Spółki Miejskie


2 Komentarze

Koronawirus SARS-CoV-2 – skąd wzięła się pierwsza zaraza zglobalizowanego świata?

Marek Krukowski i Wiesław Cupała

Coronavirus

„Jeśli [nowy] wirus ucieknie, nikt nie przewidzi jego trajektorii”
Simon Wain-Hobson – wirusolog z paryskiego Instytutu Pasteura

Pandemia wywołana przez wirusa SARS-CoV-2 przenicowała naszą codzienność. „Social distancing”, w sklepie może przebywać tylko 1 osoba, braki papieru toaletowego, #zostanwdomu i surfowanie w sieci… Śmiertelna zaraza wzbudzająca przerażenie, ale i ciekawość. Przeszukiwanie informacji. Ilu zarażonych przybyło dziś na Dolnym Śląsku, a ile w województwie pomorskim? Jaka jest dynamika choroby COVID-19 w Hiszpanii, a jaka w Rosji?

Przedzierając się przez dostępne w sieci informacje, sięgając do artykułów i doniesień na których bazują, a także obserwując ostatni konflikt chińsko-amerykański wokół terminu „Chinese virus”, użytego świadomie przez prezydenta Trumpa, zrozumieliśmy że kwestią kluczową jest próba znalezienia odpowiedzi na fundamentalne pytanie o pochodzenie koronawirusa SARS-CoV-2. Skąd tak zaskakujące pojawienie się wirusa i co warunkuje jego sukces epidemiczny liczony prawie pół milionem zarażonych i ponad 20000 ofiar śmiertelnych?

Podróż przez przestwór oceanu wirusologii rozpoczęliśmy sięgając do dwóch źródeł, „Nature Medicine” oraz „ZeroHedge”, prezentujących diametralnie odmienne poglądy na temat pochodzenia koronawirusa SARS-CoV-2, przez co ich implikacje mają charakter epistemologiczny. Pierwsze z nich uprawdopodobnia transmisję odzwierzęcą koronawirusa SARS-CoV-2, drugie wskazuje na szereg cech tego patogenu uprawdopodobniających hipotezę o jego laboratoryjnym pochodzeniu. Poniżej spróbujemy przedstawić ich najważniejsze konkluzje, bez nadmiernego obciążania czytelników pojęciami i terminologią zrozumiałą dość wąskiemu gronu uczniów czarnoksiężnika.

Jednak zanim przejdziemy do meritum, kilka najważniejszych pojęć i skrótów użytych w tekście:

– SARS-CoV-2 (synonim 2019-nCoV) – koronawirus „severe acute respiratory syndrom coronavirus 2” wywołujący obecną pandemię COVID-19 „Coronavirus Disease 2019”;
– SARS-related CoV – koronawirusy z grupy SARS wyizolowane z różnych gatunków nosicieli (nietoperze, pangolin jawajski, człowiek);
– MERS-CoV – koronawirus „Middle East respiratory syndrom”;
– RNA – kwas rybonukleinowy będący materiałem genetycznym wirusów: grypy, HIV oraz koronawirusów grup SARS-related CoV i MERS-CoV;
– białko S „spike” – glikoproteina osłonki koronawirusa SARS-related CoV o charakterze białka receptorowego z komórkami nosiciela;
– receptor ACE2 – receptor enzymu konwertazy angiotensyny 2, znajdującej się na powierzchni komórek m.in. ludzkich płuc;
– R0 („R nought) – basic reproduction number”, parametr epidemiologiczny określający, ile podatnych osób zostanie przeciętnie zainfekowanych danym patogenem od jednego chorego w okresie zarażania.

I. Transmisja odzwierzęca?

Autorzy doniesienia opublikowanego 17.03.2020 roku w „Nature Medicine” twierdzą, że brak jest dowodów wskazujących na pochodzenie laboratoryjne koronawirusa SARS-CoV-2. Sugerują, że po uprzedniej selekcji wirus przeskoczył z nosiciela zwierzęcego („zoonotic transfer”), którym miałby być niezbyt duży ssak z rodziny łuskowcowatych, pangolin jawajski (Manis javanica), na człowieka. U pangolina jawajskiego procesy selekcyjne wymagałyby dużego zagęszczenia osobników, a w ich wyniku miałby powstać szczep SARS-CoV-2 o powinowactwie do zwierzęcego homologa receptora ACE2, który wiąże białka S „spike koronawirusa”. W tym kontekście ciekawie brzmi uwaga autorów: „Although no animal coronavirus has been identified that is sufficiently similar to have served as the direct progenitor of SARS-CoV-2, the diversity of coronaviruses in bats and other species is massively undersampled.”, świadcząca o bardzo ograniczonym materiale badawczym, jak na tak śmiało postawioną hipotezę o odzwierzęcym pochodzeniu tego patogenu.

