Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Degustacje. „Polacy”

Autor zbiorowy:

Bartosz Sawicki, Wojtek Bernacki, Zywia Karasińska Fluks, Darek Zalewski, Artur Tatinek Szyszkowski, Adam T. Ruciński, Marek Marky, Władysław Broniewski

Zaobserwowała i spisała: Anna Roś

Balthasar Anton Dunker. Aerostate De Postal, c. 1784

EMIGRANT – Hello, hello, Polacy! W związku z blokadą informacyjną wprowadzoną przez faszystowski/pisowski rząd proszę powiedzcie, czy to prawda, że na czele demokratycznego buntu stanął Leszek Balcerowicz? Podobno, tak przeczytałem na tajnym forum „Barbórka”, górnicy na wieść o tym, że Profesor od ukochanego przez nich wolnego rynku i, jak przeczytałem na tajnym forum „Pochylnia”, sprawnie przekwalifikowani na operatorów wózków widłowych byli stoczniowcy, również na wieść o tym, że i przez nich ukochany Profesor od uwłaszczenia nomenklatury, wspiął się na barykady usypane przez sędziów Sądu Najwyższego z zapasów kawioru, że oni wszyscy i jeszcze dzieci pracowników PGR-ów, wdzięczne za to, że ich rodzice szczęśliwie dożyli swych dni na „kuroniówce” i „alpadze”, że oni razem i z Razem, choć z różnych stron Rzeczypospolitej, ruszyli na Warszawę w marszu gwiaździstym dać odpór reżimowi narodowo-socjalistycznemu eufemistyczne nazwanemu „dobrą zmianą”.

Możecie jechać grypserą, przecież się domyślę. Wiem, mi nic nie grozi, ja w kraju wolnym. Dlatego, jeśli się obawiacie, nawet grypserą nie ryzykujcie. Najważniejsze abyście przetrwali biologicznie. Precz z „dobrą zmianą”, niech żyje III RP – kraina wolności, równości i braterstwa, a nawet siostrzeństwa!

POLAK 1 – Tak, ale garstka ich.

EMIGRANT – Reszta zabita? Ile ofiar śmiertelnych, ilu rannych?!!! Czy Profesor żyje, to najważniejsze!!!

POLAK 1 – Jeśli ustawa wejdzie, to kto wie może dobiorą mu się do dupy. Ukraińcy już go nie chcą.

POLKA 1 – Podobno zostali doprowadzeni do ostateczności. Są skrajnie zdesperowani. Przegląd Tipsowy (w wersji angielskiej The Tips Review) donosi, że gotowi są na wszystko i nawet będą palić. Na razie cygara Monte Christo (bo ich stać), a potem już jak leci!

EMIGRANT – Jutro, albo od soboty zaczynam protest pod ambasadą w Oslo. I już teraz cały skład Sądu Najwyższego zapraszam do siebie – Sąd Najwyższy na Uchodźstwie.

POLAK 2 – Żeby w Oslo wiedzieli o co chodzi, to ja zaprotestuję przed ambasadą Norwegii w Warszawie. I zanim Sąd Najwyższy uda się na emigrację będzie miał okazję wygłosić mowę (hm… ale jaką?) przed banicją…

POLAK 3 – Bartek!!! Przyślij łososia przez nigeryjskiego posłańca, tego samego, który przytargał ostatnio radiostację i fejk paszporty węgierskie! Kończy też nam się żurawina! Rozumiesz? ŻURAWINA!!!! Balcerowicz niech się goni, Solidarność nas obroni!!!

EMIGRANT – Roger.

POLAK 4 – Wszystko, co wyżej zostało napisane, to najprawdziwsza prawda! Niestety więcej nie mogę teraz napisać, bo czuję się obserwowany a zza okna dochodzą dziwne odgłosy, tak jakby cały budynek został otoczony…

EMIGRANT – Adam, jeśli zginiesz, przekażę Radwańskiej, że się w niej kochałeś, o to możesz być spokojny!

