Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Babcia Ezoteryczna. Kiedyś…

Katarzyna Urbanowicz

Tak mnie naszły wspomnienia z jednej z wycieczek, gdy jeszcze poruszałam się w miarę sprawnie, że nie mogę się oprzeć tej wizji ślimaków na łodydze i wszystkim refleksjom, które jej towarzyszyły w mieście – zagadce.

Są pejzaże, których nigdy więcej nie obejrzę:

Miasta, których nie potrafię opisać, bowiem zawierają w sobie przeważającą część mnie w tym momencie, gdy je oglądałam i dlatego nie są pejzażami, które mogą zobaczyć i zrozumieć inne osoby.

Czy pomnik człowieka, który uchyla przede mną płaszcza, istotnie jest wojownikiem-obrońcą, czy może agresorem? Nie wiem i nie chcę wiedzieć.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Są deptaki inne od wszystkich, ale do których to inni mają prawo:

I są słowa, których nigdy nie wypowiem, bowiem mogą poruszyć czarną dziurę, od wieków egzystującą w każdym z nas.

Ale czasami wracam tam w snach.

Reklamy


Dodaj komentarz

Babcia Ezoteryczna. Ławice

Katarzyna Urbanowicz

Rys. Saul Steinberg

Co mnie męczy i razi we współczesności najbardziej? To, że ludzie poruszają się nawet nie stadami, gdzie każde zwierzę zdążające w tym samym kierunku, wykonuje własne, indywidualne ruchy, a wręcz ławicami, w których pozycja każdej płetwy, każdego osobnika, jest nachylona pod tym samym kątem. W świecie zwierząt ma to swoje uzasadnienie, ale w świecie ludzi współczesnych już nie.

Kiedy społeczeństwo zabierze się za jedną sprawę, jeden news go podnieci lub oszołomi, inne sprawy przestają istnieć. Za bywszego PRL-u wszystkie gazety pisały to samo, obecnie też to czynią, tyle ze podzielone na 2 połowy. Zaś ludzie, jak ławice śledzi lub sardynek, podążają nie tylko we wskazanym kierunku, ale nawet argumentują według narzuconych kilku schematów. Jest to tak nieznośne, że w moich oczach pogrąża najsłuszniejsze sprawy.

Wskutek tej ławicowości uważa się, że biskupi powinni przepraszać, kościół płacić ofiarom i należy domniemywać, że gdy to się stanie, roszczenia zostaną zaspokojone i wszystko w naszym kraju będzie już cacy. Cała reszta pozostałości, odpadów po aferze, może zostać zamieciona, wyrzucona na składowisko śmieci. No, jeszcze można liczyć się z tym, że ten czy tamten polityk przy okazji wygłosi jakieś głupstwa i oberwie rykoszetem.

Nikomu nie przyjdzie do głowy dyskutowanie nad tym, czy i o ile finansowe zadośćuczynienia w istocie będą równoważne krzywdzie skrzywdzonych. Uważa się, że w ostateczności zapewni się im pomoc psychologa i po krzyku. Jednakowoż znając postępowanie niektórych psychologów, buszujących w poradniach, szpitalach, umieralniach zwanych hospicjami lub domami pomocy społecznej i innych tego rodzaju placówkach, opłacanych przez instytucje, a nie osoby prywatne, śmiem wątpić, na ile ta pomoc będzie skuteczna.

Tu podam przykład ze szpitala w 2007 roku, czyli całkiem niedawno. Umiera tu człowiek w pełni sił i właśnie zdał sobie sprawę z tego, że już niewiele z życia mu pozostało. Nikt tego, łącznie z lekarzami, głośno nie mówi, ale rodzina zaczyna z tego po trochu zdawać sobie sprawę, choć może nie do końca. Umierający jest bardzo niemiły wobec otoczenia. Stawia im różne zarzuty, niektóre uzasadnione inne mniej, jest skoncentrowany na swojej sytuacji, nie bardzo go obchodzą inni, przemęczeni i zestresowani, a ci z kolei, rozumieją umierającego, choć nie bardzo wiedzą, co i jak powiedzieć, jak się zachować. Z jednej strony pobłażają wyskokom chorego, z drugiej zaś strony tłumią własne chęci przywołania go do porządku.