Po przeniesieniu koronawirusa na człowieka następowałyby kolejne etapy jego pasażowania i selekcji, których efektem byłoby nabycie zjadliwości przez SARS-CoV-2 (czego efektem jest pandemia choroby COVID-19). Na początku proces ten przebiegał w stosunkowo małych i ograniczonych grupach osób, rozpoczynając się w drugiej połowie listopada i/lub na początku grudnia 2019 roku. Analiza zmienności koronawirusa SARS-related CoV nietoperzy, będącego przedmiotem wieloletnich badań m.in. w Chinach wskazuje, że zjadliwość mogłaby powstać w wyniku rekombinacji i mutacji wirusowego RNA. Przeprowadzenie tych procesów w warunkach laboratoryjnych wymagałoby uprzedniego wyizolowania i namnożenia protoplasty koronawirusa SARS-CoV-2, o bardzo dużym podobieństwie genomu do wirusa wywołującego COVID-19. W związku z brakiem takich informacji autorzy artykułu odrzucili hipotezę o laboratoryjnym pochodzeniu koronawirusa SARS-CoV-2.

II. Ucieczka z laboratorium?

Artykuł w „ZeroHedge” odwołujący się do tekstu na portalu „Harvard to the Big House” opublikowanego w dniu 31.01.2020 roku i uzupełnionego 14.02.2020, przedstawia argumenty sugerujące laboratoryjne pochodzenie koronawirusa SARS-CoV-2. Na początek jednak bardzo ważna uwaga – autor jest anonimowy, choć zamieszczono o nim pewne informacje: to badacz z ponad 30.letnim doświadczeniem, zajmujący się m.in. analizą i sekwencjonowaniem genomów w Theoretical Biology Division Los Alamos National Laboratory oraz będący analitykiem ds. walki z terroryzmem w National Security Agency (NSA). Cytowane przez niego źródła przedstawiają informacje kwestionujące naturalne (odzwierzęce) pochodzenie koronawirusa SARS-CoV-2. Lista przesłanek na to wskazujących jest długa, dlatego porządkując je, dokonaliśmy także ich selekcji.

Ucieczki modyfikowanych wirusów miały najprawdopodobniej miejsce już w 1977 roku, kiedy nastąpił wybuch epidemii szczepu wirusa grypy A/USSR/90/77 (H1N1) w Związku Sowieckim i Chinach. W tym przypadku nie można jednoznacznie ustalić czy wirus ten uciekł z laboratorium jako owoc badań nad bronią biologiczną bądź szczepionką na grypę. Wydarzenie to było później wykorzystane jako przestroga dla prowadzenia eksperymentów wzmacniających funkcje wirusów tzw. GOF („gain-of-function”), wpływając m.in. na wprowadzenie w USA moratorium na finansowanie ze środków federalnych badań nad GOF wirusów: grypy, MERS-CoV i SARS-related CoV w październiku 2014 roku (moratorium to zniesiono w grudniu 2017 roku).

Przeskok międzygatunkowy z nosiciela zwierzęcego na człowieka („zoonotic jump”) jest wynikiem procesów losowych („trial-and-error process”), wymagających miesięcy i/lub nawet lat. Ma on pierwotnie charakter ograniczony i małoskalowy (endemiczny), a mutacje i rekombinacje materiału genetycznego wirusa umożliwiają mu funkcjonowanie zarówno u dotychczasowego nosiciela, jak i w organizmie nowego. Proces selekcyjny wymaga jednak czasu i najczęściej osłabia zjadliwość patogenu. Stąd też wątpliwości, czy przeskok międzygatunkowy koronawirusa SARS-CoV-2 mógł zajść w przeciągu około miesiąca w Wuhan, aglomeracji o wielkości Nowego Jorku? Dodatkowo pojawienie się na przełomie listopada/grudnia pierwszych przypadków COVID-19 kwestionuje odzwierzęce pochodzenie koronawirusa SARS-CoV-2, gdyż nietoperze wskazywane jako nosiciele patogenu, są nieaktywne i hibernują w okresie zimowym.

Manipulacje genomów wirusów doprowadziły m.in. do powstania zmutowanego szczepu wirusa ptasiej grypy H5N1, którego przepasażowanie na zwierzętach laboratoryjnych (fretki) umożliwiło mu przeskok między- i ponadgatunkowy (z ptaków na ssaki), z jednoczesnym zachowaniem pierwotnej zjadliwości. Eksperymenty na Univeristy of North Carolina doprowadziły w 2014 roku do powstania chimerycznego wirusa bazującego na koronawirusie SARS-related CoV nietoperzy – okazał się on niezwykle zaraźliwy wskutek modyfikacji białka S „spike” odpowiadającego za wiązanie się z komórkami nosiciela. Dalsze badania przerwano w związku z moratorium na finasowanie badań nad wzmacnianiem funkcji wirusów (GOF), zwiększających ich zjadliwość.

Kolejnym i bardzo ważnym argumentem kwestionującym spontaniczne powstanie wirusa SARS-CoV-2 oraz jego przeskoku z nosiciela zwierzęcego („zoonotic jump”) są informacje o poważnych problemach z zachowaniem bezpieczeństwa i jego monitoringu w laboratoriach biologicznych w Chinach, w tym laboratorium Instytutu Wirusologii Chińskiej Akademii Nauk w Wuhan, o najwyższej kategorii bezpieczeństwa biologicznego BSL-4 (to pierwsze laboratorium tej kategorii w Chinach). Wirusolodzy chińscy z laboratorium w Wuhan sygnalizowali wcześniej, że metody poboru prób terenowych są bardzo ryzykowne (np. badacze byli często pogryzieni bądź zanieczyszczeni moczem lub kałem nietoperzy przenoszących koronawirusa SARS-related CoV), dochodziło też do pokątnej sprzedaży zwierząt laboratoryjnych w Wuhan. Ponadto w latach wcześniejszych miały miejsce cztery „wycieki” koronawirusa SARS-related CoV z laboratorium w Pekinie.