POLAK 4 – … i w Łukaszu Kobocie też! Szczególnie w tym sezonie letnim…
Nie przegap tego!
Z ostatniej chwili! Jakiś tajny obywatel z otoczenia profesora B. wsunął przez szparę pod drzwiami tę oto ulotkę. Nie wiem jak to interpretować, bo piszą tu: „Owszem niezawisłości nie było, ale sądy były nasze”…

POLAK 5 – „Kiedy przyjdą podpalić dom, ten, w którym mieszkasz – Polskę, kiedy rzucą przed siebie grom, kiedy runą żelaznym wojskiem i pod drzwiami staną, i nocą kolbami w drzwi załomocą – ty, ze snu podnosząc skroń, stań u drzwi. Bagnet na broń! Trzeba krwi! Są w ojczyźnie rachunki krzywd, obca dłoń ich też nie przekreśli, ale krwi nie odmówi nikt: wysączymy ją z piersi i z pieśni. Cóż, że nieraz smakował gorzko na tej ziemi więzienny chleb? Za tę dłoń podniesioną nad Polską – kula w łeb! Ogniomistrzu i serc, i słów, poeto, nie w pieśni troska. Dzisiaj wiersz – to strzelecki rów, okrzyk i rozkaz: Bagnet na broń! Bagnet na broń! A gdyby umierać przyszło, przypomnimy, co rzekł Cambronne, i powiemy to samo nad Wisłą.”

Reklamy


Dodaj komentarz

Wolność to komfort. Kurwe i Orientacja Anaviet Kurwajak’77 Wspak Na Zad

Anna Roś
Wiesław Cupała

żeby docenić poezji
smak
jesteśmy tam gdzie ptak
kurwajaak

*

W latach 77-80 wydawałeś z kolegami gazetkę Kurwe zawierającą opowiadania i poezję. Kto z tobą ją współtworzył? Skąd się znaliście i jak wpadliście na pomysł jej wydawania?

Kurwe wydawała wymyślona przez nas organizacja Orientacja Anaviet Kurwajak’77 Wspak Na Zad czyli Andrzej Pluta, Tomek Pawłowicz i ja, czasem Marek Adamkiewicz. Znaliśmy się jeszcze z Liceum Ogólnokształcącego nr 1 w Szczecinie, ale na pomysł wydawania gazety wpadliśmy później, na studiach. W tym czasie studiowaliśmy w różnych miastach. Ja studiowałem Matematykę, Marek Adamkiewicz Fizykę, Tomek Pawłowicz Historię Sztuki, wszyscy na Uniwersytecie Wrocławskim, a Andrzej Pluta Filozofię na KUL-u w Lublinie. Spotykaliśmy się latem. Często gościliśmy u zaprzyjaźnionego gajowego Bena. Miał on leśniczówkę w okolicach Trzebierzy Szczecińskiej, z dużą ilością pokoi i miejsc do spania. Jechało się tam piętrusem około godziny ze Szczecina. W czasie jednej z takich wizyt w leśniczówce zdecydowaliśmy się wydawać gazetę. Byliśmy wówczas zafascynowani dadaizmem i surrealizmem, pisaliśmy wiersze i różne opowiadanka. Chcieliśmy, żeby nas czytano. Udało nam się zdobyć starą, poniemiecką maszynę do pisania i mogliśmy zaczynać.

Orientacja Anaviet Kurwajak’77 Wspak Na Zad czyli redakcja „Kurwe” – Andrzej Pluta, Wiesław Cupała, Tomek Pawłowicz, Marek Adamkiewicz.

Dlaczego nazwaliście ją Kurwe?

Zastanawialiśmy się jak ją nazwać, wybór padł na słowo Kurwe, które po łacinie oznacza zakręt, ale jednocześnie zawiera w sobie przekleństwo. Czuliśmy zbliżający się zakręt historii. Były to czasy późnego Gierka. Pokolenie powojennego wyżu dochodziło do głosu. Coraz liczniejsze były zloty hipisów, zaczynało kwitnąć życie podziemne, pojawiła się opozycja. Byliśmy bardzo zaangażowani w działalność opozycji. To był czas, gdy wielkimi krokami zbliżał się Sierpień 80. Wszystko było wtedy polityczne. „Kurwe” stworzyliśmy jako swoisty, surrealistyczny azyl od tej polityczności.

Co zawierało pismo?

