Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Perły przed wieprze. Raz dokoła

Marek Szarek

Na ilustracji scena z Eugeniusza Oniegina w Operze Wrocławskiej.

Rok mija – ja niczyja – biadoliła brzydka panna na balu! Ja też długo byłem, jak to brzydkie kaczątko w stawie, ale się przełabędziłem i odżyłem! Miniony rok zatańczył ze mną, jak z panną młodą na wiejskim weselu. Raz dokoła, raz dokoła! Świat zawirował i stanął na głowie. Z handlarza awansowałem na nauczyciela, z chama na plebana! Stałem ci się z chłopa – król! Na pół rumak, na pół – wół, trochu osieł – cały muł! Jestem nauczycielem pomocniczym, ale to jednak zawód umysłowy! Wprawdzie teściowa spod Krakowa woła na mnie – półpanek, ale teściowej, nie dogodzisz! Tak więc rzuciłem handel w cholerę, perły przed wieprze, a karty na stół!

Teraz, paraduję po szkole, cały w tweedach, niczym mecenas Giertych po Nowym Świecie, na tyłek wdziewam portki z sukna w jodełkę, smarkam tylko do jedwabnych chusteczek. W butach od Ryłki sunę korytarzami szkolnymi w posuwistych lansadach, koleżanki nauczycielki czaruję, kucharki ze stołówki szkolnej podszczypuję i na dolewkę pomidorowej z ryżem zawszę mogę liczyć. Jestem, jak ten Eugeniusz Oniegin, przed którym świat stanął otworem – tu pozwolę sobie zacytować odpowiedni fragment w oryginale: „Wot nasz Jewgienij na swobodie, ostriżon po pasljedniej modie, kak dandy londonskoj odjet, on na kaniec uwidjeł swjet!”, (powinno być „mir”, ale „swjet” się rymuje).

Widzicie więc, drodzy fejsowicze, że macie do czynienia nie z byle chłystkiem, nie z jakimś tam: hetką – pętelką, entliczkiem – pentliczkiem, malowanym paniczkiem, tylko z człowiekiem inteligentnym, który i Puszkinem potrafi zażyć z mańki i literackim deserem z Krakowskiego Przedmieścia – uraczyć!

Dlatego, bardzo was proszę, żebyście od dzisiaj zwracali się do mnie per: Panie Nauczycielu Wspomagający Marku Szarku! Mam też nadzieję, że nie będę musiał więcej czytać na swojej tablicy uwłaczających mojej osobie określeń w rodzaju: – ty wieprzu perłowy, paciorkowcu złocisty, tandeciarzu z Wólki Dziadowskiej, pozłacany świński ryju, straganiarzu z Psiej Górki! Uszanujcie mój awans społeczny, cieszcie się moim szczęściem i posłuchajcie piosneczki, którą sam ułożyłem i śpiewam na ludową nutę:

Umarł Szarek w butach, leży już na desce!
Gdyby mu zagrali, sprzedałby coś jeszcze!
Lecz nie pohandluje, bo nima piniędzy
Będzie uczył w szkole, jak się nie dać nędzy
Aby z nędzy się wygrzebać, trzeba dużo pić i je…!
Oj ta dana, ta dana, piosneczko kochana!

Tym, dydaktycznym akcentem chciałem zakończyć dzisiejszy wpis, ale muszę podzielić się z Wami niespodzianką! Otóż Pani Minister Edukacji zaprosiła niechcący mnie wraz z małżonką na wielki sylwestrowy bal nauczycieli wspomagających, wyprawiany w hotelu „Hilton-Clinton-Trump-Sheraton”. Na balu ma być obecny sam Pan Prezes, więc zastanawiam się w co ubrać Moją Osobę? Czy wystąpić we fraku, czy w podkoszulku z wiadomym napisem? Cesia w tej sprawie radzi słuchać wieszcza i twierdzi, że: „trza być w butach na Weselu”, a podkoszulek zachować na bal przebierańców!

Posłucham żony i pójdę ćwiczyć mazura, żeby małżonce nie narobić wstydu w Clintonie-Sheratonie!

A Wam, Drodzy Przyjaciele życzę szampańskiej zabawy! Raz dokoła! Raz dokoła!

Reklamy


Dodaj komentarz

Perły przed wieprze. Król

Marek Szarek

Król – w reżyserii Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego

Ostatnimi czasy, nurzam się w kulturze teatralnej, jak prosię w błocie! Tu się potaplam, tam zanurkuję, czasami trafię, często pudłuję.

W niedzielę trafiłem do Teatru Polskiego. Nie jest łatwo dostać się na inscenizację „Króla” w reżyserii Strzępki i Demirskiego. Polowałem na to przedstawienie od lata, a dopiero teraz, dzięki protekcji, udało mi się zdobyć bilety. Miejsce miałem paskudne – na balkonie, kolana pod brodą, głowę pod sufitem, było wysoko, głucho i do sceny daleko.