Informacje, że transmisja pomiędzy ludźmi wirusa SARS-CoV-2 rozpoczęła się pod koniec listopada z miejsca innego niż wskazywany targ zwierząt Huanan („wet market”) w Wuhan, zostały przedstawione w artykule „The possible origins of 2019-nCoV coronavirus” pochodzącym z lutego 2020 roku. Wskazuje on, że w sąsiedztwie targu znajduje się Wuhan Centre for Disease Control & Prevention, położony w odległości niecałych 300 metrów, gdzie są m.in. przetrzymywane zwierzęta laboratoryjne, oraz Instytut Wirusologii Chińskiej Akademii Nauk znajdujący się w odległości około 12 km od targu Huanan, gdzie w laboratorium kategorii BSL-4 przeprowadzane są badania nad koronawirusami SARS-related CoV. W podsumowaniu autorzy wskazują na prawdopodobny „wyciek” tego koronawirusa z laboratorium w Wuhan: „…somebody was entangled with the evolution of 2019-nCoV coronavirus. In addition to origins of natural recombination and intermediate host, the killer coronavirus probably originated from a laboratory in Wuhan.” Artykuł ten szybko zniknął (dostępny tutaj), a obaj badacze całkowicie usunęli swoje profile ze strony ResearchGate.

Powyższą hipotezę potwierdzają m.in. trzy pierwsze znane przypadki zarażenia SARS-CoV-2 z początku grudnia, które nie miały kontaktu z targiem Huanan. Stwierdzono również, że około jedna trzecia początkowo zarażonych koronawirusem SARS-CoV-2 nie miała jakichkolwiek bezpośrednich powiązań z targiem zwierząt w Wuhan, domniemanym pierwotnym źródłem tego patogenu. Analiza retrospektywna z połowy lutego 2020 roku wykazała, że wirusolog z laboratorium w Wuhan traktowana wówczas jako pacjentka „zero” COVID-19, nie miała żadnych związków z tym miejscem. Obecne wyniki badań chińskich przesuwają datę pojawu COVID-19 co najmniej na połowę listopada 2019 roku, a wiele wskazuje, że transmisja koronawirusa SARS-CoV-2 rozpoczęła się w innym miejscu niż rynek zwierząt Huanan w Wuhan.

Argumenty o problemach instytucjonalnych z zapewnieniem bezpieczeństwa biologicznego i pośrednio wskazujące na „wyciek” koronawirusa SARS-CoV-2, wspiera notatka dyrektora Instytutu Wirusologii w Wuhan z dnia 02.01.2020 roku zabraniająca dyskusji na temat „nieznanego zapalenia płuc w Wuhan” bezpośrednio po tym, jak dzień wcześniej nakazał zniszczenie związanych z tym materiałów laboratoryjnych. Sugeruje to pełną wiedzę władz chińskich o wybuchu epidemii na długo przed podjęciem wielkoskalowych działań zapobiegawczych. W połowie lutego 2020 roku chińskie Ministerstwo Nauki rozesłało dyrektywę do wszystkich swoich laboratoriów zalecającą ostrożne obchodzenie się z zakaźnym materiałem biologicznym, co wspiera pogląd o zbyt słabych procedurach bezpieczeństwa stosowanych wcześniej w laboratoriach biologicznych. W tym kontekście wydaje się, że problemy z bezpieczeństwem biologicznym w Chinach mogą wynikać również z odmiennych zasad kulturowych kształtujących badaczy – w Chinach dominuje struktura hierarchiczna w przeciwieństwie do struktur niehierarchicznych, powszechnych w USA, ułatwiających pełny przepływ informacji pomiędzy naukowcami.

Twierdzenie o odzwierzęcej transmisji („zoonotic jump”) tego koronawirusa kwestionują trudności we wskazaniu źródła pochodzenia SARS-CoV-2 (węże, nietoperze, pangoliny). Badania podobieństwa genetycznego metodą SNP („single-nucleotide polymorphism”) koronawirusów grupy SARS-related CoV wskazują, że zróżnicowanie wyizolowanych szczepów SARS-CoV-2 od osób z objawami COVID-19 oraz wirusów SARS-related CoV znalezionymi u nietoperzy jest 14.krotnie większe niż między genomami człowieka i szympansa, a zróżnicowanie koronawirusów SARS-CoV-2 oraz wyizolowanego szczepu SARS-related CoV z pangolina jawajskiego (co ciekawe genom tego wirusa został wyizolowany dopiero na przełomie 2019 i 2020 roku!), jest taka jak pomiędzy genomem człowieka i myszy. Największa skala zmienności wynikająca z punktowych mutacji obejmuje fragment genomu kodujący białka S „spike” koronawirusa, co determinuje stopień powinowactwa do komórek nosiciela, a przez to zjadliwość poszczególnych szczepów wirusów grupy SARS-related CoV. Ponadto analiza kladystyczna (pochodzenia) wskazuje, że wirus SARS-CoV-2 posiada markery genetyczne trzech odrębnych gałęzi rodowych koronawirusa (tworzącego własną gałąź czyli klad), nie mając wyraźnego pokrewieństwa z innymi znanymi dotychczas koronawirusami. Duże powinowactwo wirusa SARS-CoV-2 do receptora ACE2 może też sugerować jego pochodzenie laboratoryjne w wyniku prac nad szczepionką przeciwwirusową. Podobne modyfikacje wirusa ptasiej grypy H5N1, zwiększyły znacznie jego zaraźliwość na drodze kropelkowej.