Kurwe miało być tworem, który nie zajmował się ani polityką, ani ezoteryką, bo to były główne tematy wydań podziemnych. My chcieliśmy być niezależni od tego wszystkiego. Pismo zawierało opowiadania, wierszyki, obrazki, znalazł się w nim nawet słownik bluzgu niezależnego, gdzie alfabetycznie wypisane były wszystkie wymyślone przez nas brzydkie słowa.

 

Postanowiliśmy wydawać periodyk będący zarazem immanentnym publikatorem sensu largo. Kurwe powstało jako wynik pracy i jako taki jest przedsięwzięciem na miarę swojego czasu. Długo szukaliśmy odnośników historycznych i mogę stwierdzić z całą, tak pożądaną szczerością, że ich nie znaleźliśmy. Jednak nie należy obawiać się o uwiąd naszego przedsięwzięcia.

Jeśli brak tradycji może spowodować ów uwiąd, to nam to nie grozi, gdyż poza nami hepatitis viralis a przed nami świetlana przyszłość. Nie znając treści pozostałych numerów i z powodu owej hepatitis pozbawieni procentów tak powiększających zakres naszej wyobraźni nie możemy sprecyzować charakteru pisma. Tako będzie to pismo o niesprecyzowanym charakterze. Tym lepiej.

Pisaliście pod dziwacznymi psedonimami. Mógłbyś je przypomnieć.

Bronisław Splachetko Jr, Gerard Fistuła, mgr Ewa Goy, Jurij Powidłło, Eliasz Waluszek, Maksymilian Lump-Proletariacki, Wieńczysław Konstanty, Kalikst von Trupka. Nie pamiętam teraz wszystkich. Redaktorem naczelnym był w każdym razie Bronisław Splachetko Junior.

 

Nota o Autorze:

Cała twórczość Bronisława Splachetki Juniora jest w swej istocie autobiograficzna, ale pisarzem wybitnym stał się dzięki temu, że pobłażania własnym słabościom potrafił użyć jako odskoczni do czystej bezstronności. Splachetko to dramaturg, który sam jest najciekawszą ze stworzonych przez siebie postaci. Jego autobiografia odwraca jednak od tego faktu uwagę i dlatego choćby skrótowe poznanie jej pozwala na przyjemniejsze i mądrzejsze czytanie jego dzieł.

Urodził się w roku 1948, dokładnie w przeddzień którejś z niedziel tego roku. Jego ojciec nazywał się Splachetko i był jednostką nieprzystosowaną /społecznie, rodzinnie, etnicznie, geograficznie i kulturowo/, z tego też powodu stawał się częstą przyczyną nieporozumień /społecznych, rodzinnych, etnicznych, geograficznych i kulturowych/. Wynikiem jednego z takich właśnie nieporozumień było poczęcie Bronisława Splachetki Juniora.

Kiedy jego matka była w ósmym miesiącu ciąży zaatakował ją byk. Ronionego Bronisława wydobyto cesarskim cięciem. Był drobny, z dużą głową. Później w szkole trapił się swoim niskim wzrostem. Pisząc o tym porównywał siebie do „chodzącej, owłosionej półlitrówki”.

Bronisław twierdził, że kiedy miał cztery lata zdarzyło się coś, co raz na zawsze dało mu poczucie pewności siebie. I w dużej mierze jest to przeświadczenie uzasadnione, choć szczerze mówiąc traktuję te „cztery lata” dość nieufnie, gdyż Splachetko miał skłonności do wiązania pewnych swoich cech, które wyjaśnić można genetycznie, z określonymi ściśle fragmentami swego życia.

Pierwszą dziewczynę rozebrał, kiedy miał pięć lat. Była o rok od niego starsza, a rzecz miała miejsce w spiżarni podczas imieninowej popijawy urządzonej przez ojca. Warto o tym wspomnieć, gdyż erotyzm odgrywa istotną /jeżeli nie dominującą/ rolę w całej twórczości Splachetki.

Krótki pobyt w Zielonej Górze zrodził w Bronisławie reformatora moralnego: oburzało go wszystko. Począwszy od fałszu, a na maszynach do szycia wyobraźni skończywszy. Jednak te moralizatorskie zapędy prędko wybito mu z głowy stosując wypróbowane od stuleci techniki retendencyjne.

