Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Proste historie. Mateusz Piskorski. Kręgi nicości

Jarosław Kapsa

Temida – bogini sprawiedliwości

W czerwcu 2016 roku napisałem tekst „Wolność dla Mateusza Piskorskiego”; domagając się możliwie szybkiego wyjaśnienia sprawy aresztowanego 28 maja 2016 roku byłego posła „Samoobrony”. Wkrótce miną dwa lata. Były polityk siedzi; w areszcie spędzi kolejne święta Wielkiej Nocy. Być może rozmyślać będzie nad znamionami czasu; wszak w czasach rzymskich Jezus miał prawo do publicznej obrony przed sądem Piłata natychmiast po aresztowaniu.

Przypomnijmy delikatnie, by nikogo nie urazić, zapisy Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Art. 41. „Każdemu zapewnia się nietykalność osobistą i wolność osobistą. Pozbawienie lub ograniczenie wolności może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonych w ustawie.” Art 45 „Każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd.”. Przypomnijmy także źródło pochodzenia tego prawa. W prastarej Anglii podobnie brzmiał zapis „Magna Karta”, w starożytnej Polsce przywilej czerwiński wydany w 1434 roku przez króla Władysława Jagiełłę; w nowożytnej Anglii Habeas Corpus Act, a następnie podobne gwarancje zawierały wszelkie konstytucje demokratycznych państw i deklaracje praw człowieka. Innymi słowy od wieków uznawano, że zasada „nikt nie może być uwięziony bez wyroku niezależnego, bezstronnego i niezawisłego sądu” jest podstawowym prawem każdej jednostki. Ta zasada wyznacza granicę między państwem a tyranią. Nie musimy bawić się w kazuistykę, dowodzić, że dwa lata to jeszcze nie jest „nieuzasadniona zwłoka”. Wiem co to jest więzienie; wiem, że każdy dzień w nim spędzony jest rodzajem tortury. Tłumaczenie tortur jako rodzaju mniej lub bardziej zasadnej zwłoki jest żałosnym wykrętem tyrana.

O wyjaśnienie sprawy Piskorskiego apelowały teksty publikowane w opiniotwórczych mediach: w „Rzeczpospolitej” i w „Gazecie Wyborczej”; o jego uwolnienie upominają się politycy z różnych opcji, w tym poseł niezależnej prawicy Janusz Sanocki i były polityk lewicy Piotr Ikonowicz. Widoczna w tym jest wspólna troska; jeśli bezkarnie naruszone są prawa jednego człowieka, zagrożone są podstawowe wolności wszystkich. Przyłączyć się można do tych głosów, powtarzając słowa: „uwolnić Piskorskiego”. Jednocześnie warto sobie zadać pytanie, dlaczego jest tak, jak jest…

Krąg 1

Państwo stworzyło społeczeństwo, by miał kto bronić jego praw i własności. By ta obrona była skuteczna przyznano państwu monopol na stosowanie przemocy oraz wyłączność w wymierzaniu sprawiedliwości. Posiadanie monopolu czy to na sprzedaż wódki, czy na stosowanie przemocy, może zachęcać do nadużyć. Dlatego krępuje się monopol państwa prawami i umowami, tworzy się różne instytucje kontroli, dba by monopol nie skupił się w jednej ręce, lecz był podzielony między różne, równoważące się instytucje władzy. Rozwój demokracji wynikał z obaw przed własnym państwem, także tym państwem, którego władze wybieramy w sposób demokratyczny.

Wyobraźmy sobie sytuację, że funkcjonariusz reprezentujący państwo zabija człowieka. Ponieważ jest reprezentantem państwa inne organy państwa biorą go w obronę. Nawet, gdy przestępstwo jest oczywiste, prokurator interpretuje wszelkie okoliczności na korzyść sprawcy; instytucja państwa finansuje mu obrońcę; nie osadza się go w areszcie (bo obowiązuje domniemanie niewinności i brak obaw o mataczenie). Czy możemy mieć zaufanie do takiego państwa, które zamiast bronić prawa, chroni swoich?

