Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Perły przed wieprze. Interesy w Baku

Marek Szarek

Niko Pirosmani – Uczta

O Azerbejdżanie wiedziałem niewiele. Kraj kojarzył mi się z rzezią Ormian opisaną przez autora Przedwiośnia. W powieści, młody Baryka nie wiedzieć czemu nazywał Azerów Tatarami. Z kolei partyzanci z opowiadania Szczepańskiego „Buty” mówili na Azerów – Kałmuki! Czytałem, że bracia Nobel dorobili się fortun na bakińskiej nafcie, więc i ja w latach 80–tych pojechałem robić interesy do Baku!

Do Azerbejdżanu przyleciałem prosto z Istambułu z torbami wypchanymi tureckim dżinsem i sweterkami z akrylu. Zamieszkałem na Bulwarze Nafciarzy w gostinicy „Inturista”, gdzie sprzedałem towar. Kelnerzy z hotelowej restauracji kupowali wszystko hurtem, wiec już po dwóch dniach kieszenie miałem wypchane sturublowymi banknotami.

Wieczory spędzałem w hotelowej dyskotece. Ciepły szampan tryskał do kielichów, jak ropa z szybów w Nieftiannych Kamniach, czerwony i czarny kawior czerpałem z talerzy garściami i hulałem z nauczycielkami z Syberii, które przyjechały do Baku po słońce.

Na miasto wychodziłem po południu, próbowałem coś zwiedzić i kupić antyki na miejscowej barachołce, ale gęsty upał lał się z nieba jak asfalt z beczkowozu, więc szybko rezygnowałem ze wspinaczki na szczyt Baszty Dziewiczej. Zamiast antyków miejscowi cwaniacy usiłowali mi sprzedać podrabiane samowary z Tuły i pseudo-kaukaskie kindżały z rękojeściami zdobionymi w kolorowe paciorki, jak u Indian Navaho. Kąpiel w Morzu Kaspijskim była wykluczona, bo woda w zatoce wyglądała, jak kałuża deszczowa pod nieszczelnym dystrybutorem paliwa na stacji benzynowej. Chroniłem się w nadmorskim czajchanie, gdzie leczyłem kaca koniakiem Apszeron i kombinowałem, jak nielegalnie zamienić utargowane ruble na dolary.

Nie miałem w mieście kontaktów, zbliżał się termin wyjazdu, a ja siedziałem na kupie bezwartościowych czerwońców. Ostatniego dnia pobytu, postanowiłem skorzystać z oferty kierownika recepcji hotelowej. Recepcjonista zaproponował, że sprzeda mi większą ilość franków belgijskich, które zostawili turyści z Belgii. Nie znałem kursu franka ale musiałem ryzykować. Za wszystkie utargowane ruble kupiłem kilkadziesiąt tysięcy franków belgijskich i przekonany, że robię interes życia odleciałem do domu.

W Warszawie okazało się, że góra franków urodziła dolarową mysz. U znajomej kasjerki w warszawskim Pewexie wymieniłem belgijską walutę na bony PKO. Z tysięcy franków zrobiło się kilka marnych setek dolarów. Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomi mi za to nie dali!

P.S. Wpis dedykuje Marysi H.J.

Reklamy


Dodaj komentarz

Perły przed wieprze. Bilans

Marek Szarek

Rysunek – Kinga Grzędzielewska

Trzej Królowie złożyli dary i wrócili do domów. Kacper odjechał do Arabii na wielbłądzie, Melchior konno na Kaukaz, Baltazar miał najbliżej – wrócił pociągiem podmiejskim do Tłuszcza. Kolejny rok przeminął. Z jodełki sypie się igliwie. Jutro zdejmę z niej bombki i złoty szpic. Ozdoby opatrzę bibułką, schowam do pudła i zamknę w szafie, a kikut choinki wyrzucę na śmietnik. Najchętniej, sam zapakowałbym się w bibułkę, schował w szafie i czekał na przyszłoroczne święta. Mam już 63 lata, a to jakby 63 razy w pysk dostać, albo 63 kopniaki w dupę! Z przyjemności na ”p”, zostało mi pisanie głodnych kawałków na fb. Po wypiciu dwóch kieliszków wina jestem pijany, a po trzech, zamiast ochoty na seks, chce mi się spać! Mój bilans jest nieciekawy, prognozy na przyszłość marne.