Pierwszym ambitnym utworem Splachetki był podobno trzy tysiące wierszy liczący poemat epicki – opis podróży z Niekłończycy do Uniemyśla, którą zamierzał odbyć pociągiem pijaniutki w tzw. sztok. Jednak po przeczytaniu książki „Moskwa – Pietuszki” Wieniedykta Jerofiewa zniszczył swoje dzieło i już nigdy temat podróży nie powracał ani nie przyświecał w jego twórczości. Temu to pewnie zawdzięczamy artystyczną statykę jego utworów. Statykę, zwaną przez Euzebiusza Piotra Jana Czyszyna, statyką dynamiczną.

W roku 1977 Orientacja Anaviet Kurwajak'77 Wspak Na Zad zaangażowała Bronisława Splachetkę Jr na redaktora naczelnego swojego pisma „Kurwe”. Znakomity zmysł organizacyjny pozwolił Splachetce na stworzenie najbardziej wypukłego w stronę północy zespołu redakcyjnego w historii ludzkości /ze szczególnym uwzględnieniem prasy/. Jednak ta ciężka praca wyczerpała zdawałoby się niespożyte, siły pisarza. Po pewnych dziwnych i tajemniczych zdarzeniach Bronisław Splachetko powiesił się na własnych szelkach pierwszego sierpnia 1978 roku.

Do najwybitniejszych dzieł tragicznie zmarłego pisarza należą „Swobodne wariacje na temat naszej żony, która drapie się”.

Mgr Ewa Goy*

Ile numerów wydaliście i w jakich nakładach?

Wyszły tylko trzy numery. Pismo było wydawane raz do roku. Wielkość nakładów była niewielka dziesięć, piętnaście egzemplarzy. Jeden tomik wydaliśmy przy pomocy kalki hektograficznej, nakład był od dwudziestu do pięćdziesięciu egzemplarzy. Czasami udawało się zwiększyć nakład, jeśli ktoś zdobył dostęp do kserografu, były to bardzo pilnowane maszyny w tym czasie. Największy nakład miał pierwszy numer, który przywiozłem do Wrocławia i Marek Burek go skserował, pozostałe numery i tomiki rozchodziły się wśród znajomych w Szczecinie.

Z jakim przyjęciem spotykała się wasza gazeta?

Przeważnie wzbudzała śmiech. To była zabawa i dla nas, i dla naszych czytelników.

 

luudzie
czy jesteśmy
osłami wyjącymi
do słońca
czy też każdy
z nas ma coś
z zaskrońca
a może na ziemi
żyjemy w nudzie
luudzie
k
kobietyy
czy wy jesteście
z te j czy z innej
planety
kobietyy

dzieeci
zobaczcie jak
ten czas
leci
dzieeci

luudzie
okazało się
już ukazało się
że żyjemy
w brudzie
luudzie
*

Jak wyglądały numery Kurwe?

Pismo miało format A4, około dwudziestu stron przebitki maszynowej. Było justrowane, co w tamtych czasach było rzadkością. Mieliśmy też bardzo ładne ilustracje i ręcznie robione okładki. Myślę, że wynaleźliśmy nową technikę graficzną. Niesamowite efekty uzyskiwało się stosując aceton, watę, papier kredowy i fotografie z kolorowych tygodników takich jak Razem czy Perspektywy. Teraz ze względu na inny rodzaj farby ta metoda nie pracowałaby. Pomysły różnych kolaży, które wtedy powstały nabrały drugiego życia po dziesięciu latach w okresie rozkwitu Pomarańczowej Alternatywy.

Czy zachowały się jakieś egzemplarze?

Nie jestem niestety w posiadaniu żadnego z numerów. Posiadam tylko fragmenty brudnopisów. Być może coś jeszcze zachowało się w archiwach IPN-u, ponieważ wielokrotnie te wydania były rekwirowane przez służby bezpieczeństwa jako pisma bezdebitowe (nieocenzurowane) przy okazji różnych rewizji. Ewenementem był tomik wierszy moich i Andrzeja, który esbecy z obrzydzeniem odkładali po przejrzeniu kilku pierwszych stron. Przetrwał on chyba z siedem rewizji.

Dlaczego wasza gazeta była uznana przez władze PRL-u za zagrożenie? Przecież poza tym, że nie była ocenzurowana to właściwie nie robiliście nic złego, waszym celem nie było stawianie oporu raczej tęsknota za wolnością swobodnego wyrażania się.