Przypadkowo można porównać los, oskarżanego o szpiegostwo, Piskorskiego, z dolą obwinianych o śmierć młodego wrocławiaka policjantów. To, całkowicie przypadkowe porównanie rodzić może w mózgu podejrzenie, że zamiast naszego państwa mamy jakiś twór „samych swoich”, związek ochrony interesów rządzących przeciw rządzonym. I to nie mój problem, by to podejrzenie uzasadniać. Od monopolisty cukrowego, wódczanego czy paliwowego nie oczekuję apeli, manifestów i uroczystych zapewnień, że nie wykorzystają swojej pozycji by mnie jako konsumenta ograbić i oszukać; domagam się jedynie przestrzegania prawa i umów. Tak samo od monopolisty w używaniu przemocy oczekuję dokładnie tego samego; by takie samo prawo dotyczyło „swojego” i „obcego”; by wobec każdego stosowano domniemanie niewinności, a każdy oskarżony miał prawo by, bez zbędnej zwłoki, o jego winie zdecydował bezstronny, niezależny i niezawisły sąd.

Krąg 2

Tłum kieruje się emocjami. Jeśli ktoś kibicuje „Legii” lub polskiej reprezentacji, chce wygranej nie patrząc czy sukces zdobyto zgodnie z przepisami, czy nie. Gol wbity ręką przez Maradonę, był przez kibiców Argentyny odebrany jako szczególny rodzaj łaski Opatrzności, a nie jako zwykłe oszustwo.

Takie same emocje dyktują nasze zachowanie w sprawach społecznych. Jeśli przestępstwo zostało dokonane przez kogoś obcego, domagamy się natychmiastowej i surowej kary. A jeśli to samo uczynił nasz brat, swat lub kolega, znajdujemy tysiące okoliczności usprawiedliwiających. Naganne zachowania znajdujemy zazwyczaj u polityków wstrętnej nam opcji, takie same zachowania akceptujemy u swoich. Świętowanie w lesie urodzin pana Hitlera przez jakiegoś idiotę, uzasadnia w naszych oczach konieczność ograniczania prawa do zgromadzeń i stowarzyszeń ludzi posądzanych o faszyzm; taka sama nekrofilia wielbicieli Stalina czy Che Guevary traktowana jest jako niegroźna egzotyka. Ludzie z natury lubią palić czarownice, pod warunkiem, że wiedźma jest żoną sąsiada.

Krąg 3

Interweniując w obronie Piskorskiego trzeba się tłumaczyć, że nie podziela się jego poglądów…

Przeczytajcie to zdanie raz jeszcze i zastanówcie się, gdzie my żyjemy. Siedzi człowiek w areszcie obciążony hańbiącym zarzutem szpiegostwa; przez blisko dwa lata prokuratura nie jest w stanie przedstawić uzasadnionego dowodami aktu oskarżenia, nie jest nawet w stanie uzasadnić czy trzymanie obwinionego w areszcie ma jakiś wyższy sens; to i tylko to, stanowić może powód do niepokoju każdego przyzwoitego człowieka. Przyzwoitość nakazuje żyć zgodnie z imperatywem Kanta, przyzwoitość wymaga solidarności z każdym pokrzywdzonym. Co mają wspólnego z tym poglądy pokrzywdzonego?

Obawiać się trzeba jednego. Każdy ma prawo wyboru własnej drogi poszukiwania szczęścia. Jeśli za wybór jednej z dróg trzeba płacić więzieniem; wcześniej czy później stracimy tą wolność; staniemy się stadem owiec prowadzonych w jednym kierunku, na takie łąki szczęśliwości jakie wymarzy dla nas przodownik stada. Czy na prawdę w imię niechęci do jakiś poglądów gotowi jesteśmy stać się owcami?

Krąg 4.

