Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Wierszyki. Dla mojej Dorotki

Marek Adamkiewicz

kiedy przestajesz bać się śmierci
a ból oswojony
płynie przez ciebie jak w żyłach krew
zmienia się uśmiech

kiedy nic już nie chcesz
twoje palce nie dotykają
nie mówią usta

oczy duże
widzą wszystko

***

obudziłaś moje serce
ziemia i niebo
wolności

otworzyły się trumny
w pejzażu mroku
bez ciał i pytań
odpowiedzi

miłość daremna
w okruchach życia
uśmiechu martwym
czułości szuka

***

Będziemy się kochać
do końca życia

niebywałych urojeń
gwałtów i ciszy

Będziemy się kochać
do końca życia

w pustelni słów
na chybił trafił
da bóg

Będziemy się kochać
jak zawsze wszędzie
w obłędzie
snów

A kiedy dotyk niechciany
wzburzy powietrze zawieje
we włosach wiatr
oddam ci miłość

Nie będziesz sam

***

kiedy będziemy już ostatecznie blisko
by nie przeszkadzała nam nagość
głowa na nogach nie szuka w kosmosie
czarnej dziury ni horyzontu zdarzeń
a bóg śmieje się do rozpuku
ze swego nieistnienia
czy wtedy
rozpoznamy właściwy kształt
bytu
na przykład

***

bez ciała coś
się śmieje

jakbyś opisał
swój stan

dym z papierosa
ulatuje przez okno z balkonu

cisza a w niej
tęsknota

w dłoniach
powietrze

***

z gór do morza
płynie rzeka
zanim zniknie

pieśni serca
już nie słychać
poznikały gdzieś
motyle
byłaś jesteś
uśmiechnięta
wniebowzięta

chwilę
tylko tyle
życie płynie
ku wieczności

Reklamy


Dodaj komentarz

Wierszyki. Ten lud z grzechu poczęty na wybory chodzi uśmiechnięty…

Marek Adamkiewicz

W A G I N A
– ale szał medialny…!
Między organami Wojna. Separacja nieunikniona.

Królowa Wagina – Jestem otwarta, zapraszam wszystkich…
Pan Penis – Dam 500.

Viktor M. Vasnetsov (1848–1926) 1906

Rozgrzeszenie

Zakładam kaganiec
na twoją cnotę

Nie może dłużej
gorszyć stada
twoja świętość

Stado milczy
powalone na kolana
ciężarem łaski

Bez grzechu nie wróci

***

Niech mówi do mnie Mojżesz
Niech Jezus
Albert Camus Einstein

Kościół Polski niech będzie
Wielki jak Prymas Tysiąclecia
Jego głos mocniejszy
Od płaczu z krzywej wieży z Torunia

Obrządek pokory nakazuje
Niewiernym pod murami Częstochowy
Zdjąć czapkę

Nie na kolanach śpiewałem
O wolności

Jarosławowi dziękujemy
Niech Bóg osądzi
Jego dobrodziejstwo

Na koniec tyle powiem
Że jutro
Będzie

***

Popielec

tam idę
przez ciemną dolinę
przez dym i śmiech
przez gniew

wsparty o kamień katedry
o drzewo

co czujesz
ślepy i głuchy

na krzyżu ból

przez stopy bose
ziemi chłód

***

nie przychodźcie do mnie
w niedzielę
tak leszku nie z markiem

hipokryci i bluźniercy

od dawna rzygam
od nadmiaru słów

widziałem o świcie
żółty dziób szpaka
jak zahaczył o twoją sznurówkę
kocham cię kocham śpiewała pliszka

wasze słowa i sumienia
ważą mniej
niż kamień do kiszenia ogórków

nie przychodźcie do mnie
w niedzielę
nie czekajcie

widziałem
jak idziecie po wodzie
jak mój syn

Virgin and Child – Viktor Vasnetsov


Dodaj komentarz

Wierszyki. Puls życia

Marek Adamkiewicz

 

Skrywa tajemnice
bywa nieposłuszne
straszy

utrapienie nasze
puls życia….
Serce

Bije jak dzwon
na uwięzi szaleńca

Mówię mu nie podskakuj
diabeł siedzi w karetce

W mroku urojeń
umierają słowa

***

faluje przestrzeń
faluje czas
pamiętam jutro
nie ma tam
nas

i nie ma
zawsze
i wieczność
już była

Małgorzata Rozenau – Czułość drzew

Komediodramat niebieski

wyrok wykonano
zwyciężyła miłość
wszyscy szczęśliwi

lecz nagle
rozwarło się niebo
i rzekł Pan
wynocha synu
nie twoja pora
wypełnij swe posłanie

natenczas zewsząd
zleciały się anioły
i kurwami rzucając
tu i tam
rozniosły tę wieść

nie ma miłości
bez pierdolenia

***

nasze człowieczeństwo

przecież
Maria Magdalena całowała Jezusa
w usta

***

czułość

nagą cię widzę
jesteś chłodna jak kosmos
na twoich plecach
rysuję gwiazdy

przez palce
przenika czas

na pośladkach
znaczę
wieczność