No właśnie dlatego.

Czy ta potrzeba wolnej twórczości była w jakiś sposób związana z fascynacją zachodem? Dostęp do kultury zachodniej był co prawda utrudniony, ale możliwy.

Ja nigdy, specjalnie, „zachodem” nie byłem zafascynowany. Elementami kultury, owszem. Ale elementami kultury buntu, metodami walki bez przemocy stosowanymi przez zachodnich buntowników. „Zachód” nigdy nie był dla mnie żadnym rajem. Ponieważ, ze względu na działalność opozycyjną władze odmawiały mi paszportu należałem do licznego wówczas grona osób „wędrujących palcem po mapie”. Zbytnio nie cierpiałem z tego powodu.

Dlaczego wydawaliście ją tylko trzy lata?

Potem była Rewolucja Solidarności i zaczęły się inne rzeczy – Podziemie, Pomarańczowa Alternatywa. Coraz rzadziej spotykaliśmy się w Szczecinie i inicjatywa umarła śmiercią naturalną.

 

SENSACJA

NAJWIĘKSZA SENSACJA NASZEGO STULECIA !
ZASKOCZENIE TZW. PEŁNE !
NIKT NIC NIE ROZUMIE !
REDAKTOR NACZELNY „KURWE” TEŻ !
DEMONSTRACJE W NIEKŁAŃCZYCY I UNIEMYŚLU !
ORIENTACJA ANAVIET KURWAJAK”77 WSPAK NA ZAD PRZESTAŁA ISTNIEĆ !
ZDANIE POPRZEDNIE JEST NAJPRAWDZIWSZĄ PRAWDĄ !
KTO ZAWINIŁ ?
CO BĘDZIE DALEJ ?
CZY „KURWE” I BIBLOTEKA „KURWE” PRZETRWAJĄ ?
BRONISŁAW SPLACHETKO JR PODAJE SIĘ DO DYMISJI ?
PROTEST KONSULATU WYBRZEŻA KOŚCI SŁONIOWEJ !
EWA GOY NIE PODDAJE SIĘ ROZPACZY !
DYMISJA B. SPLACHETKO JR – NACZELNEGO REDAKTORA „KURWE” I JEGO NIESPODZIEWANE SAMOBÓJSTWO !
TRZĘSIENIE ZIEMI W SALONACH REDAKCYJNYCH !
SZELKI B. SPLACHETKO DOWODEM RZECZOWYM !
ZNOWU DEMONSTRACJE !
LIST KONDOLENCYJNY OD PIPI LANGSTROM ROTE ARMEE !
KALIKST VON TRUPKA ZACZYNA PIĆ !
JONATAN ORZYSZ UDAJE, ŻE NIC GO TO NIE OBCHODZI !
EWA GOY OBEJMUJE STANOWISKO REDAKTORA NACZELNEGO !
„KURWE” ORGANEM EWY GOY !
CZY UDA SIĘ NADROBIĆ ZALEGŁOŚCI ?
REZYGNACJA VIOLLETTY NOVAK !
DE LIRYK KALIGRAF ZNIKA !
GDZIE JEST POWYŻSZY ?
STRAJK PRACOWNIKÓW DSW „WŁASNYM SUMPTEM” !
PIERWSZA PRÓBA REAKTYWOWANIA ORIENTACJI NIEUDANA !
POLICJA WKRACZA DO MIESZKANIA DE LIRYKA KALIGRAFA I ZASTAJE GO GRAJĄCEGO W BIERKI ZE SOBĄ !
TAJEMNICE KOSZEWKA NADAL TAJEMNICZE !
PRÓBA ZAMACHU NA EWĘ GOY !
KAZIO GUMKA PŁACZE* !

* z materiałów archiwalnych


Dodaj komentarz

Degustacje. Marsz dla bogatych?

Z Ryszardem Szpytmanem rozmawiała Anna Roś

Ryszard Szpytman

A.R. Wróciłeś do Wrocławia, co skłoniło cię do powrotu?