Zaraźliwość SARS-CoV-2 jest znacznie większa niż innych znanych koronawirusów SARS-related CoV, obejmując relatywnie długi asymptomatyczny okres wykluwania się choroby. Parametry zaraźliwości takie jak basic reproduction number czyli R0 („R nought”) wynoszą nieco ponad 4, co jest najwyższą wartością tego wskaźnika dla ostatnich epidemii (np. wartości R0 dla wirusa Ebola wynoszą 1,5-2,5; wirusa MERS-CoV: 0,3-0,8; a retrospektywna analiza dla wirusa hiszpanki H1N1 daje wartości z przedziału 1,5-2,5). Obserwacje przebiegu zakażeń COVID-19 w Wuhan wskazują, że wirus SARS-CoV-2 najprawdopodobniej wykorzystuje mechanizm ADE (antibody-dependent enhancement) ułatwiający wnikanie wirusów do komórek docelowych, w szczególności makrofagów gospodarza. Skutkuje to drastyczną zmianą przebiegu infekcji, która z formy łagodnej i umiarkowanej przechodzi bardzo szybko w postać zagrażającą życiu. Tego typu reakcje zaobserwowano m.in. w infekcjach wirusami HIV oraz MERS-CoV, który jest blisko spokrewniony z SARS-CoV-2 (na temat koronawirusa MERS-CoV badacze chińscy opublikowali artykuł w końcu listopada 2019 roku, gdzie jedną ze współautorek jest dr Zheng-li Shi, o której poniżej).

Kolejną osobliwością są pewne podobieństwa genomu wirusów HIV i SARS-CoV-2, mających kilka wspólnych krótkich sekwencji genomu kodujących wirusowe białko S „spike” łączące się z receptorem ACE2 komórek gospodarza. Analogicznych sekwencji nie stwierdzono u innych koronawirusów z grupy SARS-related CoV. Jednym z wytłumaczeń tych podobieństw może być użycie krótkich sekwencji wirusa HIV jako epitopów/markerów molekularnych („molecular flag”) umożliwiających identyfikację komórek docelowych w badaniach nad np. nową szczepionką – w takim przypadku SARS-CoV-2 mógłby być chimerą powstałą wskutek manipulacji genetycznej na koronawirusach z grupy SARS-related CoV, służąc do testowania nowych szczepionek przeciwwirusowych. Pogląd o podobieństwach krótkich sekwencji genomu wirusów HIV i SARS-CoV-2 jest kwestionowany ze względu na bardzo małą długość tych sekwencji (od 6 do 12 nukleotydów), a samo doniesienie naukowe zostało wycofane z publikacji. Należy jednak wspomnieć, że obserwacje kliniczne przebiegu infekcji COVID-19 wskazują na zbliżony mechanizm oddziaływania na układ odpornościowy nosiciela jak w przypadku zarażenia wirusem HIV, co potwierdza m.in. poprawa stanu chorych na COVID-19 po terapii z użyciem leków antyretrowirusowych.

Inną unikalną cechą koronawirusa SARS-CoV-2 jest to, że tworzy on swój własny klad (gałąź genetyczną), która rozdzieliła się od innych koronawirusów grupy SARS-related CoV około 260 lat temu. Przez ten czas SARS-CoV-2 nie podlegałby wewnętrznym procesom specjacji, podczas gdy pozostałe gałęzie drzewa ewolucyjnego koronawirusów z grupy SARS-related CoV podlegały mutacjom i rekombinacjom, tworząc liczne nowe szczepy i gatunki. Przyjmując założenie o naturalnym pochodzeniu koronawirusa SARS-CoV-2, byłby on jedynym znanym przedstawicielem swojego kladu (gałęzi koronawirusów) nie podlegającym mutacjom i rekombinacjom przez ponad dwa stulecia, a przez to nie różnicującym się na szereg pokrewnych linii (szczepów). Jest to o tyle zastanawiające, że całość wironów SARS-CoV-2 musiałaby być nieaktywna np. zamrożona i przechowywana przez ten okres w temperaturze -80°C. Prostszym wyjaśnieniem odmienności genomu koronawirusa SARS-CoV-2 mogłaby być modyfikacja jego domniemanego przodka, co sugerowałoby jego pochodzenie laboratoryjne. Hipotezę tą wspiera zgłoszenie patentowe dr Xu Jinping Meng z 2005 roku, badacza afiliowanego wówczas na uniwersytecie w Wuhan, dotyczące inżynierii genetycznej białek S „spike” koronawirusa SARS-related CoV (http://europepmc.org/article/pat/CN1990502), którym zajmowała się m.in. dr Zheng-li Shi.

