Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Lubię małe miasteczka. Szpital

Katarzyna Śrutwa

Gyula Szabo – Kobieta w szpitalu

Białe twarze drzwi
szpitalnych pobladłe
fartuchy lekarzy
krzyczą czerwone
krtanie pieczątek na
prześcieradłach plama
krwi po wbitej
kroplówce śmierć
w czepku z
czarnym paskiem
przechadza się
korytarzem z
palcem wskazującym
na ustach cisza
operacyjna na
sali twarz
starego człowieka
odwrócona do
ściany ręcznik
przewieszony przez
żelazne ramię
łóżka zmarszczył
się i poszarzał
kubek z niedopitym
kompotem kaleki
z uszczerbionym
uchem słyszy
kroki kamień
w środku brzucha
milczy żółciowy
pani umalowana
skarży się na
ból w klatce
ptaki szpitalne
siwe pióra zrzucają
na podłogę skórę
cierpień czerwonomięsne
węże boa pełzną
po dziedzińcu jeden
ma rękę w
gipsie druga
bezwładna staruszka
śmierdzą odleżyny
ścian tynk
odpada życie
rodziny wchodzą
wychodzą migają
białe drzwi twarze
leżące stoją z
papierosem w
korytarzu siedzą
przy oknie
zapach wydostaje
się na zewnątrz
wystawiona biała
flaga jest
specyficzny zostaje
na podniebieniu
serca krople
pielęgniarka wnosi
wieczorem gasi
światło oddech
sprawdza tętno
wybiega woła
lekarza dyżurnego
znika wykończona
salowi rozplątują
muchę z sieci
rurek myją
nie, wynoszą
potem myją
zmieniają dekorację
operacja trwa

Ps. moja Babcia zwiedzała szpitale i w szpitalu umarła, mój tato boi się szpitali, a kiedy moja mama leżała w ciąży, w szpitalu (ze mną w balonie brzucha podróżującą) to Myszy zjadły jej landrynki z szuflady, a potem gdy się rodziłam to była „wściekła i niebezpieczna burza” za oknem szpitalnym


Dodaj komentarz

Lubię małe miasteczka. Bezpańska Persefona

Katarzyna Śrutwa

brnę – bredzę
przez mgłą stłumiony
styczniowy poranek
rozdeptana biel śniegu
miąższ arbuzów pod stopami
lgnący do spragnionych
ust ziemi pracowitych
korzeni zamęt
splata potajemnie
wiosny wianek
miłość moja w krecim
futrze sypia
pocałunki perły
podziemnymi płyną
strumieniami
a w ogrodzie
w chocholi kożuch
otulona czeka
róża dla ciebie
wyśniona


Dodaj komentarz

Lubię małe miasteczka. Zielony wiersz

Katarzyna Śrutwa

Katarzyna Śrutwa – Kłodzko 1994 (na działce u Sznurka)

zielony pająk
u nas mieszka
chodzi za zielonym
księżycem
w złotym brzuchu
dźwiga złotą
gwiazdę zamotaną
w sprawy niejasne

w odciśniętej w wosku
galaktyce
płoną świata
zielone źrenice
widać w nich
migotliwą twą duszę

pachnie mięta
i rośnie trawa
zarasta zasianą nienawiść
i ze słońcem wesoło się bawi

czarny księżyc
zamienia się w złoty
tańczą przy nim
zmyślone koty
a tęsknota hula
po domu
niewiadoma
nigdzie
nikomu

siedzę słucham
zielonych piosenek
i wspominam inne
zielenie
głośne śmiechy
młode swawole
przy księżycu
zielone pole
i postacie wycięte
z ognisk
i tajemne naszych
losów cienie
które idą w
niepewne zielenie…