Twórcy spektaklu przenieśli powieść Twardocha na scenę w sposób: dosłowny, pomysłowy i efektowny. Powiedziałbym nawet – efekciarski. Tytułowy bohater – gangster i bokser Jakub Szapiro, to król życia i śmierci drobnych, żydowskich przedsiębiorców ze stołecznych Nalewek. Szapiro lubi drogie samochody, piękne kobiety i alkohol, romansuje z panną z dobrego polskiego domu, nie słucha żony syjonistki, która chce emigrować do Palestyny, ukojenie znajduje w ramionach burdelmamy Ryfki. Całe towarzystwo uwikłane jest w rozgrywki polityczne epoki. Na obrotowej scenie teatru w katastroficznym kontredansie, kręcą się i walczą: narodowcy z socjalistami, syjoniści z bundowcami, Polacy z Żydami. Gangsterzy kumają się z policją, bohaterzy z alfonsami. Oglądamy Polskę z roku 1937, rządzoną przez sanacyjnych pułkowników, kraj zmierzający w stronę łagodnej faszystowskiej dyktatury. Na ulicach stolicy mnożą się pogromy i demonstracje, na uniwersytetach ogłaszają numerus clausus, w tle czają się cienie Berezy i widmo nadciągającej wojny.

Spektakl zrobiony jest z rozmachem, po scenie jeżdżą lśniące limuzyny, na ringu rozgrywa się mecz bokserski, socjaliści wznoszą w górę czerwony sztandar, bojówkarze ręce w faszystowskim pozdrowieniu, dziwki zadzierają kiecki, przegięci homoseksualiści wypinają tyłki, a nad wszystkimi unosi się demon Litani, który śpiewa tamtemu światu pieśń zagłady.

Kto zechce odnajdzie w przedstawieniu Strzępki i Demirskiego polityczne aluzje do współczesności, kto nie zechce, będzie się „tylko” dobrze bawił. Reżyserom udało się zaczarować publiczność, aktorom przekonać do swoich kreacji fanów powieści Twardocha, a mnie nie spaść z balkonu!


Dodaj komentarz

Perły przed wieprze. Lekcja religii

Marek Szarek

Lekcja religii – Haddon Sundblom

Na Psiej Górce zimny wiatr zagląda srokom pod ogony, mrozi ludziom szpik w kościach, zniechęca do spacerów. W mojej szkole grypa przetrzebiła personel. Nauczycielki chorują, dzieci słabują, wozny kicha, nawet dzwonek kaszle! Tylko ja stoję samotnie na posterunku, jak ten kamień rzucony na szaniec i niosę wśród ośmiolatków oświaty kaganiec!

Niosę ten kaganiec z narażeniem zdrowia, jak Prometeusz ogień! Nie jest łatwo, tak stać i świecić kagańcem! Wczoraj, zamiast kagankiem – musiałem świecić oczami, bo Pani Dyrektor kazała mi zastąpić katechetkę i poprowadzić lekcję religii w 3 klasie!

Na próżno usiłowałem odwieść dyrektorkę od tego pomysłu, tłumacząc że:
– W kościele bywam raz na rok! Nie pamiętam pacierza, nie słucham Radia Maryja i poszedłem do kina na „Kler”!
– Nic nie szkodzi, zrobi pan dzieciom sprawdzian ze Świętego Mikołaja! – Odpowiedziała dyrektorka i wręczyła mi kartkę z testem. – Proszę przeczytać to na dużej przerwie i przygotować się do lekcji!

Zacząłem czytać ale zawiesiłem się już na pierwszym pytaniu, które brzmiało: Kto na pewno nie przynosi dzieciom prezentów pod choinkę ?
1.Dziadek Mróz?
2.Dzieciątko Jezus?
4. Królowa Śniegu?
5. Staruszek Bożonarodzeniowy?

– Kto to jest Staruszek Bożonarodzeniowy? – Zastanawiałem się wystraszony!

Ale drugie pytanie było jeszcze trudniejsze!

Jak nazywał się artysta, który opracował współczesny wizerunek Świętego Mikołaja dla koncernu Coca-Coli?
1. Clemens Clarke Moor?
2. Haddon Sundblom?
3. Fred Mitzen?

– Hadon-Sadon, Hudon-Sudon, Chudoń-Sudoń – bełkotałem. Nie wiedziałem nawet, jak poprawnie wymówić te nazwiska?

Na końcu testu widniało polecenie, cyt: „ Uczniowie, którzy dobrze odpowiedzieli na wszystkie pytania napiszą list do Świętego Mikołaja, w którym zwierzą się, o jakim prezencie marzą. Pamiętajcie, że on nie lubi, gdy dzieci robią błędy ortograficzne! Uczeń, który wyśle list z błędami, zamiast wymarzonego prezentu dostanie rózgi!”

Wczoraj, na lekcji religii uczyłem dzieci, jak się gra w okręty!