Państwu nie wystarczy monopol na stosowanie przemocy, chce mieć także monopol na posiadanie racji. Nazywa ją czasem Racją Stanu, a monopol – patriotyzmem. Jako człowiek o zgodnej naturze, gotów jestem uznać jedno i drugie. Stawiam tylko jeden warunek; jedno i drugie musi być wpisane w porządek prawny; zapis prawa jest podstawową umową regulująca relacje obywatela z państwem. Obywatel jest patriotą, gdy płaci podatki i przestrzega prawa; państwo kieruje się Racją Stanu, gdy broni i chroni Konstytucji i praw z niej wynikających.

Relacje między ludźmi i między państwami są podobnie skomplikowane. Człowiek może skrzywdzić innego człowieka zgodnie z literą prawa. Człowiek może przekonać większość innych ludzi i ustanowić niesprawiedliwe dla mniejszości prawa. Płacenie podatków i przestrzeganie prawa nie daje żadnych gwarancji obywatelowi, gdy państwo jest złe i niesprawiedliwe. W szczególnych sytuacjach, gdy brak jest innych mechanizmów wprowadzenia zmiany, człowiek ma prawo buntu przeciw złemu państwu. Nie można jednak tego prawa „buntu” przyznać państwu; państwo nawet jeśli uznaje, że jakieś zachowanie jest złe i niesprawiedliwe, nie może stosować przemocy naruszającej prawo. Bo taki jest podstawowy warunek przyznania państwu monopolu na stosowanie przemocy; może, a czasem nawet powinno, ją używać tylko w obronie prawa.

Zarzut, że dana osoba, polityk opozycyjny, prowadzi działalność przeciw swojemu państwu, wspomagając obce, wrogie nam państwo, pojawiał się w naszej historii dość często. Wystarczająco często, by być na to uodpornionym. W szeregu oskarżonych o to znajdziemy: Józefa Piłsudskiego, Wincentego Witosa, Wojciecha Korfantego, gen. Władysława Andersa, Jerzego Giedroycia, Lecha Wałęsę, Jacka Kuronia, Bronisława Geremka; każdemu z wymienionych stawiano publicznie zarzut o konszachty z wrogami „naszej Ojczyzny”. Co więcej, nie trudno wymienionym udowodnić takowe „konszachty”, a nawet wyliczyć ile marek, koron czy dolarów otrzymali od wrogów. Przyjąć tylko należy jeden drobiazg pojęciowy; w każdym okresie historycznym utożsamiać „naszą Ojczyznę” z państwem należącym do ekipy rządzącej. Można mówić (po to jest wolność głosu), że rządowi szkodzi „ulica i zagranica”; ale aby postawić komuś zarzut skutkujący sankcją karną, że ktoś współpracuje z „wrogiem” na szkodę swojego państwa; konieczne jest nie tylko mocne uzasadnienie dowodowe, ale także odejście od utożsamienia państwa z ekipą rządzącą. Państwo to rząd i Sejm, to sądy i samorządy, to policjant i urzędnik skarbowy, to różnorodny i złożony organizm stworzony, by chronić obywateli i ich własność; państwo to Konstytucja i prawa z niej wynikające; państwo – także – to przeszłość i przyszłość, które chronić trzeba w imię lojalności wobec odeszłych i przyszłych pokoleń. Bywało tak i bywa, że czasem elementów takowego państwa trzeba bronić sprzymierzając się z obcymi przeciw „swoim rządzącym” niszczącym naszą Ojczyznę. Współczesna obrona niezawisłości sądów czy dziedzictwa przyrodniczego w Puszczy Białowieskiej są tego dowodem.

Krąg 5

Ale agentura zawsze była i zawsze działała przeciw państwu – tak też można argumentować. Oczywiście. Zawsze istniała agentura; zawsze też miała dwa oblicza. Pierwsze, to tradycyjne szpiegostwo, czyli pozyskiwanie informacji. Czy się kieruje biznesem, czy państwem, zawsze dobrze jest wiedzieć co robi konkurencja (a czasem zarobić można na kradzieży ich pomysłów). Drugi rodzaj agentury to agenci wpływu. Też trzeba to traktować normalnie, nie demonizować. Jestem osobiście zwolennikiem poglądu, że dobra polityka zagraniczna wymaga dbania, by nasi sojusznicy, obojętnie kim oni są, byli silniejsi od naszych przeciwników. Jeśli tak, to warto mieć wszędzie „agentów wpływów”, powodujących, by obce państwa chciały być naszymi sojusznikami lub przynajmniej były wobec nas nastawione neutralnie. Skuteczny agent wpływu nie powinien być jurgieltnikiem (żołdakiem), najlepiej, gdy go nic bezpośrednio nie łączy z naszą władzą.

