Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Perły przed wieprze. Układ zamknięty, Uwikłani, Kret

Marek Szarek

„Układ zamknięty” reż. Ryszard Bugajski

Od czasu do czasu otwieram reżimową telewizję. I nie wiem czy mam śmiać się, czy płakać, oglądając różne, pocieszne obrazki, które nowi włodarze TVP nam serwują! A to uraczą nas widokiem Donalda Tuska w podkoszulce i spodenkach gimnastycznych, jak składa kwiaty pod miejscem pamięci ofiar zamachu w Brukseli, a to poskarżą się na głupich Francuzów bezpodstawnie lękających się polskich kibiców, którzy przecież są gołąbkami kultury i pokoju.

Ale, bywa też poważniej i ciekawiej!

W minioną niedzielę obejrzałem film Ryszarda Bugajskiego pt. „Układ Zamknięty”. Rzecz została zrealizowana w 2013 roku za pieniądze prywatnych sponsorów, bo, jak zapewniają producenci – oficjalne instytucje nie chciały sfinansować dzieła, które obnaża złą wolę i zbrodnie państwowych urzędników dokonane w majestacie prawa.

Film pokazuje, jak prokuratorzy razem z urzędem skarbowym i wysokimi urzędnikami ministerstwa niszczą nowoczesne, świetnie rozwijające się przedsiębiorstwo założone przez młodych, polskich biznesmenów. Wszyscy ukazani w filmie skorumpowani funkcjonariusze państwowi to są byli komunistyczni prominenci, którzy bezboleśnie przeszli proces adaptacji do nowego systemu i w wolnej Polsce nadal zajmują wysokie stanowiska, trzymając się razem i tworząc mafijno-polityczne struktury gnębiące niewinnych ludzi i osłabiające państwo.

Znacie tę narrację?

Wpisują się w nią też dwa inne filmy, które niedawno oglądałem na kanale TVP Kultura: „Uwikłani” Jacka Bromskiego i „Kret” Rafaela Lewandowskiego. Pierwszy z nich to wariacja na podobny temat. W filmie Bromskiego, byli ubecy i ekskomuniści wciąż są grupą trzymającą władzę, szantażującą obywateli i infiltrującą służby porządkowe młodej, polskiej demokracji. „Kret” to opowieść o byłym przywódcy związkowym, który został tajnym współpracownikiem ube i swoimi donosami zaszkodził kolegom…

Znacie?

Wymienione filmy wpisują się w linię propagandową rządzącej partii, będąc przy tym autentycznymi i żywymi dziełami sztuki filmowej. Oglądałem te produkcje z zainteresowaniem i uznaniem. Jak widać politykę kulturalną robić można nie tylko na chama, czego sobie i państwu życzę.

P.S. Ale może lepiej nie robić jej wcale i dać twórcom spokój?

Reklamy


Dodaj komentarz

Perły przed wieprze. Mefisto

Marek Szarek

Mefisto – dramat z 1981 roku w reżyserii Istvána Szabó

Psia gwiazda goreje na sierpniowym niebie i miesza ludziom w głowach! Z tego pomieszania zamieniłem psa na Manna. Wprawdzie, nie na noblistę Tomasza, tylko na Klausa, ale pies też nie był rasowy! Takie przygody zdarzają się niemłodym sprzedawcom sztucznych pereł podczas kanikuły.

Wyjeżdżając na weekend zapomniałem zabrać ze sobą, jakąkolwiek książkę. Więc, kiedy po drodze oddawałem młodym przyjaciołom pieska na przechowanie, poprosiłem o coś do czytania. Dostałem – „Mefista” Klausa Manna. Ta leciwa, ale poczciwa powieść popełniona w 1936 roku brzmi dzisiaj niepokojąco aktualnie. Wprawdzie o przyczynach narodzin faszyzmu w przedwojennych Niemczech napisano tysiące tomów analizujących etiologię i fenomenologię nazizmu w kategoriach: artystycznych, psychologicznych, ekonomicznych, socjologicznych, medycznych i jakich kto chce, więc książka Manna nie zaskoczy was niczym, o czym byście wcześniej nie czytali u: Grassa, Horney, Bullocka, Arendt i legionu innych.