Gdy zastanawiamy się nad rolą psychologa w szpitalu (a była to młoda stażystka, pisząca pracę magisterską i pragnąca wykorzystać w niej ów przykład), należałoby zadać pytanie: kogo ma chronić i komu przede wszystkim pomóc: umierającemu, czy jego rodzinie. W pierwszym przypadku, ochrony umierającego, owa psycholog powinna podążać za jego obawami, ułatwić mu jego odchodzenie poprzez wysłuchanie i okazanie zrozumienia, na tyle na ile to możliwe. Jeżeli jednak ową młodą psycholog kształcono w przekonaniu, że umierający i tak umrze, a bliscy pozostaną w stresie, nabyła przekonania, że chroniąc bliskich, wykonuje swoje podstawowe zadanie (słynne ćwiczenie wczuwania się w rolę maszynisty: rozjechać pięciu na głównym, czy dwoje na bocznym torze), dojdzie do wniosku, iż ci, którzy przeżyją, są ważniejsi; wobec tego należy umierającego przywołać do porządku, pokazać mu jakim jest egoistą, a nawet zwymyślać za brak społecznego podejścia do innych chorych i nie liczenie się z ich dobrostanem.

Ktoś, kto nie płynie z ławicą, zada pytanie: czy może przypadkiem nie jest dostępne rozwiązanie, nie przeciwstawiające sobie obu tych grup, a jednoczące je w ich wzajemnym, choć innym stresie? Oczywiście moim zdaniem umierający jest ważniejszy i jemu należy przede wszystkim ułatwić odejście (psychologów powinno się uczyć jak słuchać ludzi, a nie ich pouczać, a w każdym razie zabronić pouczać umierających).

Zastanówmy się także głębiej nad zjawiskiem pedofilii księży. Oczywiście ich ofiary są tu najważniejsze i ich odczucia powinny znaleźć największe zrozumienie. Ale na fali wrzasków, powinniśmy zrozumieć, że rekompensata finansowa nie zwróci molestowanym dzieciom ich niewinności i dziecięcego oglądu świata. Dlatego też ważne są nie tyle przeprosiny sprawców (zazwyczaj zdawkowe), ale pokazanie im, co właściwie uczynili, tak aby mogli swoim ofiarom zadośćuczynić także w sferze moralnej, chyba najbardziej oczekiwanej.

Stary, umierający ksiądz, nie potrafiący wobec pokrzywdzonej wyrazić skruchy i dać jej tej satysfakcji, jaką powinna otrzymać, też wymaga pomocy, aby mógł uczestniczyć w pokazaniu niegdysiejszej dziewczynce (która ciągle w niej tkwi!) jak bardzo zrozumiał zło, które wyrządził. W filmie braci Siekielskich wyglądało na to, że jest mu przykro, ale to za mało. On powinien zrozumieć do końca i porzucić swój punkt widzenia, aby dać satysfakcję skrzywdzonej. Ale jako ktoś, kto odchodzi z tego świata, także wymaga pomocy, zrozumienia i pogłębienia – inaczej satysfakcja pokrzywdzonej nie będzie pełna. Skopanie przeciwnika, który zaraz umrze, nic nie da. Obalenie jego pomnika (jeśli takowy istnieje) to żałosna pociecha.

Przyznaję, że było mi tego staruszka szczególnie żal. On już właściwie może tylko się bać śmierci. I jeśli jest wierzący – tym bardziej.

Kogo to w ogóle obchodzi? Taka komisja czy inna, z udziałem tych czy tamtych – trwają przepychanki, a ławica, wachlując w jednym rytmie płetwami za tydzień lub dwa przerzuci się na inną aferę. Nie szkodzi, że sprawa od dawna była wiadoma – teraz powstał film, obejrzały go miliony i zwykli ludzie w programach typu szkło kontaktowe grzmią słowami z mediów publicznych niczym owa pani psycholog wołająca do umierającego: NIECH PAN WRESZCIE SIĘ USPOKOI I PRZESTANIE BYĆ EGOISTĄ! Przykro mi, ale żadnego głosu spoza ławicy nie słyszałam.


1 komentarz

Babcia Ezoteryczna. Pokuszenie

Katarzyna Urbanowicz

Balthus – Cat of The Mediterranean (1949)

Wszystkie publiczne akcje, nawet w najsłuszniejszych sprawach, prowokują mnie do zajrzenia, pod powszechnie pokazywaną, pokrywkę garnka.

Jako gospodyni domowa, nie wierzę czasom gotowania podanym w przepisach, mam w nosie harmonogram przyrządzania potrawy i w połowie gotowania muszę uchylić pokrywkę, aby poczuć zapach pary, a nawet popróbować potrawy i pomedytować nad nią (spoglądając na rząd słoiczków z przyprawami). Pragnę też zawsze rozeznać, co pochodzi z podstawowych produktów, a co z przypraw, powszechnie stosowanych, aprobowanych albo modnych.