III. „Zaraźliwe” skutki transferu amerykańskiej wiedzy do Chin

W eksperymentach na Univeristy of North Carolina nad zmodyfikowanym wirusem SARS-related CoV, których pierwotnym rezerwuarem są nietoperze, brała udział chińska badaczka dr Zheng-li Shi (Zhengli Shi) z Instytutu Wirusologii Chińskiej Akademii Nauk w Wuhan. Dr Zheng-li Shi jest wirusologiem prowadzącym badania nad koronawirusami od ponad 30 lat. Z końcem 2016 roku wróciła do Wuhan, gdzie zajmowała się koronawirusami nietoperzy SARS-related CoV i ich transmisją. W styczniu 2020 roku była jednym z współautorów artykułu „Discovery of a novel coronavirus associated with the recent pneumonia outbreak in humans and its potential bat origin” opublikowanym w czasopiśmie Nature. Co ciekawe w trakcie pobytu naukowego w latach 2014 i 2015 w USA otrzymała ona ponad 1 mln USD na dwa granty badawcze („The Ecology of Bat Coronavirususes and the Risk of Future Coronavirus Emergence oraz Emerging Pandemic Threats Program – 2”). Jej ówczesne i późniejsze prace nad koronawirusami były finansowane m.in. przez U.S. Department of Defense, U.S. Threat Reduction Agency i U.S. Biological Defense Research Directorate of the Naval Medical Research Center.

Innym chińskim wirusologiem związanym z eksperymentami na koronawirusach jest dr Xing-Yi Ge, pracujący również w laboratorium w Wuhan, który pojawia się jako współautor artykułu z 2016 roku wraz z innymi badaczami z Univeristy of North Carolina. Dr Xing-Yi Ge był pierwszym naukowcem, który w 2013 roku z powodzeniem wyizolował z nietoperzy koronawirusa SARS-related CoV. Wirus ten atakuje receptor ACE2, podobnie jak koronawirus SARS-CoV-2. Ich sekwencje receptorowe są prawie identyczne, a niewielkie różnice nie wpływają na strukturę przestrzenną białka S „spike” obu koronawirusów.

Epidemiolog dr Ralph Baric kierujący badaniami nad koronawirusami, to naukowiec który gościł dr Zheng-li Shi i dr Xing-Yi Ge na University of North Carolina. Zespół tego naukowca stworzył chimerycznego koronawirusa SARS-related CoV, modyfikując geny białka S „spike” osłonki wirusów, które umożliwiają im związanie się z komórką docelową, a przez to infekcję nosiciela. Pomimo że dr Baric kierował kontrowersyjnymi modyfikacjami hiperwirulentnego szczepu koronawirusa SARS-CoV-2 z nietoperzy, to w wywiadzie z 28.01.2020 roku stwierdził, że obecnie znacznie większym problemem zdrowotnym jest grypa sezonowa (seasonal flu) aniżeli COVID-19. Pominięcie narastającego zagrożenia pandemią COVID-19 przez specjalistę, który przeszkolił i współpracował z dwojgiem prominentnych naukowców chińskich z Wuhan przy modyfikacjach koronawirusa SARS-related CoV jest zastanawiające, zwłaszcza że według WHO koronawirus SARS-CoV-2 jest ponad trzydzieści razy bardziej śmiertelny niż grypa.

Dr Zheng-li Shi i dr Xing-Yi Ge współpracowali także z dr Peterem Daszakiem, prezesem EcoHealth Alliance oraz wieloletnim ekspertem WHO. W 2013 roki badacze ci dokonali izolacji koronawirusa SARS-related CoV z nietoperzy wykorzystującego podobnie jak SARS-CoV-2 mechanizm wiązania białka S „spike” z receptorem ACE2. Dr Daszak jest jednym z 27 naukowców, którzy podpisali oświadczenie w czasopiśmie Lancet traktujące hipotezę o nienaturalnym pochodzeniu i laboratoryjnym „wycieku” koronawirusa SARS-CoV-2 jako teorię spiskową („…The rapid, open, and transparent sharing of data on this outbreak is now being threatened by rumours and misinformation around its origins. We stand together to strongly condemn conspiracy theories suggesting that COVID-19 does not have a natural origin.”). Wydaje się, że w przypadku dr Daszaka może być to próba zdyskredytowania oponentów w związku z tym, że koronawirusy od blisko 20 lat są postrzegane jako potencjalny obiekt do opracowania nowej klasy szczepionek przeciwko HIV, a badania nad tą grupą mają charakter priorytetowy i są bardzo dobrze finansowane. Takie działania doskonale wpisują się w oficjalną linię chińskiej propagandy, wymuszającej m.in. na zachodnich wydawnictwach naukowych cenzurowanie i/lub ograniczanie dostępu do publikacji zajmujących się m.in. kwestiami Tajwanu, Tybetu, okresu rewolucji kulturalnej czy protestów studenckich na placu Tiananmen w 1989 roku.