R.S. Stan zdrowia i możliwość skorzystania z okazji darmowego powrotu do Polski. Wyczerpująca wędrówka i nienajlepsza dieta spowodowała niedobory w organizmie. Jak się okazuje nie ma żartów ze zdrowiem. Na początku pojawiły się zawroty głowy oraz lekkie krwawienia z nosa, potem bóle głowy, senność, silny katar i dłuższe krwotoki z nosa trudne do zatrzymania. Właściwie to powinienem tutaj podziękować uczestnikom Marszu, którzy podzielili się swoimi lekarstwami oraz w trosce o moje zdrowie zaproponowali mi skorzystanie z nadarzającej się możliwości powrotu. W odpowiednim czasie pojawił się transport. Gdyby nie to wędrowałbym dalej. W planach miałem przyjechać Polski pod koniec kwietnia. Rodzice chętnie by mnie zobaczyli na Święta. Tymczasem jestem już teraz, pod koniec marca. To trochę taki przyspieszony, nie powrót, a raczej przyjazd.

A.R. Przyjechałeś do Wrocławia z polską ekipą filmową. Jak się poznaliście i jak minęła podróż?

R.S. Poznaliśmy się w Sarajewie. Ekipa telewizyjna zbierała materiały o Uchodźcach i o Marszu. Mieli wolne miejsce i zabrali mnie do Polski. A jak nam minęła podróż? Przyjechaliśmy do Krakowa i to ledwo co. Podobno w drodze do Sarajewa został rozjechany wór z solą co przyczyniło się do późniejszych nieszczęść. Na Słowacji zetknęliśmy się z samochodem widmo, którego nikt z nas nie widział. Pęknięte koło, porwane drzwi i właściwie koniec jazdy. Jednakże po zmianie koła patrol policyjny zezwolił na dalsze kontynuowanie podróży.

A.R. Co myślisz o organizacji Marszu pod względem wyżywienia uczestników marszu?

R.S. Organizacja wydaje mi się trochę chaotyczna i nieprzemyślana. Na Marsz są zbierane środki finansowe za pomocą portalu internetowego. Pomimo tego Maszerujący i Organizatorzy sami finansują jedzenie i noclegi jeżeli są płatne. Czyli to, co jest wpłacane przez darczyńców na Marsz nie jest wykorzystywane do zakupu żywności ani opłacania płatnych noclegów. Zostało to określone na samym początku Marszu. Kilkakrotnie pojawiały się głosy w sprawie uczestników, którzy zrezygnowali ze swojej pracy. Ciekawe jest to, że część osób o niewielkim budżecie uważa, że mimo wszystko każdy sam musi finansować swój udział w Marszu. Natomiast osoby lepiej sytuowane uważają, że ci, którzy zrezygnowali z pracy i nie mają wystarczających środków nie muszą składać się na wyżywienie. Taką uwagę zgłosił jeden z obywatgeli niemieckich w hostelu w miejscowości Ptuj, co spotkało się z aprobatą Organizatorów, po czym zostało zapomniane. Brak zatem konsekwencji. Organizatorzy, z punktu widzenia ustanowionych reguł, nie odpowiadają za wyżywienie. Maszerujący sami przygotowują posiłki, mogą składać zamówienia na konkretne produkty, które kupują Organizatorzy z codziennych składek. Wielkość codziennej składki jest określana przez Organizatora. Sprawa dotycząca wyżywienia jest dla mnie dyskusyjna. Nie zgadzam się z zasadami dotyczącymi finansowania wyżywienia ustanowionymi przez Organizatorów. Tą drogą daleko nie zajdziemy. Nie wyobrażam sobie wejścia do Syrii będąc w wątpliwej kondycji zdrowotnej. Tego się nie da zrobić.

A.R. Czy zwykły uczestnik marszu ma wgląd w finanse Marszu? Czy wie ile do tej pory zebrano w zbiórkach internetowych, w jakim okresie, bądź kraju najwięcej, czy było to związane na przykład z jakimś konkretnym spotkaniem z uchodźcami?