Duch nieochoczy i ciało mdłe. W ubiegłym roku obiecywałem sobie, że aktywnie zaangażuję się w walkę o demokrację, ale nic z tego nie wyszło. Na protesty pod Sejm nie chodziłem, do KOD-u nie wstąpiłem. Usprawiedliwiałem się, że hasła opozycji były nieatrakcyjne, zbyt abstrakcyjne, do boju nie zachęcały, ducha nie rozpalały. Łatwiej jest ginąć za Boga i Ojczyznę, niż walczyć o demokrację i sądownictwo. Bić się o trybunał konstytucyjny, to jak maszerować w Peerelu w pochodzie 1-majowym. Pewnie dlatego na marsz niepodległości przyszły tłumy, a na manifestacje opozycji – tłumek. Z ulgą przyjąłem wiadomość o kompromitacji lidera KOD-u i poczułem się rozgrzeszony. Walkę z reżimem ograniczałem do lektury Gazety Wyborczej, chociaż czytałem tylko nagłówki!

Zamykam te „bilanse” i wracam na portal społecznościowy.

Na Fb. czytam wszystko i gębę z podziwu rozdziawiam. Ktoś, ogłosił, że w roku minionym przeczytał 160 książek, ktoś inny przebił na 180! Też chciałem się pochwalić, ale zdołałem przypomnieć sobie ledwo 15 tytułów i to bez nazwisk autorów. Z książek zapamiętałem niewiele, a do końca przeczytałem jedną. Zdjęć z pobytów w egzotycznych krajach nie mam. Zazdroszczę znajomym wojaży, a nie lajkuję na złość, bo najdalszą podróż odbyłem do Kobyłki pod Wołominem.

W czasie Świąt Cesia obiecała otworzyć butelkę francuskiego koniaku, który 5 lat temu dostałem w prezencie. Cesia schowała trunek i trzyma dla lepszych gości. Ale, także w tym roku lepsi goście nie przyjechali, więc żona koniak schowała. Może ktoś z Was drodzy Przyjaciele zechce przyjechać na Ursynów? Zapraszam serdecznie! Cesia wyciągnie koniak ze schowka!


Dodaj komentarz

Perły przed wieprze. Święta i po świętach

Marek Szarek

Franz Krüger – Vorweihnacht

Święta minęły jak z bicza strzelił! Lepiej napisać, że przeleciały, niczym gwiazdy spadające, żeby porównanie wypadło bardziej poetycko, nie tak furmańsko. Wprawdzie bombki na choince jeszcze wiszą, ale po jabłkach zostały tylko wspomnienia i puste ogonki. Już od dawna na świątecznych drzewkach nikt nie wiesza łańcuchów sklejanych z pasków kolorowego papieru, ani orzechów włoskich owiniętych w złotka po czekoladzie, ani karmelików, ani włosów anielskich, a o zimnych ogniach to najstarsi Mikołaje nie pamiętają.

Ja pamiętam jeszcze socrealistyczne bombki z traktorami i przodownikami pracy, które wieszał na choince dziadek Antek. Dziadek był ideowym komunistą, repatriantem i gminnym sekretarzem partii na Żuławach. Wszystkie tytuły i zasługi wypisane były na tablicy jego grobowca na Powązkach, ale przepadły, gdy nastała III Rzeczypospolita. Ojciec zmienił napisy na epitafium – zniknął członek Komunistycznej Partii Francji, a narodził się żołnierz Armii Polskiej we Francji.

Przemija postać świata. W naszym domu, także zachodzą zmiany. W ostatnich latach, żona wprowadziła zwyczaj wspólnej, głośnej modlitwy przed kolacją wigilijną. Składamy ręce i powtarzamy za Cesią słowa pacierza. Ja i dzieci czujemy się lekko skrępowani i niepewnie przestępujemy z nogi na nogę. Sztucznymi uśmieszkami, żarcikami próbujemy odnaleźć się w niezwyczajnej sytuacji, oswoić sacrum. A po modlitwie łamiemy się opłatkiem kupionym w supermarkecie. Po wieczerzy nie mamy zwyczaju chodzić na pasterkę, ale przyjmujemy księdza po kolędzie. Sami nie wiemy jacy jesteśmy; wierzący, wątpiący, obojętni, ateiści czy agnostycy?

Ale w obecnych czasach duszne rozterki zeszły na drugi plan, bo na pierwszym króluje polityka.

W Nowym Roku życzę sobie i Wam mniej polityki, a więcej jabłek, złotych orzechów, słodkich karmelików, kolorowych łańcuchów i anielskiego włosia! Zimnych ogni nie życzę, tylko prawdziwych, gorących, żeby grzały nasze dusze i ciała przez cały rok!