Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Karma Cola

Marek Krukowski

Rys. Kevin Sloan

Życie w czasach popkultury. Wszystko na sprzedaż. Każde bzdury. Byle tylko znalazł się odbiorca.

Emocje? Super promocje. Największy chłam w ekstra opakowaniu. Najdurniejsza idea podana w sosie truflowym, z szybkim wyrzutem endorfin. Serotonina rulez. Adrenalina passe.

Nie jest jednak tak prosto. Jest krzywo. Źle. Sterowanie zawiesiło się. Konieczny restart systemu.

Od jakiegoś czasu staram się nie śpiewać obraźliwych tekstów. „Ląduj dziadu, bo nie zjesz obiadu. Terrain ahead, pull up, pull up…” uwięzło mi w gardle. W taki sposób nie potrafię już artykułować własnej bezradności wobec fatum. W tragediach na miarę antycznych dramatów staram się odnajdywać wymiar archetypalny pojedynczego indywiduum. Niestatystycznego reprezentanta gatunku Homo sapiens w drugiej dekadzie XXI wieku. Hioba naszych czasów.

Kilka godzin temu szaleniec wbił „nuż w bżuh” ikony współczesnego rodzimego wału. Prezydenta miasta Gdańska. Na scenie quasi charytatywnej imprezy. Wszechpolskiej. Międzygalaktycznej. Przyjazny tłum. Sprzyjające media. Współczesne technologie. I „nuż w bżuh”. Cios w serce, którego nie widać na nagraniu.

Tłum. Falujące ręce z komórkami. Na scenie ikona kona. Tłum rytmicznie kiwa się. Selfie, selfie, selfie. Jak najszybciej wrzucić zdjęcie na fejsa, insta czy tumbira. Trzydzieści kilka kont bankowych, kilkanaście deweloperskich mieszkań to chuj. Tłum podryguje. Ikona arogancji kona. Tłum, rozedrgany tłum. Karma Cola dla każdego. Za darmo. Karma Cola.  Pusty obłok

Gate gate, paragate, parasamgate, bodhi svaha

Mija.
Mija.
Ciągle mija.
Całkowicie mija.
Zbawia kres ja.

13/14.01.2019

Reklamy


Dodaj komentarz

Samorządowa Spółdzielnia Mieszkaniowa

Marek Krukowski

Rys. Saul Steinberg

Pod sklepem z pieczywem spotykam kolegę z czasów młodości. Lekarz, na porannym spacerze z łaciatym kundlem przygarniętym ze schroniska. Rozmawiamy o wyborach. Na kogo będziesz głosować? Obaj zgodnie konstatujemy, że zagłosujemy na przedstawicielkę partii rządzącej. Mimo słabości jej kandydatury, jest ona jedyną licząca się konkurentką blisko 30. letniego układu magistrackiego. Na jego czele prezentuje się teraz delfin protegowany przez miłościwie nam panującego prezydenta. Nijaki i bezbarwny urzędnik, powtarzający puste hasła o mieście przyjaznym dla każdego, bez względu na wielomiliardowe zadłużenie gminy. Namaszczony przez układ na strażnika szaf z dokumentami, które mogłyby pogrążyć sporą część elity miejskiej.

Tak więc rozmawiamy o wyborze mniejszego zła, które aż tak źle nie wygląda. Bo przecież jest sporo sukcesów nowej ekipy: 500+, uszczelnienie ściągania podatków, wdrażanie społecznej gospodarki rynkowej, autonomiczna koncepcja polityki zagranicznej. Pół czy trzy ćwierci sukcesów, okupionych sporymi stratami spowodowanych przez przysłowiowego słonia w składzie ćmielowskiej porcelany.

Rozmowa dryfuje na sejmiki wojewódzkie i ograniczone zdolności koalicyjne partii rządzącej. On będzie głosował na PiS. Ja wciąż nie wiem co zrobić ze swoim głosem. Kierować się sercem czy rozsądkiem? Może mimo wszystko głos na kolegę reprezentującego ugrupowanie polityczne, które współzakładałem 15 lat temu. Na Zielonych, którzy wciąż nie mogą dojrzeć do bycia w polityce, a która w ich obecnym wydaniu sprowadza się do zielonych memów i flirtu z totalną opozycją. Tak więc co wybrać, czym się kierować? Ratio czy emotio?

Na ulicach Wrocławia sporo kolorowych plakatów. Kup mnie, polub mnie, zagłosuj na mnie. Oddając na mnie głos wzbogacisz mój trzos – przedrzeźniam pod nosem. W Sopocie, skąd właśnie przyjechałem atak jest jeszcze bardziej nachalny. Każdy słup uliczny obwieszony niczym choinka portretami kandydatów różnych ugrupowań. Przylepione uśmiechy, błyszczące uzębienie, starannie ufiokowane fryzury, garsonki, garnitury opinające się na wciągniętych brzuchach. Estetyczny i egzystencjalny paw.

Polityka samorządowa w skali gminy czy miasta coraz bardziej przypomina typową spółdzielnię mieszkaniową. Prezes – lokalny kacyk otoczony dworem, wierni i powolni zausznicy tworzący zarząd i radę oraz reszta mieszkańców, najczęściej anonimowych i biernych, czasem tylko będących kłopotliwymi petentami. Brak przepływu informacji. Nieprzejrzystość procesów decyzyjnych. Odporność na merytoryczną krytykę. Brak informacji o wynagrodzeniach. Farsa walnych zebrań. Autorytaryzm opakowany w pozory demokracji. A wszystko to za pieniądze mieszkańców.

Mam wątpliwą przyjemność znać prezesa osiedla S(ado)M(aso) Przylesie. Łagodna tyrania plus megalomania. Mieszkańcy przestawiani niczym meble w osiedlowym biurze. Głęboka termomodernizacja – opróżnić piwnice, bo nie dostaniemy dofinansowania. Jeśli znajdziecie w nich jakieś stare i niepotrzebne zdjęcia lub dokumenty to proszę, przynieście je do administracji.

Ale co mamy zrobić ze schowanymi w komórkach, lecz wciąż potrzebnymi rzeczami? Krzesłami, koszami, balonami na wino? Gdzie znaleźć na nie miejsce? Do kiedy trzeba je przechować? Żadnej informacji. Więc po co gromadziłeś przez lata te kłopotliwe rupiecie? Przecież prezes-kacyk ma wizję, w której jesteś tylko drobną dekoracją. Jak się nie podoba to nie podskakuj albo won stąd.

Mam dość takiej samorządności! Dość systemu wdrażania powszechnej bierności! Dość miasta, w którym nie ma gdzie się odlać.

Piosenka zespołu P.Ch.Ł.A.: Miasto