R.S. Zwykły Marszowicz może sprawdzić ile zostało zebrane przez Internetową zbiórkę na Gofundme. Tam jest podana kwota jaka została wpłacona przez wpłacających od samego początku Marszu. Można przeczytać komentarze wpłacających oraz zobaczyć jaka kwotę przelali. Bardzo ciekawa lektura, choć nie miałem zbyt wiele czasu na nią. Kilka wpisów przeczytałem. W inne dane nie ma wglądu. Myślę, że byłoby ciekawym doświadczeniem dowiedzieć się w jakich sytuacjach ludzie chcą nas wesprzeć i jaką mają intencję. Czego oczekują. Dlaczego wspierają inicjatywę. Może mają jakieś ciekawe pomysły, które chcieliby abyśmy zrealizowali, a może po prostu wpłacają, bo chcą, aby Marsz dalej podążał swoją trasą.

A.R. Sprawa nieregularnych posiłków zapewne jest bardziej dokuczliwa dla kogoś pozbawionego środków. Podejrzewam, że bardziej zasobni uczestnicy nie odczuwają tego tak dotkliwie jak ty. Dla ciebie udział w Marszu skończył się anemią. Mimo wszystko myślisz o powrocie, gdy się trochę podkurujesz.

R.S. To taka choroba, nazywa się cierpiętnictwo. Kolega psycholog, który idzie w Marszu zapewne by mi to jakoś wytłumaczył. Anamia w moim przypadku nie jest potwierdzona, ponieważ nie zrobiłem badań, jest też niewykluczona sądząc po objawach. Nie tylko ja odczuwam złą dietę, ale także inni uczestnicy, z Organizatorami włącznie. Niektórzy wyglądają lepiej, inni gorzej. Maszerujący sobie pomagają. Problem finansowy można w pewnym stopniu rozwiązać za pomocą portali typu Leetchi lub Gofundme, które pozwalają zbierać pieniądze na różne cele. Jeżeli ktoś czuje chęć a nie może wziąć udziału w Marszu, jak ogłasza Organizator, może udzielić wsparcia finansowego. Civil Marsz zbiera środki i każdy z Maszerujących ma również prawo do zbierania środków finansowych. Założyłem swóją skarbonkę na Leetchi i są pierwsze wpłaty. Trochę późno się za to wziąłem. Lepiej jednak późno niż wcale.

A.R. Czy Marsz to Organizatorzy i Maszerujący? Chodzi mi o to czy według ciebie stanowią jedność? Czy mają wspólne cele i oczekiwania?

R.S. Na ten temat pojawia się wiele różnych spostrzeżeń i każdy może to inaczej odczuwać. Jest podział na Organizatorów i Maszerujących. Nie oznacza to, że Organizatorzy to grupa zamknięta. Każdy może być Organizatorem i wziąć udział w Orgameetingach. Po całym dniu maszerowania nie zawsze są na to chęci i siły. Orgameetingi służą sprawom typowo organizacyjnym, odbywają się raczej późno i potrafią długo trwać. Natomiast zawsze około godziny po dotarciu do miejsca noclegu jest tak zwany Circle. Tam spotykamy się wszyscy razem. Jeżeli pojawią się jakieś kwestie do dyskusji to je omawiamy, jeżeli jest pytanie dnia to dzielimy się swoimi przemyśleniami. Głównym zadaniem Circle jest rozdzielenie zadań na dzień kolejny, czyli kto będzie Marchmasterem tak zwanym kierownikiem marszu, kto będzie Morning Rockstar i obudzi wszystkich o 6 rano oraz przygotuje składniki na śniadanie – rozłoży chleb, ser itp. oraz zagotuje wodę. Jest wiele różnych funkcji. Czy Organizatorzy i Maszerujący stanowią jedną całość? Marsz nie jest na szczęście strukturą wojskową i ma bardziej luźną formułę. Nowi marszowicze mogą czuć się trochę zagubieni. Nie ma przesadnej opieki, można jednak liczyć na wsparcie uczestników.

A.R. Jakie są stosunki między maszerującymi? Czy powstają konflikty, przyjaźnie?

R.S. W większości zdarzeń relacje pomiędzy maszerującymi są dobre a nawet bardzo dobre, poza drobnymi incydentami. Konflikty są nieuniknione, ale raczej się wygaszają. Osób które idą od początku przez cały czas jest niewiele. Powracających wita się jak starych znajomych. Myślę, że jesteśmy zgraną grupą.

A.R. Jakie akcje towarzyszą Marszowi? W jaki sposób rozpowszechniacie ideę Marszu?

