ale się przestraszyłem. Wpierw w niebowzięta, to później może być i z powrotem na ziemię zesłana. A jak byśmy się zagalopowali, to jeszcze wrobi mnie w rolę Józefa i później będę musiał z osiołkiem na Białoruś uciekać. Objaśniła mi, że mogę tu się swobodnie poruszać, a nawet zajrzeć na chwilę do czyśćca lub nieba, a nawet do piekła, ale tam muszę mieć odpowiednie dokumenty z fotografią.

No i stąd te fotki zrobione do paszportu do Piekła. W Piekle jest całkiem nieźle, mają alkohol, rockendroll itp. A w Niebie tylko Maryśkę i jakieś nieznane halucynki. Wszyscy snują się, zawodzą i mają powracający ciągle motyw.

Zdjęcia, na których jest Maciek Chwistek, są zrobione przez tutajstudio.pl

 

 

Reklamy


3 Komentarze

Formy Zamętu. Sen zimowy

Maciej Chwistek

Zdarzają mi się dwupoziomowe sny. Raz chyba nawet śniłem trzy poziomy, ale nie jestem pewien, bo zaraz się przebudziłem i może to była już jawa.

Dziś zdrzemnąłem się po południu. We śnie miałem ważne spotkanie ze znaczącą dla mnie osobą i prowadziliśmy poważną rozmowę. Usłyszałem przez sen gwizd czajnika na piecu. Przeprosiłem tę osobę, że zniknę na chwilę, by odstawić czajnik na bok. Było małe zamieszanie i obudziłem się. Czajnik odstawiłem, ale rozmowy już nie mogłem dokończyć.

Szkoda, że informacja dociera tylko w jednym kierunku, ze świata realnego do snu, a nie odwrotnie… Chciałbym jeszcze długo prowadzić tę pogawędkę. Jeden z powodów to to, że najważniejsze szczegóły tej konwersacji uciekły. Rozmyły się w jawie.



Dodaj komentarz

Formy Zamętu. Dzień

Maciej Chwistek

Wstawał piękny dzień, a ja wraz z nim. Co prawda ja o kilka godzin później, ale o dziewiątej to znów nie taki wstyd. Spojrzałem przez okno. Śniegu o połowę mniej niż wczoraj, a to dopiero poranek. Wypuściłem psy na podwórze, sprzątnąłem kupę któregoś. Przyznaję, moja wina. Wypuszczając psy nie powstrzymałem codziennego ataku kotów na drzwi. Nastała pora karmienia tych potworów. Biegają od miski do miski porównując, która pełniejsza. Czasem w tym zamieszaniu wciągają karmę z jednej. Psy to co innego. Pełna kultura, ale i rygor. Siedzą i czekają, wpatrując się we mnie. Ach te ich piękne oczy w napięciu wyczekujące na pozwolenie. Dwa słowa, Songi, ok. i rzuca się na żarcie. Kiedyś potrafił smakować, delektować się tą samą ilością przez kilka godzin. Punia uświadomiła mu, że albo od razu, albo wcale. Nakarmione, a ja idę na spacer. Sam, bez psów, bez aparatu.

Od jakiegoś czasu mam wątpliwości czy dalej bawić się w fotografowanie. Aparat jest jaki jest, tematy ciągle te same, no i ta cholerna ambicja, co potrafi zepsuć wszystko. Zniszczy każdą zabawę. Był czas, że strugałem, ale gdy zrozumiałem, że pewnych ograniczeń niezależnych ode mnie nie pokonam, zabawa przestała być zabawą i szlag ją trafił. Coś mówiło: Strugaj, to nic, że kasy z tego nie ma, ale to drugie coś mówiło: pierdolnij, bo to bardziej logiczne. No i postąpiłem logicznie. Prawie się udało. To prawie, to tak od lat.

Kiedy się wydaje, że szczęście tuż, to okazuje się, że to tylko się wydawało. Spacer był miły tylko to ciągłe kadrowanie, choć aparatu nie miałem. Tak, jak z tym suwaniem dłutkiem po twarzy rozmówców, gdy był czas strugania. A to piekielne rymowanie, które się rymowało dzień i noc, i spać nie dawało. A zabawki, gdy dziecinniałem i chyba wszyscy mieli mnie dość. I tak z wszystkim, i życie przeleciało na niczym. Przyznaję, dość miło, mimo wszystko.

Czas na posiłek. Dziś apetyt mam na owsiankę, taką na mleku. Rozpaliłem w piecu. Dymi się, ale mam nadzieję, że w końcu pójdzie w komin. Mimo wszystko spojrzałem na termometr za oknem. Godzina południowa, temperatura plus osiem stopni. No to już wiedziałem. Nic z palenia nie będzie. Zanim wygasiłem ogień dym zakrył wszystko. Pootwierałem okna, drzwi. Prawie jak wiosną, tylko ten odorek i szczypanie w oczy. Pokusiło mnie, by od razu przeczyścić rury. Ta pozioma zaklejona. Oczyściłem. Zaczęło się sprzątanie kuchni, mycie podłogi. No i kawa. Druga kawa. Trzecia kawa? Chciało by się jak u Muńka. Trzeci strąg, czwarty strąg, piąty strąg. Ech, kocham Cię jak Irlandię. Nieee. Nieee, druga kawa i na tym koniec.