Takim skutecznym naszym agentem wpływu w Niemczech jest Robert Lewandowski, dzięki jego grze społeczność niemiecka z większą sympatią traktuje Polskę. Wysoko usytuowanymi agentami wpływów byli ś.p. Zbigniew Brzeziński i ś.p. Jana Paweł II. W ZSRR doskonale rolę agentki wpływu wykonywała Anna German (choć mój kolega jest tu przeciwnego zdania).

Tacy agenci wpływu są najlepsi. Dopiero, gdy brak takowych, a państwo ma aspiracje agresywne sięga się po „jurgieltników”. Polityka to biznes, także w tej sferze trzeba liczyć koszty w stosunku do efektów. Po co finansować agenta wpływu, którego oddziaływanie propagandowe zjednać może 1% obywateli? Co będzie miało z tego „wrogie państwo”, jeśli zyska w Polsce ten 1% entuzjastów? Przecież znacznie większy procent sympatyków pozyskać można mądrze urządzoną promocją kulturalną czy poprzez wymianę młodzieży. Agent wpływu przydatny jest, gdy jako wysoki urzędnik rządowy ma wpływ na przetargi przy zakupie uzbrojenia; przydatny jest, gdy ma realny wpływ na kształt stanowionego prawa; przydatny jest, gdy jako formalny reprezentant państwa psuje jego opinie w innych krajach.

Nie ma sensu doszukiwać się „jurgieltników”, agentów wpływu tam, gdzie ktoś działa z otwartą przyłbicą, głosząc otwarcie sympatie do innego państwa, nawet uznawanego przez nas za wrogie. Nie ma sensu wierzyć w szczególną szkodliwość takich „jawnych” agentów, nawet, gdy im obiad sfinansuje obca ambasada. Nie jest od nich lepszy, z definicji, ktoś zjadający lunch wyłącznie na koszt polskiego podatnika.

Łatwiej znaleźć rzeczywistego agenta wpływu pytając „cui bono” (dla czyjego dobra) na wieść o opóźnieniu zakupu helikopterów czy na widok szkodliwej dla państwa ustawy. Ale też bez nadgorliwości. Zawsze, w każdej epoce historycznej, w każdym państwie, nie agenci lecz zwykli idioci byli dla państw największymi szkodnikami.

Krąg 6

Państwo dysponuje różnymi narzędziami, by wykonywać monopol na stosowanie przemocy. Czasem takie narzędzia stają się niebezpieczniejsze od zwykłych bandytów. Gdy Gustaw Adolf mobilizował armię najemników, musiał natychmiast napaść inny kraj, bo zwerbowana banda złupiłaby Królestwo Szwecji.

Bezdyskusyjne jest, że państwo potrzebuje służb specjalnych. Zło rodzi się wtedy, gdy służby przejmują kontrolę nad państwem i bezkarnie łupią jego obywateli. W państwach totalitarnych sprawą pierwszej wagi było utrzymanie kontroli przez władzę polityczną nad służbami (stąd Stalin robił okresowe „czystki” w służbach); w okrzepłych demokracjach też, co jakiś czas, ujawniają się próby zawłaszczanie przez służby kompetencji decyzyjnych należących do władzy politycznej. Służby dysponują możliwościami wpływu na proces demokratycznych wyborów, mogą w ten czy inny sposób wymusić korzystne dla siebie decyzje ministrów, mogą wpływać na kształt stanowionego w Sejmie prawa. Nie traktujmy tego jako domniemanie, lecz jako fakt potwierdzony także przykładami z naszej Rzeczpospolitej.