Prezentację amerykańskich i chińskich badaczy zaangażowanych w badania koronawirusów z grupy SARS-related CoV zakończy przykład innej toksycznej relacji między przedstawicielami amerykańskiego świata nauki ze zjadliwą i hiperwirulentną rzeczywistością Chin. Dotyczy on co prawda innej dziedziny wiedzy – nanotechnologii, lecz łączy się z miejscem wybuchu pandemii SARS-CoV-2, z Wuhan. 28 stycznia 2020 roku FBI zaaresztowało dr Charlesa Liebera, prominentnego chemika Harvard University i pioniera nanotechnologii, który po dwóch dniach został zwolniony za kaucją 1 mln USD. Zarzuty wobec niego obejmują nielegalne zaangażowanie się w chiński Plan Tysiąca Talentów („Thousand Talents Plan”) i „wziątkę” kilku milionów USD od Wuhan University of Technology (pensja 50 tys. USD miesięcznie, 150 tys. USD rocznie jako zwrot poniesionych kosztów oraz 1,5 mln USD za stworzenie tam laboratorium nanotechnologicznego). Dr Lieber w trakcie przesłuchań w 2018 roku przez Departament Obrony (DoD) oraz Narodowy Instytut Zdrowia (NIH) zaprzeczył swojemu uczestnictwu i zaangażowaniu w Plan Tysiąca Talentów. Na dzień dzisiejszy brak jest dowodów, by utworzone przez niego laboratorium nanotechnologiczne miało powiązania z laboratorium BSL-4 Instytutu Wirusologii Chińskiej Akademii Nauk w Wuhan.

Chiński Plan Tysiąca Talentów rozpoczęty w 2008 roku jest nakierowany na rozwój rodzimego potencjału innowacyjnego oraz konkurencyjności Chin na rynkach międzynarodowych. Program ten ma na celu powrót do ojczyzny wyróżniających się obywateli chińskich wykształconych na najlepszych uczelniach amerykańskich i europejskich oraz przyciągnięcie wybitnych badaczy zagranicznych w celu wzmocnienia nauki i gospodarki Państwa Środka. W listopadzie ubiegłego roku Senat USA zasugerował, że program ten może być środkiem, za pomocą którego rząd chiński drenuje własność intelektualną podmiotów amerykańskich dla własnych korzyści. Michael Lauer, zastępca dyrektora National Institute of Health (NIH) stwierdził, że umowy w ramach Planu Tysiąca Talentów zachęcały jej uczestników do utworzenia „laboratoriów-cieni” (shadow labs) w Chinach, powielających ich pracę w instytucjach amerykańskich. W grudniu 2019 roku elitarna grupa doradcza ds. nauki JASON, zaleciła National Science Foundation (NSF) by ujawniać wszelkie potencjalne konflikty interesów lub zobowiązania, które mogą powstać w przypadkach finansowania prac badawczych zagranicą przez obce rządy. Według raportu JASON wysiłki Chin mające na celu zbieranie informacji i wywieranie wpływu na amerykańskie instytucje naukowe i przedsiębiorstwa są prawdopodobnie największe i najlepiej zorganizowane.

IV. Post hoc ergo propter hoc?

Weryfikacja hipotez możliwa jest przy maksymalnie pełnej znajomości faktów i dostępie do źródeł. Niestety Chiny nie dopuściły do Wuhan, źródła pandemii COVID-19, badaczy z innych krajów. Chińskie poczucie dumy wspierające opresywny system polityczny Państwa Środka, oraz duch konfucjanizmu spajający społeczeństwo powodują, że wszelkie głosy krytyki są odrzucane lub ignorowane. Dodatkowo wyrafinowane metody deprawacji i korupcji elit naukowych Stanów Zjednoczonych i Europy przez Chiny, nie służą poznaniu prawdy i zaciemniają fakty…

Czy w związku z tym można jednoznacznie wskazać na pochodzenie i źródła wirusa SARS-CoV-2? Dwa wyjaśnienia są możliwe. Pierwsze zakłada, że koronawirus z grupy SARS-related CoV uległ spontanicznej mutacji i rekombinacji przeskakując z nosiciela zwierzęcego na człowieka na targu zwierząt Huanan (martwy pangolin?) lub z nietoperzy ukrytych w jaskini, znajdującej się w sąsiedztwie chińskiego laboratorium wirusologicznego kategorii BSL-4 w Wuhan. Byłby to koronawirus o niejasnym i nigdy wcześniej nie spotkanym genomie, ponad dwudziestokrotnie bardziej zaraźliwy niż wirus SARS-related CoV; którego białka błonowe S „spike” umożliwiające połączenie z komórkami człowieka, wniknięcie do nich i infekcję, mają unikalny charakter nawiązujący do białek błonowych wirusa HIV w pewnych krótkich lecz kluczowych odcinkach; który w nieznany sposób zainfekował pacjenta zero nie mającego jakiegokolwiek kontaktu z targiem zwierząt Huanan w Wuhan; patogen dostosowany do ludzkiego nosiciela w taki sposób, że doprowadził do największego kryzysu sytemu publicznej opieki zdrowotnej w Chinach, Włoszech i Hiszpanii oraz izolacji ponad miliarda ludzi, a także zamknięcia granic pomiędzy sąsiadującymi państwami.