Bohaterem powieści Klausa Manna jest Hendrik Hofgen, utalentowany aktor pochodzący ze środowiska zbankrutowanego drobnomieszczaństwa. Impotent i karierowicz trawiony seksualno-towarzyskimi kompleksami. Komediant gotów służyć talentem, każdemu kto zaspokoi jego chore ambicje. Już w pierwszym rozdziale powieści autor maluje zbiorowy portret ludzi stojących na szczytach władzy faszystowskich Niemiec. Każdy z nich naznaczony jest jakąś fizyczną albo psychologiczną ułomnością. To ludzie: chromi, garbaci, otyli, karłowaci, zazdrośnicy, megalomani i wariaci. Władza jest ich chorobą i lekarstwem, środkiem i celem, żądzą i spełnieniem, racją i szaleństwem.

Czy ta wyliczanka wydaje się wam znajoma? Bo mnie tak! I chyba nie tylko mnie. Także artyści działający w warszawskim „Teatrze który się wtrąca” przypomnieli sobie powieść niemieckiego pisarza i już niedługo na scenie „Powszechnego” zobaczymy inscenizację „Mefista” w reżyserii Agnieszki Błońskiej. Dlatego już teraz uśmiecham się do „Świętej Agnieszki od biletów”, czyli miłej pani redaktor z miesięcznika „Teatr”. A młodym przyjaciołom – Edycie i Jackowi dziękuję za opiekę nad pieskiem i trafny dobór „lektury zastępczej”!


Dodaj komentarz

Perły przed wieprze. Przegląd lektur

Marek Szarek

Andrzej Stasiuk – Dukla

O blaszany dach mojej hurtowni deszcz jesienny dzwoni. W uszach też mi dzwoni, cisza, bo rosyjskojęzycznych klientów jak na lekarstwo. Czasami zajrzy jakiś zabłąkany Kaliningradiec albo Ryżanin. Nie jestem pewien, czy dobrze odmieniam nazwę mieszkańca Rygi, ale się tym nie przejmuję, bo wpadłem po uszy w lekturę najnowszej książki Stasiuka, w której mistrz prozy polskiej opisuje swoje przygody z podróży do Rosji.

W ostatniej książce autora „Dukli” zakochałem się na zabój, bo pisarz ma absolutny słuch do języka, sokole oko do szczegółu i orli pazur zamiast długopisu.

Takich komplementów nie mogę udzielić książeczce autorstwa S. Chutnik pt. „Smutek Cinkciarza”. Na obwolucie książki ktoś napisał, że jest w niej oddana prawdziwa magia życia półświatka w peerelu. Zapewniam Was, że żadnej magii tam nie znalazłem, a opisy życia półświatka w socjalistycznej Polsce mają się tak do rzeczywistości, jak gipsowa atrapa wędlin na wystawie sklepu mięsnego w epoce późnego Gierka do szynki parmeńskiej sprzedawanej w bufetach dzisiejszych delikatesów. Dałem się nabrać na tę magię i realnie wydałem 29 złotych.

Czytam Stasiuka, słucham jak deszcz na dachu wygrywa melancholijną melodię w rytmie walca „Na sopkach Mandżurii” i myślę, że niebawem moje kłopoty ze zbytem znikną, bo w telewizji podawali, że minister Morawiecki bawi z oficjalną wizytą u prezydenta Łukaszenki i wkrótce nastąpi otwarcie na Białoruś. W związku z tym spodziewam się napływu klientów z Mińska i już zawczasu szlifuję sidolem sztuczne perły w hurtowni.

A póki co, pomyślałem, że powinienem poprawić swój image na Fb – wyczyścić i wyszlifować, żeby błyszczał jak kryształy w naszyjniku od Swarowskiego. Dotąd, prezentowałem się znajomym, paradując po profilu w starych dresach z lampasami, z butelką najtańszego piwa w ręku i kolią fałszywych brylantów na szyi. Postanowiłem, że skończę z tym siermiężnym pijarem. Przestanę narzekać na ceny książek i trudności z sikaniem.

Będę jak Oscar Wilde albo lord Alfred Douglas. Na fejsa wrzucę swój portret, na którym będę przedstawiony jak siedzę w klubowym fotelu ze szklaneczką 12-letniej whisky w ręku, niedbale przeglądam Paris Match i głaszczę charta…

Mam nadzieję, że po takiej korekcie wizerunkowej, całusy i serduszka od znajomych Pań wysypią się na moim profilu jak betki w jesiennym zagajniku.