Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Perły przed wieprze. Kler

Marek Szarek

Kler – reż. Wojciech Smarzowski

Przed wejściem do ursynowskiego Multikina stał kandydat na radnego i rozdawał ulotki wyborcze. Ania wyciągnęła rękę i cofnęła ją, jak oparzona, kiedy spostrzegła, że to ulotka Pisu!
– Przeczytajcie chociaż mój program! – Krzyknął za nami kandydat prawicy.
Wzdrygnąłem się nerwowo, bałem się, że usłyszę:
– Tylko świnie siedzą w kinie! – Przecież Gazeta Wyborcza ostrzegała!

W wypełnionej po brzegi sali Multikina widzowie w bolesnym napięciu chłonęli obraz Smarzowskiego. Siedzący obok mnie młodzieniec z wrażenia zapomniał zamknąć buzię, z której sypał się nieprzeżuty popcorn. Jego partnerka wbita w fotel, tak mocno ścisnęła kubek z colą, że napój chlusnął na zewnątrz i zmoczył moje spodnie we wstydliwym miejscu! A na ekranie – Sodoma z Gomorą.

Bohaterowie „Kleru” – księża i prałaci Kościoła katolickiego popełniają wszystkie możliwe i niemożliwe grzechy główne i śmiertelne. Piją, cudzołożą, kradną, szantażują, kłamią, sieją zgorszenie, gwałcą nieletnich, nawet zabijają. Biskup i pracownicy kurialni pokazani w filmie, bardziej przypominają szefa mafii na czele ferajny, niż sługi Boże. Smarzol przez ten film będzie smażył się w piekle do końca świata albo zostanie okrzyknięty nowym świeckim Lutrem i przejdzie do historii polskiego kościoła.

„Kler” jest: stronniczy, tendencyjny, niesprawiedliwy, chwilami karykaturalny, ale waga tematu oraz sprawność reżysera powodują, że film awansuje do rangi dzieła sztuki i uwodzi widza, który przyjmuje prawdę ekranu, jak prawdę objawioną. Mam wątpliwości, czy tak wygląda prawda? Nasz Kościół choruje, ale przecież nie leży na łożu śmierci!

Statystyki podają, że wśród polskiego kleru „tylko” 2 do 3-ech procent duchownych popełniło grzech pedofilii. Zapewne dużo więcej jest wśród księży: pijaków, cudzołożników, hipokrytów, bezwzględnych chciwców lecących na kasę. Ale w polskim Kościele, oprócz ludzi podobnych do filmowego biskupa Mordasiewicza (brawurowa rola Gajosa), oprócz cynicznych kurialistów Lisowskich (Braciak) i księży alkoholików (Więckiewicz) są też prawdziwi kapłani: Boniecki, Lemański, Zięba, Hryniewicz, legion innych. Są biskupi; Pieronek, Ryś, kiedyś: Tischner, Kominek. Obecność takich ludzi daje nadzieję, że Kościół nie jest tylko bezduszną korporacją nastawioną na wyciśnięcie z wiernych maksymalnych zysków, jak to przedstawił reżyser, że wielka tajemnica wiary, to nie tylko – złoto i dolary, jak śpiewają pijani bohaterowie filmu (dziękuję Winicjuszu).

Mimo, że jestem agnostykiem i rzadko bywam w kościele, to z niechęcią słucham głosów naszej inteligencji liberalnej, która oczekuje, że film Smarzowskiego zapoczątkuje upadek polskiego Kościoła. Że opustoszy świątynie, jak w Hiszpanii, Irlandii. Jakoś nie cieszy mnie perspektywa pustych kościołów. Pustka nie jest wartością. W obrazie Smarzowskiego nie ma miejsca na nadzieję. Zło jest potężne, totalne, zwycięskie. Ale ja mam nadzieję, że duch Ewangelii odnowi polski Kościół. Ta nadzieja nazywa się papież Franciszek!

Przeczytałem swój wpis i aż się wzdrygnąłem ze zdziwienia, że to ja napisałem – stary bezbożnik, dowcipniś, niedowiarek! Tekst jest kaznodziejski i bombastyczny! Ale puszczam bez poprawek. Przecież – Spirytus flat ubi vult!

Reklamy


Dodaj komentarz

Perły przed wieprze. Układ zamknięty, Uwikłani, Kret

Marek Szarek

„Układ zamknięty” reż. Ryszard Bugajski

Od czasu do czasu otwieram reżimową telewizję. I nie wiem czy mam śmiać się, czy płakać, oglądając różne, pocieszne obrazki, które nowi włodarze TVP nam serwują! A to uraczą nas widokiem Donalda Tuska w podkoszulce i spodenkach gimnastycznych, jak składa kwiaty pod miejscem pamięci ofiar zamachu w Brukseli, a to poskarżą się na głupich Francuzów bezpodstawnie lękających się polskich kibiców, którzy przecież są gołąbkami kultury i pokoju.