Druga odpowiedź sugeruje, że źródłem koronawirusa SARS-CoV-2 było nieprzestrzeganie przez chińskich naukowców odpowiednich procedur związanych z zagrożeniami biologicznymi, wydarzenia przed którym ostrzegano wkrótce po otwarciu laboratorium wirusologicznego najwyższej kategorii bezpieczeństwa biologicznego BSL-4 w Wuhan w 2017 roku („wycieki” koronowirusa z grupy SARS-related CoV miały wcześniej miejsce w Chinach co najmniej cztery razy). Byłby to „wyciek” zmodyfikowanego szczepu laboratoryjnego o wyjątkowo wysokiej wirulencji, który być może miał posłużyć do testowania przyszłych szczepionek przeciwwirusowych (chińscy badacze wykazali już wcześniej, że potrafią nadawać takie właściwości wirusom m.in. dzięki wiedzy nabytej w laboratoriach University of North Carolina. np. modyfikując wirusy w obrębie receptorowego białka S „spike” co nadało im wyjątkową zjadliwość). Wysiłki Chin dążące do pełnego ocenzurowania przebiegu wydarzeń związanych z wybuchem pandemii COVID-19 w Wuhan, wspierają taką konkluzję.

18.10.2019 roku w Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health w ramach „Event 201” przeprowadzono symulację przygotowań na wybuch globalnej pandemii. Hipotetycznym czynnikiem zakaźnym był koronawirus z grupy SARS-related CoV, a jego nosicielem trzoda chlewna. Patogen ten miał wywołać „Coronavirus Acute Pulmonary Syndrom” (CAPS), a miejscem gdzie miałaby wybuchnąć pandemia były kraje Ameryki Południowej. Trzy miesiące później pandemia miałby charakter globalny z blisko 10 mln osób zarażonych oraz ponad 600 tys. zmarłych, jednak przyjęte parametry epidemiologiczne CAPS były odmienne od stwierdzonych w pandemii COVID-19 (m.in. okres inkubacji wirusa 5-7 dni, jego R0 1,74, 50% zarażonych wymagałoby hospitalizacji, wskaźnik śmiertelności sięgałby 7%). Ilość ofiar śmiertelnych po 18 miesiącach pandemii sięgnęłaby 65 mln osób, dotykając zwłaszcza metropolii (megacities) krajów drugiego i trzeciego świata. Pandemia doprowadziłaby do globalnego kryzysu finansowego, spadek światowego PKB sięgnąłby 11% przy czym największe straty miałyby ponieść kraje biedne i średnio rozwinięte. Straty na globalnych rynkach finansowych sięgnęłyby 20-40%, a zapaść miałaby trwać nawet dekadę. Co ciekawe jednym z uczestników „Event 201” był Georg Fu Gao, szef Chinese Center for Disease Control and Prevention.

Czy pełna informacja, że koronawirus SARS-CoV-2 „wyciekł” z laboratorium skutkując wybuchem pandemii COVID-19 spowodowałaby, że zachowywalibyśmy się bardziej ostrożnie, utrzymując „social distancing” oraz dopełniając innych ograniczeń gdyby pojawiła się taka konieczność? Być może. Należy jednak dążyć do wprowadzenia międzynarodowego moratorium na wszelkie badania nad podwójnym zastosowaniem wirusów w celu wzmacniania ich funkcji (GOF), a wszystkie szczepy wirusów dotychczas uzyskanych w ten sposób zniszczyć w autoklawach. Dalsze próby naśladowania Boga majstrowaniem w genomach patogenów mogą być wyrokiem śmierci dla naszego gatunku, dla „Homo sapiens”.


Dodaj komentarz

Karma Cola

Marek Krukowski

Rys. Kevin Sloan

Życie w czasach popkultury. Wszystko na sprzedaż. Każde bzdury. Byle tylko znalazł się odbiorca.

Emocje? Super promocje. Największy chłam w ekstra opakowaniu. Najdurniejsza idea podana w sosie truflowym, z szybkim wyrzutem endorfin. Serotonina rulez. Adrenalina passe.

Nie jest jednak tak prosto. Jest krzywo. Źle. Sterowanie zawiesiło się. Konieczny restart systemu.

Od jakiegoś czasu staram się nie śpiewać obraźliwych tekstów. „Ląduj dziadu, bo nie zjesz obiadu. Terrain ahead, pull up, pull up…” uwięzło mi w gardle. W taki sposób nie potrafię już artykułować własnej bezradności wobec fatum. W tragediach na miarę antycznych dramatów staram się odnajdywać wymiar archetypalny pojedynczego indywiduum. Niestatystycznego reprezentanta gatunku Homo sapiens w drugiej dekadzie XXI wieku. Hioba naszych czasów.

Kilka godzin temu szaleniec wbił „nuż w bżuh” ikony współczesnego rodzimego wału. Prezydenta miasta Gdańska. Na scenie quasi charytatywnej imprezy. Wszechpolskiej. Międzygalaktycznej. Przyjazny tłum. Sprzyjające media. Współczesne technologie. I „nuż w bżuh”. Cios w serce, którego nie widać na nagraniu.