R.S. Podstawowa akcja oprócz codziennego maszerowania, noszenia banera, flag to rozdawanie ulotek zachęcających do przyłączenia się. Ulotki zawierają podstawowe informacje kontaktowe oraz listę miejscowości na następne kilka dni. Są też mniejsze lub większe wydarzenia medialne. Spotkania z dziećmi w szkołach, najczęściej tam gdzie nocujemy, czasami jesteśmy zapraszani na lekcje, spotkania z lokalnymi organizacjami aktywistycznymi, spotkania ze społecznościami. W niektórych krajach tych spotkań było dużo, obecnie trochę mniej. W Sarajewie zorganizowaliśmy trzydniowy cykl wydarzeń na wolnym powietrzu – przejście na boso centralnym deptakiem, koncert oraz 24 godzinną dyskusję w parku podzieloną na panele tematyczne.

A.R. Jak odbiera was miejscowa ludność, czy dołącza się do Marszu? Jaki kraj najlepiej wspominasz i dlaczego?

R.S. Zastanawiam się nad tym do dnia dzisiejszego. W krajach bałkańskich reakcja jest bardzo żywiołowa, zwłaszcza w Bośni. Ludzie trąbią, machają, pozdrawiają, ale nie dołączają. Czasami zatrzymują samochody i rozmawiają. W Chorwacji dostaliśmy od kierowcy dwie nalewki i kiełbasę, w Bośni wodę i Coca Colę. W krajach Bałkańskich jedynie ze Słowenii dołączyło do nas kilka osób, jak na razie nie zauważyłem Chorwatów i Bośniaków na Marszu. Z krajów, które najlepiej wspominam to początek Marszu. Pewnie dlatego, że wszystko było nowe, nowi ludzie, nowe wydarzenie, nie było problemów związanych z wyżywieniem, przyjeżdżając samochodem miałem spory zapas. Były to przyjazdy raczej na chwilę, teraz jak się idzie tyle tygodni odczuwam znużenie. Aby to zrozumieć należy doświadczyć.

A.R. Czy nadal zamierzacie iść przez Turcję, pomimo panującej tam wojny domowej z Kurdami?

R.S. Tak, jest to właściwie jedyna droga do Syrii. Jest to też ważny fragment trasy Marszu, ponieważ znajdują się tam obozy uchodźców oraz jest to też miejsce, w którym znajduje się granica z Syrią. Jeżeli nie zostaniemy wpuszczeni wtedy będziemy zastanawiać się co dalej.

A.R. A co jeśli was wpuszczą? Myślisz, że macie szansę wyjść z tego cało?

R.S. Jak na razie zamierzamy dojść do Aleppo. Myślę, że kluczowym elementem będzie dotarcie do granicy Syryjskiej. Nie tylko od nas zależy czy wejdziemy do Syrii, ale czy osoby, które nam to mogą umożliwić zdecydują, że możemy wejść. Wpuszczenie Marszu jest związane z zapewnieniem bezpieczeństwa oraz zapewnieniem możliwości dotarcia do celu. Z pierwszym związane jest życie, z drugim zdrowie.

A.R. Co twoja rodzina, znajomi myślą o twoim udziale w Marszu? Wspierają, odwodzą, kpią?

R.S. Rodzina liczy na opamiętanie się, szybki powrót i co najważniejsze szybkie znalezienie pracy. Znajomi raczej życzą szczęścia.

A.R. Zdjęcia, które robisz są dosyć optymistyczne, ale wiem, bo kontaktowaliśmy się, że często miałeś dość maszerowania. Co pomimo zwątpień pcha cię do przodu? Dlaczego nie opamiętasz się tak, jak radzi ci rodzina?

R.S. Sam się nad tym zastanawiam. Dotarcie do Aleppo nie jest dla mnie najważniejsze. Jest symbolem. Uważam, że najważniejsze jest to, co można zrobić po drodze. Teoria głosi, że Marsz jest procesem i po zakończeniu, kiedy wszyscy się rozjedziemy, będziemy mogli na swój sposób rozprzestrzeniać idee. Ja mam pomysł na książkę fotograficzną, w której chciałbym zawrzeć trochę spostrzeżeń na temat pokoju, wojny i pomagania sobie.