Służby, nawet, gdy nie mają aspiracji politycznych, działają zgodnie z logiką biurokracji. A ta wymaga, by stale uzasadniać konieczność swojego istnienia. Jeśli byśmy powołali inspekcję kontroli roztoczy, to po roku wszystkie media powtarzałyby na podstawie danych urzędowych, jak wielkim zagrożeniem dla naszego zdrowia są te żywioły. CBA musi znaleźć łapówkarzy, choćby się wszyscy urzędnicy nawrócili na protestantyzm i pili tylko wodę źródlaną; ABW musi czasem złapać jakiegoś szpiega czy terrorystę, nawet, gdy akurat nie ma co szpiegować i kogo terroryzować. Może to krzywdzące posądzenie, ale afera doktora z Krakowa, który w towarzystwie trzech agentów miał wysadzić Sejm w powietrze, pachnie próbą uzasadnienia istnienia służb.

Wobec tych dwóch raf – politycznych aspiracji i biurokratycznej gorliwości – w normalnym państwie istnieją pewne mechanizmy bezpieczeństwa. Takimi są przepisy prawne, takimi są ściśle określone kompetencje służb, takimi jest kontrola parlamentarna nad nimi.

Dziś przepisy prawne służb nie ograniczają, kompetencje są pozacierane, a kontrola parlamentarna jest fikcją. Znałem kiedyś ministra-koordynatora tych służb, jako uczciwego człowieka; dziś jednak jest przykładem, że na straży prawa stoi człowiek skazany za naruszanie prawa. Świetna to zachęta dla podwładnych, pokazująca, że najbardziej liczy się skuteczność i lojalność; cechy cenione w każdej mafii.

Jakie są podstawy, by nie wierzyć, że sprawa Piskorskiego jest efektem nadgorliwości służb. On siedzi, oni maja premie. Cui bono?

Krąg 7

Siedzi w nim Mateusz Piskorski, były polityk, były poseł, pewnie także były człowiek. Krąg ma kilka metrów kwadratowych. W święta, jeśli naczelnik aresztu będzie łaskaw, osłodzą mu życie paczką. Nie wie za co siedzi, nie wie ile będzie siedział, nie może myśleć o jutrze, by nie zwariować.

Krąg ten otaczają obojętni ludzie, nie dostrzegający w tym wszystkim jakiegoś problemu.

Reklamy


Dodaj komentarz

Pod rozwagę. Zimny wójt

Piotr Ikonowicz

Pani Ewa mieszka z dziećmi w budynku socjalnym w Komorowie pod Warszawą. Od roku jest kłopot z ogrzewaniem. Kominy są wadliwe, zepsute. Dość, że palenie w piecu powoduje wydzielanie się czadu. Dawka w pewnym momencie była tak wysoka, że lokatorka wraz z córką trafiła do szpitala. Po interwencji u wójta i inspekcji budowlanej, kazano jej piece zaplombować i zamontowano w trybie awaryjnym grzejniki na prąd. Pani Ewa i jej dzieci nie zaczadzieją, ale dochody matki, która prowadzi jednoosobową firmę ubezpieczeniową są niskie i nieregularne. Nie stać jej na grzanie prądem.

Jej sąsiad, starszy pan żyje w biedzie. Od 8 lat bez prądu. Kiedy dowiedział się o zagrożeniu czadem z powodu wadliwych kominów przestał palić w piecu i teraz marznie, ale już wkrótce mają mu założyć licznik na prąd. Kto wie, może zdążą przed końcem mrozów. Najgorsze jest jednak to, że on nie ma z czego płacić.

Nie ma dnia, żeby media nie informowały o ludziach, którzy zmarli czy to wskutek wyziębienia organizmu, czy z powodu zatrucia tlenkiem węgla. I ci bezdomni i ci, którzy grzali się wadliwymi piecami zmarli z biedy. Bo bieda zabija. Zabija też znieczulica.

Wójt kiedy go pani Ewa prosiła o remont pieców i kominów w należących do gminy Michałowice budynku, odpowiedział, że ma fundusze, ale ich na ten cel nie wyda, bo „budynek jest nieopłacalny”. Widocznie pan wójt uroił sobie, że na budynkach socjalnych gmina powinna jeszcze zarabiać.