Im głośniejsza sprawa, im bardziej oczywista i słuszna, tym bardziej korci mnie uchylanie tej pokrywki i wdychanie pary.

Pewna moja znajoma Martyna (nie podaję jej danych, bo nie wiem, czy tego chciałaby, jako że ona mieszka za granicą, a ja jestem w Polsce, ale jestem jej niewymownie wdzięczna za rozszerzenie moich horyzontów) zamieściła link do filmu o pedofilach; od razu dodam, iż są to pedofile niepraktykujący, wolni od przestępstwa, usiłujący poszukiwać grupy wsparcia, ale przede wszystkim dowiedzieć się, dlaczego tacy są, jacy są. I mnie to też interesuje. Tyle wiemy o człowieczym mózgu, że orientujemy się już, iż pedofilia (prawdziwa, nie zastępcza, wynikająca z braku moralności i umiejętności opanowania swoich niemoralnych odruchów, jak to prawdopodobnie ma to miejsce wśród księży) wiąże się ze zmianami w mózgu, dającymi się zobrazować badaniami USG. Na razie brakuje tylko zrozumienia, jak te zmiany przekładają się na preferencje.

Jako osoba leworęczna, pragnę zrozumieć, dlaczego procent leworęcznych wśród pedofili (podobnie jak wśród pisarzy SF) przekracza trzykrotnie normę. Rozumiem, że leworęczność determinuje rozmaite gatunki odmienności. Chcę jednak wierzyć, że wszelkie odmienności dadzą się zdiagnozować i w razie potrzeby ujarzmić, jeśli nie wyleczyć. Można wstrzymać rozwój HIV, chociaż nie wyleczyć, może można też pomóc moralnym pedofilom w ich męce.

Pisarzom SF nie potrzeba pomagać, bowiem oni czerpią profity ze swojej odmienności, ale ja na przykład czasami czuję wewnątrz swojego ciała pusty, nadmuchany do krańca wytrzymałości balon, zamiast serca i innych narządów i nie jest to na tyle miłe doznanie, żeby nie próbować go zdiagnozować i zracjonalizować. Nie mam żadnych niemoralnych inklinacji, ale wiem, że tkwi we mnie coś, czego inni nie zrozumieją, gdybym im to opisała, nawet z detalami. Chciałabym wiedzieć, czego mi brakuje, a czego mam w nadmiarze, czym się nie mam przejmować, a co zostawić potomnym jako refleksję i ostrzeżenie. SAMOPOZNANIE – używając terminologii mojego niegdysiejszego mentora – W. Jóźwiaka.

Wyznam, że bałam się polubić wpis mojej znajomej na FB, co budzi moje wyrzuty sumienia. Zawsze przecież twierdziłam i twierdzę, że ukrywanie prawdy niesie ze sobą stres i brak pogodzenia ze sobą. Ale rodzina, znajomi… Nie chciałabym żeby źle mnie zrozumieli, ale też nie bardzo wierzę w to, że w dobie upadku wszelkich autorytetów i kreowaniu nowych, często mało rozsądnych, obdarzą pełnym zaufaniem mój intelekt i moją wrażliwość. Za o wiele mniej ważne wpisy spotykał mnie ostracyzm i tłumaczenie babci, jak chłop krowie w rowie, że w internecie nic nie ginie, że mogę tym czy tamtym wpisem urazić rodzinną ambicję i dumę, BA! wyrządzić szkodę niewinnym latoroślom.

Dlatego też biorę odpowiedzialność wyłącznie na siebie, prosząc, aby moimi nieprawomyślnymi poglądami nie obciążano wnuków, prawnuków i przyszłych praprawnuków, jak czyny mojego dziadka, pradziadka i praprapradziadka (tego kochanka carycy Katarzyny, udającego się pod jej skrzydła z powodu zamordowania z błahego powodu na polowaniu własnej pańszczyźnianej chłopki i ogrzewaniu zmarzniętych stóp w jej rozciętym brzuchu), nie obciążają – mam nadzieję – mnie, poza faktem, że może odcinkiem swojej linii DNA wpłynął na mój ogląd świata i kazał mi poszukiwać we wszystkim drugiej strony.

Może też Bóg go stworzył, bowiem do czegoś był potrzebny…

Dlatego zamieszczam link do dokumentu pt.: Pedofile

To jest film dla ludzi dociekliwych, nie dla poszukujących sensacji. I wybaczcie mi, że idę pod prąd aktualnej polityce przedwyborczej. Będę wdzięczna za wszelkie doniesienia o aktualnych wynikach badań.

Film pt.: „Pedofile” także w komentarzu pod tekstem [Red.]