Tłum. Falujące ręce z komórkami. Na scenie ikona kona. Tłum rytmicznie kiwa się. Selfie, selfie, selfie. Jak najszybciej wrzucić zdjęcie na fejsa, insta czy tumbira. Trzydzieści kilka kont bankowych, kilkanaście deweloperskich mieszkań to chuj. Tłum podryguje. Ikona arogancji kona. Tłum, rozedrgany tłum. Karma Cola dla każdego. Za darmo. Karma Cola.  Pusty obłok

Gate gate, paragate, parasamgate, bodhi svaha

Mija.
Mija.
Ciągle mija.
Całkowicie mija.
Zbawia kres ja.

13/14.01.2019


Dodaj komentarz

Samorządowa Spółdzielnia Mieszkaniowa

Marek Krukowski

Rys. Saul Steinberg

Pod sklepem z pieczywem spotykam kolegę z czasów młodości. Lekarz, na porannym spacerze z łaciatym kundlem przygarniętym ze schroniska. Rozmawiamy o wyborach. Na kogo będziesz głosować? Obaj zgodnie konstatujemy, że zagłosujemy na przedstawicielkę partii rządzącej. Mimo słabości jej kandydatury, jest ona jedyną licząca się konkurentką blisko 30. letniego układu magistrackiego. Na jego czele prezentuje się teraz delfin protegowany przez miłościwie nam panującego prezydenta. Nijaki i bezbarwny urzędnik, powtarzający puste hasła o mieście przyjaznym dla każdego, bez względu na wielomiliardowe zadłużenie gminy. Namaszczony przez układ na strażnika szaf z dokumentami, które mogłyby pogrążyć sporą część elity miejskiej.

Tak więc rozmawiamy o wyborze mniejszego zła, które aż tak źle nie wygląda. Bo przecież jest sporo sukcesów nowej ekipy: 500+, uszczelnienie ściągania podatków, wdrażanie społecznej gospodarki rynkowej, autonomiczna koncepcja polityki zagranicznej. Pół czy trzy ćwierci sukcesów, okupionych sporymi stratami spowodowanych przez przysłowiowego słonia w składzie ćmielowskiej porcelany.

Rozmowa dryfuje na sejmiki wojewódzkie i ograniczone zdolności koalicyjne partii rządzącej. On będzie głosował na PiS. Ja wciąż nie wiem co zrobić ze swoim głosem. Kierować się sercem czy rozsądkiem? Może mimo wszystko głos na kolegę reprezentującego ugrupowanie polityczne, które współzakładałem 15 lat temu. Na Zielonych, którzy wciąż nie mogą dojrzeć do bycia w polityce, a która w ich obecnym wydaniu sprowadza się do zielonych memów i flirtu z totalną opozycją. Tak więc co wybrać, czym się kierować? Ratio czy emotio?

Na ulicach Wrocławia sporo kolorowych plakatów. Kup mnie, polub mnie, zagłosuj na mnie. Oddając na mnie głos wzbogacisz mój trzos – przedrzeźniam pod nosem. W Sopocie, skąd właśnie przyjechałem atak jest jeszcze bardziej nachalny. Każdy słup uliczny obwieszony niczym choinka portretami kandydatów różnych ugrupowań. Przylepione uśmiechy, błyszczące uzębienie, starannie ufiokowane fryzury, garsonki, garnitury opinające się na wciągniętych brzuchach. Estetyczny i egzystencjalny paw.

Polityka samorządowa w skali gminy czy miasta coraz bardziej przypomina typową spółdzielnię mieszkaniową. Prezes – lokalny kacyk otoczony dworem, wierni i powolni zausznicy tworzący zarząd i radę oraz reszta mieszkańców, najczęściej anonimowych i biernych, czasem tylko będących kłopotliwymi petentami. Brak przepływu informacji. Nieprzejrzystość procesów decyzyjnych. Odporność na merytoryczną krytykę. Brak informacji o wynagrodzeniach. Farsa walnych zebrań. Autorytaryzm opakowany w pozory demokracji. A wszystko to za pieniądze mieszkańców.

Mam wątpliwą przyjemność znać prezesa osiedla S(ado)M(aso) Przylesie. Łagodna tyrania plus megalomania. Mieszkańcy przestawiani niczym meble w osiedlowym biurze. Głęboka termomodernizacja – opróżnić piwnice, bo nie dostaniemy dofinansowania. Jeśli znajdziecie w nich jakieś stare i niepotrzebne zdjęcia lub dokumenty to proszę, przynieście je do administracji.

Ale co mamy zrobić ze schowanymi w komórkach, lecz wciąż potrzebnymi rzeczami? Krzesłami, koszami, balonami na wino? Gdzie znaleźć na nie miejsce? Do kiedy trzeba je przechować? Żadnej informacji. Więc po co gromadziłeś przez lata te kłopotliwe rupiecie? Przecież prezes-kacyk ma wizję, w której jesteś tylko drobną dekoracją. Jak się nie podoba to nie podskakuj albo won stąd.

Mam dość takiej samorządności! Dość systemu wdrażania powszechnej bierności! Dość miasta, w którym nie ma gdzie się odlać.

Piosenka zespołu P.Ch.Ł.A.: Miasto