Każdy z nas jest członkiem jakiejś wspólnoty samorządowej. Wkrótce będziemy wybierać i radnych, wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Zanim oddamy głos dobrze się dowiedzieć, czy w naszej gminie ktoś zamarzł lub zatruł się czadem, a może spłonął z powodu braku odpowiednich remontów i konserwacji miejskich budynków. I kto jest za to odpowiedzialny. Tym tragediom można było zapobiec przy odrobinie empatii. Pani Ewa i jej córka omal nie straciły życia, bo komuś zabrakło empatii, bo nie rozumie po co jest samorząd.

Od jakiegoś czasu mieszkam na przedmieściu Warszawy, w domu, gdzie ludzie grzeją się piecami. Jest tu niski czynsz, a część moich sąsiadów krząta się po okolicy w poszukiwaniu czegoś, co można by spalić, żeby się ogrzać. Pewnie zatruwają środowisko, ale przynajmniej nie zamarzną.

Józef Czapski – Nędza


Dodaj komentarz

Pod rozwagę. Ludzie potrzebują ciepła

Piotr Ikonowicz

Dziewczynka z zapałkami – Ilustracja Jan Marcin Szancer 1955

Wreszcie się wydało dlaczego ludzi niezamożnych samorządy pakują do mieszkań ogrzewanych prądem.

Otóż podczas niedawnych negocjacji z zarządem jednej z dzielnic Warszawy dowiedzieliśmy się, że chodzi o to, że prąd można w każdej chwili odłączyć, a kaloryferów nie. Samorządowcy z góry zakładają, że za centralne ogrzewanie biedni i tak nie będą płacić, choć jest ono cztery razy tańsze od ogrzewania elektrycznego. Chodzi więc nie o jakieś przyczyny obiektywne, techniczne, lecz o świadomą decyzję samorządów, by zafundować najbiedniejszym najdroższe możliwie ogrzewanie, ale za to takie, które można w każdej chwili, gdy biedak nie zapłaci, wyłączyć.

Kobieta, matka dzieciom i babcia wnukom prosi o zamianę lokalu na taki, którego nie trzeba będzie ogrzewać prądem, bo z przyczyn finansowych ma wciąż wyłączaną elektryczność. Bo w wyniku nie dogrzania jest grzyb, który ją, jej dzieci i wnuki dusi. Samorządowcy jednak upierają się, że nie mogą dla niej nic zrobić, bo ilekroć przychodzą na kontrolę do tego zawilgoconego, zagrzybionego i pozbawionego prądu lokalu, lokatorki nie ma w domu. Nie ma, bo tuła się po znajomych, bo gdyby tam przebywała bez prądu, to by umarła z powodu zimna i wilgoci w egipskich ciemnościach. I dlatego właśnie występuje o inny lokal. Kółko się zamyka, a oni wciąż na nowo kontrolują zamiast rozwiązać problem poprzez przydział lokalu, który kobieta może ogrzać. W którym nie będzie grzyba. W którym rachunek za ogrzewanie będzie cztery razy niższy, więc przestanie zalegać z płatnościami.

Nie piszę, która to dzielnica, bo wciąż mam nadzieję, że sprawa znajdzie pomyślne rozwiązanie. A zauważyłem, że urzędnicy samorządowi są bardzo wrażliwi na publiczną krytykę.

Idzie zima. Noclegownie, schroniska i ogrzewalnie już pękają w szwach. Jednocześnie miasto st. Warszawa, podobnie jak wiele innych miast w Polsce, dysponuje wielką liczbą pustostanów. Żeby te mieszkania komukolwiek przydzielić oficjalnie potrzeba wielu procedur, przetargów, remontów. Tymczasem one świetnie już teraz mogą spełnić rolę miejsc chroniących przed zamarznięciem. Nie ma powodu, dla którego na okres zimowy nie można by tych pustostanów udostępnić bezdomnym. Tymczasowo, bez zobowiązań. I może wreszcie ludzie zimą przestaną w Polsce zamarzać.