Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Zaśpiewy rynkowe. Dżentelmeni

Sas

Marcin Mikołajczak – Przyjaciele

Pierwszy, piosenkarz, udławił się rzygami we wrocławskim skłocie,
jak znany gitarzysta z Ameryki.

Drugi też był piosenkarzem. Upaćkał krwią przedpokój i wannę
u pewnej kobiety w Warszawie.

Bębniarz nie znosił mieszkań. Kochał życie i handel obnośny.
Zazdrośni konkurenci z Hamburga zaciukali go na śmietniku.

Gdy po raz ostatni odwiedziłem w Gdańsku basistę, miał mało
czasu, wciągał śmierć. Obejrzeliśmy odebranie nagrody przez
wybielonego Freddiego.

Piąty swoją srebrną głowę pomylił z tarczą wrocławskiego zegara.
Był kiepskim gitarzystą, ale dobrym strzelcem.

I ten z dziś, ech gitarzyści, prawie poeta, w szpitalnej fiolce Wro
zostawił swoją brudną egzystencję. Odpłynął. Uwaga! Bu-u-u!
Odpływamy …plum, plum…

Rozstali się ze mną z fasonem godnym szacunku, ciszy. Wiatr
muzyki ich nie słyszy. Świszczy.

Na dzisiaj 26.08.16 koniec. Choć ta gra gra.
Najpierw on, potem on i potem ja.
Lamparada!

Reklamy


Dodaj komentarz

SAS z projektu sos–diariusz. Zapisy z czerwca.

Sas

Rys. Roland Topor

Bezkres (Sinoszary…)

Sinoszary świt. Odległość Słońca od linii horyzontu jest zalana wyblakłym atramentem. Na niebie chmury zmieniają kolory.

Chwilę później mam w oczach błękitno – wodniste przestworza. Od lat błękitne i wodniste – zawsze – i ja pod nimi, i wy. Dziwna sprawa, potwierdzam rześkość dojrzałego myślenia, soczystość owoców wolnej myśli zebranych na jesień życia. Potwierdzam czerwoność jesieni, choć nigdy jej nie dotknąłem.

Wiem, że Miłość musi być wielką zasadą życia. Ocalam jednorazowość. Usprawiedliwiam kochanków. Wiem, że to jest ważne. Przede mną Hybris – najgroźniejszy wróg, zaczyna pysznie błyszczeć na łodygach chwastów.

Wreszcie brzask. Idę.

Porozumienie

Wyziewy unoszące się nad trupami niewysoko i niewidzialnie. Zawieszone na sklejonych grudach ziemi, tańczą w smudze, jaką zostawia pędzel moczony w wodzie.

Dały mi się we znaki po trzech dniach, gdy pochylając twarz sztywną od spirytusu nad wiekiem trumny z ciałem matki, nagle zobaczyłem w szczelinach swoje palce.

Przez następny miesiąc rzygałem na trumnę, w której widziałem swój kawałek nogi z zapleśniałym butem, włosy połamane wokół głowy, żebra sterczące z przegniłego garnituru, na pośmiewisko mojej skóry.

Wyniosłem siebie stamtąd całego. Cierpliwie zszywałem wieczorami w świetle ulicznej latarni. Mnie zakopywać! O ! Takiego!


1 komentarz

Przełom – glosa do utworu „Pasażer” z płyty zespołu PCHŁA „Corpus Christi” wyd. 31 05 2018

Sas

Andrzej Wróblewski: Dworzec na ziemiach odzyskanych 1948-1949

Pchła – Pasażer

Z tego co mi wiadomo 20 wiek, potocznie zwany ciotką Józią, w literaturze pięknej porównano do pędzącego autobusu. Znany i lubiany Cortazar i mniej znany, a co za tym idzie mniej lubiany Praszyński używali takiej metafory w swoich dziełach. Ten celny skrót myślowy postanowiłem dopełnić, dodać glosę wciągającego literaturę czytelnika oraz słuchającego wspomnianej w tytule poetyckiej i gęstej w połączeniach muzyki ze słowem płyty „Dziadów Leśnych”: Cupała, Krukowski, Waszkiewicz, Chwedczuk, Łaskawiec.

Autobus, czyli ciotka Józia, w duchu demokracji brukselskiej wprowadził uprzywilejowane miejsca przy oknach. Każdy potrafi docenić korzyści płynące z oglądania kolorowej smugi migających obrazków podróży i każdy chciałby usiąść – choćby dlatego, by nie gapić się na siedzących. A tu klops. Siedzieć mogą dzieci do lat 12-stu, starcy, kobiety po 3-cim miesiącu ciąży i kaleki. „Kaleka” to też metafora i oznacza życie urodzone na krześle, które mocą ustawy kierowcy czy kontrolera, nie rusza się z miejsca przy trójwymiarowej panoramie. I tak jest w literaturze – zgrzytanie zębów i zakwasy stojących przy ożywionych rozmowach i śmiechu pokazujących palcami.

Na stojąco jadą też autobusem dedukujący pasażerowie. Póki człowiek nie zbaranieje, to też metafora – znaczy zabawnie skomplikowany jednorazowy skrót myślowy – póki chce mu się myśleć, bo jeszcze nie zdrętwiał w tym staniu, to może ów człowiek się wkurzyć. Wkurzony pokrzykuje, potupuje, poklaskuje, potem się okalecza i piszczy tak długo, aż go kontroler zauważy i na skinięcie kierowcy usadzi na rozkładanym fotelu (albo nie usadzi). Hałas dekoncentruje kierowcę. Poznawszy tę zasadę stojący pasażerowie dorobili się sposobu na uzyskanie miejsca siedzącego – trzeba się wybrakować i będą się tobą opiekować. No i jakie perspektywy, jakie możliwości ma taki Pomysłowy Dobromir. Cortazar i Praszyński wybrali opisywanie podsłuchanych historyjek. Perfumowane Chuje na Łonie Abrahama wybrali poezjowanie – ot choćby wiersze Ewy Lipskiej – Tegorocznej Laureatki Silesiusa za całokształt twórczości.

A autobus jedzie, co prawda coraz wolniej i to mnie, wypełniającego tę metaforę od środka, trochę niepokoi. Już za parę dni stanie, skończy się paliwo, skończy się czas, i co będzie ze starcami i kalekami? Dzieci i kobiety same wyjdą, ale krzesła? I wreszcie co się stanie ze stojącymi, co z ich samarytańskim sumieniem?

Ostatnio w autobusie, tej pożytecznej skądinąd maszynie do tworzenia kalek, podlotki, mające chrapę na kanapę kontrolera, produkują ulotki z hasłem: Pomożecie? Popchniecie? – Pojedziemy dalej przecie.