Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Formy Zamętu. Kolory życia

Maciej Chwistek

Dziś dziadkowałem. Poszliśmy wieczorem na spacer. Było wietrznie i dość ponuro. Gdy zbieraliśmy się do powrotu nagle zaświeciło słońce. Las zrobił się czerwony, z głębokimi cieniami. Gaja się sprzeczała (3 latka) że to żółty. Zachęciłem je do przyglądania się pięknemu zjawisku. Nagle niebo zabarwiło się cudownie.

Byłem bez aparatu, bo przecież było ponuro. Popędziliśmy do domu, bo jednak kusiło, by sfotografować, a tu nie jest lekko, bo wszędzie drzewa zasłaniają.

Zostawiłem dzieci i pobiegłem sam. Kolory zmieniały się co chwilę. Panikowałem. Jedyne miejsce to z podwórza, bo na górce. Takiej czerwieni tuż nad drzewami chyba nigdy nie widziałem. Intensywna, a przy tym jakaś zakurzona, zamglona. Życie nabrało rumieńców.

Reklamy


Dodaj komentarz

Formy Zamętu. Pokot

Maciej Chwistek

Cieszymy się pięknem natury. Niektórzy cieszą się nim jednak w specyficzny sposób. Strach iść na wieczorny spacer, bo nigdy nic nie wiadomo, przy polowaniach indywidualnych nie trąbią ostrzegając. Po czwartej, podobno nie powinno nikogo być w lesie, o tej porze króluje kasta wybrańców.

Na zdjęciach jelenie ubite koło Kosobudek. Tak kończą królowie lasu. Inni królowie teraz opiją zwycięstwo. Podwiezieni samochodami, prowadzeni przez łowczego, uzbrojeni w nowoczesną broń, wsparci prawem, nadęci testosteronem i pychą, błogosławieni przez kapelana myśliwych, czynią sobie ziemię poddaną. Tak się bawią, tak się bawią… Oczywiście oni tylko te słabe i schorowane.

Ręce drżały, gdy je fotografowałem, widać nie nadaję się do takich fotek.


1 komentarz

Formy Zamętu. Gdzie te wianki

Maciej Chwistek

Od lat, gdy zakwitały był to znak, że zbliża się noc Kupały. W tym roku zakwitły około dwa tygodnie wcześniej, problem, bo nie mam z kim świętować tak długiego czasu. Pamiętają chyba Niemca. Kwitną w lesie w Zamęcie, zaobserwowane około 30 lat temu. Niżej było kilka skupisk orlików, ale za ładne i dostępne. Przepadły.

Stoję po kolana w wodach Pliszki wypatrując czy zza zakrętu wypłynie jakiś wianek? A tu nic, posucha.

Czy ja za wcześnie wyszedłem, czy za późno? Czy tyle wody już upłynęło, czy to tylko życie? A może jakieś młode chłopaki, zamiast ustawić się w kolejce, to niegrzecznie stanęli gdzieś z przodu. Może się pomyliłem? Może nie w tej rzece, może w stojącej wodzie jeziora? Może w strumieniu piwa i w oparach ziół tajemnych powinienem stać i czekać? A może iść w górę pod prąd, pod nurt wzburzonych fal?