Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Podróż na Wschód

Romek Grzeszykowski

Jakie są Indie?

Moje Indie są relatywne. Wszystko jest tu względne: czas, ilości, pieniądze, odległości. To moja 6. wizyta na przestrzeni dwóch dekad. Uderza mnie dynamika zmian, ich skala i bezwzględność. Zazwyczaj po opuszczeniu lotniska witał mnie specyficzny dla Indii zapach, gorąca, wilgoci i mieszaniny: przypraw, spalin, kadzideł, zwierząt, potu i strachu, akceptacji. Tym razem był to smród innego rodzaju. Przypominał szpitalny zapach płynu do dezynfekcji podłóg, pomieszany ze spalinami oraz DDT, którym truje się tu komary. Jechałem przez senny Bombaj o 2. nad ranem, a odór ten ciągnął się za nami przez 45 minut. Inna sprawa, że w Bombaju mieszka ponad połowa populacji Polski. W Punie o 4. nad ranem przypomniałem sobie o zasadzie relatywności odległości. Pokój miał znajdować się za hotelem M. i znajdował, jakieś 10 minut marszu. Natomiast i pokój, i właściciel, który zgarnął mnie z ulicy o 4. nad ranem z ulicy był naprawdę spoko.

Zdj. Romek Grzeszykowski

Zdj. Romek Grzeszykowski

Trzy kolejne dni to spotkanie nauczycieli prowadzących kursy nauczycielskie oraz egzaminatorów. Ciekawe doświadczenie znaleźć się wśród takiej 100. z całego świata. Gitaji wyraźnie, nie przepada za kursami nauczycielskim. Przy każdej możliwej okazji podkreśla, że mamy być przede wszystkim praktykującymi – sadhakami. Sporo w tym racji, że dla wielu joga nie jest sposobem rozwoju i poszukiwania, a tylko biznesem. Z drugiej strony, joga zupełnie inaczej wygląda na zachodzie. Adoptuje się do nas, my do niej też, ale pewnie nigdy nie będziemy tacy, jak Guruji. I dobrze.

Sporo inspiracji do prowadzenia kursów i ludzi w ogóle.

Ciekawe było też zobaczyć jak różne kraje składają w system swoje narodowe cechy. Np. tacy Austalijczycy, nie mierzą czasów, nie punktują po prostu patrzą.

Teraz mieszkam w okolicy Beliwadi, część Puny, której nie znam.

Zdj. Romek Grzeszykowski

Zdj. Romek Grzeszykowski

Trzeci dzień warsztatu ypoganuśasanam. W porównaniu do tego, do czego przyzwyczaili mnie wcześniej nauczyciele, to jak wczasy z yogą, choć dziś muszę przyznać wymiękłem. Jako czwarta bodajże asana, Paścimottanasana, przez długi czas. Boże! Między Bogiem a prawdą to nieco innych zaklęć używałem. Gita, że mamy rozluźnić mięśnie jakbyśmy rozsmarowywali masło, a ja tam wałczę z bólem przyczepów, dołu pleców, urywa mi się lewy staw biodrowy i w ogóle sprawdzam czy nie patrzy w moją stronę i co jakiś czas zginam nogi. Za drugim razem było lepiej. Myślę sobie, że z Paścimottanasaną w moim przypadku jest jak z przyjazdem teściowej, człowiek się musi dobrze przygotować, a i tak zawsze jest dupa.

Zdj. Romek Grzeszykowski

Zdj. Romek Grzeszykowski

Indie to też codzienna walka z riksiarzami, taksa wg. licznika to 20 rupi, a oni zaczynają od 190. Poza tym pyszne wegetariańskie jedzenie. Wprawdzie jak się pocę, to śmierdzę jak masala, ale pal sześć. Podobno indyjskie przyprawy przeciwdziałają powstawaniu nowotworów. Smog większy niż w Krakowie, ale za to mam maskę antysmogową z domu.

Romek Grzeszykowski

Romek Grzeszykowski

Zastanawiam się nad Indiami, dynamika „rozwoju” nieograniczona, prawami pracowniczymi, związkami zawodowymi, prawem ekologicznym. Dokąd to prowadzi? Indie się budują na potęgę, ilość samochodów wzrasta, każdy ma telefon. Jeśli pomnożymy przez 1,4 miliarda – spaliny, śmieci, chemię – to dochodzę do wniosku, że oni sami siebie wyniszczą. Przecież w takich warunkach ani kurkuma ani imbir cudów nie uczynią. Po atakach w Paryżu Dalajlama powiedział, że zamiast modlić się do Boga, ludzie powinien sami zająć się bałaganem, którego narobili. Tutaj pewnie jest jeszcze szansa, by coś zrobić, nim nastąpi katastrofa, tylko kto? Bogaci nie, bo to nie w ich interesie, biedni mają inne sprawy na głowie, jogini – ekscytują się wsysaniem łydek lub brzucha też chyba nie bardzo. Sam nie wiem. Modlić się do Boga? Którego? Chyba tego, który wysłucha i pochyli się nad tym wariatkowem?

Poza tym dużo miłych ludzi.

Zdj. Romek Grzeszykowski

Zdj. Romek Grzeszykowski

Reklamy