Ale, bywa też poważniej i ciekawiej!

W minioną niedzielę obejrzałem film Ryszarda Bugajskiego pt. „Układ Zamknięty”. Rzecz została zrealizowana w 2013 roku za pieniądze prywatnych sponsorów, bo, jak zapewniają producenci – oficjalne instytucje nie chciały sfinansować dzieła, które obnaża złą wolę i zbrodnie państwowych urzędników dokonane w majestacie prawa.

Film pokazuje, jak prokuratorzy razem z urzędem skarbowym i wysokimi urzędnikami ministerstwa niszczą nowoczesne, świetnie rozwijające się przedsiębiorstwo założone przez młodych, polskich biznesmenów. Wszyscy ukazani w filmie skorumpowani funkcjonariusze państwowi to są byli komunistyczni prominenci, którzy bezboleśnie przeszli proces adaptacji do nowego systemu i w wolnej Polsce nadal zajmują wysokie stanowiska, trzymając się razem i tworząc mafijno-polityczne struktury gnębiące niewinnych ludzi i osłabiające państwo.

Znacie tę narrację?

Wpisują się w nią też dwa inne filmy, które niedawno oglądałem na kanale TVP Kultura: „Uwikłani” Jacka Bromskiego i „Kret” Rafaela Lewandowskiego. Pierwszy z nich to wariacja na podobny temat. W filmie Bromskiego, byli ubecy i ekskomuniści wciąż są grupą trzymającą władzę, szantażującą obywateli i infiltrującą służby porządkowe młodej, polskiej demokracji. „Kret” to opowieść o byłym przywódcy związkowym, który został tajnym współpracownikiem ube i swoimi donosami zaszkodził kolegom…

Znacie?

Wymienione filmy wpisują się w linię propagandową rządzącej partii, będąc przy tym autentycznymi i żywymi dziełami sztuki filmowej. Oglądałem te produkcje z zainteresowaniem i uznaniem. Jak widać politykę kulturalną robić można nie tylko na chama, czego sobie i państwu życzę.

P.S. Ale może lepiej nie robić jej wcale i dać twórcom spokój?


Dodaj komentarz

Perły przed wieprze. Mefisto

Marek Szarek

Mefisto – dramat z 1981 roku w reżyserii Istvána Szabó

Psia gwiazda goreje na sierpniowym niebie i miesza ludziom w głowach! Z tego pomieszania zamieniłem psa na Manna. Wprawdzie, nie na noblistę Tomasza, tylko na Klausa, ale pies też nie był rasowy! Takie przygody zdarzają się niemłodym sprzedawcom sztucznych pereł podczas kanikuły.

Wyjeżdżając na weekend zapomniałem zabrać ze sobą, jakąkolwiek książkę. Więc, kiedy po drodze oddawałem młodym przyjaciołom pieska na przechowanie, poprosiłem o coś do czytania. Dostałem – „Mefista” Klausa Manna. Ta leciwa, ale poczciwa powieść popełniona w 1936 roku brzmi dzisiaj niepokojąco aktualnie. Wprawdzie o przyczynach narodzin faszyzmu w przedwojennych Niemczech napisano tysiące tomów analizujących etiologię i fenomenologię nazizmu w kategoriach: artystycznych, psychologicznych, ekonomicznych, socjologicznych, medycznych i jakich kto chce, więc książka Manna nie zaskoczy was niczym, o czym byście wcześniej nie czytali u: Grassa, Horney, Bullocka, Arendt i legionu innych.

Bohaterem powieści Klausa Manna jest Hendrik Hofgen, utalentowany aktor pochodzący ze środowiska zbankrutowanego drobnomieszczaństwa. Impotent i karierowicz trawiony seksualno-towarzyskimi kompleksami. Komediant gotów służyć talentem, każdemu kto zaspokoi jego chore ambicje. Już w pierwszym rozdziale powieści autor maluje zbiorowy portret ludzi stojących na szczytach władzy faszystowskich Niemiec. Każdy z nich naznaczony jest jakąś fizyczną albo psychologiczną ułomnością. To ludzie: chromi, garbaci, otyli, karłowaci, zazdrośnicy, megalomani i wariaci. Władza jest ich chorobą i lekarstwem, środkiem i celem, żądzą i spełnieniem, racją i szaleństwem.

Czy ta wyliczanka wydaje się wam znajoma? Bo mnie tak! I chyba nie tylko mnie. Także artyści działający w warszawskim „Teatrze który się wtrąca” przypomnieli sobie powieść niemieckiego pisarza i już niedługo na scenie „Powszechnego” zobaczymy inscenizację „Mefista” w reżyserii Agnieszki Błońskiej. Dlatego już teraz uśmiecham się do „Świętej Agnieszki od biletów”, czyli miłej pani redaktor z miesięcznika „Teatr”. A młodym przyjaciołom – Edycie i Jackowi dziękuję za opiekę nad pieskiem i trafny dobór „lektury zastępczej”!