Spółki Miejskie


1 komentarz

Wesołe miasteczko. Neron

Włodek Małkowski

Plakat promujący włoską adaptację filmową Quo vadis z 1912 roku

aczkolwiek sen mój płytki
zagłębiłem się myślą
z tej powierzchowności
w jego ulotne sedno
na niezmierzone głębokości
wszelkich innych płytkości
a tam Neron szedł pierwszy
w purpurowych szatach
i złotym laurze na głowie
o twarzy bladej na której
uśmiech jakby mimochodem
lekko pod oczu żaglami
płynął nad popiołami miasta
nagradzając Rzym ogrodami
wprost ze swoich sandałów
pobrzękując dzwonkami
sprawiał radość ludowi
fikającemu kozły
rzekłbyś że dla błazna
deklamującego poemat
o tym że senat kłamie
za nim tylko już inni grajkowie
w zielonych tunikach
przygrywali mu do rytmu
na szmaragdowych akordeonach
w bębenek stukała różowa małpka
zasępił się w ciemności stary Galba
gdzieś za płotem zapadłej wioski
Tacyt jak pies na łańcuchu szczekał
a on tylko jak wielki artysta
uśmiechnął się do mnie
jakby mimochodem i zniknął
jeszcze tylko przez chwilę
różowa małpka stukała w bębenek
a potem to już tylko
szare wiosenne niebo za oknem
i pytia delficka niosąca z rynku kartofle

Reklamy


Dodaj komentarz

Poezja i nne nieszczęścia. Rozstaje

Błażej Sędzikowski

Michał Wywiórski (Gorstkin) – Krzyż na rozstaju

Bo już dosyć mam tych rozstań
tragicznych
dramatycznych
romantycznych
raz bym chciał się rozstać czule
czemu zawsze muszę z bólem?

Czy pamiętasz tamtą podróż
noc pod mostem, deszcz i wiatr?
ty odszedłeś w dal bez słowa
a ja dosyć mam już strat

Bo już dosyć mam tych rozstań
tragicznych
dramatycznych
romantycznych
raz bym chciał się rozstać czule
czemu zawsze muszę z bólem?

Ciągle w furii zrywam więzy
imię gubię na zakręcie
ciągle płoną jakieś mosty
ciągle bolą zdrady częste

Ty wybrałaś obcych ludzi
miłość powiedziała żegnaj
powiedziałem sobie luzik
choć wiedziałem – nie ty jedna

Potem zawróciłem z wiatrem
pamięć niosłem jak przestrogę
siebie – mą ostatnią kartę
niosłem na spotkanie z Bogiem

Dzisiaj Panie przy mnie zostań
bo już dosyć mam tych rozstań
tragicznych
dramatycznych
romantycznych
raz bym chciał się rozstać czule
czemu zawsze muszę z bólem?


Dodaj komentarz

Poezja i inne nieszczęścia. Impresja o świcie

Błażej Sędzikowski

Dariusz Ślusarski – Sen nocy letniej

Blady świt, za oknem chude ptaszory
jazgoczą wystrzępionym trenem.
Po nocy czekania wiem już, że mój sen
nie przyjdzie na umówione spotkanie.
Pewnie jak zwykle upił się gdzieś po drodze
i poszedł do kogoś innego.
Pewnie teraz ten ktoś chrapie potężnie
dwoma snami naraz,
a ja zdycham jak ryba
w pustej miednicy odpoczynku.
A tak chciałbym
wypełnić się snem jak watą,
przestać rozważać, aż do nieważkości,
rozpłynąć się w sobie,
zniknąć.
Tymczasem niebo zaróżowiło się
rodząc słońce
co nadało mu barwę niedogotowanego mięsa
lub halki mojej babci.
Jest to widok obrzydliwy,
wiec odwracam wzrok do ściany.
Naprawdę nie potrafię zrozumieć ludzi,
którzy się tym zachwycają.
Ba! Ci furiaci są zdolni wstawać o czwartej
przerywając sen, który jest wtedy najlepszy
specjalnie po to, by zobaczyć jak Bóg,
którego oczywiście nie widać,
rozwiesza na niebie halkę mojej babci.